Język cudów

Uwagi od autorki

Napisałam tę książkę, ponieważ pragnę nauczyć cię komunikacji ze zwierzętami. Pozycja ta nie ma jednak na celu zastąpienia pomocy medycznej ani specjalistycznej diagnozy lekarza weterynarii. Proszę, abyś nie polegał jedynie na swojej intuicji, ale konsultował się także z weterynarzami, zasięgając profesjonalnych opinii.

Zmieniłam imiona i pewne cechy charakterystyczne niektórych moich zwierzęcych przyjaciół (jak w przypadku Kapitana Harrisa), aby chronić ich prywatność. Jednak większość moich najbardziej cenionych uczniów wspaniałomyślnie udzieliła mi pozwolenia na użycie ich prawdziwych imion w zaprezentowanych tutaj opowieściach. Na końcu książki znajdziesz listę specjalistów od komunikacji międzygatunkowej, których wyszkoliłam.


Przedmowa

 Co zrobiłaby Amelia?

Uwierzyłem, że komunikacja ze zwierzętami jest możliwa, gdy Amelia Kinkade wysłała mi maila z Kalifornii, w którym napisała, co widzi oczami zaginionej kotki Boo Boo, która zniknęła z domu naszego syna w Connecticut. Amelia szczegółowo opisała dom syna, podwórko oraz miejsce, w którym schował się kot. Następnego ranka udałem się tam i uratowałem Boo Boo, która znajdował się dokładnie tam, gdzie wskazała Amelia.

Od tamtej pory, gdy nie wiem, co robić, zadaję sobie jedno, proste pytanie – Co zrobiłabym Amelia? W korzystaniu z intuicji najbardziej przeszkadza mi tendencja do mentalnego skupiania się na lęku, gdy jedno z naszych zwierząt gubi się lub dziwnie się zachowuje. Wiem, że takie nastawienie zaburza moją zdolność komunikacji ze zwierzętami. Na wszelkie możliwe sposoby próbuję je zmusić, aby zrobiły to, co chcę lub skupiam się na swoim umyśle i sam decyduję, o czym myślą – ale to nie działa. Gdy jednak zadaję pytanie – Co zrobiłaby Amelia? – zawsze udaje mi się rozwiązać problem.

Mój pierwszy eksperyment związany z komunikowaniem się ze zwierzętami polegał na ustaleniu, dlaczego nasza ukochana króliczka Smudge Elizabunny nie pozwala mi się brać na ręce, chociaż nie ma nic przeciwko temu, aby moja żona Bobbi przenosiła ją na rękach na podwórko lub wnosiła do domu. Gdy tylko próbowałem wziąć ją na ręce, Smudge uciekała ode mnie, a ja goniłem ją przez jakieś dziesięć lub piętnaście minut. (Całe dnie spędzała na naszym ogrodzonym podwórku razem z innymi zwierzętami.) Moje pierwsze „Co zrobiłaby Amelia?” polegało na tym, że wyszedłem wieczorem na podwórko i zadałem Smudge pytanie – Dlaczego nie pozwalasz mi się wziąć na ręce tak jak mojej żonie Bobbi?

Otrzymałem odpowiedź, jakiej zupełnie się nie spodziewałem, co według mnie oznaczało, że jej nie wymyśliłem i naprawdę pochodziła od zwierzęcia – Kotów tak nie traktujesz! Zapytałem, co ma na myśli, a Smudge wyjaśniła, że nie zmuszam kotów, żeby wchodziły do domu o określonej porze, ale pozwalam im wchodzić i wychodzić kiedy chcą, zanim położę się spać. Zrozumiałem również, że reagowała na mnie inaczej, ponieważ traktowała mnie jako opiekuna zwierząt i strażnika, a żona często przynosiła jej smakołyki i nigdy nie zmuszała do wejścia do domu. Wyjaśniłem jej, że koty – w przeciwieństwie do niej – potrafią obronić się przed drapieżnikami, które mogłyby przedostać się na nasze podwórko. To dlatego martwiłem się o nią, gdy przebywała poza domem o późnej porze. Gdy tylko to przekazałem, Smudge przykicała do mnie i pozwoliła wziąć się na ręce – do dziś mi na to pozwala. Przyznam, że czasem, gdy ją podnoszę, uśmiecha się do mnie figlarnie na wspomnienie o dawnych czasach, ale wiem, że tylko sobie ze mnie żartuje. Kiedy wybieram się na wizyty do pacjentów, wychodzę na podwórko i mówię jej, że muszę wyjść teraz z domu i wolałbym, żeby weszła do środka, a ona ochoczo spełnia moją prośbę.

Gdy Smudge odeszła, Amelia powiedziała mi, że przebywa w niebie ze zmarłą osobą o imieniu Rose, która bardzo ją kocha. Amelia nie wiedziała, że moja mama miała na imię Rose i zmarła tuż po Smudge. Teraz wiem, że znowu są razem i mnie wspominają.

Dwa wychodzące koty mojego syna – Eanie i Meanie – udowodniły, że potrafią czytać w moich myślach. Zwykle widzę je tylko wtedy, gdy podaję im śniadanie, więc pewnego razu specjalnie umówiłem je na wizytę do weterynarza wczesnym rankiem. Przez cały tydzień ani razu się nie pojawiły. W końcu musiałem odwołać wizytę, żeby nie marnować weterynarzowi czasu. Gdy tylko to zrobiłem, następnego dnia o świcie oba koty, jak gdyby nigdy nic, czekały na swoje śniadanie.

Nasze koty – Miracle, Penny, Dickens i Gabriel – również czytają w moich myślach. Co tydzień dbam o ich pazurki, ząbki, futerko, leki na kłaczki i inne rzeczy. Gdy tylko pomyślę o tym, żeby je wyszczotkować, od razu znikają. W ten sposób sprawdzam, czy potrafię się z nimi komunikować. Jeśli pięć minut później pomyślę o tym, żeby pójść po coś do domowego gabinetu, nagle plączą się pod nogami.

W zeszłym roku udałem się na zakupy z naszymi dwoma psami – Furphym (rasy lhasa apso), który myśli, że nasz dom jest jego tybetańskim klasztorem i Buddym (gryfonem), który uwielbia gonić wszystko, co się porusza – od wiewiórek, po ciężarówki. We trójkę wpakowaliśmy się do mojego nowego mini vana z centralnym zamkiem na pilota. Po zakończeniu zakupów wróciłem do samochodu i z przerażeniem odkryłem, że drzwi są otwarte, ponieważ przypadkowo nacisnąłem klucz. Buddy, o którego najbardziej się martwiłem, siedział w samochodzie, a Furphy przepadł jak kamień w wodę. Moją pierwszą reakcją była panika – biegałem dookoła, wołając go po imieniu i szukałem wokół parkingu. Nagle uświadomiłem sobie, że nie stosuję się do tego, czego nauczyła mnie Amelia, więc zdałem sobie pytanie – Co zrobiłaby Amelia?

Wyciszyłem się i dostroiłem do umysłu Furphy’ego, żeby sprawdzić, o czym myśli. Od razu uświadomiłem sobie, że mnie szuka i prawdopodobnie znajduje się w przedniej części supermarketu z kimś, kto zadaje pytanie przez megafon – Czyj to pies? Ruszyłem do sklepu i po drodze zauważyłem siedzącego w samochodzie ochroniarza. Otworzył szybę przy siedzeniu kierowcy i zapytał – Szuka pan psa? Odpowiedziałem, że tak i usłyszałem – Oto on – na przednim siedzeniu z klimatyzacją, wodą i smakołykami. Ochroniarz powiedział, że zobaczył, jak Furphy kieruje się do supermarketu i nie chciał, żeby uderzył go jakiś samochód, więc wziął go ze sobą. Moja intuicja się nie myliła – Furphy zniknął, bo chciał mnie odnaleźć. Już nigdy więcej nie miałem z nim takiego problemu.

Co ciekawe, Buddy nie ruszył się z miejsca – ten sukces zawdzięczamy Amelii. Po tym, jak przygarnąłem Buddy’ego ze schroniska, musiałem go zmuszać, żeby wszedł do samochodu, z którego od razu wyskakiwał, gdy tylko zatrzymywałem się na stacji benzynowej. Przekonywanie go, aby wszedł do środka było ogromnie frustrujące i czasochłonne – chyba, że był na smyczy.

Pewnego dnia w końcu zadałem pytanie – Co zrobiłaby Amelia? Wyciszyłem się i zapytałem Buddy’ego, dlaczego nie chce wsiąść do pojazdu. Byłem zaskoczony jego odpowiedzią. Powiedział, że jego poprzednia właścicielka była dla niego bardzo miła, ale jej mąż, po powrocie z pracy zabierał go „na spacer”. Buddy opowiedział – Wsadzał mnie do samochodu i jechał do baru, a mnie zamykał w środku. Gdy wychodził, był podpity i zachowywał się agresywnie. Zabierał mnie do domu i nadal nie wypuszczał z samochodu. Boję się wchodzić do samochodu, bo kojarzy mi się z agresją tamtego mężczyzny.  Ta informacja ogromnie mnie zaskoczyła.

Od tamtej pory skończyło się nieposłuszeństwo Buddy’ego. W końcu się zrozumieliśmy… i szybko doszliśmy do porozumienia. Teraz Buddy przepada za jazdą samochodem, bo wie, że w ten sposób możemy spędzić razem dzień. Uwielbia biegać za różnymi zwierzętami po lesie w pobliżu naszego domu, ale nie muszę się już martwić, że nie wróci.

Jedyny problem w związku z tym, że nauczyłem się rozmawiać z Furphym i Buddym polega na tym, że teraz Furphy ciągle mną komenderuje. Pewnego dnia wsiadłem do samochodu i odjechałem – przekonany, że oba psy weszły do środka razem ze mną. Przejechałem zaledwie kilometr, kiedy uświadomiłem sobie, że nikt mi nie mówi, gdzie mam jechać i co robić. Spojrzałem na tylne siedzenie i zobaczyłem, że siedzi na nim tylko Buddy. Natychmiast zawróciłem do domu i skontaktowałem się z Furphym – przeprosiłem go i przekazałem, że już po niego wracam. Byłem pewien, że rzuci mi z podjazdu to wymowne spojrzenie – Chłopie, ale z ciebie idiota! –  jakim te doskonałe, boskie istoty czasem obrzucają nas – niedoskonałe istoty ludzkie.

Mam nadzieję, że przeczytasz tę książkę i pozwolisz Amelii otworzyć swój umysł oraz rozwinąć zdolności komunikacyjne, dzięki czemu nigdy więcej nie będziesz musiał znosić tego wymownego spojrzenia ze strony swoich zwierząt. Ja sam, z czasem, dzięki regularnej praktyce i wskazówkom Amelii, zacząłem lepiej dogadywać się także z ludźmi.

– dr Bernie S. Siegel,
autor Miłość, medycyna i cuda

 

Wprowadzenie

Jak zostałaś jasnowidzem? Już się taka urodziłaś? – to pytanie, z którym spotykam się najczęściej, zwłaszcza w telewizyjnych talk-show. Zawsze wtedy kusi mnie, żeby odpowiedzieć – Właściwie to urodziłam się z dwiema głowami, więc pierwsze lata życia spędziłam z wędrownym cyrkiem… do czasu operacji.

Większość jasnowidzów nie zawraca sobie głowy wyjaśnianiem złożonego procesu wysyłania oraz odbierania informacji pozazmysłowych. Ja jednak długo się tego uczyłam. Nigdy nie zapomnę programu, w którym brałam udział razem z innymi jasnowidzami. Zapytano nas o pochodzenie naszych tajemniczych zdolności. Właśnie rozprawiałam w najlepsze o badaniach EEG dotyczących zmian aktywności fal mózgowych, gdy prowadząca nagle mi przerwała, zadając to samo pytanie bardziej obytemu z mediami jasnowidzowi.

To dar! – wypalił stary wyjadacz i w tym momencie wyłączono kamerę. Ten gładki frazes najwyraźniej był idealną odpowiedzią, jakiej oczekiwała gospodyni programu, a w dodatku zmieścił się w czasie, który pozostał do przerwy na reklamę.

Nadal poszukuję najdoskonalszej, precyzyjnej i najlepiej krótkiej odpowiedzi na to, oraz inne pytania, takie jak – Czym właściwie jest jasnowidzenie? Czy jasnowidzenia można się nauczyć? Jak to właściwie działa?

Najbardziej niedorzeczną definicję rozwoju zdolności parapsychicznych z jaką się spotkałam, uzupełniała pewna obrazkowa historyjka. Głosiła ona, że „somnambulikom” (jasnowidzom) brakuje osłonki w górnej części mózgu, która zapobiega „przenikaniu” do niego informacji parapsychicznych. Na załączonym obrazku przedstawiono dziurę w górnej części ludzkiego mózgu, przypominającą nozdrza wieloryba, wraz z rysunkami mózgu z osłonką oraz bez osłonki.

Pomyślałam wtedy, że można by to wykorzystać jako idealny slogan do amerykańskiego talk show. Od tamtej pory nieraz powoływałam się na tę teorię i gdy pytano mnie – Jak zostałaś jasnowidzem?  Po prostu wyrzucałam z siebie – Brakuje mi osłonki! Czy wręcz – Mam dziurę w mózgu!

Całe szczęście amerykańskie uprzedzenia i sceptycyzm w związku z jasnowidzeniem i komunikowaniem się ze zwierzętami stopniowo słabną. Pozostałe części świata są znacznie bardziej otwarte na nowe koncepcje. Gdy udzielałam wywiadu w BBC Radio pierwszym pytaniem jakie zadała mi prowadząca, było – Jak myślisz Amelio, w jaki sposób zmieniłaby się nasza planeta, gdybyś nauczyła każdego człowieka na świecie porozumiewać się ze zwierzętami? W Niemczech, Szwajcarii, Południowej Afryce, Australii czy Wielkiej Brytanii można już swobodnie (i bez wyłączania kamery) rozmawiać na temat badań EEG oraz fal mózgowych.

Komunikacja międzygatunkowa jest doprawdy fascynującym i istotnym zjawiskiem. Coraz więcej ludzi zaczyna traktować ją poważnie. Nie jest zarezerwowana dla szczególnie utalentowanych wybrańców. Jest dostępna dla każdego. Potrzeba nam jednak bardziej przemyślanych definicji zdolności parapsychicznych, które rzeczywiście okażą się pomocne w nauce nawiązywania głębokiego kontaktu ze zwierzętami.

Komunikując się ze zwierzęciem, jesteś w stanie uzyskać odpowiedzi na wiele istotnych pytań. Możesz dowiedzieć się, czy twoje zwierzę odczuwa ból, jak wyglądało życie twojego psa zanim do ciebie trafił, czy twój kot jest chory, czy koń ma raka, a także czy twoje zwierzę ma problem natury emocjonalnej, czy raczej fizycznej. Być może masz nadzieję, że twoje zwierzę przekaże ci, kiedy umrze lub zastanawiasz się, czy króliki, kocięta lub ptaki idą do nieba? A może chciałbyś wiedzieć, czy zobaczysz jeszcze kiedyś ukochanego przyjaciela, którego straciłeś? Czy jesteś gotowy otworzyć swój umysł na tyle, aby się tego dowiedzieć?

Na pewno sięgnąłeś po tę książkę z ważnych dla siebie powodów, więc przypuszczam, że zainteresują cię także badania naukowe związane z poruszanymi tutaj zagadnieniami. Koncepcje jakie zaprezentuję, początkowo mogą wydać się nieco zawiłe, ale obiecuję, że dzięki nim zupełnie inaczej spojrzysz na to, co większość ludzi uznaje za magię, czyli na porozumiewanie się ze zwierzętami i uzyskiwanie od nich konkretnych odpowiedzi. Trzymasz w ręku pierwszą książkę na temat komunikacji międzygatunkowej, w której procesy telepatyczne zostały zestawione z procesami kwantowymi. Dowiesz się, co wspólnego mają niezwykłe, autentyczne przypadki komunikacji międzygatunkowej z najnowszymi odkryciami z dziedziny fizyki kwantowej, a także uzyskasz wskazówki, co do rozwijania tej umiejętności. Nie obawiaj się – obiecuję, że będziesz się przy tym doskonale bawił.

W tej fascynującej przygodzie towarzyszyć nam będą najwybitniejsi naukowcy świata, którzy dostarczą rzetelnych wyjaśnień procesów komunikacji ze zwierzętami. Najpierw jednak musimy wprowadzić pewne nowe pojęcia. Potrzebujemy nowego języka XXI wieku – wystarczająco głębokiego dla mistyków, a zarazem respektowanego przez środowisko naukowe oraz zrozumiałego dla zwyczajnych miłośników zwierząt. Zgłębimy techniki „odbierania” myśli, uczuć i odczuć zwierząt oraz rozwijania intuicji, dzięki którym będziesz w stanie lepiej zrozumieć problemy psychologiczne i fizyczne swoich czworonożnych przyjaciół. Każdy z nas może sięgnąć po takie narzędzia, jak terapia Gestalt, zdalne postrzeganie (ang. remote viewing) oraz zdolności mediumiczne, a także doskonalić się w korzystaniu z nich na co dzień – dla dobra wszystkich otaczających nas istot. Pokażę ci też, jak rozwinąć „szósty zmysł” do tego stopnia, że będziesz mógł na nim polegać tak, jak na pozostałych pięciu zmysłach.

Efektywna komunikacja ze zwierzętami ma również głębszy sens – pozwala uświadomić sobie ich wielką wartość, a także zwraca naszą uwagę na zagrożone gatunki, niebezpieczeństwa związane z chowem przemysłowym oraz okrucieństwa wiwisekcji. Dzięki niej możemy pomóc całej ludzkości dokonać ogromnego skoku kwantowego w rozwoju świadomości i współczucia. Abyśmy mogli zdziałać cuda w związku z ratowaniem naszej planety i porozumiewaniem się z zamieszkującymi ją istotami, każdy z nas musi zacząć od siebie. Mam nadzieję, że niniejsza książka rozpali w tobie płomień, który ogrzeje cały twój świat.

Dr Edgar Mitchell, mój mentor i pilot modułu księżycowego Apollo 14, powiada – Moim zdaniem, nie mamy innego wyboru, jak tylko poszerzać swoją świadomość. Zrobię więc wszystko, co w mojej mocy, aby pokazać ci, jak możesz pomóc zwierzętom, a także zainspirować innych ludzi do pozytywnych zmian, wykorzystując do tego najnowsze, najbardziej imponujące odkrycia z dziedziny nauki i duchowości.

Na łamach tej książki ofiaruję ci wszystko, co mam – swoje serce, duszę oraz tajemnice. Wierzę, że kochasz siebie oraz otaczające cię istoty wystarczająco mocno, aby skorzystać z narzędzi, które tu przedstawiam – dla dobra wszystkich zwierząt, jakie spotkasz na swojej drodze. Ufam, że ta książka zadowoli zarówno twój intelekt, jak i twoje serce, zaspokoi twoją potrzebę obiektywnej analizy, a zarazem twoją dziecięcą ciekawość. W skrócie – mam nadzieję, że lektura ta będzie dla ciebie na tyle ekscytująca, że „zdmuchnie osłonkę z twojego mózgu”!


Jeśli chcesz czytać dalej musisz się zarejestrować. Zaloguj się lub utwórz konto poniżej. Dla zarejestrowanych użytkowników mamy kupon rabatowy na zakupy w naszej księgarni internetowej, który wyślemy na zarejestrowany adres mailowy.

Zaloguj się
   
Rejestracja nowego konta
captcha
*Pole wymagane