Język cudów

Uwagi od autorki

Napisałam tę książkę, ponieważ pragnę nauczyć cię komunikacji ze zwierzętami. Pozycja ta nie ma jednak na celu zastąpienia pomocy medycznej ani specjalistycznej diagnozy lekarza weterynarii. Proszę, abyś nie polegał jedynie na swojej intuicji, ale konsultował się także z weterynarzami, zasięgając profesjonalnych opinii.

Zmieniłam imiona i pewne cechy charakterystyczne niektórych moich zwierzęcych przyjaciół (jak w przypadku Kapitana Harrisa), aby chronić ich prywatność. Jednak większość moich najbardziej cenionych uczniów wspaniałomyślnie udzieliła mi pozwolenia na użycie ich prawdziwych imion w zaprezentowanych tutaj opowieściach. Na końcu książki znajdziesz listę specjalistów od komunikacji międzygatunkowej, których wyszkoliłam.


Przedmowa

 Co zrobiłaby Amelia?

Uwierzyłem, że komunikacja ze zwierzętami jest możliwa, gdy Amelia Kinkade wysłała mi maila z Kalifornii, w którym napisała, co widzi oczami zaginionej kotki Boo Boo, która zniknęła z domu naszego syna w Connecticut. Amelia szczegółowo opisała dom syna, podwórko oraz miejsce, w którym schował się kot. Następnego ranka udałem się tam i uratowałem Boo Boo, która znajdował się dokładnie tam, gdzie wskazała Amelia.

Od tamtej pory, gdy nie wiem, co robić, zadaję sobie jedno, proste pytanie – Co zrobiłabym Amelia? W korzystaniu z intuicji najbardziej przeszkadza mi tendencja do mentalnego skupiania się na lęku, gdy jedno z naszych zwierząt gubi się lub dziwnie się zachowuje. Wiem, że takie nastawienie zaburza moją zdolność komunikacji ze zwierzętami. Na wszelkie możliwe sposoby próbuję je zmusić, aby zrobiły to, co chcę lub skupiam się na swoim umyśle i sam decyduję, o czym myślą – ale to nie działa. Gdy jednak zadaję pytanie – Co zrobiłaby Amelia? – zawsze udaje mi się rozwiązać problem.

Mój pierwszy eksperyment związany z komunikowaniem się ze zwierzętami polegał na ustaleniu, dlaczego nasza ukochana króliczka Smudge Elizabunny nie pozwala mi się brać na ręce, chociaż nie ma nic przeciwko temu, aby moja żona Bobbi przenosiła ją na rękach na podwórko lub wnosiła do domu. Gdy tylko próbowałem wziąć ją na ręce, Smudge uciekała ode mnie, a ja goniłem ją przez jakieś dziesięć lub piętnaście minut. (Całe dnie spędzała na naszym ogrodzonym podwórku razem z innymi zwierzętami.) Moje pierwsze „Co zrobiłaby Amelia?” polegało na tym, że wyszedłem wieczorem na podwórko i zadałem Smudge pytanie – Dlaczego nie pozwalasz mi się wziąć na ręce tak jak mojej żonie Bobbi?

Otrzymałem odpowiedź, jakiej zupełnie się nie spodziewałem, co według mnie oznaczało, że jej nie wymyśliłem i naprawdę pochodziła od zwierzęcia – Kotów tak nie traktujesz! Zapytałem, co ma na myśli, a Smudge wyjaśniła, że nie zmuszam kotów, żeby wchodziły do domu o określonej porze, ale pozwalam im wchodzić i wychodzić kiedy chcą, zanim położę się spać. Zrozumiałem również, że reagowała na mnie inaczej, ponieważ traktowała mnie jako opiekuna zwierząt i strażnika, a żona często przynosiła jej smakołyki i nigdy nie zmuszała do wejścia do domu. Wyjaśniłem jej, że koty – w przeciwieństwie do niej – potrafią obronić się przed drapieżnikami, które mogłyby przedostać się na nasze podwórko. To dlatego martwiłem się o nią, gdy przebywała poza domem o późnej porze. Gdy tylko to przekazałem, Smudge przykicała do mnie i pozwoliła wziąć się na ręce – do dziś mi na to pozwala. Przyznam, że czasem, gdy ją podnoszę, uśmiecha się do mnie figlarnie na wspomnienie o dawnych czasach, ale wiem, że tylko sobie ze mnie żartuje. Kiedy wybieram się na wizyty do pacjentów, wychodzę na podwórko i mówię jej, że muszę wyjść teraz z domu i wolałbym, żeby weszła do środka, a ona ochoczo spełnia moją prośbę.

Gdy Smudge odeszła, Amelia powiedziała mi, że przebywa w niebie ze zmarłą osobą o imieniu Rose, która bardzo ją kocha. Amelia nie wiedziała, że moja mama miała na imię Rose i zmarła tuż po Smudge. Teraz wiem, że znowu są razem i mnie wspominają.

Dwa wychodzące koty mojego syna – Eanie i Meanie – udowodniły, że potrafią czytać w moich myślach. Zwykle widzę je tylko wtedy, gdy podaję im śniadanie, więc pewnego razu specjalnie umówiłem je na wizytę do weterynarza wczesnym rankiem. Przez cały tydzień ani razu się nie pojawiły. W końcu musiałem odwołać wizytę, żeby nie marnować weterynarzowi czasu. Gdy tylko to zrobiłem, następnego dnia o świcie oba koty, jak gdyby nigdy nic, czekały na swoje śniadanie.

Nasze koty – Miracle, Penny, Dickens i Gabriel – również czytają w moich myślach. Co tydzień dbam o ich pazurki, ząbki, futerko, leki na kłaczki i inne rzeczy. Gdy tylko pomyślę o tym, żeby je wyszczotkować, od razu znikają. W ten sposób sprawdzam, czy potrafię się z nimi komunikować. Jeśli pięć minut później pomyślę o tym, żeby pójść po coś do domowego gabinetu, nagle plączą się pod nogami.

W zeszłym roku udałem się na zakupy z naszymi dwoma psami – Furphym (rasy lhasa apso), który myśli, że nasz dom jest jego tybetańskim klasztorem i Buddym (gryfonem), który uwielbia gonić wszystko, co się porusza – od wiewiórek, po ciężarówki. We trójkę wpakowaliśmy się do mojego nowego mini vana z centralnym zamkiem na pilota. Po zakończeniu zakupów wróciłem do samochodu i z przerażeniem odkryłem, że drzwi są otwarte, ponieważ przypadkowo nacisnąłem klucz. Buddy, o którego najbardziej się martwiłem, siedział w samochodzie, a Furphy przepadł jak kamień w wodę. Moją pierwszą reakcją była panika – biegałem dookoła, wołając go po imieniu i szukałem wokół parkingu. Nagle uświadomiłem sobie, że nie stosuję się do tego, czego nauczyła mnie Amelia, więc zdałem sobie pytanie – Co zrobiłaby Amelia?

Wyciszyłem się i dostroiłem do umysłu Furphy’ego, żeby sprawdzić, o czym myśli. Od razu uświadomiłem sobie, że mnie szuka i prawdopodobnie znajduje się w przedniej części supermarketu z kimś, kto zadaje pytanie przez megafon – Czyj to pies? Ruszyłem do sklepu i po drodze zauważyłem siedzącego w samochodzie ochroniarza. Otworzył szybę przy siedzeniu kierowcy i zapytał – Szuka pan psa? Odpowiedziałem, że tak i usłyszałem – Oto on – na przednim siedzeniu z klimatyzacją, wodą i smakołykami. Ochroniarz powiedział, że zobaczył, jak Furphy kieruje się do supermarketu i nie chciał, żeby uderzył go jakiś samochód, więc wziął go ze sobą. Moja intuicja się nie myliła – Furphy zniknął, bo chciał mnie odnaleźć. Już nigdy więcej nie miałem z nim takiego problemu.

Co ciekawe, Buddy nie ruszył się z miejsca – ten sukces zawdzięczamy Amelii. Po tym, jak przygarnąłem Buddy’ego ze schroniska, musiałem go zmuszać, żeby wszedł do samochodu, z którego od razu wyskakiwał, gdy tylko zatrzymywałem się na stacji benzynowej. Przekonywanie go, aby wszedł do środka było ogromnie frustrujące i czasochłonne – chyba, że był na smyczy.

Pewnego dnia w końcu zadałem pytanie – Co zrobiłaby Amelia? Wyciszyłem się i zapytałem Buddy’ego, dlaczego nie chce wsiąść do pojazdu. Byłem zaskoczony jego odpowiedzią. Powiedział, że jego poprzednia właścicielka była dla niego bardzo miła, ale jej mąż, po powrocie z pracy zabierał go „na spacer”. Buddy opowiedział – Wsadzał mnie do samochodu i jechał do baru, a mnie zamykał w środku. Gdy wychodził, był podpity i zachowywał się agresywnie. Zabierał mnie do domu i nadal nie wypuszczał z samochodu. Boję się wchodzić do samochodu, bo kojarzy mi się z agresją tamtego mężczyzny.  Ta informacja ogromnie mnie zaskoczyła.

Od tamtej pory skończyło się nieposłuszeństwo Buddy’ego. W końcu się zrozumieliśmy… i szybko doszliśmy do porozumienia. Teraz Buddy przepada za jazdą samochodem, bo wie, że w ten sposób możemy spędzić razem dzień. Uwielbia biegać za różnymi zwierzętami po lesie w pobliżu naszego domu, ale nie muszę się już martwić, że nie wróci.

Jedyny problem w związku z tym, że nauczyłem się rozmawiać z Furphym i Buddym polega na tym, że teraz Furphy ciągle mną komenderuje. Pewnego dnia wsiadłem do samochodu i odjechałem – przekonany, że oba psy weszły do środka razem ze mną. Przejechałem zaledwie kilometr, kiedy uświadomiłem sobie, że nikt mi nie mówi, gdzie mam jechać i co robić. Spojrzałem na tylne siedzenie i zobaczyłem, że siedzi na nim tylko Buddy. Natychmiast zawróciłem do domu i skontaktowałem się z Furphym – przeprosiłem go i przekazałem, że już po niego wracam. Byłem pewien, że rzuci mi z podjazdu to wymowne spojrzenie – Chłopie, ale z ciebie idiota! –  jakim te doskonałe, boskie istoty czasem obrzucają nas – niedoskonałe istoty ludzkie.

Mam nadzieję, że przeczytasz tę książkę i pozwolisz Amelii otworzyć swój umysł oraz rozwinąć zdolności komunikacyjne, dzięki czemu nigdy więcej nie będziesz musiał znosić tego wymownego spojrzenia ze strony swoich zwierząt. Ja sam, z czasem, dzięki regularnej praktyce i wskazówkom Amelii, zacząłem lepiej dogadywać się także z ludźmi.

– dr Bernie S. Siegel,
autor Miłość, medycyna i cuda

 

Wprowadzenie

Jak zostałaś jasnowidzem? Już się taka urodziłaś? – to pytanie, z którym spotykam się najczęściej, zwłaszcza w telewizyjnych talk-show. Zawsze wtedy kusi mnie, żeby odpowiedzieć – Właściwie to urodziłam się z dwiema głowami, więc pierwsze lata życia spędziłam z wędrownym cyrkiem… do czasu operacji.

Większość jasnowidzów nie zawraca sobie głowy wyjaśnianiem złożonego procesu wysyłania oraz odbierania informacji pozazmysłowych. Ja jednak długo się tego uczyłam. Nigdy nie zapomnę programu, w którym brałam udział razem z innymi jasnowidzami. Zapytano nas o pochodzenie naszych tajemniczych zdolności. Właśnie rozprawiałam w najlepsze o badaniach EEG dotyczących zmian aktywności fal mózgowych, gdy prowadząca nagle mi przerwała, zadając to samo pytanie bardziej obytemu z mediami jasnowidzowi.

To dar! – wypalił stary wyjadacz i w tym momencie wyłączono kamerę. Ten gładki frazes najwyraźniej był idealną odpowiedzią, jakiej oczekiwała gospodyni programu, a w dodatku zmieścił się w czasie, który pozostał do przerwy na reklamę.

Nadal poszukuję najdoskonalszej, precyzyjnej i najlepiej krótkiej odpowiedzi na to, oraz inne pytania, takie jak – Czym właściwie jest jasnowidzenie? Czy jasnowidzenia można się nauczyć? Jak to właściwie działa?

Najbardziej niedorzeczną definicję rozwoju zdolności parapsychicznych z jaką się spotkałam, uzupełniała pewna obrazkowa historyjka. Głosiła ona, że „somnambulikom” (jasnowidzom) brakuje osłonki w górnej części mózgu, która zapobiega „przenikaniu” do niego informacji parapsychicznych. Na załączonym obrazku przedstawiono dziurę w górnej części ludzkiego mózgu, przypominającą nozdrza wieloryba, wraz z rysunkami mózgu z osłonką oraz bez osłonki.

Pomyślałam wtedy, że można by to wykorzystać jako idealny slogan do amerykańskiego talk show. Od tamtej pory nieraz powoływałam się na tę teorię i gdy pytano mnie – Jak zostałaś jasnowidzem?  Po prostu wyrzucałam z siebie – Brakuje mi osłonki! Czy wręcz – Mam dziurę w mózgu!

Całe szczęście amerykańskie uprzedzenia i sceptycyzm w związku z jasnowidzeniem i komunikowaniem się ze zwierzętami stopniowo słabną. Pozostałe części świata są znacznie bardziej otwarte na nowe koncepcje. Gdy udzielałam wywiadu w BBC Radio pierwszym pytaniem jakie zadała mi prowadząca, było – Jak myślisz Amelio, w jaki sposób zmieniłaby się nasza planeta, gdybyś nauczyła każdego człowieka na świecie porozumiewać się ze zwierzętami? W Niemczech, Szwajcarii, Południowej Afryce, Australii czy Wielkiej Brytanii można już swobodnie (i bez wyłączania kamery) rozmawiać na temat badań EEG oraz fal mózgowych.

Komunikacja międzygatunkowa jest doprawdy fascynującym i istotnym zjawiskiem. Coraz więcej ludzi zaczyna traktować ją poważnie. Nie jest zarezerwowana dla szczególnie utalentowanych wybrańców. Jest dostępna dla każdego. Potrzeba nam jednak bardziej przemyślanych definicji zdolności parapsychicznych, które rzeczywiście okażą się pomocne w nauce nawiązywania głębokiego kontaktu ze zwierzętami.

Komunikując się ze zwierzęciem, jesteś w stanie uzyskać odpowiedzi na wiele istotnych pytań. Możesz dowiedzieć się, czy twoje zwierzę odczuwa ból, jak wyglądało życie twojego psa zanim do ciebie trafił, czy twój kot jest chory, czy koń ma raka, a także czy twoje zwierzę ma problem natury emocjonalnej, czy raczej fizycznej. Być może masz nadzieję, że twoje zwierzę przekaże ci, kiedy umrze lub zastanawiasz się, czy króliki, kocięta lub ptaki idą do nieba? A może chciałbyś wiedzieć, czy zobaczysz jeszcze kiedyś ukochanego przyjaciela, którego straciłeś? Czy jesteś gotowy otworzyć swój umysł na tyle, aby się tego dowiedzieć?

Na pewno sięgnąłeś po tę książkę z ważnych dla siebie powodów, więc przypuszczam, że zainteresują cię także badania naukowe związane z poruszanymi tutaj zagadnieniami. Koncepcje jakie zaprezentuję, początkowo mogą wydać się nieco zawiłe, ale obiecuję, że dzięki nim zupełnie inaczej spojrzysz na to, co większość ludzi uznaje za magię, czyli na porozumiewanie się ze zwierzętami i uzyskiwanie od nich konkretnych odpowiedzi. Trzymasz w ręku pierwszą książkę na temat komunikacji międzygatunkowej, w której procesy telepatyczne zostały zestawione z procesami kwantowymi. Dowiesz się, co wspólnego mają niezwykłe, autentyczne przypadki komunikacji międzygatunkowej z najnowszymi odkryciami z dziedziny fizyki kwantowej, a także uzyskasz wskazówki, co do rozwijania tej umiejętności. Nie obawiaj się – obiecuję, że będziesz się przy tym doskonale bawił.

W tej fascynującej przygodzie towarzyszyć nam będą najwybitniejsi naukowcy świata, którzy dostarczą rzetelnych wyjaśnień procesów komunikacji ze zwierzętami. Najpierw jednak musimy wprowadzić pewne nowe pojęcia. Potrzebujemy nowego języka XXI wieku – wystarczająco głębokiego dla mistyków, a zarazem respektowanego przez środowisko naukowe oraz zrozumiałego dla zwyczajnych miłośników zwierząt. Zgłębimy techniki „odbierania” myśli, uczuć i odczuć zwierząt oraz rozwijania intuicji, dzięki którym będziesz w stanie lepiej zrozumieć problemy psychologiczne i fizyczne swoich czworonożnych przyjaciół. Każdy z nas może sięgnąć po takie narzędzia, jak terapia Gestalt, zdalne postrzeganie (ang. remote viewing) oraz zdolności mediumiczne, a także doskonalić się w korzystaniu z nich na co dzień – dla dobra wszystkich otaczających nas istot. Pokażę ci też, jak rozwinąć „szósty zmysł” do tego stopnia, że będziesz mógł na nim polegać tak, jak na pozostałych pięciu zmysłach.

Efektywna komunikacja ze zwierzętami ma również głębszy sens – pozwala uświadomić sobie ich wielką wartość, a także zwraca naszą uwagę na zagrożone gatunki, niebezpieczeństwa związane z chowem przemysłowym oraz okrucieństwa wiwisekcji. Dzięki niej możemy pomóc całej ludzkości dokonać ogromnego skoku kwantowego w rozwoju świadomości i współczucia. Abyśmy mogli zdziałać cuda w związku z ratowaniem naszej planety i porozumiewaniem się z zamieszkującymi ją istotami, każdy z nas musi zacząć od siebie. Mam nadzieję, że niniejsza książka rozpali w tobie płomień, który ogrzeje cały twój świat.

Dr Edgar Mitchell, mój mentor i pilot modułu księżycowego Apollo 14, powiada – Moim zdaniem, nie mamy innego wyboru, jak tylko poszerzać swoją świadomość. Zrobię więc wszystko, co w mojej mocy, aby pokazać ci, jak możesz pomóc zwierzętom, a także zainspirować innych ludzi do pozytywnych zmian, wykorzystując do tego najnowsze, najbardziej imponujące odkrycia z dziedziny nauki i duchowości.

Na łamach tej książki ofiaruję ci wszystko, co mam – swoje serce, duszę oraz tajemnice. Wierzę, że kochasz siebie oraz otaczające cię istoty wystarczająco mocno, aby skorzystać z narzędzi, które tu przedstawiam – dla dobra wszystkich zwierząt, jakie spotkasz na swojej drodze. Ufam, że ta książka zadowoli zarówno twój intelekt, jak i twoje serce, zaspokoi twoją potrzebę obiektywnej analizy, a zarazem twoją dziecięcą ciekawość. W skrócie – mam nadzieję, że lektura ta będzie dla ciebie na tyle ekscytująca, że „zdmuchnie osłonkę z twojego mózgu”!


ROZDZIAŁ PIERWSZY

MAGICZNY ŚWIAT ZWIERZĄT

 Należy wyraźnie rozróżnić między tym, czego nauka nie odkryła, a tym, co uznała za nieistniejące. Jeśli nauka potwierdziła, że dane zjawisko nie istnieje, powinniśmy to zaakceptować, lecz jeśli po prostu czegoś jeszcze nie odkryła, to zupełnie inna kwestia.
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że na świecie istnieje całe mnóstwo tajemnic.

– Jego Świątobliwość Dalajlama, 1999

 

Wielkie, żelazne wrota zatrzasnęły się za mną złowieszczo, gdy wysokiej rangi oficer – zastępca adiutanta – wprowadził mnie przez strzeżone prywatne wejście, zamknięte dla ogółu społeczeństwa. Była to moja druga wizyta w pałacu Buckingham. Zeszłej jesieni stałam na zewnątrz z pozostałymi turystami, robiąc zdjęcia i podziwiając całe widowisko z daleka, oddzielona od siedziby Królowej dostojnymi strażnikami oraz wysokim ogrodzeniem z kutego żelaza.

Teraz, zaledwie pięć miesięcy później, znalazłam się za tym ogrodzeniem. Wiatr szarpał moją kwiecistą apaszką, więc nerwowo wsunęłam ją pod beżowy, kaszmirowy żakiet, wycierając strużkę potu, która spływała mi po klatce piersiowej. Starałam się dotrzymać kroku maszerującemu oficerowi, który był kapitanem okolicznych budynków. To był chłodny, rześki maj w Londynie – zupełne przeciwieństwo 38-stopniowych upałów w moim rodzinnym Los Angeles – a jednak ostatnim razem pociłam się tak w SPA w Beverly Hills, wdychając zapach eukaliptusa. Starałam się pamiętać o oddychaniu. Gdy przechodziłam przez pałacowe dziedzińce, w asyście dwóch oficerów armii, wesoły promień słońca spłynął na moje zarumienione policzki i rozjaśnił zamkowe ściany różowym, pastelowym blaskiem, zupełnie jak na obrazie malowanym akwarelami. Za chwilę miałam przejść sprawdzian swojej odwagi i talentu.

Jako „korporacyjny coach” i międzynarodowy tłumacz z rosnącą reputacją specjalisty ds. zarządzania personelem oraz efektywnej pracy zespołowej, zostałam sprowadzona w charakterze mediatora w „królewskiej, oficjalnej sprawie służbowej”. Wojsko miało problemy z kilkoma członkami personelu. Niektórzy starzy pracownicy tracili zapał do pracy, a kilku nowych rekrutów z zagranicy miało problemy z dostosowaniem się do nowego środowiska oraz obowiązków. Żaden z nich nie mówił po angielsku.

Po drodze minęłam wielu mężczyzn, ubranych w uniformy z miedzianymi guzikami, którzy salutowali mi, stukając obcasami lśniących czarnych butów. Zastępca adiutanta wprowadził mnie do budynku i poprowadził długim korytarzem, wypełnionym boksami, w których znajdowali się pracownicy.

Nie jestem pewien, czy to dobry czas na rozmowę. Właśnie podaliśmy lunch – powiedział.
W porządku – odpowiedziałam nerwowo. – Może zechcą ze mną porozmawiać podczas jedzenia.
To Kapitan Harris – powiedział oficer. – Sprawował się wyśmienicie przez wiele lat, ale ostatnio zrobił się trochę niesforny. Odnoszę wrażenie, że stracił zapał. Jest o wiele za młody na emeryturę, ale już teraz wydaje się niezadowolony ze swojej pracy. Proszę go zapytać, na czym polega problem.

Gdy weszłam do boksu, Kapitan Harris spoglądał w drugą stronę, konsumując owsiankę. Rzucił mi zdziwione spojrzenie, po czym powrócił do jedzenia.

– Och, myślałem, że jesteś marchewką – powiedział.

Całkiem mnie zamurowało. W przeszłości miałam do czynienia z wieloma pracownikami upośledzonymi umysłowo, ale żaden z nich nigdy nie pomylił mnie z marchewką.

Co takiego? – zapytałam.
Twój sweter. Jest w moim ulubionym kolorze – odpowiedział.

Spojrzałam na siebie i… rzeczywiście jasnopomarańczowy sweterek, który przebijał przez podłużne, trójkątne wcięcie żakietu, do złudzenia przypominał marchewkę.

Cóż, wygląda na to, że jego widzenie peryferyjne nie jest zbyt dobre – powiedziałam do siebie, robiąc notatki w notesie. – Zwłaszcza w prawym oku.
Przyniosłaś mi jakieś marchewki? – zapytał.
Nie. Przykro mi, nie przyniosłam. Rozumiem, że ostatnio nie czujesz się zbyt dobrze? Nie odpowiada ci dieta?
Jest bardzo monotonna – odpowiedział, podchodząc do miski ze zwiędłą sałatą.
A co z twoim trawieniem? – zapytałam.
Niezbyt dobrze, odkąd odszedł mój współpracownik. Widziałaś może kotkę?
Nie, jeszcze nie. Jak wygląda?
– Jest szara w białe prążki. Odkąd przeniesiono mojego przyjaciela, odwiedza mnie w nocy i pociesza.
Czy w tym budynku jest jakiś szaro-biały kot? – zapytałam oficera.
O, tak. To Emma. Nie wiedziałem, że ją lubi.
Powiedz mu, że wszyscy lubią Emmę. Niesamowicie podnosi na duchu. – powiedział Kapitan Harris.
Proszę go zapytać, czy chce przejść na emeryturę – ponaglił mnie wojskowy.
Oczywiście, że nie! –  odparł z oburzeniem Kapitan Harris. – Jestem jednym z ulubieńców Królowej! Zdobyłem wiele medali! Nie mogę przejść na emeryturę. Sprawiłbym jej zawód. W sobotę musimy poćwiczyć krok paradny przed defiladą i cały zespół liczy, że będę mu  przewodził.

Gdy przekazałam tę wiadomość zastępcy adiutanta, wybałuszył oczy ze zdziwienia.

Rzeczywiście! Mają trening w sobotę – potwierdził.  – No cóż, jeśli cieszy go praca i nie może doczekać się wielkiego wydarzenia, zapytaj, dlaczego ostatnio nie potrafi się skoncentrować.
Twój szef jest zaniepokojony twoim zachowaniem – kontynuowałam. – Nie jesteś już zadowolony ze swojej pracy?
Tęsknię za przyjacielem, Bernardem. Stał w boksie po mojej lewej stronie. Lubiliśmy ze sobą pracować i rozmawiać po pracy. Ten niesforny smarkacz był taki pewny siebie! Rozśmieszał mnie i sprawiał, że czułem się młodo. Właśnie zaczynałem pokazywać mu, o co chodzi z linami, kiedy go wywieźli. Zabrali go na północ kraju, gdzie pracuje w pięknej, wiejskiej okolicy, a ja utkwiłem tutaj. Też chciałbym tam pojechać. Albo żeby on wrócił tutaj. Strasznie za nim tęsknię. Powinniśmy być razem. Proszę, powiedz mu, żeby sprowadził Bernarda z powrotem.
Jest samotny – zwróciłam się do adiutanta. – Tęskni za swoim przyjacielem, który stał po jego lewej stronie. Podał mi jego imię: Bernard. Mówi, że zabrano go na północ kraju, gdzie pracuje na wsi, a tymczasem on musi tu tkwić zupełnie sam.

Wojskowy zaniemówił, najwyraźniej wstrząśnięty wiadomością, którą mu przekazałam. Gdy wreszcie odzyskał głos, wykrzyknął entuzjastycznie:

Tak, to wszystko prawda! W sąsiednim boksie stał chłopak o imieniu Bernard! Nie zdawałem sobie sprawy, że tyle znaczy dla Kapitana. Kilka tygodni temu przeniesiono go na północ do posiadłości łowieckiej Księcia Karola w Midlands. To prawda! Tamtejsze tereny wiejskie są bardzo piękne i zielone, a chłopaki znacznie lepiej się tam bawią na polowaniach w lasach. Przewozimy ich z miejsca na miejsce, żeby urozmaicić im pracę. Myśleliśmy, że Kapitan, z racji swojego wieku, nie będzie miał ochoty tam jechać. Bernard! Zdumiewające! Skąd zna jego imię? Któżby przypuszczał, że nazwie go „po imieniu!”

Czy było coś nie tak z Kapitanem Harrisem? Dlaczego miałby nie znać imienia swojego najlepszego przyjaciela? Czy jest zbyt niedołężny? A może głuchy?

Ależ nie! On po prostu jest… koniem. Kapitan Harris to jeden z wierzchowców należących do królewskiego orszaku Elżbiety II. W maju 2002 roku zaproszono mnie do pałacu Buckingham, gdzie miałam pracować z królewską konnicą, akurat w czasie przygotowań do jubileuszu Jej Królewskiej Mości. Kilka dni później dostąpiłam kolejnego zaszczytu – zaproszono mnie do posiadłości łowieckiej Księcia Karola, gdzie miałam okazję osobiście poznać Bernarda i ucałować go w nos. (Miłośnicy zwierząt nie odczuwają strachu). Po mojej wizycie doszło do ponownego, radosnego spotkania dwojga przyjaciół. Witaj w magicznym świecie zwierząt, gdzie wszystkie stworzenia (zarówno dwunożne, jak i czworonożne), potrafią ze sobą „rozmawiać” – po cichu, spokojnie i bez nieporozumień.

TY RÓWNIEŻ MOŻESZ ROZMAWIAĆ ZE ZWIERZĘTAMI

Nauczono cię, że zwierzęta nie potrafią mówić, jednak ja przedstawię teraz zupełnie nową, rewolucyjną ideę – otóż „mówią” i to przez cały czas! Co więcej – zdolności parapsychiczne nie są żadnym cudownym talentem zarezerwowanym dla wybrańców, lecz wyuczoną umiejętnością. Odcięcie się od własnej intuicji (a także od myśli zwierząt) również jest niczym więcej niż wyuczonym zachowaniem. Ktoś cię tego nauczył. System przekonań, według którego ograniczasz się tylko do pięciu zmysłów, tak naprawdę nie jest twoim własnym. Przejąłeś go od rodziców, dziadków, nauczycieli ze szkoły oraz nieszczęsnych profesorów – autorów twoich podręczników, którzy dysponowali jedynie przestarzałą wiedzą, jaką przekazali im ich profesorowie. Wkraczamy w najbardziej ekscytujący moment w historii ludzkości. Dotarliśmy do punktu, w jakim możemy rozwinąć swoje zmysły i stać się „super-ludźmi”, którzy otoczą współczuciem i miłością inne ziemskie istoty.

Ludzie często zadają mi pytanie – Potrafisz komunikować się telepatycznie także z ludźmi, czy tylko ze zwierzętami? Na co zawsze odpowiadam – Masz na myśli z „innymi zwierzętami”? Zamierzam całkowicie rozwiać wielki mit, że zwierzęta to tylko „futrzaste kluchy”. W tym celu proponuję zmianę dwóch paradygmatów. Pierwszy z nich wiąże się ze sposobem, w jaki postrzegamy naszych zwierzęcych przyjaciół, którzy są znacznie bardziej inteligentni i mają bardziej złożone życie emocjonalne, niż nam się wydaje. Potrafią myśleć, odczuwać i …owszem, nawet rozumować. Mają skomplikowane relacje i doświadczają całego spektrum emocji, które nazywamy „ludzkimi”. Drugi skok kwantowy dotyczy tego, jak postrzegamy samych siebie. Mamy dostęp do niezwykłych mocy, o których dotychczas nawet nie śmieliśmy marzyć. Nasza percepcja nie ogranicza się tylko do pięciu zmysłów – wszyscy posiadamy wrodzoną zdolność postrzegania pozazmysłowego, zakodowaną w naszej neurofizjologii, biochemii mózgu oraz w całym ciele. Tak zostaliśmy zaprogramowani przez Boga. Wystarczy odrobina skupienia oraz cierpliwości, aby na nowo odkryć tę zdolność, opanować ją i rozwijać.

Na pewno niektórzy ludzie z twojego otoczenia powiedzą – Nie wierzę w to całe jasnowidzenie. Ale w ten sposób wyrządzają krzywdę samym sobie. Zaprzeczając mocy swojego umysłu i serca, zachowują się tak, jakby odmawiali podłączenia lodówki, piecyka lub komputera do prądu, ponieważ „nie wierzą” w elektryczność. Energia psychokinetyczna jest elektrycznością nowego stulecia. Witaj w XXI wieku!

Jak nauczyć się rozmawiać z „innymi zwierzętami”? Cierpliwości. Pokażę ci, jak się „podłączyć”. Najpierw jednak przyjrzyjmy się praktycznym podstawom nowej fizyki.

KORZYSTAJ Z MOCY

Wszelka materia jest podtrzymywana przez moc (…). Musimy założyć, że za tą mocą skrywa się istnienie świadomego i inteligentnego umysłu. Umysł ten jest matrycą Stworzenia.

Kto wypowiedział te słowa i kiedy? Gary Zukav w ostatnim programie Oprah Winfrey? A może Obi-Wan Kenobi do Luke’a Skywalkera w „Gwiezdnych Wojnach”? Skądże. Tę nowoczesną koncepcję wyłożył osiemdziesiąt dziewięć lat temu pewien dżentelmen, który zdecydowanie wyprzedzał swoją epokę. Genialny fizyk Max Planck nawiązał w ten sposób do Boga, przyjmując Nagrodę Nobla w 1917 roku. Ta niezwykle odważna wypowiedź niemalże zrzuciła z krzeseł jego jajogłowych kolegów. Planck dostał Nagrodę Nobla za stworzenie teorii kwantowej – pierwszej koncepcji, która wyjaśniała zasady fizyki na poziomie subatomowym. Jego nowatorska teoria mogła zlikwidować wreszcie przepaść między nauką a duchowością, wypełnioną legionem rozszalałych fanatyków religijnych (gotowych skazać cię na męki piekielne, jeśli nie pokłonisz się Bogu) oraz jeszcze bardziej przerażającą armią naukowców-ateistów (którzy na samą wzmiankę o aniołach, telepatii czy mocach mistycznych wyśmialiby cię jak ostatniego głupca).

Ten błyskotliwy człowiek ośmielił się stanąć po stronie „głupców” w najbardziej niezwykłym momencie swojej kariery. Dołączył do ich obozu, mając jednak w posiadaniu zupełnie nową broń – stworzony przez siebie „język”, którego środowisko naukowe nie mogło zignorować. Język ten dotyczył pozornie przypadkowego świata małych elementów, które mogą być zarówno cząstkami, jak i falami, ponieważ potrafią zmieniać postać w mgnieniu oka. W rzeczywistości maleńkich cząstek, naukowiec odnalazł klucz do tajemnic większych obiektów i tak oto natknął się na „moc” oraz jej „matrycę” – tajemnicze pole energetyczne, które wydaje się tworzyć model naszego świata. Stary, dobry Planck prawdopodobnie był pierwszym pionierem w dziedzinie świadomości, który rzeczywiście potrafił naukowo udowodnić istnienie Boga. Jaka szkoda, że tego czarodzieja nie ma już z nami – chętnie postawiłabym mu piwo!

Nie jestem fizykiem kwantowym i przypuszczam, że ty również nie jesteś, co nie oznacza, że nie możemy o tym mówić. Aby jednak dyskutować o metafizyce, telepatii i świadomości, potrzebujemy nowych pojęć. Musimy posłużyć się językiem magii, który nie ogranicza się do nadnaturalnych i niedostępnych dla nas mocy, istniejących gdzieś poza światem natury. Protekcjonalni mądrale mieli rację – wspominając o wróżkach, aniołach oraz rozmowach z pudlami (bez dokładniejszych wyjaśnień) brzmisz jak idiota, lub przynajmniej osoba, która zjadła pizzę  okraszoną nie tym gatunkiem grzybków co potrzeba.

Religia naszych rodziców również nie dostarcza praktycznych definicji głębokich, transcendentalnych stanów świadomości. Chociaż Biblia zawiera mnóstwo przykładów zdumiewających cudów, to jednak nie przedstawia żadnych instrukcji, dzięki którym moglibyśmy je odtworzyć. Odnoszę wrażenie, że Świętej Księdze powinien towarzyszyć Święty Zeszyt Ćwiczeń. Czytając ją, mam poczucie, jakbym spoglądała na obrazki misternie udekorowanych wypieków, do których nie załączono przepisów. Do tej pory Bóg i nauka rzadko pojawiali się razem na tej samej stronie. Najwyższy czas, aby to zmienić.

NAUKA SPOTYKA SIĘ Z BOGIEM

Nauka może zacząć zgłębiać zjawiska nadnaturalne od poziomu subatomowego, ponieważ procesy komunikacji kwantowej na tym poziomie przypominają procesy intuicyjne, dzięki którym przeżywamy doznania mistyczne i porozumiewamy się telepatycznie. Chociaż jesteśmy dużo więksi niż atomy (a w dodatku mamy odnóża), to jednak fascynujące wyniki najnowszych badań naukowych potwierdzają, że my – wielkie, niezdarne, wielokomórkowe istoty – porozumiewamy się ze sobą na tej samej zasadzie, jak pojedyncze komórki w naszym ciele, które mają własny, skuteczny system komunikacji. Ostatnie odkrycia sugerują, że komórki wcale nie muszą wydzielać substancji chemicznych, aby móc się ze sobą komunikować (jak głosi tradycyjna teoria). Wygląda na to, że korzystają raczej z wyjątkowego systemu przekazywania informacji, polegającego na dostrajaniu się do swoich „charakterystycznych częstotliwości”, co przypomina wysyłanie bezprzewodowych sygnałów  przez telefon komórkowy. Oznaczałoby to, że te same prawa, które rządzą obiektami mikroskopijnymi (maleńkimi cząsteczkami) obowiązują również w świecie makroskopowych obiektów fizycznych (wielkich stworzeń, takich jak my). Aż do niedawna naukowcy zgadzali się co do tego, że większe obiekty, takie jak planety, układy słoneczne czy galaktyki, funkcjonują w oparciu o zupełnie inne zasady niż te, które obowiązują w fizyce kwantowej – tajemniczym świecie mikroskopijnych elementów, które mogą być jednocześnie cząstką, jak i falą. Między fizyką Newtona (prawa rządzące większymi obiektami) a teorią mechaniki kwantowej (funkcjonowanie maleńkich cząstek) istniała ogromna przepaść, a kwestia tajemniczej relacji ludzkich istot ze wszechświatem pozostawała zawieszona gdzieś w próżni, nie wspominając już o roli zwierząt.

Nic więc dziwnego, że tacy filozofowie, jak Fryderyk Nietzsche oraz nienawidzący zwierząt malkontent Kartezjusz, wysnuli swoje przygnębiające teorie. Nasz pogląd na świat ukształtował się pod wpływem przekonań naukowców i filozofów, którzy wierzyli, że Matka Natura funkcjonuje w zupełnie przypadkowy i chaotyczny sposób. Ta ponura perspektywa nadal nas prześladuje, niczym tandetne reklamy ciągnięte za samolotem śmigłowym. Głęboko w naszej zbiorowej świadomości zakodowały się takie przekonania, jak – „Życie to kiepski żart”, „Wszystko jest dziełem przypadku”, „Nie ma czegoś takiego jak zjawiska paranormalne”, „Synchroniczność jest tylko zbiegiem okoliczności”, „Zwierzęta nie mają uczuć”, „Jeśli przytrafiło ci się coś dobrego,  po prostu miałeś farta” czy „Życie to choroba przenoszona drogą płciową”.

Kartezjusz co prawda wierzył w Boga, ale uważał, że zwierzęta są tylko bezrozumnymi, pozbawionymi uczuć maszynami, które możemy wykorzystywać dla własnej korzyści. Nietzsche, z kolei, był tak głęboko przekonany, że wszystko, co wydarza się na ziemi jest „dziełem przypadku”, że napisał rozwlekłą, nudną rozprawę na temat matematycznego prawdopodobieństwa dzielenia tej samej pchły przez dwa psy. (Tak mnie rozśmieszyła, że niemal się zakrztusiłam). Ci faceci postawili wielki majątek na dzieło przypadku i ani jednego złamanego grosza na zjawisko „intencjonalności” – mocy umysłu i serca, która może wpływać na świat wokół nas.

Idea „czystego przypadku” była dla tych zrzędliwych filozofów sposobem na zanegowanie wszelkich przejawów komunikacji telepatycznej. Powiedzmy, że dzwoni twoja matka. Wiesz, że to ona, zanim jeszcze odbierzesz telefon. Gdyby w twojej kuchni stał Kartezjusz, powiedziałby na pewno że to „zwykły przypadek”. Na szczęście nowe naukowe odkrycia całkowicie podważają tę starą, wyświechtaną formułkę i zastępują ją nowymi, fascynującymi paradygmatami, które doceniają nieustannie rozwijającą się moc ludzkiego umysłu oraz wrażliwość naszych czworonożnych przyjaciół. Rozpoczynamy rewolucję świadomości, ale wkraczając na dziewicze tereny, musimy wprowadzić takie określenia, które umożliwią opisanie naszych odkryć.

CZYM JEST JĘZYK CUDÓW?

Według mojego „ulubionego heretyka”, astronauty dr Edgara Mitchella – Fizyka kwantowa to język, jakiego zachodni naukowiec używa, żeby wydobyć ducha z maszyny codziennego życia. Bez niego, nie potrafi opisać świata w pełni. Fizyka kwantowa jest językiem, którego używa się do wyrażenia tajemniczości i cudowności wzajemnego powiązania wszystkich elementów natury. Nauka dostarczyła przekonujących dowodów na to, że energia elektromagnetyczna jest głównym budulcem fizycznej rzeczywistości i źródłem światła, które umożliwia życie na Ziemi. Atomy, z których składa się twoje ciało, mogły być kiedyś częścią pradawnego systemu gwiezdnego – podstawowe elementy materii są bowiem wieczne i niepodzielne. W tym momencie, atomy twojego ciała wymieniają się energią elektromagnetyczną z krzesłem, na którym siedzisz. Znajdujesz się w nieustannym przepływie energii z otaczającym cię światem.

Podejrzewam, że na tym etapie masz już parę pytań – Czy zwierzęta również mają pole elektromagnetyczne? Oczywiście. Czy tę energię można odbierać w postaci myśli? Sam zgadnij. Jak można nauczyć się porozumiewać telepatycznie ze zwierzętami? No cóż, na początek trzeba zmienić niektóre z podstawowych przekonań na temat rzeczywistości. Kolejne dziesięć rozdziałów dotyczy zwierząt, a nie nauki, ale najpierw zajmiemy się tymi nowych pojęciami. Wiem, że możesz obawiać się tego skoku na głęboką wodę, ale jeśli odważysz się zrobić jeden mały krok, wprowadzę cię łagodnie w „Pole Energii Punktu Zerowego”. Nie bój się. Wejdź ze mną „do wody” – jest przyjemna, ciepła i kusząca.

POPŁYWAJMY W POLU ENERGII PUNKTU ZEROWEGO

Wyobraź sobie olbrzymią pajęczą sieć ze srebrnego światła. Każda żyjąca istota jest z nią połączona. A teraz pójdźmy dalej. Zamiast dwuwymiarowej sieci, wyobraźmy sobie sieć 3D – szeroką, głęboką, nie mającą końca i rozpościerającą się we wszystkich kierunkach. Ten roziskrzony ocean energii zawiera w sobie wszystko, co istnieje w naszym wszechświecie – każdą istotę oraz jej historię. Ocean ten nie ogranicza się jedynie do materii, ale obejmuje również przestrzeń między gwiazdami oraz pustą przestrzeń między komórkami twojego ciała… a nawet między jądrem a elektronami w atomach.

Pamiętaj, że materia sama w sobie jest w większości nie-materialna, gdyż w 99 procentach składa się z pustej przestrzeni. Zamiast jednak postrzegać tę pustkę jako próżnię, wyobraźmy sobie, że jest żywa, elektryczna i wibrująca – podobnie jak reszta wszechświata. Ponadto, ocean ten nieustannie gromadzi informacje w gigantycznej bibliotece „zapisów” – w postaci mikroskopijnych obrazów interferencyjnych. (Obraz interferencyjny powstaje, gdy światło z dwóch różnych źródeł nałoży się na siebie, podczas gdy biegnie przez ten sam ośrodek. Jeśli dwa spójne promienie lasera nałożą się na siebie i wyświetlą na ekranie, a jeden z nich niesie obraz obiektu, obraz interferencyjny nazywamy hologramem.)

Teoria Pola Energii Punktu Zerowego (które od tej pory będę nazywać polem „PZ”) głosi, że wszystkie żyjące istoty są w stanie komunikować się ze sobą w naturalny sposób – dzięki prawom natury. Dlaczego? Ponieważ wszyscy jesteśmy częścią jednego, olbrzymiego organizmu. Jeśli więc jesteśmy kawałkami jednej, wielkiej układanki, to dlaczego wątpimy w naszą zdolność komunikowania się ze sobą? Ludzkie istoty można postrzegać jako komórki w ciele Boga, podobnie jak zwierzęta, rośliny czy gwiazdy. Pisząc „Bóg”, mam na myśli kochającą i nieosądzającą, nieskończoną siłę, którą nazywamy także Uniwersalną Inteligencją, Boską Kreatywnością lub Umysłem Natury. Nie ma znaczenia, jak ją nazywasz. Twoja zdolność porozumiewania się ze zwierzętami opiera się na zdolności komunikowania się z Bogiem, ponieważ relacja ta świadczy o tym, jak dobrze potrafisz komunikować się z samym sobą.

Gdybyśmy usunęli twoje ciało oraz ciało twojego kota, konia lub psa, pozostałyby po nich jedynie elektrycznie naładowane pola energetyczne – niewielkie chmury wirujących świateł. Jesteś zbudowany z małych zbiorów energii, które zawsze są połączone z otaczającym je światem. Twój pies również składa się z takich małych zbiorów/pakietów informacji. Przyjmując tę nową perspektywę i uświadamiając sobie, że wszyscy znajdujemy się w polu PZ zrozumiesz, że nie jesteś oddzielony od swoich zwierząt. Wyeliminuj formę zewnętrzną i ostre krawędzie, a odkryjesz, że nic nie dzieli tego, co „jest tobą” od tego, co  „tobą nie jest”. Twoja energia nie kończy się na koniuszkach twoich palców, lecz może szybować po świecie, który cię otacza.

Ty i twój pies lub kot nie znajdujecie się w odosobnionych zbiornikach i nie jesteście zamknięci w zbudowanych z węgla ciałach, które są od siebie oddzielone pustą przestrzenią. Nasz świat uległby całkowitej przemianie, gdyby wszyscy zaczęli postrzegali przestrzeń jako ocean energii – równie odczuwalny poza naszym ciałem, jak i w naszym ciele. Mógłbyś wówczas bez żadnego problemu wejść do tego oceanu i wpłynąć do pola energii swojego zwierzęcia, w którym poczułbyś jego ból fizyczny i emocjonalny, a może nawet zobaczyłbyś obrazy w jego umyśle. Wiem, że może to brzmieć nieco dziwacznie, ale współczesna nauka nie podała jeszcze prostego wytłumaczenia tego zjawiska. Przedstawiłam ci swoją własną interpretację pola PZ, a teraz powrócę jeszcze do jego naukowych początków.

Zanim opracowano teorię pola PZ, ostatnim przełomem w nauce była fizyka kwantowa, która dotyczy niezwykle małych obiektów. Fizyka Newtona potrafiła prawidłowo opisać orbity planet lub transformację energii podczas gry w bilarda, a fizyka kwantowa zajęła się procesami na poziomie subatomowym, takimi jak ruch elektronów wokół jądra atomu, a zwłaszcza taniec cząstek elementarnych w jądrze. Można by założyć, że wszelka materia wchodzi w interakcję z inną materią w ten sam sposób – niezależnie od tego, czy są to planety orbitujące w układzie słonecznym, czy też elektrony orbitujące wokół jądra atomu – niestety, nie jest to prawda. Powszechne prawa fizyki stają się nieprzydatne w przypadku niewielkich obiektów.

Fizyka kwantowa zajmuje się wyjaśnianiem funkcji takich elementów składowych materii jak elektrony, protony i neutrony, a nawet cząstek elementarnych, z których się składają! Każdy proton i neutron zbudowany jest z sześciu kwarków, które są ze sobą połączone za pomocą gluonów. Pewien rodzaj gluonu nazwano „bozonem Higgsa”, a pewną odmianę bozonu „mezonem egzotycznym”. (Terminy te przywodzą mi na myśl kaczki wymachujące skrzydłami w zbiorniku z super klejem, podczas gdy mikroskopijne pasożyty z czerwonymi gumowymi nosami i miękkimi bucikami jeżdżą na motocyklach po wodoodpornych kaczych grzbietach.) Istnieją jeszcze „antykwarki”, „tetrakwarki” i… Boże dopomóż, nawet „pentakwarki”. Naukowcy postanowili podzielić kwarki na różne rodzaje ze względu na „zapach”, a gluony ze względu na „kolor”. Wyróżnia się sześć zapachów kwarków: „górny”, „dolny” „szczytowy, „spodni”, „powabny” oraz „dziwny”.

Kto wymyślił te nazwy? Mnie nie pytajcie. Brzmią tak, jakby naukowcy spotkali się na paleniu trawki w środku nocy (a może także na odprawianiu czarów). Oprócz niezwykle oryginalnych nazw, ci genialni fizycy opracowali przede wszystkim nową teorię, z której wynika, że w szkole przedstawiano nam błędny model atomu. Elektrony nie krążą wokół jądra niczym planety, lecz tworzą wokół niego chmurę prawdopodobieństwa. Fizyka kwantowa wyjaśnia nawet zjawisko czarnych dziur, wobec którego zwykła fizyka jest zupełnie bezradna.

Powstanie fizyki kwantowej było wielkim przełomem, ale pozostało jeszcze wiele pytań, na które wciąż brakowało odpowiedzi. Einstein pracował nad jednolitą teorią pola i głowił się nad paradoksem aż do swojej śmierci. Nawet on nie potrafił zrozumieć przypadkowego świata mechaniki kwantowej, w którym elektrony bawią się w chowanego, pojawiając się i znikając oraz podskakując dookoła niczym grupka mikroskopijnych klaunów. Wielki Al nie uznał fizyki kwantowej za podstawową teorię fizyki między innymi z tego powodu, że nie przemawiał do niego aspekt „czystego przypadku”. W swoim słynnym liście do fizyka Maxa Borna, napisał – Mechanika kwantowa jest imponująca (…), ale jestem pewien, że Bóg nie rzuca kośćmi. Niech będzie błogosławiona jego dusza i fryzura Dona Kinga! Jeszcze na łożu śmierci próbował znaleźć ukryty porządek w Bożym świecie.

Niewielka grupa odważnych naukowców z różnych zakątków świata nadal przeprowadza eksperymenty, kontynuując pracę pionierów fizyki kwantowej. Teoria pola PZ wyewoluowała z matematycznej „czarnej owcy” – kilku równań, które wcześniej nie były akceptowane przez rodzinę fizyków kwantowych, a jednak nie zostały zapomniane. Naukowcy uświadomili sobie, że gdybyśmy spojrzeli na świat materialny przez pryzmat pola PZ, to cały wszechświat okazałby się jednym, niepodzielonym oceanem – gigantycznym, wibrującym i rezonującym polem energii – gdzie każda mała cząstka odgrywa swój własny koncert w tej wspaniałej, boskiej symfonii. A oto prawdziwa sensacja: ci sami naukowcy odkryli, że nie tylko jesteśmy połączeni z całą orkiestrą życia, ale także nieświadomie wymieniamy się informacjami. Robimy to przez cały czas, ale większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy.

A zatem czym jest myśl? Ładunkiem elektrycznym. Czym jest emocja? Ładunkiem elektrycznym. Czym są doznania? Tak, one również są ładunkiem elektrycznym. Chcę nauczyć cię kalibrowania swojej energii tak, abyś uwrażliwił się na myśli, uczucia i doznania fizyczne otaczającego świata – zwłaszcza twoich zwierząt. W ten sposób staniesz się bardziej świadomy tego, co już w tym momencie odbierasz. Jak możesz rozwinąć swoją intuicję? To oczywiste – musisz nauczyć się odbierać hologramy kwantowe.

WITAJ W MOIM HOLOGRAMIE

Zapnij pasy – wybieramy się na szaloną przejażdżkę. Informacje, które tu przedstawię, pochodzą od dr. Edgara Mitchella, mężczyzny, który w 1971 roku połaskotał księżyc palcami swoich stóp i połaskocze również twoją wyobraźnię swoim kosmicznym żargonem. Jeśli nie masz jeszcze trzydziestu lat pozwól, że opowiem ci, kim właściwie jest dr Mitchell. Słyszałeś o astronaucie Apollo 13, który w 1970 roku powiedział – Houston, mamy problem!? To właśnie Edgar Mitchell odebrał jego słowa w centrum kontroli. Mitchell znajdował się wtedy na ziemi, ponieważ jego zespół miał udać się na księżyc dopiero przy następnym starcie. Gdy tylko odebrał sygnał SOS od znajdujących się w niebezpieczeństwie astronautów, zaczął trenować w symulatorze NASA przez następne trzy dni i noce, prawie nie śpiąc. Chciał odkryć, w jaki sposób można wykorzystać statek kosmiczny jako „łódź ratunkową”. W rezultacie uratował astronautom życie i zapewnił im bezpieczny powrót na ziemię. Dr Mitchell ukończył Zarządzanie Przemysłowe na Carnagie Mellon University oraz aeronautykę i astronautykę na MIT. Zanim zaproszono go do udziału w jego pierwszej misji Apollo, był nauczycielem w Air Force Test Pilot School oraz pilotem odrzutowca na lotniskowcu.

Gdy dr Mitchell wrócił ze swojej podróży na księżyc, założył Instytut Nauk Noetycznych (Institute of Noetic Science), pierwszą organizację w Ameryce, w ramach której naukowcy zgłębiają wspólnie nowe teorie na temat świadomości, fizyki, mistycyzmu oraz ewolucji. Zwróciłam się do tego człowieka, którego uważam za jednego z najgenialniejszych umysłów XXI wieku, z prośbą o wyjaśnienie zjawiska telepatycznej komunikacji ze zwierzętami. Dr Mitchell był na tyle wspaniałomyślny, że udzielił mi osobistego wywiadu w 2002 roku, podczas gdy miłość jego życia – sznaucerka o imieniu Miss Megs – siedziała u moich stóp, błagając o kawałek sera. Poniżej zamieszczam wypowiedzi dr. Mitchella wraz z moimi komentarzami.

Dr Mitchell: Wyniki najnowszych badań sugerują, że wszelkie obiekty fizyczne, łącznie z ludźmi, posiadają rezonansowy obraz holograficzny związany ze swoją fizyczną egzystencją. Nazywamy go Hologramem Kwantowym (HK). Można go postrzegać jako aureolę lub „ciało świetliste”, składające się z małych emisji kwantowych z każdej cząsteczki i komórki ciała.

Amelia: Czy w tym momencie wpatruje się w ciebie mała kulka futra, która próbuje ci coś powiedzieć? Być może chce kawałek sera? Tak naprawdę twój pies lub kot wcale nie jest kulką futra, lecz zbiorem hologramów kwantowych.

Dr Mitchell: HK został odkryty i potwierdzony eksperymentalnie przez profesora Waltera Schemppa z Niemiec, w trakcie udoskonalania technologii rezonansu magnetycznego (ang. magnetic resonance imaging, MRI). Odkrył on, że dobrze znane zjawisko emisji energii przez wszystkie obiekty fizyczne na poziomie kwantowym niesie ze sobą informacje związane z historią danego obiektu.

Amelia: Zastanawiasz się, jak wyglądało życie twojego psa, gdy przebywał w schronisku? Jego historia została zapisana w każdej komórce jego ciała. Nie mam tutaj na myśli jedynie magazynu pamięciowego mózgu – holograficzna historia życia twojego zwierzęcia przechowywana jest w każdej cząsteczce jego organizmu.

Dr Mitchell: Dodatkową i istotną własnością HK jest to, że jest nielokalny, co oznacza, że nie ogranicza się do konkretnej czasoprzestrzeni lecz – podobnie jak cząsteczki – może przenosić informacje wszędzie.

Amelia: Dr Mitchell twierdzi, że doświadczenia twojego zwierzęcia nie zostały zapisane dosłownie w jego ciele, ale raczej w polu PZ – obszernej, kosmicznej bibliotece, która zapisuje i przechowuje przeżycia wszystkich istot. Odczyt holograficznej historii zwierzęcia przypomina wejście do wielkiego sklepu z filmami, wybranie filmu, który chcesz oglądnąć, a następnie obejrzenie go. Kierując się podejściem dr. Mitchella, moglibyśmy wywnioskować, że nie „odczytujemy” samego zwierzęcia, lecz jego zapisy i pobieramy informacje bezpośrednio od Boga.

Dr Mitchell: To, co niektórzy fizycy kwantowi nazywają nielokalnością, Albert Einstein nazywał „upiornym działaniem na odległość” (ang. spooky action at a distance).

Amelia: Polubiłabym staruszka Ala. Geniusz nauki, który nazywa określone zjawisko „upiornym działaniem na odległość” z pewnością należy do tych jajogłowych, których z radością zaprosiłabym na śniadanie! „Nielokalność” oznacza, że zwierzę i/lub informacja, którą odbierasz, pozostaje poza zasięgiem twojego wzroku, węchu, słuchu lub dotyku. Nielokalność pomaga zrozumieć zjawisko powszechnie nazywane „zdalnym postrzeganiem” – czyli zdolność wyczuwania zwierząt, ludzi, miejsc i wydarzeń, które znajdują się poza zasięgiem naszych pięciu zmysłów. Jeśli jednak wszystkie istoty są jednym, wielkim organizmem, a cały świat jest twoim domem, czyż nie oznacza to, że wszystko jest lokalne?

Jeśli teoria PZ jest słuszna, jej prawa odnoszą się do wszystkich obiektów we wszechświecie – zarówno tych maleńkich, jak i olbrzymich, a więc także do futrzastych stworzeń. Oznaczałoby to, że żyjemy w uporządkowanym świecie, stworzonym i zarządzanym przez pewnego rodzaju Boską Inteligencję, w którym wszystko ma swój sens. W takim razie, naukowcy musieliby powiedzieć mistykom – Rozumiemy, że potraficie porozumiewać się telepatycznie ze zwierzętami. Telepatia jest obecnie uznanym procesem kwantowym. Poniżyliśmy i potępiliśmy wielu szamanów w niezliczonych programach telewizyjnych i radiowych. Najwyraźniej myliliśmy się przez ostatnie siedemset lat. Ups! Byłoby miło, nieprawdaż?

Termin „hologram kwantowy” brzmi nieco zawile, więc chciałabym wprowadzić jego skróconą wersję. Od tej pory, nawiązując do hologramów kwantowych, będę używać formy „zapisy kwantowe” (w oryginale – Q-form).

No dobrze, zakładam, że wciąż czytasz uważnie, więc przełóżmy te nowe idee na praktykę. Twoje początki w rozwijaniu własnej intuicji nie muszą mieć cokolwiek wspólnego ze zwierzętami. Zbadajmy, w jaki sposób odbierasz informacje nielokalne. Każdy człowiek je odbiera – pytanie więc brzmi, czy zwracasz na nie uwagę. Dowiedz się tego za pomocą zamieszczonego poniżej quizu.

QUIZ: SPRAWDŹ SWOJĄ INTUICJĘ

1. Czy zdarzyło ci się, że wiedziałeś kto do ciebie dzwoni, zanim jeszcze odebrałeś telefon?
2. Jak często ci się to zdarza?
3. Czy myślałeś o tej osobie, zanim do ciebie zadzwoniła lub w chwili, gdy usłyszałeś dzwonek telefonu?
4. W jaki sposób odbierasz takie informacje?
5. Czy widzisz twarz tej osoby lub całą jej postać?
6. Czy słyszysz jej głos w swojej głowie?
7. Czy w twoim umyśle pojawia się jej imię?
8. Czy czujesz jej wodę kolońską lub perfumy?
10. Czy odczuwasz jej energię wokół siebie?
11. Czy masz przebłyski wspomnień związanych z tą osobą, zanim jeszcze do ciebie zadzwoni?
12. Czy zdarzyło ci się myśleć o starym przyjacielu, z którym nie rozmawiałeś od lat, po czym dowiedziałeś się, że dzwonił do ciebie, wysłał ci maila lub list?
13. Czy zdarza ci się wyczuć, kto wysłał do ciebie wiadomość, jeszcze zanim zajrzysz do skrzynki mailowej?
14. Czy miałeś kiedyś nieprzyjemne przeczucie, że nie powinieneś umawiać się z pewną osobą, a jednak umówiłeś się z nią, a potem tego żałowałeś?

 

Czy zdarzyło ci się, że od razu poczułeś nieufność wobec nowopoznanej osoby?

1. Czy zdarzyło ci się poczuć, że ktoś kłamie, a potem dowiedziałeś się, że miałeś rację?
2. Czy zdarzyło ci się od razu bardzo polubić osobę, którą dopiero poznałeś?
3. Czy zdarzyło ci się poczuć, że coś jest nie w porządku z bliską ci osobą, a następnie dowiedziałeś się, że niestety miałeś rację?
4. Czy miałeś kiedyś przeczucie, że powinieneś pojechać inną drogą, ale nie zrobiłeś tego i utkwiłeś w korku?
5. Czy miałeś kiedyś silne przeczucie, że nie powinieneś kupować pewnego przedmiotu?
6. Czy byłeś kiedyś w niebezpieczeństwie i wiedziałeś, że stanie się coś złego, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzyło?

Policz, ile razy odpowiedziałeś „Tak”. Zastanawiając się nad swoimi doświadczeniami, zadaj sobie następujące pytania – Na ile rozwinięta jest moja intuicja? Na ile jej ufam? Czy mam skłonność do podważania swoich instynktownych przeczuć? Owszem, wszyscy wątpimy, ale twój sukces w nauce rozmawiania ze zwierzętami zależy od tego, na ile jesteś wyjść ponad to i sobie zaufać.

ZAPISANE POD POWIEKAMI

A teraz zastanów się, w jaki sposób odbierasz przychodzące do ciebie informacje. Gdy pytam moich uczniów, skąd wiedzą, kto do nich dzwoni, zanim jeszcze odbiorą telefon, większość z nich odpowiada – Po prostu to czuję – lub – Po prostu to WIEM. Oskarżam ich wtedy o wykręty. Każdy odbiera zapisy kwantowe w specyficzny sposób, a ja zachęcam cię, abyś bardziej uważnie przyjrzał się temu błyskawicznemu procesowi. Czy widzisz w swoim umyśle obraz osoby, która do ciebie dzwoni, czujesz jej zapach, czy też może pojawia się jakieś związane z nią wspomnienie? Czy twój wewnętrzny głos podpowiada ci jej imię, czy też może słyszysz jej własny głos w swojej głowie?

Zadałam kiedyś te pytania uczestnikom warsztatu, który prowadziłam w środkowej Anglii – W jaki sposób odbierasz takie informacje? W postaci obrazów? Słów? A może słyszysz głos danej osoby?

Pewna starsza pani podniosła rękę i powiedziała – Widzę te informacje zapisane na wewnętrznej stronie moich powiek! Czarno na białym! O lewej strony do prawej… Większość ludzi nie odbiera ich aż tak wyraźnie, ale nie jest to niecodzienne zjawisko. Spędzamy obecnie całe dnie przy komputerze, więc przypuszczam, że coraz częściej będziemy odbierać informacje w postaci tekstu pisanego. Niektórzy moi uczniowie widzą słowa napisane odręcznie. Odkąd sama zaczęłam spędzać więcej czasu przy komputerze, moje procesy parapsychiczne dostosowały się do mojej codzienności. W trakcie modlitwy często odbieram odpowiedzi na swoje pytania w taki sposób, że widzę taśmę papierową z nadrukiem trzepocącą przed moim trzecim okiem.

Zacznij zwracać uwagę na ten wewnętrzny system informacji – twoja intuicja przypomina bowiem organiczny system alarmowy, który Bóg zainstalował w twoim ciele po to, aby umożliwić ci przetrwanie w świecie. Ten mechanizm nie ma więc nic wspólnego z czarami, lecz służy przetrwaniu. Możesz go udoskonalić, dzięki czemu będzie służył również dobremu samopoczuciu twoich bliskich oraz zwierząt.

Skąd możesz wiedzieć, że tego wszystkiego sobie nie „wymyślasz”? Jeśli zdobędziesz się na odwagę, aby zdradzić innym ludziom informacje, które odebrałeś za pomocą intuicji, może okazać się, że dobrze trafiłeś, a wtedy przekonasz się, że niczego sobie nie wymyśliłeś, lecz naprawdę odebrałeś dane z zewnątrz. Informacje, które odbierasz od zwierzęcia, mogą być bardzo subtelne, ale musisz pogodzić się z tym, że komunikacja parapsychiczna przypomina na początku pierwszą jazdę na rowerze.

Prawdopodobnie, tuż po tym, jak po raz pierwszy w życiu poczułeś ekstatyczną radość – ponieważ udało ci się złapać równowagę na rowerze i przejechać wzdłuż ulicy – pomyślałeś sobie – Czy ja to naprawdę zrobiłem? Nie oskarżałeś się, że to wszystko sobie „wymyślasz”. Dzięki swoim odczuciom wiedziałeś, że udało ci się tego dokonać. Z komunikacją telepatyczną jest dokładnie tak samo. Chcę, żebyś zapamiętał to uczucie, które pojawia się, gdy odbierasz prawidłową informację. Wtedy neuroprzekaźnikom w twoim mózgu będzie łatwiej stworzyć nowe ścieżki, które pozwolą ci „powrócić” do tego uczucia i rozwijać swoją intuicję. Cytując mojego ulubionego nauczyciela sztuki, Karla Gnassa – Nie chcesz przecież, żeby twój talent przypominał pijanego marynarza… żeby był czymś, co znajdziesz na pierwszej stronie gazety następnego ranka i zapytasz: „Kto to zrobił?!”. Zależy nam więc na opracowaniu metody odtwarzania tego procesu i zapewnieniu jego ciągłości. Aby tego dokonać, musisz zwracać uwagę na to, co dokładnie robisz, gdy nawiązujesz kontakt telepatyczny.

Nawet jeśli odpowiedziałeś twierdząco tylko na jedno z zamieszczonych powyżej pytań – na pewno możesz „to robić”. Chciałabym jednak, abyś uczynił z tego swoją stałą praktykę, aż w końcu korzystanie z intuicji stanie się twoją wyuczoną umiejętnością, podobnie jak jeżdżenie rowerem czy prowadzenie samochodu. Chcę, aby stało się ono dla ciebie tak naturalne, jak gotowanie makaronu – jeśli robisz to wystarczająco często, nie musisz za każdym razem czytać instrukcji na opakowaniu.

W kolejnym rozdziale opiszę, w jaki sposób możesz korzystać ze swojej wrażliwości i intuicji – w dowolnym momencie, w którym poczujesz taką potrzebę. Omówię również praktykę „odczytywania” zdjęć, dzięki czemu będziesz mógł nawiązać połączenie energetyczne ze zwierzęciem (a może nawet z nim porozmawiać), niezależnie od tego, gdzie się znajduje.


ROZDZIAŁ DRUGI

Dostrojenie swojego sonaru

Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy
– ALBERT EINSTEIN

POMARAŃCZOWY PATYCZEK

W sklepie zoologicznym na mojej ulicy poznałam dwie ogromne papugi ary o jaskrawym upierzeniu: niebiesko-złotego Cosmo oraz zielonoskrzydłego Carlosa. Oba ptaki przebywały w ciasnych klatkach. (Ptaka w klatce można porównać do człowieka uwięzionego w kabinie prysznicowej.) Cosmo wyglądał, jakby sam Picasso w boskiej fabryce papug pomalował go błękitem ultramarynowym, czerwienią alizarynową, głęboką zielenią oraz żółcią kadmową, które bezwstydnie prezentowały się na jego skrzydłach, niczym pranie rozwieszone na balkonie. Jego kolega Carlos, miał nieco skromniejszą szatę, która przypominała jedną z hawajskich koszul Elvisa.

Gdy mijałam ich klatki, Cosmo świecił z daleka niczym światła Las Vegas. Zawsze zatrzymywałam się przy tych kolorowych stworzeniach, aby przekazać im wyrazy współczucia, że znajdują się tak daleko od domu (ich naturalnym środowiskiem jest Południowa Afryka). Ich życie nie jest zbyt interesujące, więc nie miałam pojęcia o czym z nimi rozmawiać. Czułam się tak, jakbym próbowała porozumieć się z dwoma starymi Brazylijczykami. Za każdym razem, gdy odwiedzałam Cosmo, który był bardziej skłonny do flirtów, pytałam go – Co najbardziej lubisz jeść? – a on odpowiadał mentalnie – Pomarańczowy patyczek. Słyszałam te słowa wyraźnie w swoim umyśle. (Zjawisko to nazywane jest jasnosłyszeniem – opiszę je dokładniej w dalszej części tego rozdziału.) Nie wszyscy moi uczniowie słyszą słowa, ale ja często odbieram informacje w ten właśnie sposób.

Zaglądałam do jego klatki, ale zwykle widziałam tam tylko pokarm w postaci nasion, więc znów pytałam – Co chciałbyś zjeść? (jednocześnie przekazując mentalnie obraz jego samego, chrupiącego coś w swoim dziobie.). Cosmo odpowiadał zirytowany – Pomarańczowy patyczek! Zdziwiona ponownie zaglądałam do klatki, ale nigdy nie widziałam w niej niczego, co przypominałoby pomarańczowy patyczek. A jednak Cosmo zawsze odpowiadał mi tak samo na to pytanie.

Odprawialiśmy ten rytuał przez półtora roku. Biedna papuga musiała myśleć, że jestem idiotką (lub mam naprawdę nudne życie), bo wciąż zadawałam mu to samo pytanie. Jestem pewna, że gdy tylko Cosmo widział mnie z daleka, wołał do swojego kolegi – Zobacz, Carlos. Znowu idzie ta szurnięta babka, co komunikuje się ze zwierzętami. Tylko popatrz! i krzyczał – Hej, ptasi móżdżku! Pomarańczowy patyczek! Pomarańczowy patyczek! – na co obie papugi zaśmiewały się aż po koniuszki swoich piórek.

Zastanawiałam się właściwie nad zakupem tych papug, ponieważ bardzo chciałam uwolnić je z klatek, ale bałam się, że piątka moich rozkapryszonych kotów rozpętałaby w domu piekło.

Pewnego popołudnia weszłam do sklepu i zauważyłam, że nie ma Carlosa. Zapytałam o niego Cosmo, a on przekazał mi mentalnie obraz klatki wynoszonej ze sklepu. Właściciel sklepu powiedział, że Carlos został sprzedany, więc zapewniłam Cosmo, że jego przyjaciel dostał się do dobrego domu, gdzie będzie prowadził szczęśliwe życie. Stałam tam nerwowo przez chwilę, nie wiedząc, co jeszcze mogłabym powiedzieć i w końcu, po raz tysięczny zapytałam Cosmo:

Co najbardziej lubisz jeść?
Pomarańczowy patyczek – odpowiedział.

Postanowiłam raz na zawsze rozwikłać tę tajemnicę.

Czy możesz mi pokazać obraz tego patyczka? – poprosiłam.

Natychmiast wysłał mi obraz obiektu wielkości dużego kawałka marchewki, który trzymał w swoim dziobie – grubości około trzech milimetrów i długości pięciu centymetrów. Zastanawiałam się, co to u licha to może być.

Podają ci wieczorami patyczki z jasnopomarańczowymi nasionami czy kawałki marchewki do obgryzania?
–  Nie! Nie! Pomarańczowy patyczek! – upierał się.

Po chwili wszystko się wyjaśniło. Nie spuszczając ze mnie swoich świdrujących oczu, gwałtownie przysunął się ku mnie na żerdzi, czym napędził mi stracha. Następnie zeskoczył na podłogę klatki, gdzie odnalazł dziecięcy gryzak. Nigdy wcześniej go nie widziałam, bo był schowany z tyłu. Trzymając gryzak w dziobie, Cosmo wspiął się z powrotem na żerdź, przez cały czas wpatrując się we mnie intensywnie. Chwycił mocno breloczek swoją pokrytą łuskami stopą i zaczął przerzucać dziobem kawałki plastyku – tak, jakbyś przesuwał koraliki na liczydle. Z wielką zręcznością przerzucił niebieski, żółty i czerwony kawałek.

Gdy dotarł do pomarańczowego, podrzucił go w dziobie, nachylił się i wpatrując się we mnie potrząsnął nim przed moimi oczami. Ta pomarańczowa, plastykowa zabawka wyglądała jak klucz samochodowy (o grubości około trzech milimetrów) i rzeczywiście przypominała kawałek marchewki.

Pomarańczowy patyczek! – powtórzył.

Kolana ugięły się pode mną. Musiałam się uspokoić, żeby nie zemdleć z wrażenia tuż pod jego klatką. Po tylu latach porozumiewania się ze zwierzętami, nadal nie spodziewałam się czegoś tak zdumiewającego.

Podbiegłam do lady z zamiarem kupienia Cosmo, gotowa zapomnieć o przerażających wizjach kłębów kociego futra i piór.

Ach, on już został sprzedany – poinformował właściciel sklepu. – Jakaś kobieta kupiła go wczoraj, ale będzie mogła odebrać go dopiero jutro.

Cosmo wiedział, że nigdy więcej mnie nie zobaczy. Musiał zademonstrować o co mu chodzi nierozgarniętej kobiecie rozmawiającej ze zwierzętami, która przez ponad rok dręczyła go pytaniem o pomarańczowy patyczek. Ten cud był jego prezentem pożegnalnym dla mnie.

Od tamtej pory wiele razy miałam okazję przekonać się, że papugi wykazują zaskakującą zdolność demonstrowania tego, o czym telepatycznie rozmawiają. W trakcie warsztatu we Frankfurcie, rolę naszej nauczycielki pełniła wielka papuga. Grupa zadawała zwierzęciu pytania na temat jego życia, a opiekunka potwierdzała trafność uzyskiwanych odpowiedzi. Papuga przez cały czas siedziała spokojnie na ramieniu opiekunki. Ale kiedy ktoś zadał jej pytanie – Co jest nie w porządku z drugim ptakiem, który został w domu? Coś mu dolega? O co właściwie chodzi? – papuga zupełnie oszalała! Obleciała pomieszczenie dookoła, wykonując bardzo szybkie ruchy skrzydeł, po czym wróciła na ramię opiekunki. Wszyscy krzyknęliśmy zaskoczeni. Okazało się, że ptak, o którego zapytała grupa, nie mógł latać. Był  z tego powodu bardzo nieszczęśliwy, ponieważ nie mógł ruszać się z domu. Najwyraźniej nasza papuga też bardzo się tym przejęła, ponieważ postanowiła „odegrać” przed nami odpowiedź na to pytanie.

Być może uznasz to za czysty przypadek, ale to jeszcze nie wszystko. Inna uczestniczka warsztatów przyniosła ze sobą żółwia, który również był naszym nauczycielem. Papuga nie znała wcześniej tego żółwia. Kierując się wskazówkami opiekuna, grupa mentalnie zapytała go, w jaki sposób wyraża swoją frustrację. Od tamtego bumerangowego lotu po pomieszczeniu, papuga była spokojna. W tamtym momencie dała grupie parę minut na odebranie informacji, po czym wystrzeliła w powietrze, podleciała do zamkniętego okna, a następnie uderzyła o szybę! Spadła bezwładnie na podłogę, czym śmiertelnie wszystkich przeraziła – zwłaszcza mnie! Opiekunka powiedziała, że papuga nigdy w życiu tak się nie zachowywała. Na szczęście nic się jej nie stało – stanęła na nogi, gdy tylko opiekunka żółwia wyjaśniła nam całą tajemnicę. Powiedziała, że gdy jej żółw jest zdenerwowany, uderza głową o szklane akwarium tak mocno, że potem ma ślady po uderzeniach na głowie. Papuga nie tylko zrozumiała pytanie, które zadaliśmy żółwiowi, ale także „porozmawiała” z nim o jego problemie, a następnie zademonstrowała grupie jego zachowanie!

W jaki sposób możemy nawiązywać telepatyczny kontakt ze zwierzętami? Używając tych samych metod, jakie one stosują, gdy komunikują się ze sobą nawzajem. W niniejszym rozdziale rozpoczniesz fascynującą przygodę i zaczniesz rozmawiać ze zwierzętami. Najpierw jednak przyjrzyjmy się, na czym polega ten proces.

ZAREZONUJ Z TYM!

„Faza” i „rezonans” są naukowymi terminami, które pomagają nam zrozumieć, w jaki sposób możemy niewerbalnie komunikować się z innymi żywymi istotami, wykorzystując w tym celu procesy kwantowe. Dr Mitchell mówi, że zjawisko odbierania nielokalnych informacji opiera się na „skoniugowanym fazowo rezonansie adaptacyjnym (ang. phase conjugate adaptive resonanse.” Tak, to termin naukowy. Uf! Wolę już swoje określenie „rezogeneza”. Dla naszych celów, słowo „rezonans” zastąpimy więc „rezogenezą” – mając przez to na myśli komunikowanie się z wszelkimi przejawami życia. W The Way of the Explorer dr Mitchell określa rezonans w następujący sposób:

Informacja nie jest przekazywana od jednej cząsteczki do drugiej. Aspekty falowe cząstek są w pewnym sensie nielokalnie połączone i „rezonują” ze sobą, aby zachować korelację swoich cech charakterystycznych. W ogóle nie zachowują się jak cząsteczki, lecz raczej jak „pola” wypełniające całą przestrzeń, a pewien mechanizm, którego jeszcze nie zrozumieliśmy, zarządza nimi i wpływa na ich właściwości. Ponieważ zasady teorii kwantowej – za sprawą tego wszechobecnego, wzajemnego „rezonansu” – z założenia dotyczą wszelkiej materii, a nie tylko materii subatomowej, oznacza to, że „wszelkie przejawy natury” w pewnym sensie przypominają falę, pole lub „umysł”.

Innymi słowy, możemy uzyskiwać informacje od zwierząt, gdy przestaniemy postrzegać samych siebie jako odizolowane cząsteczki w zimnym, chaotycznym wszechświecie i zapragniemy, aby nasza świadomość stała się mobilna i podróżowała na falach elektromagnetycznych.

Istnieje jeszcze prostsze wyjaśnienie tego procesu. Nietoperze korzystają z echolokacji lub inaczej „biosonaru”, dzięki któremu mogą skutecznie przemieszczać się i polować. Emitują do otoczenia fale dźwiękowe o wysokiej częstotliwości. Gdy fala dźwiękowa zderzy się z czymś, odbija się jako echo. Nietoperze słyszą to echo i dzięki temu nie tylko wiedzą, gdzie znajduje się dany obiekt, ale także czym on jest – być może smakowitą muchą, w sam raz na przekąskę o północy. Ten biosonar ma wyjątkową częstotliwość charakterystyczną – fale różnią się od siebie swoją „amplitudą” i „częstotliwością”. Nietoperze muszą ocenić zależności fazowe i częstotliwości, aby uzyskać wyjątkowy „obraz” obiektu i potrafią to zrobić bardzo szybko (muchy przecież nie marnują czasu). Z biosonaru korzystają również delfiny i niektóre wieloryby. W szerszej perspektywie: wszelka materia wydaje się emitować wyjątkową częstotliwość charakterystyczną – nie fal dźwiękowych, ale również energii elektromagnetycznej.

Wyposażeni w tę wiedzę, możemy stworzyć nową definicję komunikacji parapsychicznej  jako procesu, który przypomina w pewnym sensie biosonar wykorzystywany przez nietoperze i delfiny. Najwyraźniej ludzie mają swój własny rodzaj „biosonaru”, który korzysta z fal elektromagnetycznych. Nie potrafimy odbijać tej energii od różnych przedmiotów w naszym otoczeniu ani przemieszczać się w ciemnościach jak nietoperze, ale możemy wysyłać i odbierać myśli, uczucia, wrażenia oraz wspomnienia. Niektórzy naukowcy wierzą, że pewien wewnętrzny aspekt człowieka pozostawał uśpiony w procesie ewolucji, lecz nagle zaczął aktywować się u ludzi na całym świecie. Ewoluujemy w istoty sześciozmysłowe. Pomyśl tylko… to niesamowite!

Gdy odkryjesz w sobie zdolność nawiązywania Rezogenezy, a następnie ją udoskonalisz, będziesz z niej korzystać jak z każdej innej wyuczonej umiejętności. Nie będzie to miało nic wspólnego ze szczęśliwym trafem ani synchronicznością, które przytrafiły ci się przypadkiem raz w życiu. Będzie to działanie, w które postanowisz się zaangażować i praktykując je na co dzień, zaczniesz korzystać ze swojego „jasnowidzenia” w sposób precyzyjny i godny zaufania. Dzięki własnej pracowitości, dyscyplinie i cierpliwości, możesz tworzyć nowe narzędzia i korzystać z nich z radością – bez lęku. Jak postrzegasz swój umysł? Jako zaparkowany samolot, który nigdy nie opuszcza hangaru, czy raczej jako odrzutowiec, który w każdej chwili może wystrzelić w powietrze? Rozwijanie zdolności parapsychicznych jest kwestią świadomej decyzji, która wiąże się ściśle z tym, jak postrzegamy samych siebie, a także z naszymi podstawowymi przekonaniami na temat własnych ograniczeń.

Pomyśl o Rezogenezie jako o fantastycznej, nowej zabawce. Jeśli będziesz się nią bawił, twój mózg dostosuje się do tej nowej technologii. Inny wspaniały sposób postrzegania Rezogenezy wiąże się z analogią komputerową. Nawiązanie kontaktu ze zwierzęciem będzie przypominało korzystanie z dwóch programów uruchomionych jednocześnie na podzielonym ekranie, ponieważ będziesz odbierać jednocześnie różne myśli, emocje oraz wrażenia – zarówno własne, jak i zwierzęcia. Większość ludzi nie postrzega zwierząt jako istot o skomplikowanej psychologii, które prowadzą złożone życie emocjonalne i korzystają z przeróżnych procesów myślowych. Zostaliśmy uwarunkowani w taki sposób, aby postrzegać zwierzęta jako dwuwymiarowe, kartonowe figurki o ograniczonych możliwościach mózgu.

Czeka cię więc wspaniała niespodzianka. Gdy zaczniesz postrzegać zwierzęta jako istoty trójwymiarowe i zrozumiesz, że – chociaż zostały stworzone inaczej niż ty – nie są wcale głupsze niż pierwsi, bezwłosi naczelni, którzy na nie polowali, zmieni się twój pogląd na świat. Jeśli postanowisz, że będziesz traktować zwierzęta jako świadome istoty, przywitasz się z „duchem w maszynie”. Ten „duch” może – ale nie musi – wyrazić się za pomocą słów.

ANIMALOGOS

Pamiętaj, że telepatyczna komunikacja może przyjąć różne formy. Czasem możesz usłyszeć hologramy (zapisy) kwantowe  w postaci słów wypowiadanych twoim własnym lub „obcym” głosem, który wydaje się pochodzić z „zewnątrz”. Zdolność ta nazywana jest jasnosłyszeniem. Nie znam jednak określenia na samo zjawisko „głosów”, jakie słyszymy w swoim umyśle, gdy „dostrajamy się” do zwierząt, dlatego stworzyłam słowo „Animalogos”. Jeśli papuga „krzyczy” do ciebie: „pomarańczowy patyczek”, oznacza to, że słyszysz jej Animalogos. Greckie słowo Logos odnosi się do wielkiego, twórczego Słowa – boskości, która przejawia się we wszechświecie.

Pamiętaj o tym, że to ludzki, a nie zwierzęcy umysł tworzy słowa. To my interpretujemy myśli zwierząt w postaci języka, obrazów albo dźwięków. Sposób, w jaki odbierasz intuicyjne informacje zależy od tego, które struktury w twoim mózgu są najbardziej rozwinięte.

Twoje zdolności i talenty przechowywane są w sieciach połączeń neuronalnych mózgu, które wyglądają jak drzewa iskrzących się synaps. Jeśli jesteś artystą, twoja sieć połączeń przechowująca informacje wizualne jest zapewne bardziej rozwinięta niż ta, która odpowiada za zdolności werbalne. W przypadku pisarza jest zupełnie odwrotnie. Artysta prawdopodobnie będzie „widział” myśli zwierząt w postaci „obrazów”, a pisarz i muzyk będą raczej „słyszeli” słowa. Jeśli jesteś terapeutą lub pielęgniarką, prawdopodobnie z łatwością będziesz odbierać uczucia zwierząt, a jeśli atletą lub tancerzem, twoją mocną stroną może być medyczny gestalt, który polega na odczuwaniu doznań fizycznych zwierzęcia. Lekarze, weterynarze, naukowcy lub psychiatrzy mają z kolei do swojej dyspozycji mnóstwo danych, które pomagają im zidentyfikować dolegliwości zwierząt.

Możesz więc „usłyszeć” słowo i nie zobaczyć obiektu, o którym wspomina zwierzę lub przeciwnie – „zobaczyć” obiekt, a nie usłyszeć jego nazwy. Być może zaleje cię fala emocji – frustracji, radości, smutku lub lęku – ale nie odbierzesz żadnego słowa, które wyjaśniłoby te uczucia. Takie zmiany w świadomości potwierdzają, że się „dostroiłeś”. Jeśli rozwinąłeś kilka różnych sieci połączeń neuronalnych, mogą bombardować cię różnego typu informacje i możesz mieć wrażenie, że zajmujesz się wieloma rzeczami na raz. Ja sama odbieram mnóstwo różnego rodzaju wrażeń. Widzę obrazy, słyszę słowa, wyczuwam emocje oraz doznania fizyczne – jeden wielki taniec bodźców. Dzieje się tak dlatego, że rozwijam wiele zdolności: piszę, przemawiam, tańczę, maluję, rysuję, gram na fortepianie, doradzam i jestem aktorką. Wszystkie moje sieci neuronowe są rozwinięte w równym stopniu, więc mogę odbierać informacje wieloma „kanałami” – gdy tylko mój mózg zarejestruje ich częstotliwości. Wielu z was będzie miało podobne doświadczenia, ale niektórzy przekonają się, że ich intuicja woli korzystać z najbardziej rozwiniętych sieci połączeń neuronalnych.

Jest to w zasadzie pierwsza zmiana paradygmatu. Musimy zaakceptować nową wizję biochemii mózgu i zacząć traktować ludzki umysł nie jako stację radiową, ale raczej jako krótkofalówkę, która może nie tylko wysyłać informacje, ale także je odbierać. Im bardziej jesteśmy świadomi, że w sposób intuicyjny odbieramy dane z otaczającego nas świata, tym większe prawdopodobieństwo, że rozwiniemy nową technologię, która pozwoli nam świadomie korzystać z tej zdolności.

Druga zmiana paradygmatu dotyczy naszego sposobu postrzegania zwierząt. Gdy po raz pierwszy nawiążesz Rezogenezę ze zwierzęciem, z którym chcesz porozmawiać, czeka cię wielka niespodzianka! Większość zwierząt to piekielnie inteligentne istoty, które doświadczają całego spektrum tak zwanych ludzkich uczuć oraz mają równie bogate relacje emocjonalne, jak my. Żółwie też, Amelio? – zapytasz. Tak, żółwie też. A węże, Amelio? Tak, węże także. A ryby? Ryby też. A motyle? Tak, owady też. Gady, ryby i tarantule pełniły rolę nauczycieli na moich warsztatach, na których przekazały moim zdumionym studentom zaskakującą ilość informacji na temat swojego życia. Witaj w nowym świecie.

Gdy potrafimy sprawić, aby nasza energia przemieszczała się za pomocą fal mentalnych, jesteśmy w stanie połączyć się z innymi gatunkami i poczuć głębię ich przeżyć. Przypomnij sobie Spocka i jego wolkańskie „zlanie jaźni”. To połączenie świadomości działa w obie strony, a zwierzęta posługują się nim znacznie lepiej niż większość z nas. Wszystkie „zwierzęta domowe” znają myśli i uczucia swoich opiekunów. Często potrafią opisać nie tylko własne choroby i wyzwania emocjonalne, ale także dolegliwości swoich „właścicieli”. Słucham tego całymi dniami!

Teraz ty również możesz to robić! Porzuć surowe, przestarzałe prawa „cywilizowanego” świata. Pozostaw za sobą zacofaną wioskę, z jej średniowieczną polityką i błędnymi przekonaniami. Dołącz do mnie w lasach, gdzie bawią się „wyjęci spod prawa”.

 

ĆWICZENIE REZOGENEZY – ODCZYT ZE ZDJĘCIA

Być może cię to zdziwi, ale nie zaczniemy nauki od bezpośredniego komunikowania się ze zwierzęciem, lecz od nawiązywania kontaktu za pomocą zdjęcia. Zacznij od zwierzęcia, którego w ogóle nie znasz – w przeciwnym razie możesz mieć problem z odebraniem trafnych informacji ze względu na swoje założenia lub lęki i blokady emocjonalne. Pamiętaj jednak, że będziesz rozwijać tę umiejętność i z czasem porozumiesz się także z własnym zwierzęciem – nawet jeśli ono znajduje się już po tamtej stronie. Osobiście wierzę, że dusze wszystkich istot żyją nadal po śmierci, zaś dr Mitchell uważa, że w momencie śmierci zwierzęta po prostu opuszczają zapis holograficzny w polu PZ, a my nie kontaktujemy się z ich duszami, ale odczytujemy wspomnienia z ich życia na ziemi. Nie ważne, jaki system przekonań ostatecznie przyjmiesz – i tak otrzymasz ten sam rezultat. Prawie wszystkim moim uczniom udało się przekroczyć bramy nieba i porozumieć się z „aniołami”. Ćwiczenie ze zdjęciem jest najlepszym sposobem na to, aby się tego nauczyć.

Do tego ćwiczenia znajdź partnera – współczującego przyjaciela, który będzie gotowy cię wysłuchać, nawet jeśli udzielisz mu niewygodnych informacji. Poproś go, aby zapisał kilka prostych pytań do zwierzęcia, na które można udzielić konkretnych odpowiedzi, takich jak – „Jakie jest twoje ulubione jedzenie?”, „Jakiego koloru jest twoje legowisko?”,  „Jakiego koloru jest twoja miska?”. Na koniec możesz dopisać pytania dotyczące jakichś tajemniczych kwestii, które należałoby wyjaśnić.

Możesz pracować z kilkoma zdjęciami i ostatecznie wybrać spośród nich jedno, które najbardziej do ciebie „przemawia”. Na fotografiach muszą być jednak widoczne oczy zwierzęcia. Oczy naprawdę są zwierciadłem duszy – dotyczy to również nawiązywania Rezogenezy ze zwierzęciem ze zdjęcia. Przygotuj długopis i notes, aby zapisywać odpowiedzi i myśli jakie się pojawią.

Muszę zaznaczyć, że zdolność porozumiewania się z innymi żyjącymi istotami w sposób nielokalny nie zależy od tego, czy posiadasz ich zdjęcie, czy też nie, ale fotografia posłuży ci jako pierwszy portal w podróży po sieci światła – czyli polu PZ (pamiętasz je?). Potraktuj fotografię jako „współrzędną” w przestrzeni, która pomoże ci się skoncentrować. Zdjęcie będzie twoim e-biletem, na którym się skupisz, tworząc próg punktowy, przez który twoja intencja przeniesie cię do biblioteki wszechświata. Pomyśl o polu PZ jako o pajęczej sieci, która oplata ziemię. Aby wkroczyć w to buzujące informacjami pole elektryczne, musisz zagrać w „połącz punkty” pomiędzy srebrnymi przecięciami.

Pierwszym krokiem jest przygotowanie świadomości. Przeczytaj ten fragment, a następnie poproś partnera, aby przeczytał ci go  na głos, dzięki czemu będziesz mógł lepiej skupić się na moich słowach. Uświadom sobie, że wszystkie istoty są oddzielone od siebie tylko pod względem fizycznym – nasza energia (świat „wewnętrzny”) pływa bowiem w jednym wielkim oceanie światła. Ten „Ukryty Porządek” pozostanie dla ciebie niedostępny, jeśli będziesz skupiać się jedynie na „Jawnym Porządku” – wymiarze, w którym twoje ego istnieje w określonej czaso-przestrzeni, skoncentrowane na zawartości umysłu, zajęte myślami o przeszłości i przyszłości oraz aktualnymi zmartwieniami. Uzyskasz dostęp do Ukrytego Porządku dopiero wtedy, gdy dostroisz swoją świadomość do wewnętrznego, spokojnego rdzenia swojej istoty, w którym twój umysł może się odprężyć i wyciszyć – pokorny, cichy, wdzięczny i skupiony na miłości. „Cichy i nieruchomy” to w tym przypadku słowa klucze.

Jeśli w tym momencie o czymś myślisz, pozostajesz zamknięty w Jawnym Porządku. Jedynym sposobem na przerwanie strumienia myśli jest skierowanie swojej uwagi w dół – do serca. Weź swoją świadomość – to poczucie istnienia (tożsamości), które możesz odczuwać jako szum w swojej głowie – i przenieś je do płuc. A teraz zobacz swoją tożsamość jako srebrną kulę światła między łopatkami. Wyobraź sobie, że czujesz, jak twój płyn mózgowo-rdzeniowy przepływa w górę i w dół twojego kręgosłupa, iskrząc się od informacji na twój temat, które przemieszczają się w postaci małych punktów światła. Sama myśl o tym przeniesie cię z powrotem do twojego „centrum”. Poczujesz własną częstotliwość charakterystyczną w swoim kręgosłupie. Rozpoznaj, jak to jest być SOBĄ – wyjątkową istotą, pośród wszystkich innych, wyjątkowych, ziemskich stworzeń.

A teraz wyobraź sobie błyskawicę, która wydostaje się z wnętrza ziemi i dociera do twoich stóp. Ten promień światła sięga w górę – przechodzi wzdłuż twoich łydek, nóg, kręgosłupa oraz szyi i wychodzi przez głowę. To dar życia od Bogini Matki Ziemi. Następnie wyobraź sobie, że promień srebrnego światła spływa w dół z gwiazd – przez czubek twojej głowy, wzdłuż tylnej części twojej szyi, a następnie delikatnie okręca się wokół tej pierwszej błyskawicy, przypominając taniec DNA. Porusza się niczym laserowy promień w dół twoich nóg i wychodzi przez podeszwy stóp. Nici światła sięgają głęboko w ziemię – aż do samego jej jądra. To dar, jaki przekazujesz Bogini Matce Ziemi. Teraz jesteś „ugruntowany” – bezpiecznie zakorzeniony między ziemią a gwiazdami. Chcesz zyskać poczucie, że twoja energia łączy się z ziemią za pomocą twoich stóp – tak, jakby były twoimi korzeniami – z tą różnicą, że przepływa ona w górę i w dół po łodydze twojego kręgosłupa, niczym prąd w baterii.

Powróćmy teraz do tej srebrnej kuli światła w twojej klatce piersiowej. Z każdym oddechem dodawaj coraz więcej energii temu płomieniu, dzięki czemu kula będzie się powiększać. Zobacz, jak promienie ognia wytryskują z tego ognia niczym promienie gwiazdy. To jest właśnie twoja częstotliwość charakterystyczna, która emanuje do otaczającego cię świata, niosąc ze sobą informacje kwantowe na twój temat oraz odbierając sygnały od innych istot. Gdy już wyobrazisz sobie te promienie światła, jesteś w stanie nawiązać Rezogenezę.

Otwórz oczy i spójrz na zdjęcie zwierzęcia, z którym chcesz się skontaktować. Za chwilę stworzysz falę stojącą[13]. Wyobraź sobie srebrną falę światła, która wychodzi z twojego serca i łączy się z sercem zwierzęcia. Ta fala („Lumensilta” – most światła) wygina się w przestrzeni niczym migoczące lasso i łączy się ze zwierzęciem na zdjęciu. To nie jest tylko wyobrażenie – ta świetlista fala, którą tworzysz JEST PRAWDZIWA i umożliwia przepływ informacji holograficznych w obie strony. Gdy dotrze do serca zwierzęcia, poczuj radość związaną z nawiązaniem kontaktu, przypominającym włożenie wtyczki do gniazdka, i uświadom sobie, że teraz będziecie się wymieniać impulsami elektromagnetycznymi.

Wyślij pierwszą częstotliwość: miłość. Spójrz w oczy zwierzęcia i prześlij mu miłość prosto ze swojego serca, niczym strumień wody. Mentalnie przekaż mu, jak bardzo je kochasz i poproś o pozwolenie na rozmowę. Odczujesz jego zgodę jako falę błogości lub głębokiego spokoju. Odpowiedź odmowna sprawi z kolei, że poczujesz irytację, smutek lub pustkę. (Odmowa nawiązania kontaktu ze strony zwierzęcia zdarza się jednak niezwykle rzadko.). Zwykłe uczucie spokoju wystarczy – możesz je zinterpretować jako zgodę. Pamiętaj, że to jest praca na bardzo subtelnym poziomie.

Wyślij drugą częstotliwość: szacunek. Mentalnie przekaż zwierzęciu, że dostrzegasz jego niezwykłe piękno. Uhonorowaniem i autentyczną czcią można wiele zdziałać.

Wyślij trzecią częstotliwość: wdzięczność. Przekaż zwierzęciu, jak bardzo je doceniasz, a jeśli odeszło, podziękuj za lekcje, które przekazało swoim ludziom na ziemi. W tym przypadku układaj swoje myśli tak, jakby zwierzę mogło cię usłyszeć. Przekaż mu, że doceniasz czas, jaki spędziło na ziemi, i że jesteś zachwycony możliwością porozumienia się z nim.

Wyślij czwartą częstotliwość: pokorę. Poproś zwierzę o pomoc. Zachęć je, aby nauczyło cię odbierać jego przekazy i zapisy kwantowe. Pamiętaj, że wszystkie zwierzęta potrafią to robić.

A teraz zwróć uwagę na swoje ciało. Jeśli odczuwasz głęboki spokój, to jest dobra wskazówka, że zaszła zmiana w twoich wewnętrznych procesach. Podekscytowanie i radość są kolejnymi fizycznymi wskaźnikami, które świadczą o tym, że się „dostroiłeś”, a jeśli twoje oczy wypełnią się łzami i nagle poczujesz jakąś dziwną emocję, która nie jest twoja – wiedz, że skutecznie nawiązałeś Rezogenezę.

Następnie przejdź do zadawania pytań i poproś partnera, aby notował odpowiedzi, które będziesz mu podawał – jedna za drugą, nie dając umysłowi czasu na redagowanie informacji. Zacznijmy od najprostszych pytań, które później możesz z łatwością zweryfikować z opiekunem zwierzęcia. Oto moje propozycje (oprócz tych, które wymieniłam wcześniej):

– Gdzie najbardziej lubisz spać w swoim domu?
– Czy w twoim domu znajdują się jeszcze jakieś inne zwierzęta?
– Jakiego są gatunku?
– Jaki mają kolor?
– Jak je nazywasz?
– Jak się z nimi czujesz?
– Jak się czujesz pod względem emocjonalnym?
– Czy jesteś samotny lub cierpisz z powodu straty kogoś bliskiego?
– Czy jesteś zadowolony ze swojej diety?
– Jaka jest twoja ulubiona aktywność?
– Jak wygląda twoja ulubiona zabawka?
– Kto jest twoją ulubioną osobą oprócz twojego opiekuna?
– Jak wygląda ta osoba?
– Jak często ją widujesz?
– Co razem robicie?
– Czy jesteś zakochany?
– Czy kiedykolwiek byłeś zakochany?
– Jak się czujesz z innymi zwierzętami, które przebywają w domu?
– Czy wykonujesz jakąś pracę?
– Co mógłby zmienić twój opiekun lub twoja rodzina, abyś był bardziej szczęśliwy?
– Jak się czuje twoje ciało?
– Czy odczuwasz jakiś ból?
– Czy chciałbyś, żebym przekazał coś twojemu opiekunowi?

 

Jeśli zwierzę umarło i przebywa obecnie w niebie, musisz dostosować pytania do tej sytuacji. Oto propozycje:

– Z kim teraz przebywasz?
– Jak się czułeś w ostatnich dniach życia na ziemi?
– Czy możesz mi powiedzieć, jak umarłeś?
– Czy twój opiekun zbyt szybko pozwolił ci odejść?
– Czy twój opiekun zbyt długo zatrzymywał cię na ziemi?
– Jakie inne zwierzęta teraz ci towarzyszą?
– Jak teraz wygląda twój świat?
– Jak spędzasz większość swojego czasu?
– Czy wykonujesz jakąś pracę?
– Jaki był cel twojego życia na ziemi?
– Jaka była twoja ulubiona aktywność, gdy byłeś na ziemi?
– Jakie lekcje próbowałeś przekazać ludziom, którzy cię kochali?
– Czy planujesz wrócić na ziemię?
– Kiedy?
– Jak będzie wyglądało twoje ciało?
– Czy chcesz przekazać swojemu opiekunowi jakąś wiadomość?
– Czy często odwiedzasz swojego opiekuna, a jeśli tak, to kiedy?
– Jak mógłby nauczyć się wyczuwać twoją obecność?
– Czy masz jakieś rady na temat traktowania zwierząt?
– Co mógłbyś przekazać na temat życia i śmierci?

W tym przypadku również nie dawaj sobie czasu „do namysłu”. Zapisuj – lub podawaj do zapisania partnerowi – pierwsze odpowiedzi, jakie przyjdą ci do głowy. Silne emocje lub doznania świadczą o tym, że nawiązałeś Rezogenezę. Kolejnym potwierdzeniem jest szybkość, z jaką odbierasz wrażenia. Jeśli w twojej głowie niezwykle szybko pojawia się całe mnóstwo myśli lub obrazów i masz poczucie, że są zupełnie niespodziewane (zaskakują cię), świadczy to o tym, że odbierasz napływające z umysłu zwierzęcia zapisy kwantowe, które nie są twoim wymysłem.

Gdy poczujesz, że rozmowa została zakończona, podziękuj zwierzęciu za podzielenie się z tobą swoją mądrością i przekieruj uwagę z powrotem do swojego ciała. Zobacz, jak srebrny sznur rozpuszcza się i zastępuje go wodospad gwiazd, obmywający zwierzę i zrywający połączenie między tobą a zwierzęciem, dzięki czemu w bezpieczny sposób odzyskuje swoją własną częstotliwość charakterystyczną. Gdy kontakt zostanie zerwany, wyobraź sobie kaskadę gwiazd obmywającą również twoje ciało i otaczającą cię ochronnym kocem. Omów odpowiedzi z partnerem i zweryfikuj z opiekunem trafność przekazów, które odebrałeś od zwierzęcia.

MAŁPIA PAPLANINA

No dobrze, spróbowałeś! Masz poczucie, że się udało? Jeśli nie, to co stanęło na przeszkodzie? Dowiedziałeś się, jakie myśli rządzą twoim umysłem? Oto najbardziej natrętne czynniki, która pochłaniają uwagę i zaburzają twój spokój tandetnymi światełkami: opinie, emocje i żądania innych ludzi, a także twoje własne emocje, lęki i poczucie winy. Gdy nie potrafisz wyciszyć swojego umysłu, twoją intuicję zagłusza powódź myśli, którą nazywam „małpią paplaniną”.

Czy w twoim procesach myślowych dominują cudze opinie? Jedna z moich najlepszych uczennic powiedziała, że gdy tylko próbuje „rozmawiać” ze swoim kotem i otrzymuje od niego jakąś „odpowiedź”, w jej umyśle najgłośniej krzyczy głos, który woła „Nie!”. To bardzo częste zjawisko. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wewnętrzny głos nie mówi – O, mam intuicję! Czy to dlatego, że dziecku, którym kiedyś byłeś, nie wolno było powiedzieć – Ale mamo, już raz mi się to udało… naprawdę!

Mój mentor i drogi przyjaciel dr Bernie Siegel stworzył określenie „wyjątkowy pacjent nowotworowy” (ang. „exceptional cancer patent”) na cześć pacjentów, którzy powracają do zdrowia na przekór wszystkiemu – łącznie ze statystykami. Podobnie jest z rozwijaniem własnej intuicji. Pewnego razu zdarzył się cud i odebrałeś trafne informacje, ale to przestało mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie, ponieważ potem sto razy się pomyliłeś. Co prawda statystyka nie ma tu nic do rzeczy, jednak jeden sukces rzeczywiście nie wystarczy, aby zmienić strukturę mózgu. Niektórzy naukowcy uważają, że musimy stworzyć nową ścieżkę neuronalną w mózgu, jeśli chcemy nauczyć się czegoś nowego. Przez te ścieżki przepływają impulsy elektromagnetyczne (oraz informacje intuicyjne). Niczym malutka lawina śniegu, impulsy podążają tą samą ścieżką, aż w końcu dochodzi do zmiany w strukturze mózgu.

Czy twoje myśli przypominają kule do kręgli, które cały czas toczą się po tym samym torze? Zmiana wzorców mózgowych wymaga wytrwałości. Czy zdobędziesz się na dalszy rozwój? Pamiętaj, że wymaga on konsekwentnej praktyki i pewności siebie. Czy zdobędziesz się na odwagę? Czy pozwolisz na to, by śmiech innych ludzi spływał po tobie, jak po kaczce i nie przestaniesz próbować? Zwierzęta są tego warte. Z pewnością będziesz musiał włożyć sporo energii i zaangażowania w rozwijanie nowych zdolności, ale teraz zużywasz swoją cenną energię na ignorowanie własnej intuicji. Tak, to również zabiera energię! A my znajdujemy się na takim etapie ewolucji, gdzie ignorowanie intuicji staje się nie tylko przestarzałe – to po prostu czysta głupota.

Stwórz nowy ślad w swojej biochemii mózgu, który pozwoli neuronom odnaleźć drogę w ciemnościach. Wstaw niewielkie nocne światła w korytarzach swojego mózgu, dzięki którym twoje neurony odnajdą drogę do łazienki, gdy obudzą się w środku nocy. Na początku ludzie będą cię zniechęcać – Ale myliłeś się co do tego, tamtego i jeszcze innego! To tak, jakby mówili – Rzuciłeś już ośmioma kulami. Nigdy nie nauczysz się grać w kręgle. A przecież dziewiąta kula może uderzyć w dwa piny, a dziesiąta trafić strike’a. Gdy trafisz strike’a, zapamiętaj, co takiego zrobiłeś, że ci się udało. Wtedy zadaj sobie przedstawione poniżej pytania, dzięki czemu łatwiej będzie ci odnieść kolejny sukces.

 

ĆWICZENIE – ZAPAMIĘTYWANIE SUKCESU

Gdy uda ci się osiągnąć pewien sukces w nawiązaniu kontaktu ze zwierzęciem, zadaj sobie następujące pytania na temat tego doświadczenia:

– Jak czuło się twoje ciało? Byłeś napięty czy zrelaksowany?
– O czym myślałeś tuż przed tym cudownym „trafieniem”?
– Czy zapisy kwantowe pojawiały się szybciej, niż inne twoje własne myśli?
– Czy to cię zaskoczyło?
– A może to było prostsze niż myślałeś?
– Byłeś absolutnie pewien myśli, która się pojawiła, czy była raczej subtelna i niejasna?
– Kiedy ostatnio jadłeś przed tym doświadczeniem?
– Co jadłeś tego dnia?
– W jakiej pozycji się znajdowałeś? Siedziałeś, stałeś czy leżałeś?
– Czy słuchałeś muzyki?
– Czy zdarzyło się to wieczorem? A może tuż przed zaśnięciem?
– Czy zdarzyło się to rano, zanim nawiązałeś jakikolwiek kontakt z innymi ludźmi?
– Czy dotykałeś zwierzęcia?
– Czy znajdowałeś się w jednym pomieszczeniu ze zwierzęciem?
– Czy miałeś przy sobie jego zdjęcie, czy po prostu o nim myślałeś?
– Czy byłeś rozkojarzony i skupiałeś się na czymś innym, pozwalając swojemu umysłowi błądzić, czy też może bardzo intensywnie się koncentrowałeś?
-Czy modliłeś się, zanim zadałeś pytanie?
– Czy powiedziałeś: „Kocham cię” do zwierzęcia, które nawiązało z tobą połączenie?
– Na czym skupiałeś się wewnętrznie? Na swoim sercu? Trzecim oku? Brzuchu?
– W jaki sposób odebrałeś informację? W postaci obrazu?
– Jeśli tak, to czy obraz był wyraźny czy raczej zamazany?
– Czy miałeś wrażenie, że go sobie „wymyśliłeś”, czy też poczułeś, że pojawił się zupełnie niespodziewanie?
– Czy twoje procesy myślowe wydały ci się inne niż zwykle?
– Czy usłyszałeś głos? Jeśli tak, to czy był to twój własny głos, czy też jakiś „obcy” głos w twojej głowie?
– Czy był to głos męski czy żeński? Czy miał jakiś charakterystyczny akcent?
– Czy odczułeś jakieś emocje?
– Czy odebrałeś wrażenia w swoim sercu….a może w brzuchu?
– Czy te emocje wydały ci się znajome, czy raczej wyraźnie różniły się od emocji, które zwykle odczuwasz?
– Czy odebrałeś jakieś wrażenia w swoim ciele?
– Były subtelne czy silne? Odczułeś kiedyś coś podobnego?

TRZYMAJ SIĘ DALEKO OD UTARTYCH ŚCIEŻEK

W trakcie nauki komunikacji ze zwierzętami, zauważaj i rejestruj wszystko. Zapamiętuj każdy szczegół. Wszedłeś w nowy stan świadomości i chcę, abyć potrafił tam wrócić. Zastanów się nad odpowiedziami na wymienione wyżej pytania, traktując je jako okruszki chleba, które rzucali po drodze Jaś i Małgosia, krocząc odważnie przez ciemny las. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z niespodziewanym zwrotem akcji – ten las JEST twoim domem. Dzikość Ukrytego Porządku jest twoim prawdziwym domem. Wioska jest straszliwie nudna. Zastanów się więc, co chcesz zabrać ze sobą i przenieś się do lasu, gdzie twoje życie stanie się znacznie bardziej ekscytujące i pełne zwierząt.

Informacje, które właśnie odkryłeś, pozostawały dotychczas za zasłoną pułapek „cywilizowanego” świata. Teraz jednak jaśnieją przed tobą – na wyciągnięcie ręki. Odnalazłeś nową lokalizację w swoim mózgu i wytyczyłeś nowe terytorium. Cokolwiek teraz robisz, świętuj i doceniaj siebie. Jeśli trafisz telepatycznego strike’a, to oznacza, że coś zrobiłeś dobrze – odkryj, co to było i zapamiętaj to.

Teraz możesz praktykować odtwarzanie działań lub myśli, które doprowadziły do tego objawienia. Na użytek tego ćwiczenia, potraktuj to objawienie nie jako działanie, ale jako miejsce – nowy stan świadomości w twoim mózgu lub psychice, do którego możesz wrócić. Wbij flagę w ziemię i zatańcz. Wkrótce opanujesz zdolność przenoszenia się ze swojego normalnego stanu świadomości do tego nieco odmiennego stanu w swoim wnętrzu, w którym masz dostęp do szerokiej, wewnętrznej wiedzy. Od tej pory twoja perspektywa ulegnie zmianie.

Gdyby twoje sukcesy były tylko szczęśliwym trafem, informacje musiałyby przyjść do ciebie z zewnątrz, w zupełnie przypadkowy sposób. To jednak nie jest możliwe. To TY się poruszasz. Karl Gnass, jeden z najwspanialszych nauczycieli sztuki na świecie, powiedział kiedyś, że istnieją dwa sposoby na zmianę perspektywy 1) przesunąć źródło światła oraz 2) wstać i samemu się ruszyć.

Gdy przesuwasz źródło światła, model się zmienia i uzyskujesz zupełnie inny obraz. To, co wcześniej było ciemne, zostaje oświetlone, a to, co było oświetlone, znajduje się w cieniu. Zmiana własnej pozycji jest drugim sposobem na zmianę perspektywy. Nie można rozwiązać problemu z tego samego poziomu umysłu (i świadomości), który go stworzył. Jeśli chcesz się dowiedzieć, co dolega twojemu koniowi, musisz „zmienić pozycję” – mentalnie stać się koniem. Gdy przyjmiesz jego pespektywę, nie ma takiej możliwości, abyś nie wiedział, co mu dolega.

NAUCZ SIĘ ŻYĆ BEZ ZASTRZEŻEŃ

Jestem jasnowidzem! Wiedziałem coś, o czym nie mogłem wiedzieć. Magia istnieje! Naprawdę istnieje, mamusiu!

Kto to powiedział? Ty. Dawno temu, w odległej przeszłości. Ale twój głos został zduszony i odrzucony przez autorytet – kogoś,  kto był od ciebie większy, starszy, decydował o tym, co jesz, a nawet mógł cię ukarać! O rany! Twoje przetrwanie i edukacja zależały od tej osoby. Na twoje pytania zawsze mogła odpowiedzieć – Bo tak powiedziałam! – i unieważnić wszelkie, niezależne procesy myślowe, które eksplorowałeś.

Ostatecznie, ta część twojej istoty, która mogła komunikować się ze zwierzętami i widzieć duchowe istoty, została zmuszona do posłuszeństwa. Głos krytycznego rodzica stał się twoim własnym głosem, a przynajmniej nieświadomie w to uwierzyłeś. Ale KAŻDY głos, który mówi, że nie jesteś intuicyjny, NIE JEST twoim głosem. Wszelki głos, który mówi, że nie możesz porozumiewać się telepatycznie ze zwierzętami nie jest twoim głosem. Wszystkie dzieci rodzą się ze świadomością prawdy. Telepatia jest przyrodzonym prawem wszystkich ludzkich istot. Jest dla nas równie naturalna i dostępna, jak bodźce, które odbieramy za pomocą pięciu zmysłów.

W jaki sposób dziecko może sprzeciwić się błędnie poinformowanemu, wewnętrznemu rodzicowi? Jak możemy pokonać te przestarzałe wzorce przekonań? Musimy je „przegadać”… utożsamić się z prawdą i głośno ją afirmować – prosto w twarz naszego wewnętrznego, krytycznego rodzica. Postępuj w ten sposób za każdym razem, gdy tylko ten marudny głos w twojej głowie mówi ci, że nie potrafisz słyszeć myśli ani wyczuwać uczuć swoich ukochanych zwierząt. Zadeklaruj – Nie powstrzymasz mnie przed byciem tym, kim naprawdę jestem!!! Mam intuicję!

Prowadziłam niedawno warsztat na Rhode Island, na którym poprosiłam uczestników, aby zapisali na swoich kartkach imię osoby, której najbardziej potrzebują przebaczyć, a następnie je zebrałam. (Chciałam się pomodlić o uzdrowienie ich problemów oraz pomóc im przezwyciężyć blokady emocjonalne). Naturalnie, oczekiwałam, że wymienią imiona swoich matek, ojców czy byłych partnerów. Ze zdumieniem odkryłam, że niemal wszyscy obecni uznali, iż najbardziej muszą wybaczyć SOBIE. Jakie to smutne, że tak często sami jesteśmy dla siebie największym wrogiem.

POZNAJ SWOJEGO GREMLINA

Gdy zanurkujesz w swój wewnętrzny, parapsychiczny las, aby nawiązać kontakt ze zwierzętami, na pewno spotkasz na drodze swojego gremlina. Wyjdzie z kryjówki i zażąda opłaty. Musisz odkryć, czego od ciebie chce. Wyposaż swoje wewnętrzne dziecko w jak najwięcej amunicji, aby mogło elokwentnie przegonić gremlina twojej przeszłości. Ostatecznie – Nie możesz tego zrobić, bo tak powiedziałem! – przestanie być takie przerażające, a głos w twojej głowie, który mówi – To niemożliwe – zacznie wydawać się po prostu głupi. Gdy natkniesz się na gremlina – przechytrz go i przegadaj, aż głos twojego wewnętrznego dziecka stanie się głosem dominującym.

Załóżmy, że twoim gremlinem jest głos twojej matki. Możesz spróbować przechytrzyć ją słowami – Mamo, nawiązuję teraz skoniugowany fazowo rezonans adaptacyjny ze zwierzętami i odbieram ich zapisy kwantowe. To powinno ją uciszyć. Możesz też podważyć taktykę swojego gremlina – Dlaczego twoja opinia miałaby być ważniejsza od mojej? Kto nauczył cię myśleć w ten sposób? Gdzie nauczyłaś się bycia despotką? Tyranizowanie na mnie nie działa.

A może przeszedłeś długą terapię jungowską? W takim razie możesz wypróbować takie wyszukane manewry jak – Słyszę cię. Zauważam twoje uczucia. Odnoszę wrażenie, że dajesz mi do zrozumienia, iż wiesz wszystko, a ja nie mam prawa spróbować niczego, co różniłoby się od twojego systemu przekonań, który przyswoiłaś jako dziecko, a następnie przekazywałaś swoim własnym dzieciom. Następnie przejdź dalej i nawiąż telepatyczny kontakt ze zwierzęciem. Gremlin nie zawsze się podda, ale możecie nauczyć się ze sobą współegzystować.

Jeśli będziesz konsekwentnie identyfikować się z dzieckiem, a nie z gremlinem, wkrótce twoja relacja z tym tubalnym głosem zacznie się zmieniać. Uwierz mi, że nawet ja mam swojego gremlina, który rzadko zasypia. Jestem świadoma swoich wątpliwości i wiem, że one nigdy nie znikną. Gdy mam gorszy dzień, mój gremlin budzi się i domaga mojej uwagi. Mówię wtedy do niego – Słyszę cię. Rozumiem, że wątpisz w moje możliwości, ale to zwierzę potrzebuje mojej pomocy, więc zamierzam kontynuować. Jeśli mam rację, uda mi się mu pomóc. Jestem gotowa zaryzykować. Kiedy wewnętrzne dziecko angażuje się w zabawę, gremlin musi się w końcu uspokoić i zająć czymś innym.

Z czasem nauczysz się zmieniać swojego niewidzialnego, krytycznego rodzica (gremlina) w cheerleaderkę, która nieraz będzie ci służyła fantastycznymi radami. Ale to przyjdzie później, gdy będziesz analizować swoje wyobrażenia. Jeśli uda ci się uspokoić swojego krytycznego rodzica i namówić go do współpracy, będziesz mógł wejść w jeszcze głębsze procesy intuicyjne. Po wielu latach prowadzenia wewnętrznego dialogu ze swoim zwątpieniem, w końcu doszłam do takiego momentu, w którym jestem w stanie poprosić mojego gremlina, aby mi się ukazał i dla mnie zatańczył. Mój gremlin stał się właściwie moim choreografem. Jest przenikliwym obserwatorem i sędzią – podobnie jak twój.

To właśnie twój gremlin przeprowadzi cię przez proces skanowania ciała zwierzęcia (ang. body scan) i udzieli takich instrukcji jak – Sprawdź jeszcze raz przednią łapę. Coś ominęłaś. Przyjrzyj się nerkom. Sprawdź ponownie zęby. Zamiast z nim walczyć lub próbować go ignorować, daj mu zadanie do wykonania, a uzyskasz znacznie bardziej wyczerpujące informacje. Gremlin reprezentuje tę część twojej istoty, która szuka dziury w całym. Jednak w pewnych sytuacjach taka drobiazgowość jest wspaniałą zaletą. Wszelkie trudności można przekuć w sukces.

Musimy być silni. Znieważający, krytyczny rodzic w naszym wnętrzu jest destrukcyjny dla naszego rozwoju. Zanim zaczniemy walczyć z niesprawiedliwością społeczną, ignorancją, korporacyjną Ameryką oraz osobami, które krzywdzą nasze zwierzęta, musimy wpierw pokonać swojego wewnętrznego sabotażystę. (Jest takie powiedzenie ze starego komiksu Pogo – Poznaliśmy wroga. To my nim jesteśmy.) Musimy rozpuścić wszelkie wewnętrzne struktury starych, negatywnych wzorców.

Rozświetlmy ciemne korytarze w swoim wnętrzu i powróćmy do tego okresu, w którym byliśmy jeszcze nietknięci, młodzi i niewinni. Powróćmy do tych pierwotnych lasów. Świadomość raju zaczyna się w naszym wnętrzu.

DAJ BOGU ORZESZKA

Miałam wtedy jakieś cztery lata. To musiała być zima, bo pamiętam mgiełkę wydobywającą się z moich ust, gdy oddychałam niecierpliwie, wspinając się na zmarzniętych palcach i zaglądając przez płot. Byłam w ZOO w Forth Worth w Teksasie. Pamiętam, że byłam ubrana w ciepły płaszczyk, a czyjeś ramiona uniosły mnie do góry, ale nie pamiętam czyje – ojca, matki czy babci – ponieważ byłam skupiona na swojej misji: podaniu orzeszka słoniowi. (Było to we wczesnych latach siedemdziesiątych, na długo przed tym, zanim wprowadzono współczesne, zabezpieczone wybiegi przypominające więzienia, które mają izolować „niebezpieczne” słonie od niewinnych dzieci).

Nigdy nie zapomnę tego uczucia – spontanicznego pisku, który wydobył się ze mnie, gdy ciepłe, wilgotne zakończenie trąby, podobne do ukwiału, sięgnęło ku mnie i objęło moje małe, drżące palce, przyjmując mój dar. Gdy ta głodna trąba zbliżyła się ku mnie – szorstka i pomarszczona z zewnątrz, ale umięśniona i miękka w środku – wrzuciłam orzeszka do otworu, jakbym wrzucała kulę do lufy strzelby.

Mam wiele innych wspomnień z czwartego roku życia i jeszcze wcześniejszego okresu – tulipany, śnieg, skakanie nago po łóżku – ale tamto wspomnienie pozostało niezatartym hologramem, chwilą zatrzymaną w czasie i przestrzeni, moim pierwszym doświadczeniem ekstazy, czci oraz niewypowiedzianej rozkoszy. W tamtym momencie zaczęło się moje życie. To tamtego dnia zostałam wybrana. Słoń świadomie wybrał mnie spośród wszystkich innych lepkich paluszków w tłumie. W tamtym momencie zostałam naznaczona, opieczętowana i dostarczona w ramiona Ganeszy, hinduskiego boga-słonia. Naprawdę dotknęłam twarzy Boga.

Kolejne dni swojego życia spędziłam na próbach odtworzenia tamtego zdarzenia, w którym wręczyłam Bogu orzeszka. Moim życiowym celem stało się ratowanie życia tych wspaniałych, magicznych stworzeń, aby inni czterolatkowie mogli doświadczyć ich wspaniałości i chwały. Czy pomożesz mi stworzyć taką wizję przyszłości, która podtrzyma to kruche szczęście?

W kolejnych rozdziałach podzielę się z tobą swoją dumą i radością – sukcesami moich uczniów, jakie odnieśli w komunikacji ze zwierzętami. Każdy z tych sukcesów będzie dotyczył poruszanych przeze mnie tematów. Chcę ci pokazać, że nie tylko ja potrafię to robić. Tysiące ludzi na całym świecie rozmawia ze zwierzętami. (Na końcu książki podaję dane kontaktowe do wszystkich specjalistów od komunikacji międzygatunkowej, których wyszkoliłam.)

Pierwszym przykładem będzie historia mojej uczennicy Julie Barone, nowicjuszki, która zeszłego lata przeszła wprowadzający kurs komunikacji ze zwierzętami w Omega Institute w Nowym Jorku. Gdy po raz pierwszy „odczytała” zdjęcie kota, jego właścicielce szczęka opadła ze zdziwienia, a sama Julie również była zdumiona – podobnie, jak ja! Po tym, jak podzieliła się swoim zadziwiającym sukcesem z innymi uczestnikami, pokazała mi plan piętra domu, który narysowała z perspektywy kota – łącznie ze wszystkimi meblami i oknami! Zapytałam Julie, skąd wiedziała, że znajduje się „w” ciele kota, a ona odpowiedziała – Miałam wąsy!

Oczami kota

Zapisałam się na zajęcia, nie spodziewając się, że czegokolwiek się nauczę. Przypuszczałam raczej, że Amelia zaprezentuje swój własny talent i przedstawi techniki pracy, ale nie przewidywałam, że my również będziemy komunikować się ze zwierzętami po upływie zaledwie dwóch dni. Oczekiwałam raczej chwytu marketingowego pod koniec weekendu, żebyśmy zapisali się na dłuższy kurs.

Wzięłam udział w tych weekendowych zajęciach jako treserka koni z Catskill Animal Sanctuary. Przez całą sobotę miałam poczucie, że niczego się nie nauczyłam, zwłaszcza że znałam historie i osobowości zwierząt, z którymi pracowałam. Byłam tak rozczarowana, że ominęłam popołudniową, sobotnią sesję i spędziłam ten czas na zewnątrz razem z końmi (co okazało się świetną okazją do pogłębienia mojej więzi z Dinem, a Chester miał szczęście, że byłam w pobliżu, bo w przeciwnym razie mógł złamać sobie nogę, kiedy zaplątał się w swoją smycz).

W niedzielne popołudnie sytuacja uległa zmianie. Wykonaliśmy medytację w intencji nawiązania połączenia z naszymi zwierzęcymi przewodnikami. Przeważnie nie potrafię wyciszyć swojego umysłu na tyle, żeby medytować, ale wtedy jakimś cudem mi się udało. Mój duchowy przewodnik ukazał mi się w lesie jako mityczne stworzenie o ciele jelenia i głowie przypominającej wyglądem łosia i barana. Przekazał mi błękitną kulę światła, która miała mi pomóc połączyć się ze zwierzętami. Po medytacji wykonaliśmy ćwiczenie polegające na komunikowaniu się ze zwierzętami za pośrednictwem zdjęć. Wymieniłam się zdjęciami z kobietą, która siedziała obok mnie. Wpatrywałam się w zdjęcie jej kota Sergio. Skoncentrowałam się na jego pyszczku i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, że wręczam Sergiowi tę samą kulę niebieskiego światła. Nagle ujrzałam jakiś pokój – tak, jakbym patrzyła jego oczami! Miałam wrażenie, że mam wąsy! Wyraźnie widziałam wszystko, co widział Sergio, poruszając swoją głową.

Zapytałam go, czy coś go dręczy, a on wskazał na fortepian przykryty białym płótnem. Zadałam pytanie, czy nie podoba mu się dźwięk fortepianu, a on odpowiedział – Nie, chodzi o ten materiał. Wskakuję na fortepian, ale materiał jest za śliski. Zapytałam też, co chciałby zjeść. Więcej żółtych ptaszków i więcej kociego jedzenia z puszki. Te chrupki uszkadzają mi zęby – odpowiedział. Zapytałam wreszcie, czy za kimś tęskni i wyczułam, że brakuje mu kontaktu z jakimś rudym kotem. Powiedział mi także, że chciałby wychodzić częściej na zewnątrz. Bardzo nudził się w domu.

Powtórzyłam to kobiecie, z którą ćwiczyłam i okazało się, że to wszystko prawda! Sergio wychodził z domu, żeby zapolować na żółte zięby, aż w końcu jego właścicielka musiała postawić ogrodzenie, aby chronić ptaki. I rzeczywiście przykrywała fortepian białym płótnem! Po powrocie do domu często znajdowała materiał na podłodze, a Sergio uwielbiał przesiadywać na fortepianie. Rudy kot był jego bratem, który ignorował go od kilku tygodni, spędzając czas z innymi kotami, które mieszkały w tym samym domu.

Powiedziałam jej, że mogę narysować plan jej domu. I tak zrobiłam. Wszystkie informacje, które odebrałam były zgodne z prawdą! Wielka, masywna kanapa w kwieciste wzory stała naprzeciwko fortepianu, w jadalni znajdowało się siedzisko przy oknie (na którym siedział Sergio, gdy patrzyłam jego oczami), niebiesko-szary dywan i panoramiczne okno, półki z książkami stały pomiędzy jadalnią a drzwiami do kuchni, a w kuchni było mnóstwo żółtego koloru. Wszystko się zgadzało! To było niesamowite!

MIŁOSNY RAJ

Pomyśl o czymś, za co jesteś wdzięczny. A teraz o osobie, którą kochasz całym sercem. Następnie pomyśl o zwierzęciu, które kochasz najbardziej oraz o tym, które bardzo kochałeś. Zawsze będziesz je kochać. Nikt ci już tego nie zabierze.

Gdy wyślesz tę wielką miłość każdego napotkanemu zwierzęciu, nauczysz się widzieć i słyszeć jego myśli. Wejdziesz w rzeczywistość, w której dotknięcie wilgotnej trąby słonia będzie dla ciebie tak intensywnym, mistycznym wręcz doświadczeniem, że twoje wnętrze eksploduje z radości. Miłość jest potężna – umożliwia wyłączenie się ze świata zewnętrznych „rozpraszaczy” i wpłynięcie w świętą ciszę, w której nie istnieje nic, oprócz szacunku, łaski i wdzięczności. W tej świętej chwili będziesz zaskoczony, że potrafimy żyć na tej planecie, nie mając kontaktu z tym pięknem i majestatem.

I wtedy to się wydarzy. Usłyszysz ICH myśli. Mojżesz nauczał, że nie powinniśmy kłaniać się żadnym rzeźbom ani obrazom. Nasze społeczeństwo stało się jednak tak bardzo zorientowane na „formę” i uwielbienie rzeczy oraz przedmiotów, że zaniedbaliśmy te wartościowe stworzenia, które mruczą, trąbią i liżą nas po twarzy. Wystarczy, abyśmy skupili się na tym, co naprawdę ważne, a wejdziemy w ponadczasowe objęcia magii i wspaniałości.

Nie zrozum mnie źle. Lubię mój szybki samochód, minispódniczki, modne kozaczki i kolekcję sztucznych futer. Wydaję majątek na fryzjera, który dba o moje blond włosy i nie oszczędzam na butach do salsy na wysokim obcasie z cyrkoniami. Jestem bardzo kobieca i prawdopodobnie mam największą kolekcję różowych szminek na ziemi. Ale gdy tylko zobaczę jakieś zwierzę – jestem tak zahipnotyzowana, że tracę kontakt z otaczającym mnie światem, a moje serce niemalże roztrzaskuje się na kawałki, gdy zanurzam się w jego oczach.

Świat reaguje na ciebie i odpowiada na twoje myśli. Pomyśl o słoniu, a gdy naprawdę się na nim skupisz… „staniesz się” słoniem. Tylko wtedy, gdy znajdziesz się w jego wnętrzu, będziesz mógł usłyszeć jego myśli, a także poczuć uczucia oraz doznania fizyczne.

Oto kilka wspaniałych słów od nauczyciela mojego nauczyciela, legendarnego dr.  Raymonda Charlesa Barkera, od którego uczył się dr Tom Johnson, mój pastor. W The Power of Decision, ten król „grubych ryb” (szych) pisze – Współcześni myśliciele chcieliby, byśmy uwierzyli, że Bóg wypadł z interesu. To niemożliwe. Nieskończony umysł musi być nieskończonym procesem.

Gdy dotkniesz tego lepkiego nosa słonia i poddasz się tajemnicy zwierzęcego umysłu, porzucisz Jawny Porządek na rzecz Ukrytego Porządku, w którym staniesz się jednym ze zwierzęciem. Oto Miłosny Raj, gdzie ziemia spotyka się z niebem, i w którym trwa nieskończony proces Życia. Gdy tylko wyjdziesz ze swojej głowy i nawiążesz Rezogenezę, wskoczysz w nieskończoność. Miłość, dzięki której możesz porozumieć się ze zwierzętami i wysłuchać je, jest tak głęboka, że wykracza poza granice czasu i przestrzeni.

W następnym rozdziale zastanowimy się, jak wykorzystać tę miłość dla naszego dobra, nauczyć się odróżniać lęk od intuicji, a także odczytywać myśli naszych zwierząt.


ROZDZIAŁ TRZECI

Rezogeneza

 

Tylko ci, co widzą niewidzialne, mogą dokonywać niemożliwych rzeczy.
– dr ERNEST HOLMES, ZAŁOŻYCIEL SCIENCE OF MIND

 

RÓŻNICA MIĘDZY LĘKIEM A INTUICJĄ

Jesteś mormonem? – zapytałam swojego kręgarza przy pierwszej wizycie, gdy zobaczyłam jego zdjęcie z pięcioma synami.
Właściwie tak! – zachichotał. – Większość ludzi pyta, czy jestem katolikiem.
Czy twoje dzieci dogadują się ze sobą? – zapytałam.
Oczywiście, że nie! – odpowiedział. – Przecież nie „muszą”!

Po raz pierwszy spotkałam rodzica, który otwarcie wyznał tę prawdę i rozbawił mnie do łez. Jego słowa bardzo przydają się na moich warsztatach, w sytuacjach, gdy któryś z uczestników podrywa się i wykrzykuje – Ale twoje koty dogadują się ze sobą, prawda, Amelio?

Teraz mogę mówić im prawdę – Oczywiście, że nie! Nie muszą! W końcu to koty!

Tak naprawdę miałam do czynienia z wieloma sprzeczkami. Moje dwie kocie „starsze panie” nie znosiły się nawzajem. Nie były w stanie przebywać ze sobą w jednym pomieszczeniu. Żartobliwie nazywałam Florabelle Beasley „Królową Austrii” a Emmę Curtis Hopkins „Królową Francji”. Dziewczyny nie mogłyby różnić się od siebie bardziej. Hopkins przyszła na świat z długą, bujną sierścią. Gdyby była człowiekiem, byłaby Carmen Mirandą[15]  – a raczej jej otyłym, egzaltowanym i wiecznie podirytowanym, francuskim wcieleniem. Flo była jej zupełnym przeciwieństwem. Krótkowłosa, porywcza i konkretna, urodziła się w męskim przebraniu. Jej smukły smoking został odpowiednio dopasowany i skrojony. Jej mały czarno-biały pyszczek przywodził na myśl nadgryzione ciasteczko Oreo… ale Flo była naprawdę twarda. Gdyby była człowiekiem, byłaby Bette Davis[16]. Ci z was, którzy przeczytali przełomowy bestseller Susan Chernak McElroy Animals as Teachers and Healers, zaznajomili się z całym rozdziałem poświęconym sławnej Flo. Przez piętnaście lat była towarzyszką Susan, która dostała alergii na jej sierść i podarowała mi tę surową damę. Gdy tylko przywiozłam Florabelle do domu, zrozumiałam dlaczego podstępna Susan tak chętnie pozbyła się swojej ukochanej kocicy. To nie był żaden słodki kociak, ale 4,5 kilogramowa zołza.

Flo nienawidziła Hopkins i miała do tego pełne prawo. Żadna z nich nie zamieściła przecież ogłoszenia w gazecie w poszukiwaniu współlokatorki. Przyniosłam zgryźliwą Flo do domu, w którym miała mieszkać z najbardziej olśniewającą i egzaltowaną kotką na ziemi – przy Carmen Mirandzie, jej marakasach i owocach we włosach, Flo musiała się czuć jak stara jędza. Cioteczka Flo wciąż mi towarzyszy, rządząc całym światem, ale Hopkins odeszła w moich ramionach zeszłego lata.

Mała Hopkins, Królowa Francji, była zjawiskowym maine coonem, który spędził pierwsze osiem lat swojego życia w melinie. Była pięknym okazem, prosto z boskiej fabryki. Jej futerko wyglądało tak, jakby wylano na nią lody – te kawowe zakrętasy i kropki karmelu na plamie po lodzie dyniowym – a na koniec przeszła przez kałużę kremu z pianką żelową. Zaparło mi dech w piersiach, gdy ujrzałam ją po raz pierwszy. O mój Boże, muszę ją mieć! – wykrztusiłam. Zakochałem się w niej i każdej nocy spałam z jej łapką w swojej dłoni, łagodnie głaszcząc białe kępki futerka między jej palcami.

Pewnego ranka, dwa i pół roku później, biorąc ją na ręce wyczułam guzek na jej brzuchu. Drogi czytelniku, to była okropna chwila, której zupełnie się nie spodziewałam. W chwili, gdy dotknęłam tego guzka wiedziałam, że to rak, a moja mała dziewczynka umrze. Ale nie bałam się. Najważniejszą rzeczą, jaką możesz nauczyć się z tej książki jest taka, że intuicja to wiedza pozbawiona jakiegokolwiek lęku. Towarzyszy jej całkowity spokój, nawet jeśli dotyczy najstraszliwszych wieści, jakie tylko mógłby przekazać ci Bóg. Lęk jest zmieniającą się, chaotyczną częstotliwością. Umysł szamocze się między tym, co wiemy, a tym, co chcielibyśmy wiedzieć. Ale to jest tylko reakcja na intuicję, która z kolei jest naszą pierwszą i prawdziwą reakcją. Ta prawdziwa reakcja pochodzi prosto z naszego wnętrza.

W chwili, gdy dotknęłam tego guzka, poczułam, jak przemywa mnie ciepła fala spokoju. Czas zatrzymał się w miejscu, a ta chwila wydawała się trwać wiecznie – lekka i  unosząca się na morzu ciszy. Jak przy wybuchu nuklearnym, wszystko wokół mnie zniknęło i stało się białe.

Kiedy „wróciłam”, dopadł mnie lęk i zaczęłam targować się z Bogiem – Proszę cię, Boże, nie pozwól na to, nie pozwól na to. Następnie pojawiło się zaprzeczanie – Nie, nie, to nie może być prawda! To tylko niegroźna cysta! Przesadzam! To nic takiego! To tylko tłuszczak!

Ale było już za późno. Wiedziałam. Mój umysł spierał się z prawdą, którą rozpoznało moje serce. Myślę, że często tak postępujemy i być może tym właśnie jest lęk – fluktuacjami energii, które pojawiają się, gdy nasz umysł walczy z sercem. Jednak naszym celem jest kierowanie się pierwszym impulsem, jaki się pojawia – prawdziwą informacją, którą odbieramy z prędkością światła. Każda komórka w moim ciele wiedziała, że dotykam nowotworu. Nigdy wcześniej go nie dotykałam, ale moje ciało potrafiło zidentyfikować go szybciej i precyzyjniej niż mój umysł.

Rak wzbudza przytłaczające uczucie mdłości. Jego częstotliwość charakterystyczną odbieram jako smutne uczucie „umykania”, które kojarzy mi się z wymywaniem piasku spod stóp przez morskie fale. Ale każdy człowiek będzie odbierał ją w inny sposób. Z czasem, gdy będziesz miał do czynienia z chorymi ludźmi lub zwierzętami, zapamiętasz to uczucie oraz swoją wyjątkową reakcję fizyczną i emocjonalną. Nauczysz się, jak to jest odczuwać raka, dzięki czemu będziesz umiał od razu go rozpoznać – wystarczy, że spojrzysz na zdjęcie zwierzęcia i już „zobaczysz” go w jego oczach.

Gdy tylko wróciłam z tej bezczasowej przestrzeni wiedzy, usiadłam z Hopkins na kolanach i wybuchnęłam płaczem. To właśnie w takich momentach – gdy wyniszczają nas emocje i ogarnia lęk – wydaje się, że nie potrafimy korzystać z własnej intuicji. Zachęcam cię do współpracy z innymi osobami, które uczą się komunikacji ze zwierzętami, dzięki czemu – w takich kryzysowych sytuacjach – będziesz mógł zadzwonić do znajomego z prośbą o wskazówki. Bardzo trudno odebrać wyraźne odpowiedzi, gdy ogarnia nas lęk. Chociaż trzęsłam się i zalewałam łzami, „wymusiłam” na sobie jasnosłyszenie.

Hopkins, czy to rak? – zapytałam.
Tak, mamusiu. Za niedługo umrę – usłyszałam jej głos w swojej głowie.

W ogóle się nie bała, ale mnie pękło serce. Przez kolejny rok przeszła serię operacji, walcząc dzielnie z czymś, co w ludzkim świecie można porównać do raka piersi. Każdą świadomą chwilę spędzała na mruczeniu i okazywaniu mi miłości. To wszystko, co potrafiła robić. Moja wspaniała weterynarz, dr Karen Martin, uśpiła Hopkins w moich objęciach, a ja nigdy nie byłam świadkiem równie wspaniałej podróży do nieba. Trzymałam Hopkins przy swoim sercu i przekazałam ją w bezpieczne ramiona aniołów. Mruczała aż do ostatniego tchnienia i zakończyła swoje życie cudowną niespodzianką! Karen wróciła do pomieszczenia na długo po tym, jak dała Hopkins ostatni zastrzyk.

Wiem, że to niemożliwe, ale jej serce zatrzymało się piętnaście minut temu, a onanadal mruczy”! – powiedziała.

Mruczała tak jeszcze przez prawie dwadzieścia minut. Wyobrażasz sobie? Nawet jej ostatnie chwile były cudem. Istnieje takie powiedzenie – Życie nie jest mierzone liczbą oddechów, ale chwil, które zapierają dech w piersiach. To niesamowite mruczenie było dowodem na to, że miłość nie podlega nawet zasadom oddychania.

WĄTPISZ? PYTAJ!

Chociaż w tym smutnym przypadku, intuicja podpowiedziała mi, że Hopkins umrze, zdarzają się też inne, bardziej pomyślne scenariusze. W takich sytuacjach różni ludzie – nawet weterynarze – mogą ci mówić, że twoje zwierzę umrze, ale ty w głębi serca będziesz wiedzieć, że to nieprawda.

Pewnego lata Cioteczka Flo okropnie mnie przestraszyła. Miała wtedy szesnaście lat i zachorowała na paskudne zapalenie nerek. Dwóch specjalistów spodziewało się najgorszego – niewydolności wątroby i nerek. Czuwałam przy niej jedenaście nocy, płacząc histerycznie. Wkłuwałem jej igły w plecy, podając dożylnie płyny. Za każdym razem, gdy wychodziłam na kwadrans do sklepu, bałam się, że po powrocie zastanę ją martwą.

Dzięki temu, że jest to już moja druga książka, mogę pokazać czytelnikom, jak zmieniło się moje nastawienie. W pierwszej książce perorowałam nad tym, aby umożliwić zwierzętom bezpieczne i spokojne przejście do nieba, kiedy one są na to gotowe, a nie wtedy, kiedy my jesteśmy na to gotowi. Rozpisywałam się o tym, że wiele zwierząt zupełnie niepotrzebnie cierpi i wegetuje miesiącami (a nawet latami), ponieważ ich opiekunowie nie są gotowi się z nimi pożegnać. Te zwierzęta, chociaż dawno powinny odejść, zostają i cierpią – dla nas. Spotkałam wiele takich przypadków, kiedy to zwierzę cierpiało latami, a po moich odwiedzinach i wsparciu udzielonemu opiekunowi – który w końcu pogodził się z tą śmiercią – umierało spokojnie jeszcze tej samej nocy. Często sama pomagałam zwierzętom przejść na drugą stronę – umierały na miejscu, w moich ramionach, bez żadnych leków ani weterynarza. Pełniłam funkcję zwierzęcej kapłanki, prowadzącej je do bram nieba.

Gdybym dostała choćby grosz za każdym razem, gdy zalecałam swoim uczniom, aby nie próbowali walczyć ze śmiercią swoich zwierząt, miałabym już stos monet stąd do księżyca. (No dobrze, może nie aż tak wielki, ale spokojnie mogłabym ustawić monety wokół dużego budynku.) Gdy więc Flo zachorowała, posłuchałam własnej rady i zakomunikowałam jej – Jeśli musisz odejść, rozumiem to. Masz moje błogosławieństwo. Pomogę ci odejść, jak tylko potrafię najlepiej.

Koty przyjmują okropne pozycje przed śmiercią. Mój kot Rodney przyjmował je w ciągu swoich ostatnich czterdziestu ośmiu godzin życia. Piękna Flora również zaczęła układać się w tych nieszczęsnych pozycjach, z których najgorsza (chociaż brzmi to tragikomicznie) polegała na tym, że siedziała ze swoim pięknym czółkiem przyciśniętym do podłogi. Nie miała już sił, aby utrzymać swoją małą główkę. Rodney siedział tak samo na dzień przed śmiercią, więc wiedziałam, że nadchodzi koniec.

A jednak Flo przetrwała. Przez jedenaście dni bardzo chorowała – nigdy w życiu nie widziałam tak chorego kota. Codziennie powtarzałam jej, że ma moje błogosławieństwo i może umrzeć, kiedy tylko zechce. Nie chciałam w żaden sposób zakłócać jej osobistej podróży. A jednak jedenastej nocy wszystko się zmieniło.

Trzymałam ją na swoich piersiach w łóżku, płacząc cicho i nasłuchując jej ciężkiego oddechu. W końcu zaczęła odchodzić. Tuż nad moją głową pojawiła się otwarta „brama”, przez którą spływało z nieba lśniące światło. „Zobaczyłam” swoją babcię, Rheua-Nell, która niecierpliwie sięgnęła po Florę, żeby zabrać ją ze sobą – tak, jak zabrała kiedyś Rodneya. Otaczały ją anioły i moje psy z dzieciństwa – Gus i Gretel – które wybiegły z  tunelu światła. Jednak tym razem nie współpracowałam z nimi tak, jak wiele lat temu, gdy umierał Rodney. Zaczęłam krzyczeć – Nie! Nie! Nie możecie jej wziąć! Nie! Odejdźcie! Jeszcze nie! Nie pozwolę jej odejść! Nie!!!!

Nie dość, że przeraziłam co najmniej połowę sąsiadów z mojego budynku oraz kilku komiwojażerów w pobliskiej alejce, to jeszcze okazało się, że wyłam wystarczająco głośno, aby odstraszyć swoje anioły. Rheau-Nell odwróciła się i wróciła do światła. Psy poszły jej śladem, a przejście się zamknęło. Razem z Flo przespałyśmy w ciemnościach kolejną noc.

Muszę zaznaczyć, że kotka nie poruszała się w sumie przez trzynaście dni. Zanosiłam ją do kuwety, bo sama nie była w stanie chodzić. Pod koniec tego fatalnego tygodnia, nie potrafiła się nawet podnieść. Jedzenie lub picie w ogóle nie wchodziło w grę. Nie jadła ze swojej miski od ponad dwóch tygodni. Z płaczem wmuszałam w nią witaminy w płynie.

Gdy rankiem wstałam z łóżka, zdumiona ujrzałam, jak Flo przechodzi przez salon i zmierza do kuchni. Sprawiała wrażenie, jakby nic się nie stało i jakby była zupełnie zdrowa. Właściwie to wyglądała na pięć lat młodszą! Podeszła żwawo do swojej pustej miseczki, powąchała ją, a następnie obróciła się i spojrzała z konsternacją.

Flo! – wykrzyknęłam. – Ty żyjesz!
Na co się tak gapisz? – wypaliła. – Gdzie jest moje jedzenie?

Wróciła w pełnej chwale. Złośliwa, zrzędliwa Flo ponownie wymknęła się ponuremu żniwiarzowi i dała mu pstryczka w nos. Być może chciała tylko sprawdzić, czy kocham ją wystarczająco mocno, żeby zawalczyć o jej życie.

Wyciągnęłam z tej historii następującą lekcję – nie wpadłam na to, by zapytać Flo, czy zamierza umrzeć. Kiedy zadałam to pytanie Hopkins, natychmiast mi odpowiedziała, ale w przypadku Flo po prostu założyłam, że kotka odejdzie, ponieważ miała już szesnaście lat i weterynarze powiedzieli mi, że tego nie przeżyje. Jednak gdybym ją o to zapytała, nie musiałabym przechodzić przez to całe dwutygodniowe piekło. Przecież mogłam po prostu zadać jej pytanie – Flo, czy zamierzasz umrzeć? – a ona pewnie ofuknęłaby mnie, odpowiadając – Nie! A ty?!

Teraz wiem, że to nie ja podjęłam tę decyzję. Dwa lata później, dzięki temu, że wciąż mam kontakt z Hopkins, a Florabelle zmonopolizowała moje serce i dom, dowiedziałam się, że te dwie kobietki zawarły milczący pakt. Hopkins, małej Wenus, przypadł luksus udania się „na drugą stronę tęczy”, gdzie dołączyła do mojego drogiego maine coona, Pana Jonesa, i mogła doświadczyć prawdziwej miłości oraz wytchnienia. W międzyczasie Cioteczka Flo, mała terrorystka, postanowiła zostać ze mną na ziemi, ponieważ to ona była silniejsza. Miała mnie chronić, a także nauczyć stawiania zdrowych granic, wyrażania złości (mówienia „Nie!” – głośno i często) i ucinania sobie długich drzemek. Muszę przyznać, że świetnie jej to wychodzi.

JAK ZNIEŚĆ BÓL?

Ostatnimi czasy większość moich uczniów nie pyta – Jak mogę nauczyć się rozmawiać ze zwierzętami? – ponieważ już to robią. Teraz najczęściej spotykam się z pytaniem – Jak mam znieść ból cierpiącego zwierzęcia, z którym się komunikuję? Oto ciekawe podejście do tego zagadnienia, które prezentuje dr Raymond Charles Barker w swojej książce The Power of Decision:

Ty sam „wyświetlasz” się na ekranie swojego życia. Sam tworzysz swoje doświadczenia. Wszelkie sytuacje, wydarzenia i rzeczy pochodzą z twojej świadomości i pojawiają się na ekranie twojego życia, który jest równie neutralny jak filmowy ekran w kinie. Jednego tygodnia wyświetla się na nim tragedia, a kolejnego komedia. Ekran nie wie, co pokazuje publiczności. Wie tylko, jak to robić. Scena filmu, w której postrzelono człowieka, nie pozostawia dziury w ekranie. Ekran cały czas jest taki sam. W życiu jesteś projektorem własnej świadomości na ekranie doświadczeń.

A teraz wyjaśnię ten fragment w kontekście cierpienia zwierząt, które również „wyświetla się” na ekranie twojego życia. Ból sam w sobie nie jest TOBĄ. Dr Barker posuwa się do wniosku, że nie tylko cierpienie zwierzęcia nie jest twoim bólem, ale twój własny ból nie jest właściwie twoim bólem. Gdy potrafisz rozróżnić między ekranem (doświadczenia zewnętrzne) a filmem wyświetlanym przez projektor (intencjonalność), a także światłem przeświecającym przez film (świadomość), przestajesz być niewolnikiem czasu i przestrzeni.

Dr Deepak Chopra posługuje się kilkoma niezwykle przydatnymi terminami. Jednym z nich jest: „niemy świadek” – czyli ten „drugi ty”, który pojawia się w twoim umyśle, gdy sprzeczasz się z samym sobą; twoje JA, które wie lepiej. Ten aspekt twojego istnienia zawiera w sobie twoją duszę i intuicję. W tej wewnętrznej świątyni możesz nabrać dystansu do własnych emocji i rozpoznać, że nie jesteś swoimi myślami.

Chopra mówi też o „przestrzeni między myślami”, a  rzeczywistość medytacyjnego mistrzostwa nazywa „sferą potencjalną” (ang. „virtual domain”). To właśnie w niej możemy usunąć własne myśli i emocje ze swojego umysłu po to, aby usłyszeć myśli zwierząt. Jeśli nie potrafisz zdystansować się od własnej fizycznej maszynerii, staniesz się rozhisteryzowanym kłębkiem nerwów, gdy zaczniesz dostrajać się do zwierząt. Masz przechlapane, dopóki uważasz, że jesteś swoimi myślami i uczuciami.

Medytacja i emocjonalny dystans wymagają ogromnej samodyscypliny, ale nie będę rozpisywać się na ten temat. Wiem, że jestem „dostrojona” do zwierzęcia, gdy moje oczy napełniają się łzami. Płaczę prawie za każdym razem, gdy nawiązuję kontakt ze zwierzęciem. Nie nauczysz się odczuwać jego bólu, jeśli nie potrafisz poczuć własnego. Jeśli zależy ci tylko na własnej wygodzie, zastanów się, czy naprawdę chcesz poznać zaprezentowane w tej książce techniki. Żadna z nich nie będzie dla ciebie wygodna. Rozdzieramy bowiem tkaninę znanego nam wszechświata. To może być dla ciebie niezwykle ekscytujące, transformujące lub bolesne – ale jedno jest pewne: nie będziesz mógł pozostać w swojej strefie komfortu. Zależy nam na tym, aby skupić się na zawartości i znaczeniu, zamiast na formie… na ruchu i procesie, zamiast na zastoju. Nie mogę obiecać, że to cię nie zaboli, ale przyrzekam, że warto się tego podjąć!

ZWOLNIJ!

Jeśli chcesz uzyskać jakąś informację od zwierzęcia, wyślij mu falę miłości razem z energią cierpliwości, której prawdopodobnie nigdy wcześniej nie poczuło od żadnego człowieka. Ludzie wciąż się gdzieś spieszą. Większość z nas to niezdarne grymaśniki i zrzędy, biegające dookoła niczym kurczaki z odciętymi głowami. Nasze zwierzęta ciągle coś nam przekazują, ale my jesteśmy tak zajęci swoimi budżetami i różnymi bzdurami, że ich nie słyszymy, więc w końcu się poddają. Gdy masz problem z odebraniem informacji od zwierzęcia lub chcesz zawołać kota do domu na noc, wyślij mu taką myśl – Poczekam tu na ciebie cierpliwie. Nie wiesz nawet, jak bardzo potrafię być uparty. Będę tu czekał godzinami, aż mi odpowiesz i wrócisz do domu. Pokażesz mu w ten sposób, że oczekujesz od niego konkretnej reakcji. Nie mogę zagwarantować, że zwierzę zawsze cię posłucha, ale zdziwisz się, jak często będzie to robić.

Jestem bardzo wytrwała – być może to właśnie dlatego potrafię komunikować się ze zwierzętami. Glen Villpu, jeden z najbardziej niezwykłych nauczycieli sztuki, powiedział – Nie jestem bardziej utalentowany niż inni. Jestem po prostu bardziej cierpliwy. On spędza godziny lub nawet całe dnie nad jednym rysunkiem, chociaż większość ludzi poddałaby się i zmięła go po pięciu minutach. Podobnie jest z komunikowaniem się ze zwierzętami. Jest takie powiedzenie – Najdłuższa podróż w życiu prowadzi z głowy do serca. Ruszajmy więc, bo mamy długą drogę do przebycia.

SERCE JEST NAJWAŻNIEJSZE

Pamiętaj, że praktykowanie Rezogenezy polega na wibrowaniu z tą samą częstotliwością co zwierzę. Nawiązując Rezogenezę, możesz odnieść wrażenie, jakby twoje ciało stało się odbiornikiem radiowym, a przekaz zwierzęcia lub innego człowieka był programem, którego słuchasz. Większość moich uczniów woli zadawać pytania „pozostając w swoim własnym ciele”. Jeśli jednak posuniesz się o krok dalej, możesz wejść w stan, który nazywam „Unimorfozą”. Dzięki tej niezwykłej przemianie, poczujesz się tak, jakbyś znajdował się wewnątrz ciała zwierzęcia i spoglądał jego oczami. To złączenie się świadomości prawdopodobnie jest własnością relacji fazowych między idealnie dostrojonymi do siebie częstotliwościami. Niektóre osoby wolą jednak słuchać programu radiowego, zamiast stawać się samym odbiornikiem, więc Unimorfoza może wydawać im się nieco przerażająca. Osobiście korzystam z obu technik, które przynoszą mi ogromną radość –  jednak, aby móc czerpać z nich przyjemność, należy zdobyć pewne doświadczenie.

Tak czy owak, aby uruchomić jeden z tych procesów, musisz zapragnąć, aby twoja świadomość stała się mobilna i przemieszczała się falowo, zamiast postrzegać samego siebie jako wyizolowaną cząsteczkę w zimnym, chaotycznym wszechświecie. Ogień, który zapala lont intencjonalności nie znajduje się w głowie, lecz w sercu. Intencjonalność nie zależy od zrozumienia koncepcji naukowych ani zdolności oceniania świata za pomocą umysłu. Tajemnice wzajemnych połączeń może odkryć tylko serce, a podstawowym warunkiem intencjonalności i nawiązania kontaktu ze zwierzęciem jest pragnienie zasilane miłością. Nie masz więc „koherować” ze swoimi myślami, lecz z uczuciami. To twoje emocje decydują o tym, z kim się połączysz, a z kim nie. Intencjonalność nie jest jedynie aktem woli, ale  zobowiązaniem do bycia kochającą istotą – a nauka takiej miłości wymaga dyscypliny.

Chciałabym teraz podzielić się cudowną historią jednego z moich najmłodszych nauczycieli. Jest taki mały, bajkowy raj na morzu między Anglią a Irlandią zwany wyspą Man. Przyjeżdżam tam co roku w czerwcu, kiedy na zielonych wzgórzach pasą się małe, nowonarodzone owieczki, które niedawno przyszły na świat. To stamtąd pochodzą słynne koty Manx nie posiadające ogona („Manx” to przymiotnik, jaki stosuje się na określenie wszystkiego, co pochodzi z wyspy Man). Obiekt, w którym co roku prowadzę zajęcia nosi nazwę Brightlife i nienaumyślnie stał się miejscem spotkań aspirantów komunikacji ze zwierzętami, którzy zjeżdżają tam z całego świata. Historię, którą tu przedstawię, przesłał mi jeden z moich uczniów, który jest mieszkańcem tej wyspy. Syn managera Brightlife, Matthew Collister, miał dziewięć lat, kiedy zaczęłam go szkolić, a tę relację napisał w wieku jedenastu lat. Któż inny niż mały chłopiec, mógłby lepiej wyjaśnić, jak nawiązać kontakt z mocą miłości własnego serca?

 

„Po prostu zapytaj go, gdzie ją zostawił!”

Pewnego pięknego, zimowego poranka na wyspie Man (innymi słowy, pewnego dnia, gdy padał deszcz), razem z mamą poszliśmy zobaczyć Buzza, mojego konia, w miejscu, gdzie miał przezimować, ciesząc się zasłużonym odpoczynkiem. Zawołaliśmy go, a gdy przykłusował, zauważyliśmy, że nie ma na sobie ogłowia. „Nowe ogłowie dla Buzza” natychmiast trafiło na listę świątecznych zakupów! Jednak mama postanowiła wcześniej przeszukać sześcioakrowe pole porośnięte wysoką trawą. Gdy przeprowadzała  bezskuteczne poszukiwania, podałem Buzzowi parę smakołyków, a wtedy coś we mnie „zaskoczyło” – przypomiałem sobie, że mogę porozumieć się z nim telepatycznie. Oto co zrobiłem: zamknąłem oczy, wszedłem do swojego serca i wysłałem z niego promień światła do jego serca, przenosząc się wraz z tym promieniem i posyłając miłość, a wtedy stało się – byłem koniem. Gdy znalazłem się w jego ciele, poczułem potrzebę ściągnięcia ogłowia, bo było zbyt luźne i mnie drażniło. Zacząłem się więc tarzać i w końcu je zdjąłem, a następnie rozejrzałem się dookoła.

Otworzyłem oczy i podziękowałem Buzzowi. Poszedłem do miejsca, w którym się tarzał. Rozejrzałem się, ale niczego nie zobaczyłem, więc poszedłem kawałek dalej. Znalazłem ogłowie! Byłem zachwycony! Pobiegłem do mamy z ogłowiem w ręku. Gdy wróciłem do Buzza, żeby jeszcze raz mu podziękować, nie mogłem uwierzyć w to, co się wydarzyło i myślałem, że to był czysty przypadek, ale z czasem nauczyłem się ufać temu, co przekazują mi zwierzęta.

Od tamtego wydarzenia Matthew znalazł jeszcze dwa inne zagubione przedmioty, a jego siostrzyczka również opanowała tę umiejętność. Matka chłopca, Jane, opowiedziała mi, że była zupełnie wytrącona z równowagi, gdy jeden z jej koni zgubił podkowę. Wtedy Matthew spojrzał na nią ze zdumieniem i zirytowany powiedział – Mamo! Po prostu zapytaj go, gdzie ją zostawił! (Ach! Nie ma to jak jasnowidzący jedenastolatek, który sprawia, że czujesz się jak idiotka.)

Przyjrzyjmy się bliżej temu, co napisał Matthew. Wspominając o „przenoszeniu się po promieniu światła”, nawiązał do ćwiczenia, które opisałam w książce Straight from the Horse’s Mouth. W owym czasie potrafiłam już korzystać z tego kwantowego procesu, ale nie miałam zielonego pojęcia, jak go nazwać. Matthew nazywa go „budowaniem mostu”, dlatego w niniejszej książce tę falę energii miłości nazywam po prostu „Lumensiltą” (lumen po łacinie znaczy „światło”  a „silta” to fińskie słowo oznaczające „most”).

Matthew „podróżuje” po Lumensilcie dzięki temu, że korzysta z „aspektu falowego” swojego umysłu (zamiast „aspektu korpuskularnego” świadomości, który dominuje u większości ludzi w ciągu dnia). Przyjrzyjmy się pokrótce o co chodzi w tej teorii korpuskularno-falowej[17], ponieważ jest ona najprostszym i najlepszym wyjaśnieniem różnych trybów funkcjonowania, dzięki którym twoja świadomość może nauczyć się latać.

TEORIA KORPUSKULARNO-FALOWA

Albert Einstein ostatecznie udowodnił, że materia składa się z cząstek energii. Sta olat wcześniej fizyk Thomas Young przedstawił falową teorię światła, po tym jak odkrył zjawisko zwane interferencją. Zjawisko to wspaniale opisuje Gary Zukav w swoim bestsellerze Tańczący mistrzowie Wu Li:

Young’s double-slit experiment showed that light must be wale-like because only waves can create interferencje patterns. The situation then was as follows: Einstein, using photoelectric effect, “proved” that light is particle-like, and Young, using the phenomenon of interference, “proved” that light is wave-like. But a wave cannot be a particie and a particle cannot be a wave. The wave-particle duality was (is) one of the thorniest problems in quantum mechanics. Physicists like to have tidy theories which explain everything, and if they are not able to do that, they like to have tidy theories about why they can’t. The wave-particle duality is not a tidy sytuacja. In fact, its untidiness has forced physicists into radical new ways of perceiving physical reality.These new perceptual frames are considerably more compatible with the nature of personal experience than were the old. For most of us, life is seldom black and white. The wave-particle duality marked the end of the “Either-Or” way of looking at the world.

Większość „mugoli” (określenie osoby nie-magicznej pochodzące z serii książek o Harrym Potterze) nazywam „separatystami”. Separatyści są przeciwnikami mistyki przekonanymi, że ich świadomość ogranicza się tylko do ich własnego ciała – niczym zamrożona woda w pojemniku na kostki lodu. Można powiedzieć, że główna różnica między jasnowidzem (którym teraz się stajesz) a separatystą polega na tym, że jasnowidz poskramia fale, a separatysta liczy cząstki. Jeśli postrzegamy siebie jako falę (wodę, a nie lód), to dowolne krople tego wielkiego oceanu ludzkiej i zwierzęcej energii w każdym momencie mogą złączyć się ze sobą i płynąć razem w harmonii. Nasze ciała i umysły są – a jednocześnie nie są – od siebie oddzielone. Natura rzeczywistości oraz materii nie jest zatem dualistyczna, lecz holograficzna, co oznacza, że jednocześnie może obowiązywać kilka różnych definicji rzeczywistości fizycznej.

Woda jest wspaniałym symbolem świadomości. Przyjmuje trzy formy skupienia, a jednak zachowuje tę samą esencję. Element składowy H2O pozostaje zawsze ten sam, nawet jeśli woda zamieni się w lód lub parę wodną. Tak samo jest w przypadku umysłu. Rezogenezę można porównać do ciekłego stanu skupienia wody. W Rezogenezie pozwalasz swojej świadomości przemieszczać się na fali energii, żeby połączyć się ze zwierzęciem lub drugim człowiekiem. Świadomość w postaci „pary wodnej” można porównać do jeszcze bardziej wyrafinowanej fali, dzięki której możesz wybrać się w podróż we własnym umyśle i „wyśledzić” zagubione zwierzę lub „zobaczyć” zmarłe dusze za zasłoną nieba.

Umysł sceptyka przypomina kawałek lodu. Twój umysł taki nie jest. Możesz dokonywać wyborów. Twój pogląd na świat zależy od twojej perspektywy, a twoja perspektywa zależy od tego, jak postanowisz posługiwać się swoim umysłem. Twoja świadomość, podobnie jak woda, reaguje na bodźce zewnętrzne, ale możesz ją wyćwiczyć w taki sposób, że będzie również reagować na różne bodźce wewnętrzne – w zależności od wyzwania. Możesz zrekonfigurować swój proces myślenia tak, aby twoje wewnętrzne zdolności stały się wielowymiarowe i potrafiły przystosowywać się do aktualnych potrzeb – podobnie jak fala może być cząstką, a cząstka falą, w zależności od okoliczności.

Oto kilka pouczających historii jednej z moich uczennic, w których opowiada, jak aktywowała moce swojego umysłu dla dobra zwierząt. Heidi jest emerytowaną policjantką, która pracuje obecnie w Północnej Kalifornii jako specjalistka od komunikacji ze zwierzętami.

 

Tajemnice jasnowidzącej policjantki

Po wstąpieniu do California Highway Patrol (Kalifornijska Policja Drogowa), pracowałam jako policjantka ruchu drogowego w obszarze miasta Hayward, położonego na południe od Oakland w Kalifornii. Regularnie patrolowałam obszary niemunicypalne hrabstwa i dość aktywnie udzielałam się w walce z narkotykami. Wyszkoliłam się w rozpoznawaniu kierowców prowadzących pod wpływem środków odurzających[18] oraz w przepisach prawnych dotyczących przeszukiwania i zatrzymania.

W trakcie szkolenia zachęcano mnie i innych policjantów do „kierowania się przeczuciami”. Słuchanie „głosu wewnętrznego” nie tylko nieraz ocaliło mi życie, ale także ułatwiało wykonywanie codziennej pracy. Udzielał mi on wielu informacji, między innymi na temat tego, czy dana osoba jest uzbrojona lub czy ma przy sobie narkotyki.  Po kilku latach rozwijania tej zdolności, zaczęłam potajemnie wykorzystywać ją na co dzień. Wystarczyło wręcz, że dotknęłam pojazdu lub człowieka, abym potrafiła go „przeszukać”, a czasem dokonywałam tego wyciągając przed siebie dłoń, niczym różdżkę. Dostawałam prawidłowe odpowiedzi odnośnie broni i narkotyków – nawet, gdy osoby, z którymi miałam do czynienia odpowiadały przecząco na moje pytania. Potrafiłam „zobaczyć” powtórkę zderzenia, dotykając samochodu w miejscu wypadku. Ułatwiało mi to również rozumienie zeznań świadków oraz pisanie raportów. Gdy koledzy po fachu przyłapywali mnie na posługiwaniu się tą zdolnością, uśmiechałam się, mówiąc, że „korzystam z mocy” i szybko zmieniałam temat. Byłam pewna, że ci twardzi i nieraz cyniczni gliniarze pomyśleliby, że jestem kompletną wariatką, gdybym przyznała, że naprawdę to robię. Na tablicy rozdzielczej swojego samochodu patrolowego trzymałam piszczącą zabawkę – świnkę o imieniu Edna – którą ubrałam w złoto-niebieskie barwy CHP. Gdy ktoś pytał, w jaki sposób zdobyłam konkretne informacje, zbywałam go – Edna mi powiedziała.

Dopiero teraz mogę otwarcie przyznać, że wykorzystywałam zdolność jasnowidzenia pracując w policji. Jestem już na emeryturze i nie muszę przejmować się tym, co pomyślą o mnie inni policjanci. Gdy tylko dowiedziałam się, że Amelia przyjeżdża do Północnej Karoliny, czym prędzej udałam się na jej warsztat, ponieważ zawsze chciałam wykorzystać swoje umiejętności w kontakcie ze zwierzętami. Amelia bardzo mnie doceniła i za każdym razem, gdy udało mi się porozumieć z jakimś zwierzęciem, byłyśmy wzruszone do łez. Od razu zaczęła podsyłać mi klientów i udzieliła cennego wsparcia na mojej nowej ścieżce kariery. Poniżej przedstawiam historie dwóch niezwykłych wydarzeń, których doświadczyłam po ukończeniu jej szkolenia.

Koń, który domagał się uwagi

Pewna dama z Republiki Południowej Afryki wysłała do mnie maila z prośbą o pomoc w sprawie swojego konia. Napisała, że znalazła mnie na Internecie, ponieważ znajduję się na liście osób komunikujących się ze zwierzętami, zamieszczonej na stronie www.infohorse.com oraz na paru innych witrynach. Wysłała mi zdjęcia swojego konia razem z listą pytań. Trochę się denerwowałam, ponieważ nigdy nie wykonywałam odczytu w ten sposób, ale postanowiłam zrobić, co w mojej mocy, żeby jej pomóc. Nawiasem mówiąc, nadal nie mam pojęcia, jakim cudem ta metoda działa na odległość.

Kobieta napisała, że jeden z jej koni – wysoki, kasztanowaty amerykański koń wierzchowy imieniem Guy Fawkes –  zachowywał się dziwnie. Gdy podchodziła do stajni, opuszczał łeb i gryzł przednie kopyta tak, że po ugryzieniach pozostawały ślady, a jednocześnie wierzgał i kopał w ścianę boksu tylnymi kończynami. Miałam już do czynienia z kilkoma końmi i pracowałam z nimi przez ponad pięć lat. Wiedziałam, że to dziwne zachowanie może doprowadzić do poważnych urazów. Nigdy jednak nie słyszałam o koniu, który gryzł sam siebie.

Gdy nawiązałam kontakt ze zwierzęciem, odniosłam wrażenie, że przypomina zazdrosne dziecko, które chce, aby mamusia wyróżniała go spośród innych dzieci i okazywała mu więcej uczucia. Zakomunikował mi, że zachowując się w ten sposób zawsze dostaje uwagę, jakiej potrzebuje.

Zastanawiając się nad najlepszym rozwiązaniem sytuacji, przypomniałam sobie, jak omawiałam ze swoim synem (gdy był jeszcze małym dzieckiem) kwestię domagania się uwagi. Nigdy nie miałam cierpliwości do jego wybuchów histerii, więc powiedziałam mu, żeby po prostu prosił o uwagę, kiedy będzie jej potrzebował. Podziałało – nieraz przydreptywał do mnie i mówił – Mamusiu, „kcem ufagi” – a ja reagowałam na jego prośbę najszybciej jak mogłam. Nic innego nie przyszło mi do głowy, więc przekazałam koniowi, żeby sygnalizował swoją potrzebę za pomocą rżenia, ponieważ swoim histerycznym zachowaniem może wyrządzić sobie krzywdę.

Jeszcze zanim zdążyłam odpisać klientce, otrzymałam od niej pełnego niepokoju maila. Pisała, że koń przestał wierzgać, ale za to teraz bez przerwy rży. Wciąż musiała do niego zaglądać, żeby sprawdzić, czy nic mu nie jest. Przyznałam, że sama zasugerowałam mu takie zachowanie i obiecałam, że będę z nim jeszcze negocjować. Ostatecznie zgodził się na rżenie tylko w ciągu dnia, dzięki czemu w nocy nie przeszkadzał innym spać.

 

Gdzie są moje kaczki?

Gdy mój syn, Trevenen, miał dziesięć lat, zapragnął mieć kaczki, więc zakupił kilka kaczuszek w miejscowym sklepie zoologicznym. Karmił je z ręki i przytulał dwa razy dziennie. Było to pięć kaczek khaki campbell i dwa białe pekiny. Gdy ptaki były wystarczająco duże (zbyt duże, aby mógł je porwać orzeł lub jastrząb), wypuściliśmy je na wolny wybieg. Wciąż jednak każdego dnia były karmione z ręki. Trev nadał im wszystkim imiona i dbał o nie niczym kwoka.

W lecie kaczki były na tyle dojrzałe, że mogliśmy określić ich płeć – okazało się, że na siedmiu samców przypadały tylko trzy samice. Dorosłe samce khaki campbell miały ciemnobrązowe kaptury, brązowe tułowia z białymi krawędziami na skrzydłach, ciemnobrązowe pióra na ogonie, które pasowały do koloru ich głowy oraz pomarańczowe pletwy. Samice miały brązowe ubranka i szare płetwy, dzięki czemu łatwiej im było się schować i ukrywać swoje gniazda. Białe pekiny – samiec i samica – były całe białe z pomarańczowymi płetwami i dziobami. Szybko dobrały się w parę, ale pozostało jeszcze zbyt wielu brązowych kawalerów.

Pewnego ranka Trev przyszedł do mnie i powiedział:

Mamo, nie mogę znaleźć Thrashera i Dasher (pekiny). Powiedziałabyś mi, gdyby nie żyły, prawda? Czy kojot dobrał się do nich dziś w nocy?

Wiedziałam, że mój syn stara się być dzielny, chociaż pęka mu serce. Spróbowałam więc nawiązać kontakt z Thrasherem i Dasher. Natychmiast wyczułam Dasher. Zapytałam ją, czy wszystko z nią w porządku, a ona potwierdziła, że nic jej nie jest.

Gdzie jesteś? – zadałam pytanie.
Chowam się – odpowiedziała.
Dlaczego się chowasz?
– „Oni” nie chcą mnie zostawić w spokoju!

Ujrzałam wtedy wizję, w której trzech kawalerów próbowało z nią spółkować i omal jej przy tym nie utopili. Przekazałam tę informację Trevowi, ale to mu nie wystarczyło. Koniecznie chciał zobaczyć kaczki. Znów porozumiałam się z Dasher, ale nie chciała powiedzieć, gdzie się ukrywa. To może przynajmniej pokaż mi w przybliżeniu gdzie jesteś? – negocjowałam. Przez ułamek sekundy zobaczyłam bardzo wysoką trawą, a potem już nic. Najwyraźniej nie chciała ze mną rozmawiać, ani niczego mi pokazywać. Miałam wrażenie, jakby siedziała tam z mocno zaciśniętymi oczami i dziobem. Spróbowałam zapytać o to samo jej partnera, ale też nie chciał niczego zdradzić. Chociaż Trev poczuł się lepiej, gdy dowiedział się, że kaczki żyją, nie zamierzał na tym poprzestać i chciał je odnaleźć. Nie mieliśmy jednak pojęcia, gdzie w okolicy znajduje się wysoka trawa. Mniej więcej w tym samym czasie, przydreptali do nas gęsiego nasi trzej kawalerowie,  a syn poprosił, żebym ich zapytała, czy nie widzieli pekinów.

Zanim jeszcze zdążyłam zadać pytanie, usłyszałam nieco groźny głos – Nic nie mów! Odniosłam wrażenie, że pochodzi od kaczki, która dreptała na czele. Kaczka, która szła na końcu, odpowiedziała cichutko – Powiem!

Wtedy, niczym uliczni zbóje, dwie wiodące kaczki zatrzymały się i obróciły w kierunku ostatniej. Zaczęły grozić samczykowi, że go skrzywdzą, jeśli coś wygada. Wyczułam despotyzm od tych dwóch samców oraz pewną zazdrość od samca, który chciał coś powiedzieć. Dwaj samce zaczęły nacierać na tego trzeciego, ale on stał twardo w miejscu podczas całej kłótni. W końcu, po gwałtownej wymianie gróźb (w trakcie której cała trójka uderzała się klatkami piersiowymi), trzecia kaczka wyrzuciła z siebie – Jest w rowie! Nie chcą jej zostawić w spokoju, więc się schowała!! W swoim umyśle zobaczyłam przyspieszony film, na którym dwa samce bezlitośnie próbowały spółkować z Dasher, ale ten trzeci samczyk nie brał w tym udziału. Gdy tylko mały skarżypyta przekazał tę informację, dwaj winowajcy przecisnęli się przez płot i uciekli do sadu, a on powoli podążył za nimi.

Rzadko słyszę konkretne głosy, kiedy odbieram myśli zwierząt. Zwykle przypomina to rozmowę z samą sobą w moim umyśle, ale energia jest inna – tak, jakbym sama przemawiała głosami różnych postaci. Potrafię również określić, skąd przychodzą informacje. Można powiedzieć, że głosy zwierząt brzmią tak, jakby pochodziły z innego pomieszczenia. Odpowiedzi pojawiają się niezwykle szybko – często jeszcze zanim zadam konkretne pytanie. Ze względu na kierunek i charakter informacji, a także szybkość, z jaką się pojawiają, wiem, że nie pochodzą ode mnie i nie są wytworem mojej wyobraźni.

Uśmiałam się z tej sytuacji i opowiedziałam synowi, co się wydarzyło. Zamierzałam wrócić do domu, ale on łagodnie chwycił mnie za rękę i poprosił – Mamusiu, proszę cię, pomożesz mi je odnaleźć? Mówił do mnie „mamusiu” tylko gdy byliśmy sami i bardzo mu na czymś zależało. Nie mogłam oprzeć się błagalnemu spojrzeniu jego błękitnych oczu. Znów zaczęliśmy szukać kaczek. W końcu, gdy już prawie się poddaliśmy, znalazłam kaczki i zawołałam Treva. Dasher chowała się w rowie, gdzie rosły wysokie rośliny przypominające trzciny. Zgadzało się to z tą krótką „migawką”, na której zobaczyłam wysoką „trawę”. Roślinność była tak gęsta, że kaczkę można było zobaczyć tylko nachylając się pod pewnym kątem.

Był przy niej jej partner – Thrasher. Gdy nawiązałam z nią kontakt wzrokowy, usłyszałam – Nie mów im, gdzie jestem, dobrze? Obiecałam, że nic nie powiem. Syn poprosił, abym ostrzegła kawalerów, że zamkniemy ich w zagrodzie, jeśli nie zostawią jej w spokoju. Winowajcy trzymali się z daleka aż do kolacji.

Jeszcze tego samego ranka, po tym, jak pekiny zakończyły swoją kąpiel i wyłoniły się z rowu irygacyjnego, Trev nakarmił je z ręki, a następnie zagonił z powrotem do ich bezpiecznej kryjówki. Pozwolił im tam zostać przez kilka dni, dzięki czemu samica mogła uwić gniazdo i odpocząć od natrętnych amantów.

TRZY KLUCZE DO KOMUNIKACJI

Założę się, że nie możesz się doczekać, aż sam nauczysz się rozmawiać ze zwierzętami. Skoro Heidi potrafiła usłyszeć, o czym rozmawia zgraja kaczek, to z pewnością będziesz mógł nauczyć się rozmawiać z jednym zwierzęciem.

Ale najpierw zwróćmy uwagę na mądre spostrzeżenia mojej uczennicy. Napisała, że komunikacja telepatyczna przypomina rozmowę z samym sobą, ale istnieją pewne istotne różnice, jeśli chodzi o charakter napływających informacji. Podała trzy czynniki, które pozwalają zrozumieć subtelne niuanse związane z odbieranymi od zwierząt wiadomościami.

  1. Prędkość: Szybkość, z jaką pojawiają się informacje jest najważniejszym wskaźnikiem, że pochodzą z intuicji. Gdy korzystasz ze swoich procesów myślowych, twoje myśli charakteryzują się określonych rytmem. Jeśli więc odpowiedzi na twoje pytania przychodzą do ciebie w ekspresowym tempie, oznacza to, że pochodzą z zewnątrz. Gdy zaczniesz zadawać zwierzęciu pytania, przekonasz się, że ono odpowiada błyskawicznie – często zanim jeszcze zadasz konkretne pytanie. Kiedy nawiązuję telepatyczny kontakt ze zwierzęciem, proces ten zachodzi niemal boleśnie szybko. Aby umysł mógł działać w takim tempie, musisz się bardzo skoncentrować.
  2. Kierunek: Heidi napisała, że głosy wydają się dochodzić z sąsiedniego pokoju. To bardzo subtelne rozróżnienie, ale Animalogosy (wypowiedzi zwierząt) pojawiają się nagle, w niespodziewany sposób. Jeśli odpowiedź cię zaskoczy i poczujesz, że nigdy  sam byś na nią nie wpadł, możesz być pewien, że naprawdę „to robisz”. Odpowiedzi mogą cię zdziwić, rozśmieszyć albo wzbudzić bardzo silne emocje. Jeśli uderzy cię zaskakująca fala radości, lęku lub złości, to również będzie oznaczało, że nawiązałeś kontakt.
  3. Charakter: Nie wszyscy słyszą dziwne głosy lub akcenty, które wyróżniają się na tle ich zwyczajnego procesu myślenia. Wielu z was tego doświadczy, ale niektórzy po prostu usłyszą „głos własnego umysłu”. Przeprowadź „rozmowę” z kilkoma zwierzętami na raz, a przekonasz się, że ich Animalogosy brzmią inaczej. Jeśli jesteś osobą, która słyszy zwierzęta przemawiające głosem twojego umysłu, na pewno wyczujesz, że ich Animalogosy należą do różnych osobowości. Rozmawiając z jednym zwierzęciem, możesz mieć trudność w odróżnieniu jego „głosu” od własnego procesu myślowego, ale w rozmowie z kilkoma zwierzętami wyczujesz, że ich wibracje skalibrują się z różnymi prędkościami i jakością. Kot NIE „brzmi” tak jak pies, a co najważniejsze, odczujesz te zwierzęta w zupełnie inny sposób.

Gdy moi uczniowie wymieniają się zdjęciami zwierząt i wykonują odczyty, jednym z najczęstszych sukcesów jest odgadnięcie cech charakteru danego zwierzęcia. Nie zawsze udaje im się uzyskać prawidłowe odpowiedzi na wszystkie szczegółowe pytania, ale za to całkowicie demaskują osobowość zwierzęcia. A to, pod wieloma względami, jest dla nas o wiele bardziej istotne.

A teraz wykorzystajmy te zasady w praktyce. Chciałabym, abyś wykonał to ćwiczenie z cudzym zwierzęciem, którego nie znasz zbyt dobrze. Jeśli zaczniesz od własnego, możesz mieć trudność z uzyskaniem właściwej perspektywy ze względu na waszą więź i przyjęte z góry nieświadome założenia. Niech opiekun zwierzęcia opracuje listę takich pytań, na które będziesz mógł uzyskać możliwe do zweryfikowania odpowiedzi. Poniżej podaję pewne przykładowe pytania, które możesz wykorzystać w trakcie swojego pierwszego kontaktu telepatycznego. Zanotuj je proszę w swoim notesie. Zachęcam cię również do zapisywania wszystkich uzyskiwanych odpowiedzi. Automatyczne pisanie wymyka się krytycznemu umysłowi, więc notuj szybko wszystkie myśli, imiona, a także wrażenia związane ze smakami, kolorami, zapachami i konsystencją, jakie odbierzesz w trakcie rozmowy, ponieważ dzięki temu mogą otworzyć się twoje twórcze kanały i łatwiej będzie ci „usłyszeć” zwierzęta.

Na koniec pamiętaj, proszę, o tym, że gdy aktywujesz swój Lumensonar, nie emitujesz tylko fal światła. Pomyśl o delfinach – fala dźwiękowa, którą wysyłają, musi się o coś odbić, żeby mogły odebrać informacje. W tym przypadku, zadając pytania, wysyłasz częstotliwość, którą jest konkretna emocja. Jeśli wyślesz falę lęku, zidentyfikujesz hologramy, które „pasują” do częstotliwości lęku. Zawsze więc zaczynamy od miłości, ponieważ to dzięki niej nawiązujemy połączenie i budujemy zaufanie w relacji ze zwierzęcym przyjacielem. Dopiero potem możemy przejść do bardziej negatywnych emocji, aby uzyskać więcej informacji. Jeśli komunikujesz się z psem i wysyłasz mu falę lęku, możesz nagle usłyszeć trzaśnięcie pioruna i poczuć, że chcesz schować się pod łóżkiem. A może być jeszcze gorzej – jeśli zadasz pytanie dotyczące przemocy, jakiej doświadczyło zwierzę, możesz usłyszeć krzyk i poczuć ból uderzenia.

Jeśli wyślesz falę energii i niczego nie odbierzesz, oznacza to odmowę kontaktu. Lumensonar niczego nie wykryje, a fala po prostu zaniknie. Jeśli jednak odbierzesz tę samą emocję, którą wysłałaś, ale w większym nasileniu, oznacza to zgodę na nawiązanie kontaktu. Możesz przy tym zobaczyć obrazy w swoim umyśle lub nawet coś, co Heidi nazwała: „przyspieszonym filmem”. Ale już dość wyjaśnień. Zaczynajmy!

 

ĆWICZENIE REZOGENEZY – NAUKA SŁUCHANIA

Usiądź w ciszy ze zwierzęciem, trzymając notes na kolanach i długopis w ręce. Chciałabym w tym miejscu podzielić się swoją ulubioną modlitwą, od której zaczynam każdą rozmowę. Na łamach pierwszej książki przedstawiłam modlitwę do Sekhmet, bogini starożytnego Egiptu o głowie lwicy, ale teraz zwrócimy się do Archanioła Rafała, który jest opiekunem zwierząt i uzdrawiania. Możesz jednak pomodlić się do dowolnej istoty. W tradycji katolickiej patronem zwierząt jest św. Franciszek, a w buddyjskiej Quan Yin – żeński aspekt Buddy. W hinduizmie Pan Ganesza usuwa wszelkie przeszkody i stoi na straży zwierząt. Dostosuj swoją modlitwę do wyższej mocy, w którą wierzysz lub dołącz do mnie, składając cześć Archaniołowi Rafałowi. Usiądź spokojnie z zwierzęciem i wypowiedz w myślach razem ze mną:

Archaniele Rafale,
Łagodnie weź nas za rękę
I poprowadź ścieżką,
Przez wąskie wrota,
Do Świętego Przybytku, gdzie wszystko jest sprawiedliwe.
Bowiem to tutaj jesteśmy jednym z Ojcem.
Dziękujemy ci, Ojcze, za wysłuchanie nas
(Ty zawsze nas wysłuchujesz.)
I za prowadzenie nas ku prawdzie, która wyzwala,
Doskonałej miłości, która usuwa wszelki lęk,
Pokoju, który przewyższa wszelki umysł,
Oraz ku wiecznemu życiu. Amen.

A teraz skoncentruj się na swoim oddechu. Weźmiesz za chwilę trzy głębokie i trzy zwykłe oddechy. Przy każdym głębokim oddechu odliczaj do dziesięciu. Wykonaj głęboki wdech – wdychając kulę złotego światła do swoich płuc – i odliczaj: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć. A teraz wypuść powietrze i wykonaj normalny wdech i wydech.

Wykonując drugi głęboki wdech poczuj, jak odprężają się twoje ramiona. Delektuj się powietrzem, a przy wydechu uwolnij wszelkie napięcia, bóle, lęki, złość, zmartwienia, niepokój oraz wątpliwości związane z tym procesem.

Następnie wykonaj normalny wdech, odczuwając przy tym, jak rozluźnia się twój brzuch, a klatka piersiowa wypełnia ciepłym, życiodajnym tlenem. Wdychasz teraz wszystko, co dobre – radość, spokój, otuchę, miłość, wyciszenie, szczęście, zwycięstwo, podekscytowanie. Łagodnie wypuść powietrze.

Skoncentruj się na swoich płucach i pomyśl o czymś, za co jesteś wdzięczny. Po chwili przywołaj na myśl jeszcze inne rzeczy, za które odczuwasz wdzięczność i poświęć chwilę, aby podziękować Bogu za te błogosławieństwa. Pomyśl o osobie, którą kochasz najbardziej na świecie. A teraz o zwierzęciu, które kochasz całym sercem. Być może poczujesz, jak kąciki twoich ust unoszą się w lekkim uśmiechu. Zachowaj spokojny umysł, oddychaj głęboko i skupiaj się na swoim wnętrzu. Następnie pomyśl o zwierzęciu, które kochałeś, a które przeszło na drugą stronę tęczy – do nieba. Wypełnij się wdzięcznością, dziękując w ciszy Bogu za te cenne chwile, które dzieliłeś z tą ukochaną istotą. Jeśli w twoich oczach pojawią się łzy, oznacza to, że wszedłeś w magiczny trans, w który chciałam cię wprowadzić.

Pomyśl o swoim sercu jako o srebrnej gwieździe, która migocze w kosmosie. Twój „umysł” nie  znajduje się już w twojej głowie, ale przeniósł się do twojego serca. Gdybyśmy zabrali gdzieś twoje ciało, pozostałaby po nim tylko olśniewająca, srebrna gwiazda, jaśniejąca swoim blaskiem. Z każdym twoim oddechem, gwiazda ta staje się coraz większa i jaśniejsza. Srebrne promienie światła sięgają we wszystkich kierunkach, a ty możesz je wysłać gdziekolwiek zechcesz – dzięki intencjonalności.

A teraz otwórz oczy i spójrz na zwierzę, z którym chcesz nawiązać kontakt. Wyślij ze swojego serca promień światła, który stworzy pomost łączący cię ze zwierzęciem. Chcę, abyś pokochał je tak mocno, jak tylko kiedykolwiek kochałeś jedno ze swoich własnych zwierząt. Chcę też, abyś kochał je równie mocno, jak tylko potrafisz kochać innego człowieka. W tym momencie chcę, abyś kochał to stworzenie bardziej niż cokolwiek innego. Zauważ jego oszałamiające piękno. Zobacz, jakie ma łatki. Zwróć uwagę na budowę jego ciała. Ujrzyj cały jego majestat. Chcę, abyś poczuł piękno zwierzęcia tak, jakbyś patrzył na nie (mam na myśli „widział” je) po raz pierwszy w życiu. Możesz je dotknąć, jeśli chcesz, lub pogłaskać łagodnie, szepcząc mu do ucha – Kocham cię. Kocham cię. Kocham cię. Nie zamierzam cię zmieniać. Nie będę cię kontrolować. Nie wykorzystam twoich tajemnic przeciwko tobie. Nie jestem tu, aby tobą manipulować. Możesz mi zaufać. Mogę wysłuchać wszystkiego. Jestem tu po to, aby być twoim obrońcą, a nie oskarżycielem. Jestem tu dla ciebie i tylko dla ciebie. Wyrażę twoje życzenia i będę chronić twoje potrzeby, niezależnie od tego, co myśli twój opiekun. Obiecuję, że cię wysłucham. Mogę cię teraz wysłuchać. Czy podzielisz się ze mną swoimi myślami?

Oto kilka przykładowych pytań, które możesz dostosować do konkretnych potrzeb zwierzęcia. Jeśli opiekun potwierdzi uzyskane przez ciebie odpowiedzi, będziesz w stanie ocenić swoje postępy. Weź długopis i przy każdym pytaniu zapisuj pierwszą myśl, jaka przyjdzie ci do głowy.

Pytania do psa

Jakie jest twoje ulubione jedzenie? Wyobraź sobie, że zwierzę jest głodne, a ty jesteś w jego ciele. Burczy ci w brzuchu. Zaczynasz się ślinić. Znajdujące się przed tobą naczynie wypełnione jest twoim ulubionym pokarmem. Co to jest? Jaki ma kolor? Jaką ma konsystencję? Jaki ma zapach?

Jaki jest twój ulubiony smakołyk? Znów wyobraź sobie, że jesteś w ciele psa i spoglądasz jego oczami, ale w nieco innym kontekście. Widzisz, jak zbliża się do ciebie ludzka ręka, trzymająca twój ulubiony smakołyk. Jest to coś pysznego, czego nie dostajesz zbyt często. Co to jest?

Jak wygląda twoja ulubiona zabawka? Wyobraź sobie, że niesiesz w pysku jakiś  przedmiot, który widzisz tuż przed swoim nosem. Pamiętaj, że nie możesz używać rąk. Doświadczasz świata za pomocą nosa lub pyska. Jakiego koloru jest ta zabawka? Co z nią robisz? Czy ludzie rzucają ci ją, a ty ją łapiesz w powietrzu? Czy ją tarmosisz? Czy ją chowasz? Czy to zabawka dla psów, czy też ukradłeś ją ludziom? Czy myślisz, że to jest zabawne?

Czy w domu znajduje się inny pies? Wyobraź sobie, że znajdujesz się w ciele psa i rozglądasz się po domu. Czy widzisz innego psa? Wyślij psu, którym się zajmujesz, wielką kulę twórczej energii. Stworzysz wokół niego chmurę atomów, która nagle przyjmie określony kształt. Lubię nazywać ją „chmurą prawdopodobieństwa”, ponieważ nie wiem, co mi się ukaże, dopóki nie uporządkuje jej moja intuicja. Jeśli energia zacznie „koherować”, a  ty „zobaczysz” cień jakiegoś kształtu obok psa, oznacza to odpowiedź: „tak”.

Jeśli tak, to jak wygląda ten drugi pies? Jaki ma kolor? Jaką wielkość? Jaki kształt? Jakiej jest rasy? Czy jest większy? Mniejszy? Jest psem czy suką? Jak pachnie? Jeśli już znasz odpowiedź na te pytania, pytaj dalej:

Jak się czujesz z tym psem? Z wnętrza ciała psa, z którym się komunikujesz, widzisz jak podchodzi do ciebie ten drugi pies. Jakie odczuwasz emocje? Jest ci przyjemnie? Czujesz się podekscytowany? Szczęśliwy? Poirytowany? Zazdrosny? Zagrożony? Poproś swojego przyjaciela o to, aby pokazał ci dynamikę emocjonalną ich relacji. Czy twój przyjaciel chroni tego drugiego psa? Jeśli tak, to dlaczego? A może jest przez niego zastraszany? Jeśli tak, to dlaczego? Poproś o rozwinięcie – Co takiego mówi ci ten pies, gdy z tobą „rozmawia”? Jaki ma do ciebie stosunek? Jak się z nim czujesz?

Jeśli w twoim domu nie ma innego psa, to czy chciałbyś mieć partnera? W tym przypadku również wysyłasz chmurę prawdopodobieństwa, która „przyjmie kształt” psa. Zobacz jego duchową postać, która kroczy przy twoim psie, bawi się i je razem z nim. Jak czuje się z nią twój pies?

Tęsknisz za kimś? Wyślij psu częstotliwość samotności. To uczucie przeniesie się przez Lumensonar i „dostroi” do zapisów kwantowych, związanych z tą emocją, a następnie powróci do ciebie i zobaczysz w swoim umyśle obraz istoty, za którą tęskni pies.

Czy pokazujesz mi wspomnienie psa, którego kiedyś znałeś? Wyślij chmurę prawdopodobieństwa i zobacz, jaki przyjmie kształt. Obrazy związane ze wspomnieniami są zamazane, przyćmione i subtelne, w przeciwieństwie do wyraźnych obrazów żywych stworzeń. Duch zmarłego psa również ukazuje się w bardziej subtelny sposób.

Czy kochasz innego psa? Wyślij częstotliwość miłości i sprawdź, jaki obraz odbierasz.

Jak wygląda ten pies? Podtrzymuj częstotliwość miłości w swoim ciele i przekonaj się, czy potrafisz wyraźnie zobaczyć tego drugiego psa. Wykorzystaj do tego wszystkie swoje zmysły: wzrok, smak, słuch, dotyk, a przede wszystkim węch!

Gdzie widujesz tego psa? Wyobraź sobie, że znajdujesz się w ciele psa. Podchodzi do ciebie twój ukochany pies. A teraz rozejrzyj się po swoim otoczeniu. Gdzie się znajdujesz? W czyimś domu? W parku? Na chodniku? Co widzisz? Jaka jest temperatura? Jaka jest pora dnia? Czy jesteś na spacerze? Czy masz założoną smycz?

Czy widujesz ją/jego wystarczająco często? Jak często się spotykacie? Czy czujesz się zadowolony, gdy nawiązujesz kontakt z tym drugim psem, czy też tej wizji towarzyszy uczucie tęsknoty?

Jak odbierasz koty? Wyobraź sobie, że podchodzisz do kota i obwąchujesz go. Zanurz nos w jego futrze. Jakie to uczucie?

Czy w twoim domu jest kot? Wyobraź sobie, że znajdujesz się w ciele psa, na odpowiedniej wysokości od podłogi. A teraz spójrz w górę. Jeśli w domu jest kot, najprawdopodobniej siedzi na krześle lub w jakimś innym miejscu nad twoją głową.

Jeśli tak, to czy zwykle przebywa w domu, czy na zewnątrz? Przeszukaj dom z perspektywy psa. Jeśli nie znajdziesz w nim kota, zajrzyj na podwórko z tyłu domu i spójrz w górę – być może na płot. Następnie wyjrzyj przed dom.

Jakiego koloru jest ten kot? Spróbuj zobaczyć go wyraźnie i zwróć uwagę na jego umaszczenie. Czy jego łapki są innego kolory niż reszta ciała? Jakiej jest rasy? Ma długie czy krótkie futro?

Jak nazywasz tego kota? Nie obawiaj się. Po prostu pozwól sobie na swobodne skojarzenia i zanotuj pierwsze słowo, jakie przyjdzie ci do głowy

Jaka jest twoja ulubiona aktywność? Wyobraź sobie, że znajdujesz się w ciele psa i jesteś niesamowicie szczęśliwy. Co robisz? Wykorzystaj swoje pięć zmysłów. Co znajduje się pod twoimi łapami? Jaki smak odczuwasz i jakie zapachy? Czy znajdujesz się w domu, czy też na zewnątrz? A może w wodzie lub w samochodzie? Co słyszysz? Jaka jest pora dnia? Czy są z tobą jeszcze jakieś inne zwierzęta?

Czy wystarczająco często angażujesz się w tę czynność? Poczuj szczęście związane z wykonywaniem ulubionej aktywności. A teraz wyślij częstotliwość tęsknoty. Jeśli tęsknota „dopasuje się” i powróci do ciebie dwa razy silniejsza, oznacza to odpowiedź „tak” – pies chciałby częściej robić to, co kocha.

Jakiego koloru jest twoje legowisko? Z wnętrza ciała psa, poczuj jak robisz się senny i wchodzisz do swojego legowiska. A teraz spójrz na nie. Jakiego koloru jest poduszka lub koc pod twoimi łapami?

W którym miejscu w domu najbardziej lubisz spać? Wyobraź sobie, że układasz się w swoim ulubionym miejscu. Czy to jest „psie legowisko”, czy też mebel należący do człowieka? W jakim jesteś pokoju? Gdzie z tej perspektywy znajduje się kuchnia? (Psy zawsze wspominają o tym, jaka odległość dzieli je od kuszących zapachów.) W jakiej odległości znajduje się najbliższy grzejnik lub piec? Jak mocno oświetlone jest to pomieszczenie? Co widzisz ze swojego miejsca i dlaczego tak je lubisz? Czy z tego punktu obserwacyjnego możesz patrzeć przez okno? Czy widzisz drzwi wejściowe? Czy widzisz ludzi przygotowujących posiłki w kuchni? Czy śpisz na łóżku swojego człowieka? Czy w domu są schody?

Czy masz jakąś pracę? Psy mają silne poczucie misji. Co jest najważniejszą aktywnością w twoim życiu? Możesz zadać bardziej konkretne pytania, wysyłając zwierzęciu mentalne obrazy związane z szukaniem, ratowaniem albo pracą terapeutyczną z dziećmi lub starszymi ludźmi. Jeśli masz do czynienia z psem policyjnym lub przewodnikiem dla niewidomych, możesz go zapytać o dowolny aspekt jego pracy, wysyłając mu strumień konkretnych hologramów kwantowych.

Jaka jest twoja relacja z opiekunem? Z perspektywy psa spójrz w górę i zobacz, jak podchodzi do ciebie twój człowiek. Jak się czujesz?

Jakie zachowanie twojego opiekuna cię denerwuje? Stwórz uczucie frustracji w ciele zwierzęcia. Co takiego chciałbyś dostać, ale nie dostajesz? Co takiego robi ten człowiek, czego nie lubisz? Gdybyś mógł do niego przemówić i mu to wyjaśnić, co byś mu powiedział?

Myślę, że już rozumiesz na czym polega zadawanie pytań zwierzęciu. Oto lista dodatkowych pytań do twojego psiego przyjaciela. Rozwinę tylko jedno z nich, które dotyczy ciąży.

Czy kochasz jakieś inne zwierzę, które nie jest psem?

Jak wygląda to zwierzę lub człowiek?

Jak je nazywasz?

Czym zajmuje się twój opiekun?

Jaki jest twój ulubiony człowiek, oprócz twojego opiekuna?

W jakim wieku jest ta osoba?

Jaki ma kolor włosów?

Jak się czujesz z dziećmi?

Czy miałaś kiedyś szczenięta? Poczuj ciężkość w swoim brzuchu. Aby dowiedzieć się, czy suczka miała kiedyś młode lub chciałaby mieć, wyślij jej uczucie bólu związanego z porodem. Jeśli go doświadczyła, uczucie to powróci do ciebie wzmocnione. Przyjmując jej perspektywę, rozejrzyj się wokół swoich łap. Jesteś tuż po porodzie. Ile widzisz szczeniaków? Ile miałaś miotów?

Czy chciałabyś mieć szczeniaki lub ich substytut (kocięta albo wypchane zwierzęta)? Wyobraź sobie, że znajdujesz się w ciele suki i patrzysz na swoje szczenięta jej oczami. Co do nich czujesz? Wyobraź sobie, że nosisz w pysku maskotki i gromadzisz zabawkowe szczeniaki. A teraz zwizualizuj sobie, że opiekujesz się kotami zamiast własnymi szczeniętami. Czy czujesz się dobrą matką? Czy koty są bezpieczne pod twoją opieką?

Co widzisz na swoim ulubionym spacerze?

Jak twój opiekun reaguje na twoje kontakty z innymi psami?

Co cię złości?

Co cię przeraża?

Czy coś cię boli? (W kolejnych rozdziałach szczegółowo omówię zagadnienie medycznego gestaltu.)

Pytania do kota

Jaki jest cel twojego życia na ziemi? Czy możesz pokrótce opisać rolę kotów w ludzkiej ewolucji? (Tylko żartuję…)

Jakie jest twoje ulubione jedzenie? Wyobraź sobie, że kot je coś, co ogromnie mu smakuje, nawet jeśli dla ciebie to jest coś dziwnego. Jeśli poczujesz, że chrupiesz przepyszne kości myszy lub jaskółki, będzie to najlepsze potwierdzenie, że udało ci się nawiązać autentyczne połączenie. Im bardziej uzyskana wizja różni się od twojej własnej, tym większy osiągnąłeś sukces.

Czy wychodzisz na zewnątrz? Wyobraź sobie, że wspinasz się na drzewo, gonisz za ptakami, skradasz się w ogrodzie i wskakujesz na mury. Czy w nocy widzisz nad sobą gwiazdy, czy jesteś zamknięty w domu? Czy pod twoimi łapami jest trawa, czy dywan? Czy na swoim grzbiecie czujesz słońce, czy sztuczne światło? Jeśli kot przebywa na zewnątrz, możesz poczuć wiatr w jego wąsach, zapach róż oraz sosen albo zobaczyć motyle. Znajdziesz się w niebiańskim raju ptaków, owadów, a być może nawet gryzoni, za którymi gonisz.

Jeśli nie wychodzisz na zewnątrz, czy chciałbyś to robić? Ponownie, wyślij kotu wizję wszelkich pokus zewnętrznego świata w przeciwieństwie do wizji bezpiecznego życia polegającego na spaniu na łóżku lub kanapie.

Czy polujesz? Wspaniały, dziki świat polującego kota jest nieustanną przygodą i wyczekiwaniem. Nawet, jeśli twój Mruczek wydaje się niewinną, miękką kulką przesiadującą na twoich kolanach – nie daj się zwieść. Kot jest najbardziej skomplikowaną maszyną do zabijania, jaką stworzył Bóg. Jego ekscytacji związanej z polowaniem nie da się porównać do żadnego uczucia, jakiego doświadcza człowiek.

Na jakie zwierzę najbardziej lubisz polować (w domu lub na zewnątrz)? Większość kotów ma pewne preferencje odnośnie swoich ofiar. Istnieje ogromna różnica między kotem polującym na myszy a kotem polującym na ptaki. Ten drugi musi skakać, uganiając się za latającymi, pierzastymi kulkami, a ten pierwszy pokaże ci zakamarki w drewnianych podłogach lub nawet krety w ogrodzie, gdzie poczujesz bogaty, silny zapach ziemi. Niektóre koty są doskonałymi łowcami i lubią polować zarówno na gryzonie, jak i na ptaki. Podobnie jak konie, które również można podzielić na dwie kategorie (ponieważ niektóre z nich kierują swoją uwagę głównie na ziemię, a inne na niebo), większość kotów woli jednak polować na zwierzęta lądowe lub latające.

Czy jesteś jedynym kotem w domu? Rozejrzyj się i „zobacz”, czy nie ma tam innego kota.

Gdzie znajduje się najbliższy kot i jaki ma kolor? Koty są bardzo zainteresowane sobą nawzajem. Twój kot doskonale zdaje sobie sprawę z tego, gdzie mieszka najbliższy kot – nawet jeśli wydaje się nie zwracać na niego uwagi.

Jak się czujesz z innymi kotami? Czy chciałbyś być jedynym kotem? Wyślij kotu myśl o posiadaniu kociego towarzysza i sprawdź, jaka emocja do ciebie powróci. Jeśli masz kilka kotów, możesz zapytać każdego z nich, jak się czuje z pozostałymi, wysyłając im obrazy poszczególnych kotów, a następnie łagodnie i uważnie przyglądając się emocjom oraz subtelnym wrażeniom, które odbierasz.

Jaka jest twoja ulubiona aktywność? Wyślij kotu uczucie czystej radości. Co przynosi mu taką przyjemność?

Czy odczuwasz ból w swoim ciele, a jeśli tak, to gdzie? Opiszę to zagadnienie szczegółowo w kolejnych rozdziałach (w których przeprowadzę cię przez bardzo skrupulatny, „medyczny gestalt”). W tym momencie musisz tylko wiedzieć, że ból w ciele zwierzęcia przyciągnie twoją świadomość niczym magnes. Obolała część ciała wciąż będzie przyciągać twoją uwagę, nawet jeśli będziesz próbował kierować ją ku innym miejscom.

Co mógłby zrobić twój służący-opiekun, abyś był bardziej zadowolony? Wszyscy w głębi duszy wiemy, że psy mają „właścicieli”, a koty „służbę”. Koty są całkowicie samowystarczalne i nie potrzebują ludzi. Jeśli masz to szczęście, że w twoim domu mieszka kot, który wybrał cię na swojego towarzysza, dziękuj swojej szczęśliwej gwieździe. Musisz być wspaniałą osobą, skoro zasłużyłeś sobie na ten zaszczyt. Wyślij kotu uczucie frustracji, a następnie prześlij mu obraz samego siebie. Wyobraź sobie, że desperacko próbuje ci coś powiedzieć, ale do tej pory nie zwracałeś na to uwagi. Zapytaj go w myślach – Gdybyś mógł mi przekazać, co mogłoby bardziej cię uszczęśliwić, to co byś mi powiedział? A następnie wysłuchaj go. Stwórz przestrzeń na przyjęcie informacji. Usiądź spokojnie ze swoim ukochanym kotem, wycisz umysł i udawaj, że zwierzę może do ciebie „przemówić”. Naprawdę może to zrobić. Nauczysz się porozumiewać z kotami dopiero wtedy, gdy będziesz praktykować bezwarunkową miłość oraz spokojną, pełną czułości ciszę. Są to najcichsze zwierzęta ze wszystkich Bożych stworzeń. Przemówią do ciebie, gdy się wyciszysz.

To bardzo ważne, abyś po zakończeniu rozmowy wyobraził sobie, jak most Lumensilta zanika. Wodospad lśniących, białych gwiazd spływa na zwierzę i tworzy wokół niego energetyczną osłonę. Teraz zwierzę staje się niezależne i całkowicie odłączone od twojego pola energii. Potwórz ten proces, wyobrażając sobie, że na ciebie również spływa wodospad krystalicznej, lśniącej energii. Przyjmuje on formę kuli, która cię otacza i ma wyraźne granice – twarde niczym szkło. Teraz jesteś chroniony i autonomiczny. Nie będziesz nosił w sobie niepokoju ani bólu zęba zwierzęcia, a ono również niczego od ciebie nie przejmie. Następnie podziękuj mu za to, że pozwoliło nawiązać z nim kontakt i spełnij jego życzenie. To najważniejszy krok. Natychmiast pójdź i kup mu jedzenie lub zabawkę, o którą poprosiło i przekaż opiekunowi, aby od razu wprowadził upragnione przez zwierzę zmiany. W ten sposób zachęcisz je, aby w przyszłości częściej z tobą rozmawiało, a ono przekona się, że ludzie nie są głupi ani niewrażliwi, jak mogło mu się wcześniej wydawać. Co najważniejsze – twoje działania przyczynią się do zbudowania zaufania zwierzęcia, które zrozumie, że może porozumiewać się z ludźmi i zostać wysłuchane.

Opatrz datą swoje zapiski i zachowaj je. Opiekun zwierzęcia nie zawsze od razu zidentyfikuje wszystkie twoje intuicyjne wrażenia. Być może jednak, po tygodniu, miesiącu lub nawet po roku, potwierdzi – Tak, już wiemy, kim była Christine! Albo – Tak, prześwietlili konia i odkryli, że nie miał problemów z biodrem, ale z kręgosłupem. Zaznacz wszystkie trafne odpowiedzi i zatańcz taniec zwycięstwa przy każdej z nich. Co najważniejsze – czytaj uważnie, bo to bardzo ważna sprawa – chcę, żebyś wykrzyczał „Hura!” za każdym razem, gdy okaże się, że miałeś rację!

W następnym rozdziale udzielę ci kolejnych instrukcji na temat wysłuchiwania kotów – podobnie jak orangutanów, gepardów, słoni, psów oraz koni. Napiszę także więcej o odróżnianiu własnych myśli i uczuć od tych, które faktycznie pochodzą od zwierząt.

 


ROZDZIAŁ CZWARTY

Lumensilta

Słuchanie z miłością

 

Nic się nie wydarzy, dopóki coś się nie poruszy.
– ALBERT EINSTEIN

KOT, KTÓRY JADŁ PRZEŚCIERADŁA

Jeden z moich najbardziej niezwykłych odczytów dotyczył dwóch kotów – Mavis i Harveya – które mieszkały w West Hollywood z dwoma gejami. Gdy jeden z „ojców” zamówił domową wizytę, poprosiłam go o opis umaszczenia kotów. Powiedział, że Mavis jest czarna, a Harley „ceglasty”. Wkrótce przekonałam się, że to był rudy, pręgowany kot – prawdziwa Honda Civic wśród kotów.

Nawiązałam mentalny kontakt z Mavis jadąc przez kanion do West Hollywood. Zwykle nawiązuję kontakt ze zwierzętami przed każdą domową wizytą. Chcę się przekonać, czy uda mi się połączyć z nimi telepatycznie, zanim je poznam.

Pewna wyjątkowa istota pomogła mi opanować tę umiejętność. Był to tygrys, który mieszkał w McCarthy Wildlife Sanctuary w południowej Florydzie – azylu dla dużych kotów. Owego dnia, na długo przed moim osobistym spotkaniem z tygrysami, towarzyszyła mi kamera NBC Nightly News. Zanim dotarliśmy na miejsce, nawiązałam kontakt mentalny z tymi zwierzętami, żeby dowiedzieć się, co chcą przekazać ekipie. Nie miałam do dyspozycji żadnych zdjęć – działałam zupełnie w ciemno. Już wcześniej wypróbowałam tę metodę, ale nie byłam wtedy pod tak wielką presją. Przenosiłam swoją świadomość od klatki do klatki, zapoznając się z tygrysami i sprawdzając, jak będę się czuła, gdy się do nich dostroję.

Pierwszy młody tygrys przekazał mi – Najstarszy tygrys miał niedawno operację na zębie. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał przez to przechodzić. Kolejne duże koty, na których się koncentrowałam, powtórzyły dokładnie tę samą historię. Poziom lęku u wszystkich osobników przyprawiał mnie o mdłości. Wszystkie martwiły się o swojego króla – samca alfa – oraz o jego bolące zęby. Gdy poprosiłam młodsze tygrysy, aby pokazały mi, o jaki ząb chodzi, poczułam ostry ból w swoich górnych trzonowcach po lewej stronie.

Przed kamerą, bardzo zestresowana, dałam się porwać swojej intuicji niczym kosmicznemu napędowi rakiety. Wygłosiłam swoją diagnozę prosto do kamery, wskazując, które zęby bolą tygrysa. Po przybyciu do rezerwatu spotkałam się ze wszystkimi młodszymi tygrysami, które powtórzyły mi tę samą opowieść. Cierpienie ich wspaniałego króla było dla nich sprawą najwyższej wagi.

Gdy w końcu podeszłam do wybiegu Rajy, najstarszego tygrysa, zrozumiałam, dlaczego tak bardzo się o niego martwili. Z górnej wargi tego najbardziej olśniewającego tygrysa na świecie kapała krew. Opiekun wyjaśnił, że Raja ma nieoperacyjnego guza w przewodach nosowych, więc weterynarze usunęli mu górnego, lewego trzonowca, próbując wyciąć również narośl. Niestety NBC Nightly News nigdy nie pokazało tego nagrania – na nieszczęście dla mnie i wszystkich kotów na świecie, którym mogłoby ono pomóc –  a mój kochany Raja ostatecznie został pokonany przez nowotwór, zanim zdążyliśmy opowiedzieć jego historię. Miałam nadzieję, że ten mistrz nauczyciel tygrysów zostanie gwiazdą najważniejszego, amerykańskiego programu informacyjnego, który udowodni całemu światu, że koty myślą, czują i komunikują się telepatycznie z ludźmi, ale moje marzenie się nie spełniło. Raja dołączył do aniołów w rok po naszym spotkaniu. Byłam zrozpaczona. Przekazał mi jednak ważną życiową lekcję – nauczył mnie ufać samej sobie – a jego duch na zawsze pozostanie w moim sercu.

. Wróćmy jednak do dnia, w którym miałam rozmawiać z małymi kuzynami tygrysów – kotami domowymi, które tak wielu z nas trzyma w swoich mieszkaniach. Jak pisałam, dostroiłam się do Mavis, jadąc samochodem do jej domu w West Hollywood. Była w środku i czekała na mój przyjazd. Jej Animalogos przypominał szorstki głos starej aktorki, która spędziła całe życie w teatrze. Poinformowała mnie, że jednego z mężczyzn nazywa „Ojcem” a drugiego „Tatą”. Potem wysłała mi zapis kwantowy Włoszki z dużymi, ciemnymi lokami, która przychodziła od czasu do czasu ugotować makaron, a którą traktowała jak matkę. Nie nawiązałam kontaktu z Harveyem przed przyjazdem do mieszkania Taty i Ojca, więc nie zdziwiło mnie, że zaraz po moim wejściu uciekł i schował się pod kanapą. (Nawet najbardziej nieśmiałe zwierzęta rzadko się ukrywają, jeśli wcześniej nawiążę z nimi kontakt mentalny). Gdy usiadłam na kanapie, Harvey nadal nie wychodził z ukrycia, ale Mavis „przemówiła” do mnie.

Przychodzi tu mężczyzna o blond włosach. Jest bardzo ekstrawagancki, głośny i puszcza zbyt głośną muzykę!

Powtórzyłam to mężczyźnie, którego kotka nazwała Ojcem.

To nasz przyjaciel, który opiekuje się domem pod naszą nieobecność. Był tutaj przez weekend. Wyjechał zeszłej nocy – potwierdził „Ojciec”, chichocząc. – Jest dość głośny i faktycznie słucha hałaśliwej muzyki.

Dostrajając się dalej do Mavis, usłyszałam:

Niedawno umarła babcia. Jej duch odwiedza mój dom. Była pianistką i uwielbia muzykę, którą puszczają moi ojcowie. (Z wieży stereo dobiegały ciche dźwięki pięknej muzyki New Age.)
Który z was miał babcię pianistkę? – zapytałam mężczyzn. – Babcia jest w tym domu. Mavis mówi, że babci podoba się wasz gust muzyczny.
– Kiedy zmarła?
Rok temu – odpowiedział Ojciec.
–  Kto jeszcze tu przychodzi, Mavis? – zadałam jej pytanie w myślach.
Sporo dzieci, a wśród nich starszy chłopiec i młodsza dziewczynka, która nosi sukienki w kwiatki oraz kapelusze. Nie przypadam za tym chłopcem. Nosi luźne, śmieszne ubrania. (Pokazała mi czteroletnią dziewczynką i siedmioletniego chłopca oraz sporo zamieszania.)

Przekazując wiadomość mężczyznom, zapytałam:

Czyje to są dzieci?
Mojej siostrzenicy i siostrzeńca – odpowiedział Ojciec.

Mavis pokazała mi mnóstwo dziecięcych stóp ze swojej kociej perspektywy.

Sporo ich! – powiedziałam.
Czworo – zaśmiał się Ojciec.
Powiedz mu, że kocham jego matkę. Chciałabym, żeby tu z nami mieszkała. Zbyt rzadko ją widuję – poskarżyła się Mavis, a ja przekazałam opiekunom jej skargę.

Namówienie Harveya, żeby wyszedł spod kanapy zajęło mi trochę czasu. Był wspaniały – miał futerko w delikatnym kolorze karmelu i szampana, jak prawdziwy rudzielec. Miał piękne, umięśnione ciałko, ale był nieśmiały, niezdarny, długonogi i milczący, niczym młody Jimmy Stewart[21]. Zapytałam go, czy potrzebuje opieki medycznej.

Potrzebuję więcej zieleniny. I więcej oleju oraz masła. Jest mi zbyt sucho. I chcę więcej brokułów – wtrąciła się Mavis.

Przekazałam jej żądania opiekunom i zwróciłam uwagę na to, że Mavis wtrąca się i nie pozwala Harveyowi odpowiedzieć.

Przecież wczoraj dałem jej brokuły! – wykrzyknął Tata.

Animalogos Harveya zabrzmiał w mojej głowie głosem wymizerniałego Brytyjczyka.

Mam niski poziom żelaza i niedobór wapnia. Mam zaparcia i potrzebuję więcej zieleniny – powiedział Harvey.

Zasugerowałam „ojcom”, aby spróbowali wymieszać świeże mięso, tran, masło, cukinię, groszek i brokuły z jego puszkowanym jedzeniem. Jeden z mężczyzn poprosił, abym zapytała Harveya, dlaczego jest taki płochliwy.

Nie znoszę hałasu, który dochodzi z ulicy – odpowiedział. – Nie mogę nawet znaleźć ukojenia na balkonie z powodu tych samochodów. W naszym starym domu było cicho, a ja mogłem sobie siedzieć na trawie i wąchać kwiatki, relaksując się w słońcu. Nie podoba mi się tu. Nie lubię dzieci.
Od jak dawna tutaj mieszkacie? – zapytałam go.
Dwa lata – odpowiedział.

Ojcowie potwierdzili, że faktycznie mieszkają tam od dwóch lat. Tata chciał wiedzieć, czy Harvey doświadczył przemocy, zanim do nich trafił. Harvey pokazał mi smutne wspomnienia związane z przedwczesnym opuszczeniem swojej kociej matki – jak walczył o pokarm i był najsłabszy w miocie. Zabrano go od matki i sióstr, co złamało mu serce. Pokazał mi zatłoczoną ulicę, która go przerażała. Wyczułam również ból w jego prawym biodrze i w opuszkach tylnej, lewej łapy, co wskazywało, że został uderzony. Dzieci rzucały w niego przedmiotami i ciągnęły za ogon. To były dla niego bardzo bolesne wspomnienia, o których wolałby zapomnieć.

Gdy przekazałam te przykre wieści opiekunom, Ojciec potwierdził, że ten okropny opis przypomina poprzedni dom Harveya. Zasugerowałam, aby postawili na balkonie skrzynkę na kwiaty.

Dlaczego Harvey i Mavis tak zażarcie walczą ze sobą? – zapytał Tata. – To nie zdarza się często, ale nieraz walczą niemal na śmierć i życie.
Kto zaczyna? – zapytałam.
Wcześniej zaczynała ona, a teraz on – odpowiedział Tata.

Harvey pozwolił mi poczuć swoje poniżenie związane z wrogim nastawieniem Mavis.

Ciągle mnie przezywa – poskarżył się.
Ona go prowokuje – powiedziałam mężczyznom. – Może wyglądać zupełnie niewinnie, ale przezywa go, gdy przechodzi obok.

Mavis nie mogła się powstrzymać.

On jest leniwą ofermą. Bezużytecznym mięczakiem – wypaliła, potwierdzając słowa Harveya.
A ona jest aroganckim, apodyktycznym babsztylem! – odparował Harvey.

Kot podrzucił mi różne obrazy: w poprzednim domu każde z nich miało swoje terytorium, a gdy przenieśli się do nowego mieszkania, kotka chciała zagarnąć wszystko dla siebie. Harvey chował się przed nią gdzieś wysoko (przeważnie w szafie na pościel), ale gdy go znajdywała, krzyczała, żeby zszedł na dół. To wszystko skłoniło Tatę do zadania pytania za milion dolarów:

Dlaczego Harvey wygryza dziury w naszej pościeli? Co kilka miesięcy musimy kupować nową. Naprawdę „zjada” naszą pościel i koszule! Czy to mu nie szkodzi?
Nic dziwnego, że potrzebuje masła, żeby je przełknąć – zaśmiałam się.
O co chodzi z tą pościelą? – zapytałam Harveya.

Sprawdziłam, czy nie ma innych problemów dietetycznych, ponieważ lizanie wełny i plastyku może wskazywać na niedobory minerałów. Wysłał mi obraz, jak leży zawinięty w prześcieradła swoich ojców niczym w swoją kocią mamę.

To problem terytorialny – przekazałam mężczyznom. – Co robicie ze zniszczonymi prześcieradłami?
Wkładamy do jego legowiska! – opowiedział Tata, z szeroko otwartymi oczyma ze zdziwienia. – Nie mamy innego wyboru, bo nie nadają się do użycia.
To wiele wyjaśnia – zaśmiałam się. – Gdy wygryza dziurę w prześcieradle, dajecie mu je na własny użytek i to jest jedyna rzecz, której nie musi dzielić z Mavis. Spróbujcie mu dać swoje koszulki i pościel, którą zniszczył. Zróbcie z nich specjalne posłanie dla niego i pozwólcie mu robić z nimi, co tylko zechce. Powiedzcie: „To twoje, Harvey”. Wskażcie na prześcieradła, które kupiliście dla siebie i powiedzcie: „To nasze, nie twoje. Ty masz swoje”. Jeśli zapewnicie mu jego własne terytorium, być może przestanie kraść wasze.

Mężczyźni zgodzili się spróbować, a Tata zapytał:

Co mamy zrobić, żeby koty nie walczyły ze sobą? Strasznie przy tym krzyczą.

Gdy zapytałam Harveya o bójki, wysłał mi hologramy kwantowe Mavis, która mu dokucza. Przekazał, że jest przez nią zdominowany, zawsze jej ustępuje i nigdy jej nie uderzył.

Jest dużo od niej większy i mógłby jej spuścić manto, gdyby tylko chciał. Powiedzcie mu, żeby pacnął ją raz a dobrze, a Mavis w końcu odpuści – powiedziałam.

Mentalnie zademonstrowałam Harveyowi, że musi uderzyć Mavis w pyszczek. (Tylko w formie ostrzeżenia – ze schowanymi pazurami.)

Nie chcę jej skrzywdzić! – powiedział.

W tym momencie Mavis zerwała się z miejsca i obrażona wyszła z pokoju.

O matko! Mavis nie spodobał się ten pomysł! – wykrzyknął Tata.

Harvey, nie musisz jej robić krzywdy, spraw tylko, żeby cię szanowała – przekonywałam pantoflarza. – Musisz się jej postawić i pacnąć ją, gdy będzie cię terroryzować. Jeśli tego nie zrobisz, nie będziesz miał swojego terytorium.

Wzmocniłam wizję, w której w zdecydowany sposób uderza ją łapką w nos. Z nadzieją, że poczyniłam w tej kwestii pewne postępy, poprosiłam Mavis o jakieś poufne informacje w innych sprawach.

Ojciec chce zmienić zawód. Powiedz mu, że nowa praca będzie dla niego lepsza. Przekaż mu, żeby się nie bał. Odniesie znacznie większy sukces niż teraz.

Gdy podzieliłam się tą przepowiednią, Ojciec niemal spadł z krzesła. Potwierdził, że właśnie otrzymał nową ofertę pracy.

Nie doceniają go tam, gdzie teraz pracuje – wyjaśniła Mavis.  – Ma bardzo apodyktyczną szefową, która robi mu problemy.

Wysłała mi obraz wysokiej, ciemnowłosej, „męskiej” kobiety. Opisałam ją, a wtedy Tata zaśmiał się głośno.

To mężczyzna, który jest gejem – powiedział, a jego oczy błyszczały wesoło.

Wyjaśniłam mu, że zwierzęta często mylą się w tej kwestii, ponieważ trudno im rozróżnić tę energię.

Wokół Ojca jest zbyt wielu ludzi, którzy pozbawiają go energii i zmuszają do mówienia – kontynuowała Mavis.

Pokazała mi wówczas jego gardło i wysłała doznanie bólu.

Energia wycieka i jego głos się męczy. On nie jest taki rozmowny jak Tata. Ojciec jest cichy i wrażliwy. Nie musi pracować całymi dniami z tymi wszystkimi okropnymi ludźmi.

Pokazała mi rozgadane, próżne kobiety siedzące na krzesłach. Nie mogłam się powstrzymać i zadałam Ojcu pytanie:

Jaką pracę wykonujesz?
Jestem fryzjerem – odpowiedział.

W tym momencie Mavis zaczęła dzielić się swoimi przewidywaniami na temat jego przyszłości – wspomniała o zmianie kariery i awansie, a nawet wskazała pewne ramy czasowe.

W październiku będzie miał już zapewnioną nową pracę, a w styczniu dostanie awans. Pojawią się też nowe oferty. W ciągu dwóch lat będzie odpowiadał za drukowane lub telewizyjne reklamy.

Pokazała mi wizję drzewa, które rośnie wysoko, a następnie rozpościera gałęzie w wielu kierunkach.

Mimo swojej introwertyczności Ojciec jest bardziej kontaktowy niż Tata, więc ten rodzaj pracy będzie mu bardziej odpowiadał.

Mężczyźni potwierdzili tę informację.

– Ojciec również pojawi się na ścieżce kariery Taty – będzie układał fryzury osobom występującym w reklamach lub programach telewizyjnych – kontynuowała Mavis swoje przewidywania.

Ojciec był zachwycony tą wiadomością

To byłoby wspaniale! Zawsze chciałem to robić.

Podziękowałam Mavis za rozmowę i pożegnałam się z Harveyem, udzielając mu na koniec jeszcze jednego, krótkiego wykładu na temat dbania o siebie – chciałam go zmobilizować do tego, żeby postawił się Mavis, grożąc jej swoją małą, futrzastą łapką.

Nie będę udawać, że wiem, w jaki sposób zwierzęta przewidują naszą przyszłość. Nie wszystkie potrafią to robić. Większość zadowala się rozmowami o kanapkach z kurczakiem oraz przejażdżkach samochodem. Gdy jednak spotykam takiego wróżbiarza, wysłuchuję go, a potem czekam i sprawdzam, czy jego przepowiednie się spełniły. Przypuszczam, że część zwierząt, z którymi rozmawiam – ich duch lub coś, co nazywam Mówcą – ma znacznie szersze spojrzenie na ludzkie życie niż my, ponieważ brakuje nam dystansu. Poza tym, koty zwykle widzą znacznie więcej niż ludzie.

Ale to nie Mavis najbardziej mnie zaskoczyła, tylko Harvey. Kilka dni później odebrałam telefon od jednego z podekscytowanych opiekunów, który powiedział, że widział na własne oczy, jak Harvey się zbuntował – po raz pierwszy w życiu. Mavis krzyczała na niego, jak zawsze, ale tym razem, zamiast uciekać i chować pod kanapą, Harvey odwrócił się i uderzył ją łapką w pyszczek. Jedno takie uderzenie zdziałało cuda. Mała jędza już więcej go nie dręczyła!


Książkę możesz kupić w naszej księgarni internetowej >> BIAŁY WIATR


Copyright © 2016 for Polish edition by Wydawnictwo Biały Wiatr

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana, ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych, bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.