Najważniejsza odpowiedź 2


Od tłumacza

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku,

Masz oto przed sobą kolejny zbiór wykładów charyzmatycznego mówcy i nauczyciela współczesnej duchowości, jakim jest MATT KAHN. Zbiór szczególny, bowiem obejmuje okres, w którym w życiu Autora zaszło wiele zmian.

Pierwszy z prezentowanych wykładów, Karmiczny Powrót, jest równocześnie jednym z ostatnich jakie wygłosił, pracując z Julie Dittmar. Ich wspólna droga, w naturalny sposób, dobiegła końca…i stała się początkiem nowego etapu życia dla każdego z nich.

Blisko dwa lata temu Matt ożenił się z miłością swojego życia, piękną kobietą o imieniu Alexandra.

W każdym z rozdziałów – wykładów – znajdziesz ślady Jego osobistej podróży, dostrzeżesz jak zmieniał się jako człowiek i jako mężczyzna oraz jakie wydarzenia miały na to wpływ. Autentyczność i otwartość z jaką Matt mówi o sobie godne są największego uznania.

Przede wszystkim jednak jest to dla Ciebie, Czytelniczko, Czytelniku dalszy ciąg „rozbrajania” przebrzmiałych paradygmatów, aktualizacja map ścieżek rozwoju osobistego oraz możliwość spojrzenia z nowej perspektywy na wiele aspektów swojego życia.

Za każdym razem, kiedy pojawia się nowy wykład Matta, zastanawiam się czy znów mnie czymś zaskoczy… i zawsze Mu się udaje!

Ten wizjoner mówi wprost, lecz w wielką wrażliwością i szacunkiem dla słuchacza. Choć ujawnia to, co często chcemy ukryć, sztuczki naszego ego… chociaż żartuje sobie z wielu naszych nawyków czy zachowań, ZAWSZE widzi w człowieku przede wszystkim to, co pragnie być zobaczone, uznane, uszanowane i ukochane bardziej… nie mniej.

Słuchanie i czytanie słów Matta Kahna jest jak odżywczy eliksir, który niesie ulgę spragnionemu sercu.

Sam Autor często powtarza – nie staraj się zrozumieć tego, co słyszysz (lub czytasz), skup się na swoich odczuciach. Jeśli czujesz się lepiej, to znaczy, że to jest dla ciebie.

Intencją, jaka towarzyszyła mi przy pracy nad książką jest to, żeby informacje oraz energia w niej zawarte stały się kluczem otwierającym serca i poszerzającym świadomość czytających, a także darem, który codziennie będzie wzbogacał ich życia i związki.

Podobnie jak w Części Pierwszej, również i tu chcieliśmy jak najwierniej zachować styl mówienia Matta, przekazać Jego poczucie humoru, skłonność do czynienia dygresji… stąd też nie poddaliśmy tekstu zbyt gruntownej obróbce. Mamy nadzieję, że to przydaje książce jeszcze bardziej unikalnego charakteru.

Wielkie podziękowania należą się, jak poprzednio, Panu Chrisowi Wytrwal, który dokonał fantastycznej transkrypcji wykładów publikowanych na kanale YouTube, co ogromnie usprawniło całe tłumaczenie.

Dla mnie osobiście to wielki honor, że mogłam przyczynić się do powstania tej książki i ułatwić polskiemu Czytelnikowi poznanie Matta Kahna oraz Jego Rewolucji Miłości.

Dziękuję Wydawnictwu Biały Wiatr, że stworzyło mi taką możliwość.

Jak mówi Matt: ALL FOR LOVE – DLA MIŁOŚCI WSZYSTKO.

Monika Anna Kowalska
tłumaczka

 

Karmiczny powrót

Portland, OR, opublikowano 16. maja 2017

Dzisiejszy wykład nosi nazwę „Karmiczny powrót”. To jest nauczanie, którym zajmiemy się przez jakiś czas przede wszystkim dlatego, że ludzie na wiele różnych sposobów rozumieją słowo „karma”, a ja chcę się podzielić z wami tym, czego sam dowiedziałem się od Wszechświata. Jednak najważniejsze jest to, że karmiczny powrót opisuje tak naprawdę, w jaki sposób energetycznie wrażliwe osoby przechodzą przez proces przebudzenia. I jest to ważne dlatego, że osoby wrażliwe energetycznie przechodzą proces przebudzenia zupełnie inaczej niż osoby narcystyczne.

Na tym świecie istnieją dwie podstawowe struktury ego oraz, rzecz jasna, wszelakie kombinacje tych dwóch. Takie „zestawy firmowe”. Ale generalnie, mamy ego narcystyczne, które nazywam również „ego z poczuciem wyższości”. Jest to taka struktura, która karmi się myśleniem, że jest lepsza od innych… dąży do tego, żeby być lepsza od innych na drodze rywalizacji, co oczywiście powoduje, że gdy zatracamy się w rywalizacji, ograniczamy naszą zdolność do współpracy. Albo będzie to osoba, która nie wie, jak czuć się dobrze ze sobą, dopóki nie postrzega innych jako gorszych od siebie w wyniku porównania. I sądzę, że nie potrzebujecie daleko szukać przykładów narcystycznych osobowości, żeby zrozumieć o czym mówię.

[publiczność się śmieje]

Połowa z was… jak pomyślicie o swoich ex–partnerach… jestem pewien [publiczność wybucha śmiechem], że przyjdzie wam do głowy – Tak, myślę, że znam narcyza. Bo wygląda na to, że sitkom, który Bóg uwielbia oglądać polega na tym – Połączmy osobowość narcystyczną i osobę wrażliwą energetycznie… i zróbmy z tego komedię. Cóż, to rzeczywiście zabawne do oglądania z daleka… ale nie do przeżywania. Skłonności narcystyczne przejawiają zazwyczaj ci ludzie z twojego świata, którzy skłonni są cię ranić lub zaniedbywać.

Tak więc mamy wyniosłe ego, narcyzm… i mamy także ego, które ma większość wrażliwych energetycznie osób, a które ja nazywam „ego z poczuciem niższości”. Takie ego jest strukturą, która karmi się przekonaniem, że jest kimś gorszym… w jakiś sposób mniejszym. Takie ego myśli, że jest gorsze niż niektórzy ludzie, jest onieśmielone, obawia się innych, chce być uznane i dostrzeżone, ponieważ boi się odrzucenia. Czy to brzmi znajomo? Ego z poczuciem niższości zazwyczaj wątpi w swoją intuicję, ponieważ żeby przetrwać MUSI się czuć źle.

Często to „gorsze ego” wkracza na duchową ścieżkę, bo po prostu próbuje poczuć się lepiej. Nie chce spotkać się z tym, jak ŹLE czuje się w głębi serca, a nie wie co z tym zrobić. Ciekawe jest to, że w starym paradygmacie duchowym nauczano tak, jakby istniała tylko jedna ścieżka prowadząca do przebudzenia z ego, albo jakby istniała tylko jedna podstawowa jego struktura. I ogólnie chodziło o, wiecie, poddanie się Źródłu większemu niż twoja wola, o poddanie się, wybaczenie i wszystkie te rzeczy. I co interesujące… nie, żeby to była nieprawda, ale całe to poddawanie się, puszczanie, wybaczanie czy akceptowanie… to jest doskonały sposób, żeby zreformować… narcyza. Ale kiedy jesteś osobą wrażliwą energetycznie, czy mówiąc inaczej masz ego z poczuciem niższości… to tak naprawdę jesteś – starając się przy tym najlepiej jak potrafisz – na niewłaściwej duchowej ścieżce. Czy to nie zdumiewające, że przychodzisz na tę planetę, nie znając konkretnego typu swojej drogi? Idziesz ścieżką, myśląc, że właśnie to i to masz robić i dziwisz się – Dlaczego mi nie wychodzi? Jak to? Muszę być do niczego! Jak wielu z was próbuje akceptować albo wybaczać, albo poddawać się… i nic się nie dzieje… dochodzisz więc do wniosku, że jesteś w tym do niczego. To dlatego, że w rzeczywistości nie jesteś na właściwej ścieżce.

Widzisz, narcyzm to bardzo przyziemna energia, która dopiero otwiera się na ogrom kosmicznego potencjału. Ty, jako energetycznie sensytywna dusza JUŻ przyszedłeś na ten świat, ucieleśniając kosmiczny potencjał. Nie jesteś tu po to, żeby wybudzać się z ego… ty budzisz się do bycia w ciele. W twojej podróży chodzi o pełne bycie w ciele. Już jesteś bezkresną ekspresją. I jesteś tu po to, żeby sprowadzić to do ciała… i być w świecie. O tym właśnie mówi KARMICZNY POWRÓT. Swego czasu obudziłeś się na bezmierny potencjał duszy, na to, że jesteś jednością ze źródłem energii. Wszedłeś na szczyt góry, niebo się otworzyło i zostałeś napełniony świadomością, że wszyscy jesteśmy jednym. Karmiczny powrót oznacza, że teraz musisz zejść z tej góry na dół. Musisz wrócić do wioski. Wrócić do świata. Wrócić do ciała. Wrócić do osobowości. Wrócić do… ego… o czym dalej będziemy mówić. Musisz wrócić do tych wszystkich rzeczy, które według ciebie przekroczyłeś w pierwszym etapie przebudzenia. Wrócić do świata jako przebudzona świadomość, żeby móc mu odzwierciedlić to, co będzie się budzić… a czym ty już jesteś, na poziomie globalnym.

Rozumiecie?

[Tak – odpowiadają uczestnicy].

To niesamowite, kiedy naprawdę zaczynasz widzieć, że – Och! Robiłem dotąd te wszystkie rzeczy, które nie są dla mojego konkretnego typu ego!

Bo kiedy jesteś narcyzem, uświadomienie polega na – Och, mój Boże! Na tej planecie oprócz mnie są jeszcze inni ludzie!

[publiczność chichocze]

Ci inni ludzie mają swoje potrzeby, wymagania i pragnienia. Oni wcale nie pracują dla mnie!

[śmiech publiczności]

Myślałem, że oni wszyscy pracowali dla mnie! A to dopiero! Jest zatem coś więcej, niż tylko moje potrzeby, wymagania i pragnienia! Na tym świecie istnieje cierpienie, dlatego powinienem coś zrobić dla innych. Tak więc zreformowany i „nawrócony” narcyz zaczyna rozwijać empatię, szerszą perspektywę i większe współczucie.

My zaś, jako osoby energetycznie sensytywne już to mamy. Ale jeśli idziesz starą ścieżką… jeśli robisz „narcystyczną reformację” – nadam temu taką nazwę [publiczność chichocze]… jeśli idziesz według starego paradygmatu duchowego… Chcesz wiedzieć po czym poznać, że w pewnym sensie jesteś na niewłaściwej ścieżce… i oczywiście, ktoś powie – Matt, ale przecież nie ma czegoś takiego jak zła ścieżka. Tak, rozumiem, że nie ma niewłaściwej ścieżki, ale jednak… JEST [publiczność się śmieje] i zaraz wam to udowodnię. Chcesz wiedzieć, jak poznać, że robisz właściwe rzeczy na niewłaściwej ścieżce duchowej? Stajesz się coraz bardziej sensytywny… co jest w porządku… ale z każdą chwilą bardziej niepewny i niespokojny. Zauważyłeś to? Stajesz się tak bardzo świadomy siebie, a jednak robisz się coraz bardziej niepewny. Dlaczego? Ponieważ osoba energetycznie sensytywna ma ego z poczuciem niższości. Takie ego musi czuć się źle z jakiegoś powodu, żeby utrzymać przy życiu swoją strukturę. Co oznacza, że jako osoba wrażliwa energetycznie nie budzisz się z iluzji… BUDZISZ SIĘ Z POCZUCIA BEZWARTOŚCIOWOŚCI. Nie budzisz się ze snu o iluzji, budzisz się z iluzji o byciu bezwartościowym. Prawdziwe wyzwolenie, kiedy jest ucieleśnione… to poczucie wartości, to BYCIE GODNYM. Godnym przyjmowania. Godnym, żeby być zadowolonym. Godnym, żeby być w pełni swojej mocy. Godnym, żeby mieć znaczenie. A jeśli idziesz według starego paradygmatu, słysząc to pomyślisz – Ojojoj, to brzmi jak ego…. I będziesz uważał, że właśnie wracasz do ego, wracasz do maya, do iluzji. A to nie tak. To są różne etapy przebudzenia. Nie możemy ukrywać się w naszych domach i starać się być wyzwolonym. Musicie wprowadzić swoją rzeczywistość przebudzenia do świata.

Tak więc, jako część karmicznego powrotu, chcę ci wyjaśnić na czym polega ścieżka energetycznie sensytywnej, przebudzonej duszy.

Każdy z nas jest komandosem Rewolucji Miłości. Zostałeś poproszony w niebie, żeby uczestniczyć w przebudzeniu tej planety jako istota, jako dusza, która już przeszła w niebie przez pierwszy etap przebudzenia. Pierwszym etapem przebudzenia jest przebudzenie umysłu. W starym paradygmacie istnieją pewne nauki, szczególnie te traktujące o nie–dualności – (tak na marginesie, są wspaniałe i pożyteczne) – które, starając się mówić o tym, że „nie istnieje umysł”, stają się bardzo… umysłowe.

[publiczność się śmieje]

To naprawdę dziwaczne… naprawdę…

„Nie ma umysłu!” Przede wszystkim… cóż, porozmawiajmy o tym przez chwilę. Wszystko jest energią Źródła. Powiedzenie, że „umysł nie istnieje” jest próbą zaprzeczenia, że umysł jest manifestacją energii Źródła. Jeżeli istnieje energia Źródła, istnieje również umysł, ponieważ umysł jest tym, czego energia Źródła doświadcza jako samej siebie. Zatem powiedzieć, że umysł nie istnieje, ponieważ istnieje tylko Źródło jest niczym na wpół upieczone przebudzenie. Jakby przebudzona była jedynie połowa twojego umysłu. To jak rozglądanie się dookoła i twierdzenie, że nie istnieje świat. Nooo… no, nie do końca… Istnieje energia Źródła i przybiera postać świata. Zatem, jeśli istnieje Źródło, istnieje i świat. Jeżeli jest Źródło, jest i świat. Jeżeli nie ma Źródła, nie ma świata. Więc powiedzenie, że świat nie istnieje, oznacza, że Źródło też nie istnieje. Źródło zawsze istnieje. Dlatego istnieje i umysł. A jedyne co ma znaczenie to to czy twój umysł jest przebudzony czy nie.

Przedziwne jest, kiedy ktoś mówi, „nie ma umysłu”, a to umysł jest tym, co wypowiada te słowa. To naprawdę dziwaczne. „Umysł nie istnieje”… mówi umysł. Energia Źródła istnieje i skoro istnieje energia Źródła, to WSZYSTKO ISTNIEJE. I wszystko jest Źródłem, a im bardziej jesteś z Nim zestrojony, tym bardziej przekształcasz swoje cechy w boskie przymioty, zamiast w przejawy ego.

Tak więc pierwszą rzeczą w procesie budzenia się z narcystycznej osobowości jest przebudzenie kosmicznego umysłu. Poszerzenie perspektywy – Istnieje świat większy niż moje własne potrzeby, chęci i pragnienia.

Takie wakacje od „ja, mnie, moje”.

Umysł ze swej natury jest bardzo męską energią, a w związku z tym, gdy go budzisz, to jest przebudzenie pierwiastka męskiego.

Jako osoby, dusze, energetycznie sensytywne… z przeszłych wcieleń w różnych inkarnacjach, już tego doświadczyliście i tylko o tym nie pamiętacie. Tym razem przyszliście na tę planetę po drugi etap przebudzenia, który polega na przebudzeniu serca, co z kolei jest energią żeńską. Oczywiście potem, jest też trzeci poziom – INTEGRACJA OBU PIERWIASTKÓW, który wydarza się w ciele i jest pełnym ucieleśnieniem mistrzostwa.

Nie pamiętacie przebudzenia umysłu, ponieważ w przeszłym życiu, gdy wybudziliście się w umysłu… umysł, który mógłby to pamiętać już nie istnieje. Wielu z nas już w dzieciństwie miało prawdziwie głębokie doświadczenia przebudzenia, ponieważ to tak, jakby twoja dusza próbowała ci przypomnieć – Hej, a tak przy okazji, masz już za sobą etap pierwszy. Ale nie usłyszeliśmy tej wiadomości i weszliśmy na ścieżkę duchową, nie zdając sobie sprawy, że umieściliśmy siebie z powrotem w pierwszym etapie. Próbujemy się poddać – O mój Boże! Uwalniam! Puszczam! Dlaczego to nie działa? BO TO NIE JEST DLA CIEBIE! Ty już posiadasz przebudzony umysł i właśnie dlatego pomyślałeś, że to dobry pomysł, żeby tu znów powrócić.

I wróciłeś jako komandos Rewolucji Miłości, co oznacza – Hej, damy ci szansę, żebyś pomógł w zmianie paradygmatu na Ziemi. Potrzebujemy takiego anioła jak ty, żeby pomógł podnieść wibracje planety. I będąc w niebie, wielu z nas pomyślało – Wiesz co, to fajny pomysł, chcę się do tego przyłączyć.

[publiczność chichocze]

No bo wiecie… jak długo można w kółko słuchać tych chórów anielskich? To znaczy… to jest piękne i w ogóle, ale po jakimś czasie… jestem pewien, że ta lista utworów, po prostu zaczyna się powtarzać…

[publiczność się śmieje]

Jestem pewien, że po ósmym Ave Maria, wiesz… zastanawiasz się czy nie można tego zrobić w jakiejś nowej wersji…

[uczestnicy chichoczą]

A wtedy, no wiesz, Wszechświat mówi – Słuchaj, jak chcesz nowej wersji, to musisz zejść na dół, na Ziemię, to tam są nowe wersje i remiksy.

[publiczność się śmieje]

O! Ziemia! To mi się podoba! Ziemia!

Przebudzenie – nowa wersja… remix.

[Matt i uczestnicy chichoczą]

I zostajesz poinformowany, że będziesz miał możliwość uczestniczyć w przebudzeniu świadomości. Ale zanim będziesz mógł obudzić świadomość, musisz najpierw zorientować się w jakim punkcie znajduje się zbiorowa energia. Więc, kiedy wyskakujesz ze spadochronem z nieba… lądujesz w takim mikrokosmicznym stadzie, gdzie poznasz zbiorową energię i mentalność, którą będziesz zmieniać. Zatem wpadasz do takiego stadka zwanego… „rodzina” [uczestnicy chichoczą], gdzie będziesz wychowywany przez, hmm… ciekawe osobowości… [publiczność wybucha śmiechem], fascynujące istoty… a w niektórych przypadkach… dzikie zwierzęta!

I jako energetycznie sensytywna dusza zaczynasz, na poziomie podświadomym, odczuwać komórkowe blokady i bariery, które twoja rodzina przechowuje w pamięci komórkowej swoich ciał, a które przekazywane były od wielu pokoleń poprzez DNA…. Czujesz blokady i przeszkody w ludzkich ośrodkach serca, i podświadomie zaczynasz się zastanawiać, co możesz zrobić, żeby poczuć z nimi ł?czno??? Bo przybywamy z?nieba, gdzie zawsze jeste?my po??czeniączność? Bo przybywamy z nieba, gdzie zawsze jesteśmy połączeni ze źródłem. Wchodzimy w tę zabawną małą fantazję i zastanawiamy się – Co muszę zrobić, bo nie czuję się połączony. Podświadomie zaczynamy mieć przekonanie, które mówi – Żeby bardziej mnie lubili, muszę być do nich bardziej podobny. I zaczynamy kopiować ich komórkowe ślady i piętna do swojego ciała. Ten proces nazywa się „tworzeniem uwarunkowania”.

A potem zaczynamy dopasowywać się do ich wibracji, myśląc „jeśli będę do nich bardziej podobny, będą mnie bardziej lubić”. Dopasowujemy się do ich poziomu braku poczucia własnej wartości co sprawia, że faktycznie nie możemy przyjąć miłości, jaką mogą nam ofiarować, ponieważ już nie czujemy się jej godni.

Przyjmujemy na siebie specyficzne uwarunkowania i tworzymy tylko takie doświadczenia, które uruchamiają naszą osobistą ozdrowieńczą podróż w taki sposób, że gdy uzdrawiamy siebie i transformujemy się duchowo – to, co uzdrawiamy w sobie, dosłownie zmniejsza ciężar na poziomie kolektywnym.

Nie mówię tego beztrosko i z lekkim sercem, ponieważ wielu z nas przybyło na tę planetę, żeby pomóc oczyścić wiele, wiele warstw nadużyć. A pomagamy zmniejszyć i wyplenić traumy występujące na planecie poprzez przetrwanie i gł?bokieębokie przeżycie własnych zranień. Gdy doświadczamy jakiejkolwiek formy nadużycia czy wykorzystywania – i nie wypowiadam tych słów ot tak sobie, nie żartuję z tego, bo to jest bardzo poważne – wyruszamy w tę podróż jako ofiary wykorzystania. I każde nadużycie, którego doświadczyliśmy, pokazuje nam z czasem, że żadna forma wykorzystania nie miała nad nami mocy, nie była w stanie nas zniszczyć.

A potem, gdy odbywamy podróż uzdrowienia, która prowadzi nas od ofiary do zwycięstwa, wszystko z czego odciążamy nasze ciało jest równocześnie zdejmowaniem warstw piętna z całego kolektywu. To jest nasz wkład, dar dla tych, którzy są zbyt zablokowani w ciemności czy lęku i nie są w stanie spotkać się z tym w sobie i tego uzdrowić. Tak więc wszystko, co dotyczy twojej osobistej podróży uzdrowienia przyjąłeś w spadku jako swój wkład dla uzdrowienia planety.

I podkreślam, dlatego właśnie jako dusze, macie już za sobą etap przebudzenia umysłu. Twój umysł już został wyzwolony i z tego powodu zgodziłeś się przybyć tutaj i robić coś tak niesamowicie bezinteresownego. No i wróciliśmy… mamy więc ego z poczuciem niższości, które nie pamiętając pierwszego etapu przebudzenia, dziwi się – Kto by się na coś takiego porywał? Dlaczego tu wróciłem i to robię? Przecież to nie ma żadnego sensu! Ale dla wyzwolonego umysłu rzeczy nie muszą mieć sensu. Tu nie chodzi o logikę. Nie ma logiki w tym, o czym do was mówię. Nic co dotyczy tego świata nie jest logiczne, zauważyliście?

[uczestnicy chichoczą]

Włączacie czasem telewizor? Sprawdzacie, co się dzieje?

[publiczność się śmieje]

Oglądacie programy publicystyczne? Ja nie jestem fanem polityki, mówię tylko, że to jest nieustannie fascynujące. W jakim świecie żyjemy? Co tu się wyrabia? Gdzie my jesteśmy? Co to wszystko znaczy? Widzicie? Tu nie chodzi o logikę. Nie można powiedzieć – No cóż, to ma sens. Nie, to nie ma żadnego sensu.

[śmiech publiczności]

Nie ma w tym jakiegokolwiek sensu.

Istnieją latające spodki, które śmigają przez kosmos, przelatują przez naszą atmosferę, i które mają technologie wyprzedzające o lata świetlne to, co my znamy… i nawet oni nie chcą wylądować, żeby spędzić tu trochę czasu!

[uczestnicy wybuchają gromkim śmiechem… Matt chichocze]

Oni potrafią porozumiewać się telepatycznie! Jak chcą, żeby coś się wydarzyło… bzzzt! … i już to mają! A wlatując w naszą atmosferę, mówią – O cholera, za nic w świecie!

[śmiech publiczności]

Robią w tył zwrot i zmiatają. To jest gangsterska planeta.

[śmiech]

Nie boję się tego powiedzieć… a co jeśli to jest getto systemu słonecznego? Getto!

[publiczność wybucha śmiechem]

Latający spodek ląduje… podjeżdża ktoś na, powiedzmy, małym rowerku mówiąc – Hej, lepiej się stąd zabierajcie! To nie jest dla was. Oj, to nie jest dla was!

[śmiech]

Cóż, Ziemia to jest miejsce, gdzie przychodzimy jako dusze, żeby naprawdę pojąć, ogarnąć… i naprawdę doświadczyć w ciele realności, szorstkości… ciężaru rzeczywistości. Przychodzimy tu nie po to, żeby starać się coś przekroczyć, bo to byłaby po prostu próba ucieczki. Zjawiamy się tutaj, żeby doświadczać, żeby zakasać rękawy i przełożyć celebrowanie swojej boskości na żywe dzieło sztuki. Robimy to, przeżywając największe okropności jakie każdy z nas napotyka i poznaje. Dla każdego z nas będzie to coś innego. Wszyscy przeszliśmy różne traumy i doznaliśmy wielu krzywd.

Kiedy mówię o krzywdach… niektórzy z nas przeżyli bardzo traumatyczne zranienia emocjonalne, słowne, fizyczne czy seksualne. Istotą krzywdy, wykorzystania jest tak naprawdę coś, co mieści się w słowie… wszyscy je znamy… i właśnie to tworzy poczucie braku wartości. Tym, co tworzy brak poczucia wartości jest coś, co nazywa się nieuszanowaniem, zaniedbaniem. Największą postacią krzywdy jest NIEUSZANOWANIE. Jeżeli ktoś został skrzywdzony fizycznie, jest to oczywiste nieuszanowanie miłości. Ale większość z nas doświadczyła nieuszanowania jako braku uwagi czy zainteresowania.

Czy to nie zdumiewające – przybywamy na tę planetę, nie zdając sobie sprawy, że już przeszliśmy przez etap przebudzenia umysłu i teraz jesteśmy w fazie budzenia serca. Ale jesteśmy tak zajęci „pracą nad sobą”, że rozkładamy siebie na kawałki pod duchowym mikroskopem i w tym samym czasie nieświadomie nie szanujemy, zaniedbujemy nasze własne ciało emocjonalne.

Dlatego właśnie uczę kochania tego, co się pojawia. Ponieważ to wymazuje nieuszanowanie z twojego ciała komórkowego… żeby uzdrowić brak poczucia wartości i obudzić… serce. Jako, że już masz przebudzony umysł, ale zazwyczaj o tym nie wiesz, funkcjonuje on jako odbicie tego, jak go postrzegasz. Uważasz, że jesteś uśpiony, więc twój umysł działa jak uśpiony, ponieważ jesteś mistrzem swojej rzeczywistości. Jednak twój umysł jest całkowicie przebudzony.

A oto prosty dowód, że twój umysł już jest obudzony.

Gdyby twój umysł spał – chrapałbyś. Skoro słyszysz słowa, które wypowiadam – jesteś obudzony. Ktoś zapyta – To takie proste? Tak, owszem.

Twój umysł jest już przebudzony. TO TWOJE SERCE POTRZEBUJE SIĘ OBUDZIĆ. Kiedy twoje serce się obudzi, umysł i serce połączą się w ciele, tworząc w pełni zintegrowane ucieleśnienie. A sposobem na obudzenie serca jest uzdrowienie sedna braku poczucia wartości. Teraz, co ciekawe, wielu ludzi chce za pomocą tradycyjnych duchowych metod oczyścić swoje ciało komórkowe i w związku z tym robią te wszystkie energetyczne zabiegi czy procesy. Rozumiem, to może być bardzo pomocne w pewnych okresach podróży, i bywa bardzo… głębokie… ten rodzaj otwierania się i tworzenia przestrzeni, żeby móc przyjmować. Jednak jeśli całe to uzdrawianie w twoim ciele pochodzi z nieuszanowania czy pomijania, wtedy właśnie to nieuszanowanie jest tym, co uzdrawiamy, żeby przekształcić bezwartościowość w poczucie wartości. Jeśli tylko skupimy się na tym sednie.. gdy tylko zaniechamy braku szacunku… wszystko w twoim ciele komórkowym automatycznie zostanie przemienione. Tak więc nie musimy brać pod lupę swojego pola energii, nie musimy się starać harmonizować swoich czakramów, musimy po prostu zająć się poczuciem bezwartościowości poprzez to, że przyjmiemy wszystkie te wspomnienia o nieuszanowaniu, pominięciu, bólu, opuszczeniu, cierpieniu, frustracji, okrucieństwie, znudzeniu, w jakichkolwiek występują kombinacjach… i stajemy się tymi, którzy DAJĄ TEMU UWAGĘ. Pełną miłości uwagę i wsparcie temu, który pamięta ten ból, nieuszanowanie i odrzucenie.

Innymi słowy – KOCHAJ TO, CO SIĘ POJAWIA. I gdy kochamy te części nas samych, które noszą piętno uwarunkowań jakie przyswoiliśmy od swojej rodziny… zaczynamy przemieniać te komórkowe śmieci, co równocześnie zmniejsza ciężar „komórkowego gruzu” całej kosmicznej rodziny zwanej „światem”. Twoja osobista podróż uzdrowienia jest twoim wkładem w przebudzenie czy też wzniesienie planety.

Zatem jeśli robisz wszystko najlepiej jak potrafisz, ale nadal „przerabiasz” pierwszy etap przebudzenia, nie wiedząc, że już przez niego przeszedłeś w przeszłych wcieleniach… to im bardziej starasz się poddać, im bardziej starasz się wybaczyć, im bardziej próbujesz coś akceptować, tym bardziej będziesz sfrustrowany i niepewny siebie. Natomiast jeśli zaczniesz skupiać się na uzdrowieniu poczucia braku wartości i nieuszanowania poprzez dawanie sobie życzliwej uwagi, zaangażowanej uwagi, pełnej miłości uwagi, zamiast nieustannego analizowania siebie pod mikroskopem duchowego osądu, to wtedy zaczniesz odnajdywać pewność siebie i poczucie wartości, zdolność do spojrzenia na siebie i zauważenia swojej własnej boskości oraz piękna.

Będziesz potrafił wyjść naprzeciw drugiego człowieka i powiedzieć mu jaki jest wspaniały, bez względu na to czy to przyjmie czy nie. Będziesz mógł spotkać się z odrzuceniem przez drugiego człowieka i nie weźmiesz tego do siebie. Staniesz się tym, który zaspokaja swoje własne, głębokie potrzeby emocjonalne oraz pragnienia, tak więc wchodząc w relację z drugim człowiekiem nie będziesz od niego niczego wymagał… po prostu powitasz okazję, żeby go poznać, dokładnie takiego jakim jest.

Tam gdzie jest zaniedbanie i nieuszanowanie, jest równocześnie poczucie bezwartościowości. A gdzie ten brak poczucia wartości nie został uzdrowiony, pojawia się uzależnienie i współuzależnienie. I to jest to, nad czym, jako osoby sensytywne energetycznie, tak naprawdę pracujemy, co „rozgryzamy” w naszych osobistych podróżach, w naszych rodzinach i relacjach. Nie jestem pewien czy kiedykolwiek spotkaliście się ze zjawiskiem uzależnienia lub współuzależnienia w związku?

[publiczność chichocze]

Może znacie kogoś takiego? A może widzieliście to kiedyś w telewizji?…

To dość fascynujące… z jakimi powszechnymi uzależnieniami mamy do czynienia w dzisiejszych czasach? No tak, wiadomo, istnieje uzależnienie od alkoholu czy narkotyków. Ale wiecie, w obecnym świecie mamy też naprawdę powszechne, społecznie akceptowane, uzależnienie od cukru. To poważna sprawa. Jednak największym uzależnieniem, o dziwo, jest uzależnienie od… technologii.

To prawda – mówi ktoś z widowni].

I naturalnie, wiecie – Cześć YouTube!

[Matt patrzy prosto do kamery, uczestnicy się śmieją]

Dziękuję, że korzystacie z technologii, żeby to oglądać. I jeśli mnie spytacie – Ale Matt, czy jeśli cię oglądam, używając technologii to znaczy, że jestem uzależniony? Nie, absolutnie nie!

[uczestnicy się śmieją]

Ja się nie liczę. Nie wliczam się do uzależnień. Nie, nie, nie… wibracja tych transmisji jest zbyt wysoka, żeby kogokolwiek uzależniać. Na pewno nie.

[Matt żartuje, a publicznoś? si? ?miejeć się śmieje]

Wszystko z wami w porządku… wszystko okej. W sumie, dziewięć milionów oglądających na pewno się z tym zgodzi.

[śmiech]

(obecnie to już 13 milionów – przyp. tłum.

W tych transmisjach nie ma nic uzależniającego.

Nie ma nic złego w technologii… ona jest sposobem połączenia się ze zjednoczoną świadomością całego kolektywu. Rzecz tylko w tym, jak jej używasz. Czy spędzasz cały dzień w mediach społecznościowych? Czy używasz technologii jako rozrywki? Czy więcej czasu patrzysz na swój telefon niż na ludzi, z którymi jesz kolację?

Wiecie, na ogół ludzie mają dzieci… często więcej niż jedno. Posiadanie dzieci i bycie rodzicem to bardzo trudne zadanie. Osobiście nie jestem rodzicem… miałem rodziców… byłem dzieckiem… pamiętam to. I czasami udostępnienie dziecku technologii, żeby czymś się zajęło… daje rodzicom chwilę wytchnienia.

Równocześnie, to zaczyna tworzyć energię uzależnienia od technologii, nieustannej potrzeby bycia stymulowanym przez migające obrazy… rzeczy, które przesuwają się tak szybko na ekranie, że wciąż potrzebuje się czegoś nowego. I w rzeczywistości, wciąga to twój mózg w wibrację technologii, w wibrację komputera czy telewizora, wywołując uzależnienie podobne do uzależnienia od opiatów. Istnieją już badania pokazujące, że ktoś uzależniony od technologii ma taką samą chemię mózgu jak osoba uzależniona od heroiny… bo to też jest rodzaj opiatu.

Zatem, to wspaniałe, że mamy technologię i możliwość przekazywania tego nauczania tą drogą, ale w obecnym czasie, jako osoby wrażliwe energetycznie, musimy się upewnić, że technologia jest czymś z czego korzystamy w bardzo świadomy, a nie kompulsywny sposób. Bo to jest bardzo poważna sprawa. Jedna rzecz to patrzeć na uzależnienia jak na jakiś brudny mały sekret – Och, uzależnieni są ludzie, którzy cały dzień piją albo biorą narkotyki. Ale ponieważ każdy korzysta z technologii, to nie jest postrzegane jako uzależnienie. Jednak pytanie brzmi – czy technologia jest tylko częścią twojego życia, czy raczej nim rządzi? Jak dużo czasu spędzasz w wirtualnym świecie, zamiast TUTAJ? I w przedziwny sposób technologia staje się jak ego dla naszego ego. Spędzasz czas, próbując ustalić czy jesteś lubiany w sieci czy nie… tak jak wiele lat temu żyliśmy w świecie, zastanawiając się nad tym samym w odniesieniu do innych ludzi. To bardzo dziwna wirtualna rzeczywistość w obrębie wirtualnej rzeczywistości.

Dla istot sensytywnych energetycznie, ważnym elementem przebudzenia kosmicznego serca jest KARMICZNY POWRÓT. Ponieważ wracamy do świata. Wracamy do związków. Wracamy do umysłu. Wracamy do… ego. Nie chodzi o to, żeby nie mieć ego… brak ego to bardzo przestarzała idea… Gdybyś nie miał ego, byłbyś szalony. Byłbyś niepoczytalny. Problemem nie jest ego, tylko na ile twoje ego jest zintegrowane lub nie. Gdy używasz ego, żeby wyrazić swoją boskość, przekazujesz świadomość na poziomie wibracyjnym, żeby ludzie wokół ciebie mogli ją poczuć. Kiedy odczuwasz, że ktoś przekazuje swoją obecność, czujesz jego esencję… to dlatego, że ego tej osoby wyraża boskość, z obszaru energetycznego poprzez ciało do wymiaru tego świata. Tak więc nie chodzi o to, żeby nie mieć ego, to jest jak stary duchowy konkurs popularności.

– Wiesz, moi przewodnicy są więksi niż twoi.
[Matt żartuje, uczestnicy chichoczą].

– Och, masz przewodników z piątego wymiaru? Moi pochodzą z osiemnastego.

– Ja jestem z dwudziestotysięcznego wymiaru. Z nieskończonego.

[śmiech]

– A ja tak naprawdę to nie mam ego.

– Wiesz, ja to nie miałem ego nawet w żadnym z poprzednich wcieleń.

[uczestnicy się śmieją]

– Och, ja to aż tak nie mam ego, że nawet nie wiem co to jest poprzednie wcielenie.

– Cholera!
[Matt kwituje żartobliwym szeptem, publiczność się śmieje]

I tak wszyscy starają się dowieść, że są pozbawieni ego. Rzecz w tym, że jeśli jesteś energetycznie sensytywną duszą przechodzącą karmiczny powrót, to w ogóle nie chodzi o nieposiadanie ego.

Człowiek narcystyczny to jak mega–ego, prawda? Duma jest naturalnym atrybutem duszy. Być dumnym z tego, co się robi, z dobrze wykonywanej pracy jest czymś zdrowym i naturalnym. Ale jeśli duma powoduje, że stajesz się niemiły, złośliwy czy nieprzyjemny dla innych ludzi, wyżywasz się na nich i tym podobne, to mamy do czynienia z problemem przerośniętego ego. Chodzi więc o zintegrowanie swojego ego. Zintegrowanie. Gdy twoje ego jest zintegrowane… twój umysł jest mądry… serce otwarte… jesteś taktowny, liczysz się z innymi ludźmi… wybaczasz ich zachowania… i naturalne jest, że jesteś miły.

Kiedy twoje ego jest zintegrowane, jesteś mądry ORAZ uprzejmy. Nie wiem czy kiedykolwiek spotkaliście się z osobą zajmującą się duchowością, która uważała, że jest już tak mądra, że nie musi być uprzejma. W takich wypadkach narcystyczna osobowość staje się duchowym narcyzem… a to jest straszna kombinacja. Bardzo niepokojąca. Duchowy narcyzm jest dosłownie – jeśli ktoś utknął w tym dostatecznie głęboko – jedną z najtrudniejszych rzeczy do wyplenienia. Ponieważ taka osoba uważa, że już jest w tym miejscu, w którym powinna być. Ma pewien wgląd… nakręca się na to i tak tworzy się struktura duchowego narcyzmu… taki człowiek już przepadł.

Co zabawne, jako dusze wrażliwe energetycznie, wy jesteście całkowicie otwarci i receptywni, żeby wzrastać, pojmować i zawsze wiecie, że to, czego się uczycie, zaprowadzi was na wyższy poziom, więc co było prawdą jednego dnia, drugiego może się całkowicie zmienić. Ale ponieważ towarzyszy wam poczucie niższości i nieuszanowania, jesteście pierwsi, żeby się zastanawiać – Myślę, że jestem narcyzem

[uczestnicy chichoczą].

Narcyz nie wie, że jest narcyzem. Ludzie, którzy się przejmują i martwią czy są narcyzami NIGDY nimi nie są.

Oto podstawowa zasada dla wszystkich energetycznie sensytywnych istot – jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się lub martwiłeś, że jesteś narcyzem to znaczy, że nim nie jesteś. Ludzie narcystyczni nigdy się tym nie przejmują. Narcyz martwi się innymi rzeczami – Dlaczego ci ludzie mi nie służą?

[śmiech]

Ego z poczuciem niższości myśli – Sądzę, że jestem narcyzem. Nie, po prostu nie wierzysz w siebie.

[uczestnicy wybuchają śmiechem]

Jesteś po prostu pięknym… mentalnie przebudzonym… mającym poczucie niższości… empatycznie chłonącym wszystko jak gąbka… totalnie niepewnym siebie… światłem boskości.

[gromki śmiech]

Tym właśnie jesteśmy. Dość rzadko spotykana rasa…

[publiczność się śmieje]

… najbardziej niepewnych siebie aniołów na pierwszej linii ognia Rewolucji Miłości.

Wyobraź sobie, że jesteś komandosem Rewolucji Miłości na pierwszej linii tej energetycznej batalii, który bardzo często myśli – Jestem kompletnie do niczego. Jestem najgorszy/a. Chyba muszę mieć w sobie jakąś ciemność.

Nieee, jesteś tylko pozbawionym wiary w siebie komandosem Rewolucji Miłości, robiącym kilka objazdów przez getto na gangsterskiej planecie.

[uczestnicy głośno się śmieją i klaszczą].

Dokładnie. Dokładnie.

I oczywiście będziesz się zastanawiał czy jesteś narcyzem i się zamartwiał, ponieważ twoje ego zawsze musi się czuć źle. Zawsze musi się czuć źle.

A oto zabawna rzecz do rozważenia. Zastanów się nad tymi wszystkimi duchowymi pytaniami jakie sobie zadajesz. A teraz zagrajmy w małą grę pod tytułem – Znajdź w sobie pytanie, które nie służy temu, żebyś poczuł się źle. Czy faktycznie potrafisz znaleźć choć jedno?

Kiedy się przebudzę? Hmm, to pytanie raczej nie poprawi ci samopoczucia.

Czy posuwam się naprzód? To również jest przeznaczone do tego, żebyś nie czuł się dobrze.

Dlaczego mi się to przytrafiło? To też sprawia, że czujesz się źle.

Jakie pytanie nie służy temu, żebyś czuł się źle?

Dlaczego nie mam więcej duchowych osiągnięć?

Kiedy świat się przebudzi i zmieni na lepsze?

Ooo, używasz świata, żeby poczuć się źle.

[publiczność chichocze]

Ja mam się dobrze, ale inni cierpią.

Aach, czujesz się źle z powodu innych.

Nie mówię, żebyś nie był wrażliwy na cierpienia innych ludzi, ale… będziesz uzdrowicielem bólu, gdy przemienisz sam siebie. Lecz kiedy zaczynasz patrzeć na świat, a odwracasz się od własnej osobistej podróży, nie pomagasz tym światu, ponieważ zatracasz się w jego bólu. Nie musisz być przygnieciony bólem świata, ponieważ znalazłeś się tu po to, żeby go rozwiązać. Musisz po prostu to rozwiązać, budząc własne serce i dopełniając karmiczny powrót. Co oznacza – to w porządku mieć ciało, to w porządku mieć umysł, to w porządku mieć ego, po prostu integrujemy to, uzdrawiając brak szacunku, przemieniając źródło poczucia niższości, braku pewności siebie i niezasługiwania, poprzez dawanie sobie pełnej miłości uwagi na jaką zasługujemy i jakiej pragniemy.

Wiecie co jest w tym niesamowite – że nawet gdy tylko wypowiadam te słowa możesz odczuć, jak w cudowny sposób dokonuje się to uzdrowienie.

Ego nie jest oddzielne od duszy. Ego jest duszą w jej najbardziej uśpionym stadium rozwoju. To trochę tak, jak dziecko jest dorosłym w procesie kształcenia. Dziecko rozwija się, żeby któregoś dnia stać się dorosłym. Na razie dziecko nie jest jeszcze całkiem dorosłym. Nie zatrudniłbyś dorosłego, który chciałby zostać księgowym do prowadzenia twoich rozliczeń, gdyby miał pięć lat. Bo po prostu nie jest jeszcze gotowy. I tak samo, ego jest duszą… która dopiero ma się obudzić w ciągle rozwijającej się podróży. Czyli ego jest duszą w jej najbardziej uśpionej fazie duchowego niemowlęctwa. Mówię o tym, bo to ważne, ponieważ nie jesteś tutaj, żeby pozbyć się ego. To było częścią pierwszego etapu budzenia… jeżeli uznamy, że budzenie się umysłu jest męską energią, to wiele dawnych nauk przyjmuje bardzo męskie podejście.

Uwolnię się od ego. To bardzo męskie, prawda? Męska energia powiada – Chcę tego. Tamto odepchnę.

O… przywiązanie. Uwolnię się od przywiązań. Uwolnię się od ego. Wyrzeknę się ego. Pozbędę się ego. Wynoś się ego! – męska energia. Bardzo męskie podejście. Ale karmiczny powrót polega na tym, że budzimy serce dzięki energii żeńskiej. Kobieca energia wita z powrotem to wszystko, co zostało odepchnięte i odrzucone, w zupełnie innej relacji.

Wyrzekam się świata! No cóż, faza druga to – Hej, witaj świecie! Kiedy robimy to w sposób, który wypływa z naszego serca… ego jest duszą w jej najbardziej uśpionej fazie niemowlęctwa. To oznacza, że pod tym wszystkim, pod uwarunkowaniem… ego jest Źródłem. Czyli, na pewnym poziomie Źródło WIE, że jego celem jest się przebudzić. I naszym zadaniem nie jest pozbywać się ego, jakbyśmy chcieli przegonić jakiegoś potwora czy jakbyśmy próbowali uciec przed atakiem wewnętrznego zombi.

[publiczność chichocze]

To, co tak naprawdę robimy to… ten anioł w nas, dusza jest niczym rodzic dla dziecka–ego i uczymy ego, że przebudzenie wcale nie jest jego zniszczeniem, destrukcją czy śmiercią, lecz raczej ukończeniem szkoły… dyplomem. I jeśli poświęcimy trochę czasu, żeby naprawdę nauczyć ego, że przebudzenie jest w rzeczywistości czymś, co pomaga mu w ewolucji, że jest jego ocaleniem, powrotem do domu, do źródła w naszym sercu, to wtedy ono samoczynnie ulega i za tym podąża… o ile podejdziemy do niego z największą miłością, zamiast z surowością. Jednak wielu ludzi nie ma o tym pojęcia. Są zbyt zajęci obserwowaniem i pilnowaniem ego… starają się być niewidzialni lub udają martwych. Traktują ego tak, jakby byli na kempingu w lesie i starali się nie oddychać, żeby niedźwiedzie, które szukają w pobliżu jedzenia nie weszły im do namiotu.

O mój Boże! Wydaje mi się, że to ego! Słyszę je!

[Matt mówi szeptem, uczestniczy chichoczą]

Słyszysz ego na zewnątrz namiotu? Ja słyszę! O mój Boże. Wstrzymaj oddech! Poważnie, wstrzymaj oddech! Widziałem to w ‘Niebiańskiej Przepowiedni’, to pomoże.

[śmiech publiczności]

Nie oddychaj, zamknij oczy! Ego może dostrzec białka twoich oczu i zaraz tu przybędzie. Dopadnie nas. I znowu będziemy mieć pragnienia. I będziemy… o, mój Boże, chyba nadchodzi!

Tak właśnie traktujemy ego… jakby było dzikim zwierzęciem czy potworem. Zamiast traktować je jak dziecko, które boi się obudzić. Bo w pierwszej fazie przebudzenia… kiedy budzi się umysł, wiele razy twój umysł budzi się spontanicznie, a twoje ego po prostu eksploduje na miliony kawałków. I to może być bardzo przerażające. Na przykład wyobraź sobie, że idziesz ulicą i nagle po prostu wybuchasz [Matt wskazuje na głowę, śmiech uczestników], dostajesz jakąś nadzwyczajną „wiadomość z ostatniej chwili” o swojej rzeczywistości, ot tak, pszszsz [dźwięk przypominający wybuch]. Albo twoje duchowe nastawienie jest bardzo męskim podejściem… jest bardzo agresywne i odpychające w stosunku do ego. W stylu – O nie, ego, wynoś się stąd! Odrzucam małe ja, bo chcę dużego ja. Ty ego jesteś iluzją. Wynoś się! Ja chcę Boga. I w ten sposób odrzucamy część siebie, która sama w sobie jest Bogiem. Są ludzie, którzy słysząc to, przestraszą się, myśląc – Och, a co jeśli to tylko taki podstęp i wrócę do ego?

Ego nie próbuje cię oszukać. Ego NIE MOŻE cię nabrać. To tak, jakbyś założył kukiełkę na swoją dłoń i bał się zdrzemnąć, obawiając się, że cię dopadnie.

[uczestnicy chichoczą].

To twoja ręka! To przecież twoja ręka! Wcale nie, to nie jest moja ręka, kiedy zakładam na nią kukiełkę. To już nie jest moja ręka, tylko coś całkiem innego.

[śmiech publiczności]

Teraz to jest pan wilk. I pan wilk jest zły! To nie jest moja ręka, dopóki nie zdejmę tej kukiełki. I traktujemy nasze ego tak jakby miało moc i władzę. Ono nie ma mocy i władzy.

Tak więc, w karmicznym powrocie mówimy do naszego ego z miłością. Zaraz zrobimy to razem, żebyście mogli poczuć to w swoich ciałach, choć wiem, że już to czujecie.

Zróbmy razem małe doświadczenie i zobaczmy co się stanie, dobrze? Nie wierz w nic co mówię, po prostu przetestuj to sam.

Wypowiedzcie te słowa na głos:

[Matt wypowiada słowa, uczestnicy powtarzają na głos. Zachęcamy Czytelnika do głośnego przeczytania poniższych słów]

Do mojego najdroższego, kochanego, pięknego Ego;

Przepraszam, jeśli w przeszłych doświadczeniach przebudzenia traktowałam cię bardzo po męsku, piętnowałam cię,
przeganiałam
i uciekałam od ciebie.
I przepraszam, jeśli na skutek uwarunkowań mojej rodziny
czułeś się kiedykolwiek nieuszanowane
byłeś wykorzystywane czy źle traktowane,
miałeś poczucie, że nie stałem po twojej stronie,
że cię nie chroniłem,
lub sprawiałem, że czułeś się niegodne i pozbawione wartości
z powodu innych ludzi, z którymi współodczuwałeś, i do których się dopasowywałeś.
Teraz chcę, żebyś wiedziało,
że ponieważ wypełniam swój karmiczny powrót
i budzę istotę boskiej kobiecości,
żeby złagodzić i zrównoważyć niebiańską energię męską,
nasza relacja ulegnie zmianie.
Chcę żebyś wiedziało, że nie mam zamiaru zmuszać cię do przebudzenia,
będę tylko uczyć cię o przebudzeniu
i trzymać za rękę podczas całego tego procesu.
Pokażę ci, że przebudzenie nie jest twoją śmiercią ani końcem,
Bez względu na to, co mówią ci straszni uduchowieni ludzie.
Przebudzenie jest w rzeczywistości twoim dyplomem – ukończeniem studiów.
I chociaż jesteś niczym dziecko w moim dorosłym ciele,
żyłeś jako mój przewodnik, obrońca i tłumacz.
I zawsze musiałeś czuć się źle,
ze strachu, że stracisz swoje zajęcie, jeśli stanę się zbyt silny,
albo że nie będziesz miało już żadnego celu.
Ale przebudzenie nie odbierze ci twojej pracy,
to twój dyplom za to, że byłeś tak dobrym strażnikiem, obrońcą i tłumaczem,
że prowadziłeś mnie przez całą tę drogę,
abym mógł przyjąć moją prawdziwą rolę jako twojego wybawcy,
a ty żebyś mogło wrócić teraz do Domu, do Źródła,
które nie jest na zewnątrz mnie,
ale w jedności mojej boskiej przestrzeni serca,
gdzie możemy żyć razem jako jedno,
a ty nie musisz doznawać bólu i konfliktu,
żeby poznać miłość, którą jestem i którą mam dla ciebie.
Tak więc, jeśli mi pomożesz,
połączymy się i staniemy jednym,
i zamiast być moim strażnikiem, obrońcą i tłumaczem,
staniesz się odbiorcą moich największych radości
i przekaźnikiem mojej najwyższej mądrości.
Zatem żeby uzdrowić cię z twojego bólu,
rozwiązać wszystkie współuzależnienia,
uzależniające skłonności,
brak poczucia wartości i godności,
brak szacunku
poczucie bycia ofiarą,
proszę cię drogie Ego, odpuść teraz,
i rozpuść się w jedności boskiej przestrzeni mojego serca,
żebyśmy mogli żyć razem jako Jedno
dla dobra i pomyślności wszystkiego czym teraz jestem.
A jeżeli potrzebujesz trochę więcej czasu,
żeby przyjąć moją bezwarunkową miłość,
i żeby przekonać się, że teraz wszystko jest już inaczej,
proszę bardzo, możesz to zrobić.
Zostań tak długo jak chcesz,
jestem tu tylko po to, żeby cię kochać,
jako Źródło, którym jestem
i którym ty również jesteś.

Czujecie różnicę?

[Tak – odpowiada ktoś z uczestników]

Duża różnica. Bo nie próbujesz pozbyć się ego, nie starasz się go usunąć, nie walczysz z nim. W rzeczywistości… znajdujesz wspólny język. Uczysz swoje ego o przebudzeniu, ponieważ mówisz mu o czymś bardziej dojrzałym, co ono interpretuje z pozycji bardzo przypominającej dziecięcą. Mentalność ego jest bardzo podobna do mentalności dziecka. Bardzo niewinna, lecz niedojrzała. Ono nie rozumie, że przebudzenie również jest czymś DLA NIEGO. Myśli, że przebudzenie je unicestwi. A nie o to tu chodzi.

Unicestwienie, zniszczenie to, coś czego doświadczamy w pierwszej fazie przebudzenia, gdy budzi się energia męska. Zniszczyć… ograniczenia, żeby… rozwijać moc – to bardzo męskie. Teraz patrzymy na energię żeńską. Niezależnie od naszej płci, mamy w sobie energie męskie i żeńskie… budzi się umysł, budzi się serce, łączymy umysł i serce w naszym wnętrzu i ucieleśniamy swoje mistrzostwo – skupieni na sercu mistrzowie w fizycznej formie. I gdy nam się to udaje, gdy jesteśmy tak samo w pełni kochający, jak w pełni mądrzy… niektórzy z nas są bardzo kochający… ale mądrość nie do końca jest w równowadze, prawda? Inni zaś są bardzo mądrzy, ale nie całkiem kochający… tak więc szukamy prawdziwej równowagi pomiędzy tymi dwiema rzeczami.

I jeśli potrafimy po prostu nawiązać kontakt, wejść w relację ze sobą i z tymi rzeczami w nas, których nie lubimy, z którymi nie czujemy się dobrze… to są te części nas, które panicznie boją się umrzeć. To są te części nas, które nie wiedzą, że każdy rodzaj śmierci jest graduacją i dyplomem.

Pomyśl o kimś, kto leży na łożu śmierci i panicznie boi się opuścić tę planetę. Dlaczego by wtedy nie mówić do siebie w kochający sposób? Znalazłbyś odpowiednie słowa dla kogoś umierającego… czy mówiłeś do siebie w ten sposób na swoim duchowym łożu śmierci? Przecież jesteś aniołem, który jest w fizycznym ciele… często już kompletnym… a każdy z nas jest na innym etapie przebudzenia. Niektórzy z nas już przebudzili serce oraz umysł i integrujemy to w naszych ciałach. To jest faza, w której byłem od dziecka, a potrzebowałem całej duchowej podróży, żeby to zrozumieć, bo nie miałem pojęcia, jak to uporządkować. Zapoznając się z różnymi ścieżkami duchowymi, towarzyszyła mi myśl – …dla mnie to nie ma żadnego sensu… bo to było coś, co było już we mnie zintegrowane.

A oto ciekawa rzecz… na tej planecie żyją pewni wrażliwi energetycznie ludzie, których nazywamy „pierwszymi indygo”. Niektórzy są na duchowej ścieżce od niemal pięćdziesięciu lat… są świadomi zjawisk duchowych, zdolności paranormalnych… A jak wielu z nich (a może was) używało faktu, że być może nie wiedzieli, jak się zestroić ze swoimi paranormalnymi darami… do tego, żeby czuć się źle na swój temat, żeby myśleć, że coś jest z nimi nie w porządku? Jak to się dzieje, że nie widzę energii? Nie widzę aniołów. Nie widzę czakramów. Ilu z was uczestniczyło w każdym możliwym kursie, próbując obudzić swoją intuicję, uruchomić te dary i nie mogliście zrozumieć dlaczego nie macie do nich dostępu? Powiem wam dlaczego. W pewnym sensie to jest celowe. Ponieważ wielu „wczesnych indygo” przybyło na tę planetę wiele lat temu, żeby zakotwiczyć energię zjednoczonej świadomości, żeby wprowadzić na ten plan energię boskiej kobiecości… potem pojawiła się nowa fala „ludzi indygo”, żeby wprowadzić i realizować Rewolucję Miłości. Wielu z was, „wczesnych indygo”, miało już doświadczenia energetycznego przebudzenia… czakry, kundalini, dary paranormalne. Kolejnym, późniejszym etapem jest tak naprawdę doświadczanie pustki. Najpierw doświadczasz obecności swoich duchowych darów. Następnym, wyższym poziomem, jest rozwinięcie braku przywiązania do swoich zdolności duchowych, nie poleganie na nich. Tak więc, zamiast wizji czy mocy duchowych, odczuwasz po prostu mnóstwo pustki. Pustka jest źródłem wszelkich zjawisk paranormalnych.

I wielu z nas, w tym życiu, zamiast doświadczać jakichś fenomenalnych odlotów… czuje po prostu wiele pustki. Bo w rzeczywistości przeznaczasz to życie na kotwiczenie energii zjednoczonej świadomości, na to, żeby dopełnić i zintegrować wszystkie te przebudzenia z poprzednich żyć, które już miałeś. Używasz więc tego wcielenia trochę jak małych wakacji. Cóż, może nie do końca odpoczywasz skoro zastanawiasz się, gdzie są twoje dary duchowe…

Jeśli chodzi o pustkę to… najpierw doświadczamy obecności czegoś, potem, następnym wyższym etapem jest nieobecność czegoś. Tak więc najpierw doświadczamy obecności mądrości… „aha!”…zdania sobie sprawy, uświadomienia. A potem, następnym, wyższym poziomem, ponad tym, jest… nieobecność mądrości. Brak potrzeby mądrości, co w pewnym sensie przypomina przebudzonego buddę.

Jedna rzecz to otrzymać mądrość od Wszechświata, a druga to nie uzależniać się od niej. A ilu z was otrzymało mądrość i od razu niecierpliwiliście się, żeby mieć kolejne jeszcze mocniejsze doświadczenie? Liczyliście na to.

Zatem, kiedy jesteśmy w pustce, w rzeczywistości jesteśmy w fazie… jako dusze sensytywne energetycznie… gdzie naszą ścieżką będzie nauczenie się jak kochać i dbać o siebie w obliczu faktu, że zamiast przeżywać doświadczenia, które chcemy mieć, wchodzimy w pustkę i uczymy się pozbywać przywiązania do tego wszystkiego, co sprawiało, że czuliśmy się połączeni ze Źródłem. To naprawdę bardzo wysoki poziom mistrzostwa, gdy dosłownie polerujesz swoje pole, usuwając z niego wszystko, czego według ciebie potrzebujesz dla udowodnienia i przekonania siebie, że wciąż jesteś w kontakcie ze Źródłem. Jakby mogło zaistnieć cokolwiek, co byłoby w stanie odłączyć cię od niego. Za każdym razem, gdy czujesz, że możesz być odłączony od Źródła, jest to tylko twoja zależność od stanu czy doświadczenia, które według ciebie potwierdza twoje połączenie. W rzeczywistości nie istnieje taka rzecz jak odłączenie od Źródła. Jest tylko czasowe doświadczenie, które bierzesz jako dowód swojego połączenia. A kiedy to doświadczenie przemija, czujesz się odłączony, na zasadzie kontrastu.

Tak więc, niektórzy z was, jako wrażliwe energetycznie osoby, myślicie, że jesteście najgorszymi uczniami we wszechświecie, ponieważ nie macie dostępu do swoich duchowych darów, podczas gdy w rzeczywistości jesteście na wyższej ścieżce… jesteście zanurzeni w pustce, co jest jakby być oceanem, zamiast być pośród fal, próbując zrobić z nich to czy tamto. Zatem, jeśli wczuwając się w siebie, odczuwasz wiele pustki, co być może postrzegasz jako depresję, bezwartościowość, niedoskonałość, brak… w istocie jesteś na o wiele wyższym poziomie duchowego przebudzenia… i po prostu tylko o tym nie wiesz.

Ponieważ im wyżej idziesz, tym prostsze się to staje. A im bardziej to proste, tym mniej wszechświat będzie zdawał ci relację z tego, co się dzieje. Bo, któregoś dnia, zwyczajnie to zrozumiesz. A im bardziej jesteś kochający dla siebie, tym więcej dowiesz się o niuansach wyższego poziomu przebudzenia i oświecenia. Na najwyższym poziomie… brak wglądu jest największym wglądem, jako że brak wglądu oznacza, że nic cię nie rozprasza. Nie ma nic czego byś się kurczowo trzymał. Nie ma nic, czego byś pożądał, albo bronił przed tymi, którzy mają inne zdanie. Nie tworzy się konflikt.

Brak doświadczenia jest najbardziej zintegrowanym doświadczeniem.

Brak osiągnięć… jest największym osiągnięciem. Bo najbardziej naturalnym.

Zatem zapoznajemy się z pustką… jednocześnie kochając to, co się pojawia, akceptując umysł, który już jest przebudzony, a który staje się coraz bardziej cichy i klarowny… im bardziej to uznajemy. I nasze serce otwiera się na poczucie wartości i bezpieczeństwa, gdy zaczynasz uczyć swoje ego, gdy wychowujesz swoje ego i je prowadzisz, a nie starasz się od niego uciekać, przymuszać czy podporządkowywać.

A gdy wczujesz się w swoje ciało podczas słuchania – czy czytania – tych słów – to, co czujesz jest dowodem, którego potrzebujesz, żeby wiedzieć, zrozumieć co jest dla ciebie właściwe.

Możemy przeprowadzać duchowe dysputy i rozmowy… jestem osobą, która robi to przez całe życie… ale jeśli nie potrafimy przełożyć ich na poziom emocji, to po prostu nie mamy kontaktu z być może najwyższym poziomem przebudzenia jaki zgłębiamy, nie zdając sobie z tego sprawy.

Emocje także są boskością. Nie ma ważniejszej duchowej rozmowy niż ta, która zaczyna się i kończy na tym, jak się czujemy.

Nie masz uciekać od żadnej „historii”, bowiem twoje życie jest epicką sagą, którą wytworzyłeś w sferze transcendencji po to, żeby ją tutaj odegrać. A jeśli człowiek chowa się w „historii”, to tylko dlatego, że radzi sobie w ten sposób z bólem bycia nieuszanowanym oraz poczuciem bezwartościowości. Mówienie komuś, żeby dał sobie spokój z „historią” jest niczym więcej jak bardzo męskim sposobem… zablokowania i uciszenia tej osoby. To nie jest pomocne.

Niewiele rzeczy na tym świecie jest w stanie prawdziwie wytrącić mnie z równowagi. Moje życie dedykowane jest służbie uzdrowienia każdego człowieka i pomagania każdemu z całego serca – kiedy służysz, trudno jest być wytrąconym z równowagi, bo jesteś po prostu zbyt skoncentrowany na tym, żeby być skutecznym. Wypełniając rolę, którą otrzymałem, niezależnie od tego czy jestem postrzegany jako nauczyciel, uzdrowiciel, przewodnik… każdego dnia spotykam się z ludźmi, czy to podczas sesji indywidualnych, warsztatów, odosobnień, czy wykładów. I gdy widzę jak stary paradygmat duchowy uwarunkował nas… w pewnym sensie skaził, zablokował… to dostaję białej gorączki… nawet nie potrafię tego opisać.

Na przykład, pytam kogoś jak się miewa i pierwsza rzecz jaką ta osoba mi mówi jest – No wiesz, Matt, cóż, ale to pewnie będzie historia. Ohhhh! To naprawdę wywołuje we mnie białą gorączkę i mam ochotę… zrównać… wszystko… z ziemią. Bo jeśli sądzisz, że masz jakąś historię, to chcę… jej… słuchać… przez… cały dzień! Bo wiesz co? Masz prawo mieć swoją historię. Przetrwałeś swój ból, więc teraz… niech ten, który ją przetrwał opowie swoją opowieść. Nie oszczędzaj mnie, nie pomijaj żadnych szczegółów, powtarzaj ją tak długo i tak często jak potrzebujesz, ponieważ… zasługujesz na uzdrowienie i zasługujesz na to, żeby pozwolić temu w tobie, który jest zraniony na bycie wysłuchanym, zobaczonym i uznanym, ponieważ uzdrawiając to, wyzwalasz całą planetę.

Musimy mówić o swoim bólu, ponieważ żyjemy w świecie ludzi, którzy boją się o tym rozmawiać. Więc, wiesz co?

Dziel się swoimi uczuciami.

[Julie Dittmar odzywa się zza kamery] – Często ludzie obawiają się tego, pytając czy opowiedzenie swojej historii nie oznacza, że się z nią utożsamiają.

[Matt bierze głęboki oddech i mówi]

Większość osób wrażliwych energetycznie nie identyfikuje się z niczym. Identyfikacja często ma miejsce w przypadku, gdy jesteś narcyzem. Większość ludzi tak bardzo boi się identyfikacji, że w rzeczywistości… nie potrafią się zaangażować.

Powiedzmy, że dwie przebudzone osoby wchodzą ze sobą w harmonijny, intymny związek. W innym wykładzie mówiłem o bratnich duszach i bliźniaczych płomieniach (wykład ten znajduje się w książce „Najważniejsza Odpowiedź” (część I). Gdy angażują się w relację na wysokim poziomie zjednoczonej świadomości, nazwijmy ją „świętym związkiem”… to ktoś o uproszczonym duchowym ego mógłby powiedzieć – O, spójrzcie jak oni są do siebie przywiązani, a potem coś się stanie, rozstaną się i oboje będą cierpieć. To nie dla mnie.

Ale tu nie chodzi o przywiązanie… chodzi o zaangażowanie. Chodzi o to, że jesteście w jedności świadomości, jesteście jednością ze swoim ukochanym czy ukochaną i żyjecie dla siebie. Każde z was żyje dla świadomości „my”. Nie ma „ja”, które próbuje uciec przed potencjalnym bólem i cierpieniem. A jeśli chcecie upewnić się, że nie zostaniecie rozdarci przez możliwość zakończenia relacji, to zanurzacie się tak głęboko w serce ukochanej osoby, że jedyne co tam rozpoznacie to Bóg. To jest ZAANGAŻOWANIE, nie przywiązanie. Przywiązanie jest lękiem przed rozpadem, które próbuje negocjować z życiem. Lęk przed przywiązaniem jest niczym więcej jak tchórzliwym poczuciem bezwartościowości.

Angażujesz się. Chcesz wiedzieć, kiedy duchowe praktyki przynoszą efekt? Kiedy się w nie angażujesz. Co jest najlepszą duchową praktyką? Cokolwiek, w co się, u licha, zaangażujesz. Wszystko jedno czy będziesz mruczał „om” czy jodłował.

[śmiech publiczności]

Jeśli się w to zaangażujesz… przyniesie ci korzyści. Kiedy przestajemy mieć korzyści z duchowej praktyki? Gdy przestajemy być zaangażowani. Zaangażowanie jest jedyną rzeczą, która przyniesie ci dary. Kiedy związek da ci największy dar? Gdy w pełni się zaangażujesz.

Zdarza się czasem, że angażujesz się w jakiś związek, a druga osoba nie. No cóż, wtedy to się nie uda. Ale jeśli jesteś w związku i jesteś zaangażowany w takim samym stopniu, jak ta druga osoba i oboje zanurzacie się w sercu drugiego… wtedy znajdujecie prawdę. Prawda wiąże się z zaangażowaniem. Zaangażowanie się w tę chwilę. Oddanie się danej chwili. Zaangażować się… oddać… to nie tylko wzięcie oddechu… to pochłonięcie oddechu i pozwolenie, żeby ta chwila pochłonęła cię całkowicie. To jest zaangażowanie.

Boże, sprowadziłeś mnie tutaj, rób ze mną co chcesz. Co tylko chcesz.

Ktoś chce chwilę twojego czasu? Czy mogę zająć ci chwilę? Jasne, możesz zająć mi chwilę! Tak, możesz! Możesz zająć chwilę mojego czasu w każdej chwili!

[śmiech uczestników]

Zaangażuj się. Zaangażowanie jest fundamentem przebudzonej świadomości. Człowiek musi być wyzwolony, żeby się zaangażować, oddać. I żeby zasmakować wyzwolenia, zaangażowanie jest tym, co usuwa wszelkie przeszkody.

Ktoś kiedyś mnie zapytał – Matt, po co tak naprawdę tu jestem? Co mam robić? Jaki jest mój życiowy cel? Odparłem – To nie ma znaczenia, ponieważ chodzi tylko o ścieżkę zaangażowania. To znaczy, twoim życiowym celem nie jest coś, co zawsze będzie wprawiało cię w dobre samopoczucie, ponieważ wyzwanie dotyczące zaangażowania polega na tym, że to zaangażowanie nie zawsze będzie przyjemne, ale i tak musisz się angażować. Kto by chciał robić takie odjechane rzeczy?

[chichot publiczności]

Na przykład – Zacząłem rozwijać swoją karierę, ale okazało się, że nie bardzo to lubię, więc przestałem. Tak, przestałeś się angażować. Ale kiedy robisz coś dla odpowiednio dużego celu, nic cię nie powstrzyma. Moje zaangażowanie w wasze przebudzenie. Moje zaangażowanie w ewolucję tej planety. Moje zaangażowanie w uczestniczenie w tej przemianie… oznacza transformowanie sposobu w jaki postrzegana i zgłębiana jest duchowa ścieżka. Moje zaangażowanie w to jest niezachwiane i uwielbiam każdą minutę tego co robię… a nawet gdybym tego nie lubił i tak bym się tym nie przejmował. Gdybym nie kochał każdej chwili… prawdopodobnie by mnie to rozbawiło.

Bo nawet niechęć nie stanie na drodze mojego zaangażowania i oddania dla was. Oto jak jestem zaangażowany. To jest część mojego nauczania – NAUKA O ZAANGAŻOWANIU.

Jeśli jesteś w związku – zaangażuj się w niego. Jeśli skończył się związek – zaangażuj się w jego skończenie. Jeśli masz jakąś praktykę duchową – zaangażuj się w nią.

Jeżeli kochanie siebie jest twoją praktyką – wspaniale! Oddaj się temu. Nie czekaj aż poczujesz się okropnie i skorzystasz z niej jak z duchowego koła ratunkowego – KOCHAJ SIEBIE NIEUSTANNIE! Nie czekaj aż poczujesz się do niczego. O, czuję się naprawdę źle, chyba powinienem zacząć siebie kochać. Nie… powinieneś kochać siebie CAŁY CZAS. Kochanie siebie tylko wtedy, gdy czujesz się do dupy jest jak czekanie z podlewaniem swoich roślin aż zaczynają obumierać.

[uczestnicy się śmieją]

Albo jak gotowanie jedzenia, gdy zaczyna się psuć. Ha, zabawny przykład. Może niezbyt smaczny, ale zabawny.

[uczestnicy chichoczą]

Och, karmię moje dziecko dopiero wtedy, gdy wrzeszczy. Nie na początku, kiedy zaczyna krzyczeć… nie… ono musi naprawdę dobrze wrzeszczeć, wtedy w końcu mówię – No dobra, nakarmię cię… pff, co tak krzyczysz.

[śmiech uczestników]

Co za dzieciak z ciebie! Boże, ale dziecko! Spójrzcie na to dziecko, płacze z byle powodu. Nie zrobilibyście tak, prawda? Więc dlaczego czekacie, aż poczujecie się całkiem do niczego, żeby siebie kochać? Kochamy siebie, gdy czujemy się źle i kochamy siebie, gdy czujemy się dobrze. Kiedy nie wiemy, jak się czujemy… również wtedy się kochamy. Kochamy siebie tak, jakby los całej planety od tego zależał. Kochamy siebie tak, jakby… właściwie wcale nie jakby, tylko faktycznie, kochając siebie, przekazujemy tę miłość każdemu sercu na tym świecie. Kochamy siebie tak głęboko, że przerywa to ból i cierpienie kogoś, kto właśnie doświadcza krzywdy, wykorzystania czy poniżenia. A osoba, która nieświadomie projektuje swój nieprzetworzony ból na swoją ofiarę zatrzymuje się, budzi na prawdę rzeczywistości i zaczyna widzieć swój własny ból, zamiast przerzucać go na innych.

Kochaj siebie tak głęboko, żeby każdy problem jaki masz ze światem, odwrócił się przez to, że staniesz się najbardziej kochającą istotą jaka istnieje. Kochaj siebie tak bardzo, że ubogie kraje zaczną produkować żywność dla swoich mieszkańców. Ludzie, którzy są zniewoleni dostaną swoje schronienie i będą wolni. Ci którzy są wysiedleni ze swoich domów, znajdą drogę powrotną do miejsc, do których należą. Kochaj siebie tak głęboko, żebyś nigdy nie zapomniał o boskości każdej rzeczy i abyś pozwolił ujawnić się Niebieskiemu Królestwu na planecie wypełnionej bólem. KOCHAJ SIEBIE NIEUSTANNIE. I kiedy zaczniesz kochać siebie tak mocno, że będzie ci się zdawało, że chyba zaczynasz być trochę szalony… wtedy zaczniesz przekraczać próg w stronę prawdziwej, płynącej z serca poczytalności.

Jak głęboko chcesz w to wejść?

Jesteś gotowy na odrobinę szaleństwa?

Bo, do diaska, ja jestem. A… dopiero zaczynamy. Tu nie chodzi tylko o położenie dłoni na sercu – Kocham cię, o, to miłe, no tak. Nie, nie, nie, nie, nie… to dopiero wstęp… to dopiero „siemanko”

[śmiech publiczności].

Na tym polega karmiczny powrót. Chodzi o powrót do świata, który kiedyś przekroczyłeś. O powrót do ciała, które starałeś się odrzucić. Powrót do… ego, któremu próbowałeś się wymknąć w ślepym zaułku.

[śmiech]

Chodzi o sprowadzenie całej swojej boskości na powrót do świata, tak żeby ludzie na tej planecie mogli sobie przypomnieć o świetle ich prawdziwej natury, a które zobaczą jak lśni w twojej potę?nej obecno?ci.

To sięga głęboko. Do tej pory twoja podróż była raczej intensywna. Czy nie czas, żeby stała się również pełna mocy? Tak sądzę.

Boska kobiecość nie powraca po to, żeby pozbawić męskość… męskości.

Boska kobiecość wraca, żeby uszlachetnić męskość. Jako, że męskość odgrywa się tylko dlatego, że czuje się oddzielona od swojej ukochanej. Męskość nigdy… na najgłębszym poziomie nie miała zamiaru ranić i tłumić kobiecości. Męskość obawiała się potęgi kobiecości. Bo wpuszczając w siebie kobiecość, zaczynała czuć się odarta ze swojej siły i nie wiedziała, jak kochać kobiecość, nie będąc jednocześnie jej obrońcą.

Kobiecość powiada – O mój najdroższy, nie potrzebuję twojej ochrony. Potrzebuję tylko twojej miłości… poddaj mi się. I jako samospełniająca się przepowiednia… męskość, przez pewien czas, zaczęła nieświadomie atakować kobiecość, z lęku przed mocą, której nie wiedziała, jak się poddać. Stała się bardzo nikczemna… podświadomie stając się tym, przed czym starała się kobiecość ochronić. Tłumiła kobiecość, aż do momentu, gdy kobieca moc zaczęła na nowo powstawać w równowadze. Nie po to, żeby ograniczyć czy uwięzić męskość. Nie po to, żeby robić wobec męskości to, co męskość robiła kobiecości. Ale po to, żeby przemienić męskość, sprowadzając do niej z powrotem jej prawdziwą ukochaną.

To nie jest wojna. TO JEST ROMANS.

I jak się okaże, jak zawsze mówiono… miłość zawsze zwycięża. Miłość ma zawsze… ostatnie słowo.

Zobaczycie. Wszyscy to zobaczymy. I każdy z nas będzie tego powodem.

 

 

Ścieżka odwagi

Portland, OR, opublikowano 18 lipca 2017

 

Przez wiele lat byłem tak skupiony na swojej pracy i służbie, że nawet nie przyszło mi do głowy pomyśleć o tym, czego tak naprawdę sam chcę. Usiadłem więc któregoś dnia i dałem sobie pozwolenie, żeby wczuć się w to, czym to w istocie jest.

I wiecie jaką otrzymałem odpowiedź? Tym, czego chciałem… był… zupełnie NOWY POCZĄTEK.

Zatem co robisz, kiedy dowiadujesz się o tym, o czym twoje serce od dawna już wie? Gdy poznajesz tę najgłębszą prawdę. Dla tej części ciebie, która wie wszystko, będzie to zupełnie w porządku, nie będzie nawet miała potrzeby poznawania wszystkich szczegółów.

Co zrobisz… co zrobisz, gdy usłyszysz to wołanie?

Odpowiesz na nie? Czy raczej stwierdzisz, że byłoby to wysoce niestosowne dla twojego obecnego stylu życia, i że zupełnie nie pasuje do „twojego” planu.

Powiem wam, co ja zrobiłem. Zacząłem szukać duchowego doradcy. Żeby odnaleźć najgłębszą prawdę. I usiadłem z człowiekiem, który odzwierciedlił i dał mi pozwolenie, żeby odważnie postępować w oparciu o moją wewnętrzną, głęboką klarowność. A jeśli zapytacie – Kto to był, kto ci pomógł? Odpowiem – To był ktoś, kto nazywa się… Matt Kahn.

Zwróciłem się do samego SIEBIE. To był moment, gdy potrzebowałem właśnie MNIE. Spotkałem się ze SOBĄ. I Matt Kahn powiedział mi jak jest. A wiecie co ja zrobiłem dla Matta Kahna po tym, jak powiedział mi prawdę? Uwolniłem go. Dałem mu wolność… i teraz jesteśmy w zupełnie nowym początku. Ponieważ zostałem uwolniony. Uwolniony od samego siebie.

I oto w tej podróży ty również wybudzasz się z wielu rzeczy. Na początku budzisz się z tego, co wydaje się być osobistą identyfikacją – Nie jestem umysłem, nie jestem osobą, nie jestem tym, co posiadam. Uświadamiasz sobie, że jesteś bezkresną i majestatyczną doskonałością tego, co nazywam „świadomością serca”. I możesz przebywać blisko niebios, doświadczając swojej nieograniczoności. A potem, ostatecznie, musisz wziąć cały ten nieskończony potencjał i sprowadzić go na powrót do ciała, z którego się wybudziłeś.

Wróciłem zatem do ciała, wróciłem do niego w pełni. Teraz już wiem, jak to jest być całkowicie w ciele. Ciekawa rzecz… większość mojego życia, jako dziecko i jako nastolatek, spędziłem w ciele. Ale nie miałem poczucia własnej siły. Potem się przebudziłem i doświadczyłem swoich możliwości… ale nie byłem w ciele. Teraz zaś, połączyłem ze sobą oba dwa światy – jestem w pełni ucieleśniony (w ciele) i jednocześnie w pełni umocniony.

I to jest wspaniała kombinacja.

[długa pauza]

Tak więc w pełni wracamy do ciała. Z powrotem gruntujemy się w ciele. Wracasz do tego, z czego się wybudziłeś, ale jesteś inny niż kiedykolwiek wcześniej… to jest jak… Niedziela Wielkanocna… Zmartwychwstanie… powrót. KARMICZNY POWRÓT. Dzieje się to wtedy, gdy wracasz w pełni do ciała jako oświecona, przebudzona istota i opromieniasz świat swoim blaskiem, przez co ten świat ma szansę odzwierciedlić je z powrotem, a ty przejawiasz swoje niebo na ziemi dla dobra i pomyślności innych ludzi.

[długa pauza]

Żeby przekazać energię i asystować ci podczas tego procesu – niezależnie czy budzisz się z ograniczeń osobistej tożsamości, śmigasz po planach astralnych lub kosmosie czy też wracasz z powrotem do ciała… co jest bardziej prawdopodobnym kierunkiem podróży, w której jest większość z was… bo na tym właśnie polega podróż wrażliwej energetycznie osoby, inaczej empaty… że teraz niekoniecznie wybudzasz się z czegoś, raczej na powrót budzisz się do ciała, budzisz się do życia, z powrotem do rzeczywistości. Dlatego chcę ci dziś zaproponować nauczanie, pomocne na tym etapie, tak jak to się dzieje za każdym razem, kiedy się spotykamy.

Żeby wybudzić się z osobistej tożsamości, w pierwszym etapie przebudzenia, udajemy się w kosmiczne przestrzenie… o czym wielu ludzi lubi rozprawiać w tej podróży… ale to jest tylko jeden etap, nie cała podróż. To jest niczym przejście z parkingu samochodowego, pod bramę do Disneylandu. Jesteś na parkingu, rozglądasz się wokoło, widzisz zjeżdżalnie, kolejki i myślisz, że oto jesteś w Disneylandzie… ale to jest tylko piknik na parkingu dla samochodów.

Na tym etapie świadomości, myślisz, że jesteś w Disneylandzie, podczas gdy spędzasz czas na parkingu. A potem jesteś prowadzony przez ten parking do wejścia. Przejście dalej, od bramy do parku, żeby pojeździć na kolejkach i zjeżdżalniach, jest właśnie powrotem do ciała.

Zatem, żeby przejść przez pierwszy etap przebudzenia potrzeba wielkiej klarowności i jasności, co często wyraża się jako motywacja do intensywnych studiów i praktyk duchowych, medytowania oraz samo-poznawania. I wiesz, kiedy to się dzieje, kiedy łapiesz tego nieokiełznanego duchowego bakcyla, nie masz nigdy dosyć, ciągle chcesz o tym rozmawiać, przyglądać się, łapczywie pochłaniać.. i to jest wspaniałe. Na tym etapie trzeba dużej klarowności, ale większość z nas tak naprawdę jest już poza tym etapem.

W rzeczywistości jesteśmy na etapie powracania do ciała jako przebudzona świadomość. Jeżeli o tym nie wiemy, okazuje się, że wiele osób przebywa w tych kosmicznych, niebiańskich, eterycznych przestrzeniach… i faktycznie się rozwinęli, ale nie mając pojęcia o powrocie do ciała sądzą, że są ściągani z powrotem do ego. Dlatego starają się odpychać od siebie ten powrót, ponieważ myślą, że to niczym wypadnięcie z wewnętrznej łaski.

Nie, nie, nie, nie, nie… to niszczy i rujnuje moje oświecenie.

Nie, nie, nie, nie…. Jest mi tu jak w niebie….nie, nie, nie, nie… nie wracam do iluzji.

Jednak tym, z czym w rzeczywistości walczymy, jest wejście na jeszcze wyższy poziom mistrzostwa. Ponieważ WSZYSCY MISTRZOWIE WRACAJĄ.

Wszyscy mistrzowie wracają.

Tak więc, pierwsza część podróży przebudzenia wymaga klarowności. Natomiast druga… o czym będę dziś mówił… wymaga… ODWAGI.

Zatem w głębi mojego serca pojawiło się wołanie o zupełnie nowy początek. Odwagi wymagało… zauważenie tego pragnienia. Wymagało odwagi zobaczenie skąd ono pochodzi w świetle najgłębszej wiedzy mojej duszy. I odwagi, żeby postępować zgodnie z tym pragnieniem w najbardziej świadomy i umiejętny sposób, z szacunkiem dla wszystkich ludzi, którzy byli z tym związani.

Jestem w takim miejscu swojej podróży, gdzie nauczam i przekazuję pewną wiedzę. Wielu z was nie poznało mnie tak naprawdę jako żywego człowieka, ponieważ wcześniej nie powróciłem jeszcze do bycia „osobą”. A teraz, gdy w pełni wróciłem do ciała, chcę… nie tylko uczyć i przekazywać energię, ale zamierzam również przekazywać swoje nauczanie przez to, jak naturalnie demonstruję je w życiu. Chcę żebyście poznali mnie także jako człowieka.

[Matt patrzy w kamerę] – … innymi słowy, YouTube, chcę pogłębić naszą relację.

[publiczność chichocze]

Można powiedzieć, że chcę podejść do tego na poważnie – [Matt chichocze i wciąż patrząc w kamerę, dodaje] – jestem gotowy przejść na następny poziom, YouTube.

[publiczność się śmieje]

A poprzez traktowanie tego bardziej personalnie… cóż, kiedy nasze ego zostaje uruchomione myślimy, że dzieje się tak dlatego, ponieważ traktujemy pewne rzeczy zbyt osobiście. Jednak prawda jest taka, że zostaliśmy poruszeni, ponieważ nie podeszliśmy do tego wystarczająco osobiście. Jeżeli bierzesz rzeczy całkowicie personalnie, zostaniesz wyzwolony. Zostajemy zranieni nie dlatego, że potraktowaliśmy coś zbyt osobiście, tylko dlatego, że nie jesteśmy w pełni zaangażowani w bycie człowiekiem, którym jesteśmy. Ból, który czujemy, to Życie, które próbuje nami potrząsnąć, żebyśmy w pełni zaangażowali się w nasze doświadczenie… Ból to Życie starające się wciągnąć nas z powrotem do ciała, do którego obawiamy się powrócić. A gdy już potraktujesz rzeczy na sto procent osobiście, twoja odwaga, przekonanie i zaangażowanie, żeby przeżywać życie swoich największych pragnień, rozwiną się i przyjdą do ciebie szybciej niż ty do nich.

Chodzi więc o ŚCIEŻKĘ ODWAGI. Jeżeli przyjrzysz się słowu „odwaga” (ang. courage), no wiecie, nie dosłownie, ale, powiedzmy, filozoficznie… podzielmy to słowo na dwie części. Przyglądałem się któregoś dnia temu słowu i coś do mnie dotarło. Nie dosłownie, filozoficznie. Nie patrzcie na litery, idźcie za moim tokiem myślenia. Odwaga (courage) to jakby dwa słowa – to jak CORE RAGE (dosł. podstawowy/rdzenny gniew – przyp. tłum). Ten „rdzenny gniew” jest cierpieniem wynikającym z konfliktu we wnętrzu każdej ludzkiej istoty. „Rdzenny gniew”… to wewnętrzny konflikt, który ujawnia się w twoim życiu po to, żebyś stał się wolny i w pełni swoich możliwości. To odwaga, której często nie potrafisz wydobyć. Więc jeśli nie wiemy, jak żyć odważnie… w naszym ciele pojawia się „rdzenny gniew”, który gdy jest aktywny, wyraża się jako złość, a w formie pasywnej ma postać smutku.

I czy jesteśmy smutni z powodu tego, jak oddziałuje na nas złość innych ludzi, czy złościmy się z powodu smutku, z którym musimy sobie radzić… czy jakakolwiek kombinacja tych dwóch… to są to tylko dwa różne oblicza tego „rdzennego gniewu”, który jątrzy się w nas, dopóki nie obudzimy w sobie prawdziwej odwagi. Zatem pytanie brzmi – jak stać się odważnym, żeby uzdrowić tę wewnętrzną wściekłość, co uwolni nas zarówno od pasywnego smutku, jak i aktywnej złości? Czy, mówiąc inaczej, biernego smutku i agresywnej złości… bo na tym właśnie opiera się cała sprawa z ego – ono jest bierno-agresywne.

No chyba, że jesteś narcyzem… wtedy to jest… no… niezłe przedstawienie!

[uczestnicy wybuchają śmiechem]

Jestem pewien, że widzieliście takie przedstawienie, show narcyza, widzieliście coś takiego?

[publiczność się śmieje, ktoś z sali mówi głośno – Tak!].

Jak na ironię jedynymi osobami, które nigdy nie widziały przedstawienia narcyza są sami narcyze. Czy to nie fascynujące?

[uczestnicy chichoczą]

A tak na marginesie, skąd wiesz, że jesteś narcyzem? Jeżeli kiedykolwiek zadawałeś sobie pytanie czy jesteś narcyzem – to znaczy, że nim nie jesteś. Ponieważ narcyz nie ma pojęcia co to takiego. Narcyz powie – Jest coś takiego jak narcyzm? Istnieje coś takiego? Czyli, jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się, „czy jestem narcyzem”? Nie, nie jesteś.

Narcyz nie ma żadnej samoświadomości. Tylko poczucie własnej ważności. A ponieważ my, jako energetycznie wrażliwe i sensytywne istoty, już jesteśmy samo–świadomi, tak naprawdę brakuje nam zdrowej dawki poczucia własnej ważności, która dałaby nam poczucie, że jesteśmy na tyle wartościowi, żeby być kimś odważnym i odważnie żyć. Żeby tak naprawdę dać sobie miejsce we własnym życiu i naprawdę się liczyć, być ważnym. A nie możesz się liczyć, jeśli uważasz, że ten świat jest iluzją i złudzeniem. Ten świat jest prawdziwy, ponieważ ty jesteś prawdziwy. A jeżeli ty jesteś prawdziwy… wszystko jest prawdziwe. I jeśli jesteś prawdziwy… wszystko ma znaczenie i się liczy. Twoje decyzje się liczą, twoje wybory mają znaczenie… wszystko ma znaczenie. Ale nie w oparciu o lęk – O mój Boże! Moje myśli… ojej, moje myśli!

[uczestnicy się śmieją]

Nie martw się o swoje myśli.

Dowiedzmy się zatem, jak rozwiązać ten „rdzenny gniew” i wewnętrzny zamęt, ucząc się co to znaczy być odważnym. Przejście od „rdzennego gniewu” do odwagi jest tym, co nazywamy „poddaniem”. Wielu z was słyszało już ten termin, „poddanie”, dużo o tym mówię – bo jest to coś, co właśnie się dzieje na całej planecie… od jakiegoś tryliona lat. Bo to jest natura i istota naszej ewolucji jako ludzi… naszej inicjacji do duchowych rzeczywistości… PODDANIE.

Zatem porozmawiajmy chwilę o poddaniu, w taki sposób, żeby łatwo było to zrozumieć. Co to znaczy się poddać? Ileż to razy miałeś jakieś doświadczenie i mówiłeś – Okay, poddaję się. Puszczam. A potem rozglądałeś się po swoim życiu, wyglądając jakiejś nagrody, jakiejś wygranej… No kiedy w końcu pod mój dom podjedzie ta wielka ciężarówka z naczepą i zrzuci dla mnie górę złotych sztabek i stertę pieniędzy, skoro już się poddałem? Ile razy tego doświadczyłeś – No odpuściłem… ale to nie działa! Pozwoliłem… z całych sił! I co?

[publiczność się śmieje]

Puściłem tak bardzo, że zadzwoniłem do przyjaciela i mówię do niego – O mój Boże, właśnie tak bardzo, z całych sił, odpuściłem! A on jest empatą i odpowiada – O Boże, poczułem to! Tak dokładnie to poczułem… czuję jak puszczasz… myślę, że ja też puszczam. No ale dlaczego nic się nie dzieje? Czemu nic się nie zmienia?

[uczestnicy się śmieją]

Przeżyliście kiedyś coś takiego?

No to pozwólcie, że powiem wam, co tak naprawdę oznacza odpuszczenie, zostawienie czegoś w spokoju. Bo jak na ironię, na początku faktycznie są takie rzeczy, które możesz odpuścić i to w pewnym sensie działa, jest skuteczne. Możesz coś puścić i czujesz – O, właśnie to odpuściłem. To było niesamowite. Ale dalej, w praktyce, okazuje się, że odpuszczanie czy pozwalanie w ogóle nie ma nic wspólnego z tobą i twoją odpowiedzialnością za puszczenie czegoś.

Jak już wcześniej mówiłem, to nie ty zostawiasz rzeczy w spokoju – TO TE RZECZY ZOSTAWIAJĄ CIEBIE. Czy mówiąc inaczej, nie ty coś puszczasz – to coś puszcza ciebie. Bardziej jesteś zakładnikiem niż porywaczem. Wiecie o co mi chodzi? To ty jesteś tym, który zostaje puszczony… Co zatem powoduje, że to coś zostawia ciebie w spokoju? Rozwijanie własnej odwagi. Poddanie.

A więc co znaczy się poddać? No dobrze. Powiedzmy to prosto – chodzi o przyznanie, że każda jedna rzecz w twoim życiu jest po to, żeby pomóc ci się rozwijać i stać się lepszym niż byłeś wcześniej, niezależnie od tego czy podoba ci się to, co się dzieje czy nie. Tym właśnie jest poddanie, przyzwolenie. I jeśli się na to zgodzimy… nie ma czego lub kogo obwiniać.

Wielce szlachetnym aktem jest móc powiedzieć – Nie podoba mi się to, co się dzieje. Nie podobają mi się te postacie, które odgrywają swoje doskonałe role. Nie podoba mi się scenariusz, z którego czytają swoje kwestie. Nie podoba mi się rola, którą ja mam odgrywać… ani trochę mi się nie podoba. Jednak nie będę nikogo obwiniać, ponieważ to wszystko jest po to, żeby mi pomóc… więc zrobię najbardziej spektakularny krok w stronę poddania… dzięki skupieniu się na tym, JAK TO COŚ MI POMAGA. I nawet jeśli nie mam pojęcia, jak to mi pomaga, fakt, że mogę przyjąć, iż to JEST dla mnie korzystne, pomimo, że naprawdę nie wiem JAK… zaniechanie obwiniania pozwala wszystkiemu stać się moją największą ewolucyjną korzyścią. Oto prostota poddania. Wszystko jest po to, żeby mi pomagać… i wcale nie muszę tego lubić. Nie muszę tego lubić. Nie musi mi się to podobać.

Jak się okazuje, tak naprawdę nie ma czegoś, co by mi się nie podobało. Dla mnie wszystko jest w rodzaju – O, będzie świetnie. A jak nie jest, mówię – A to pech! I idę dalej.

I oczywiście zdarzają się takie momenty, które są bardziej serio, gdy pojawia się w tobie poczucie… to jest to, czego chcę. Moje życie wzywa mnie do zrobienia następnego kroku. I wiecie, że wszystko co robisz, żeby dokonać zmiany w swoim życiu, wywołuje również zmianę w życiu innych ludzi. I jeśli to będzie pomocne tobie, innym również przyniesie jedynie korzyści. Uważam, że częścią tej hipnozy, w której wszyscy utknęliśmy jako osoby wrażliwe energetycznie… często jesteśmy złapani w bardzo destrukcyjne… wiecie… cykle współuzależnienia… ponieważ staramy się, żeby inni ludzie zrozumieli korzyści jakie płyną z takich decyzji. Często mówimy – Dopóki on czy ona nie zgadza się z tym, to ja nie mogę zrobić swojego kroku. Dopóki on czy ona nie jest z tym w zgodzie, to pewnie ja nie jestem gotowy… coś nie jest dopełnione. W rzeczywistości, jesteś niegotowy tylko wtedy, kiedy SAM nie zrobisz odważnego kroku do przodu. Tak więc większość ludzi utyka, czekając aż pewne sprawy czy rzeczy się „dopełnią”, a okazuje się, że to ich wejście w nową rzeczywistość jest tym dopełnieniem, którego szukają.

Ileż to razy miałem przyjemność pracować z wieloma spośród was… pięknymi ludźmi będącymi w związkach… które już dawno straciły datę ważności, ale czekaliście, żeby to ta druga osoba zrozumiała jaka jest prawda, zanim przyszło wam do głowy, że sami możecie coś świadomie zakończyć.

Zakończyć świadomie oznacza – Dostrajam się do tego, czego chcę i wygląda na to, że jest to coś innego niż to, co mam teraz. Podejmuję decyzję, żeby iść naprzód, a jeżeli ta druga osoba się z tym nie zgadza, muszę być gotowy wyruszyć w podróż ku temu, co jest dla mnie najlepsze i wiedzieć w swoim sercu, że jeśli to jest najlepsze dla mnie, to jest to również najlepsze dla każdego, nawet gdy w tej chwili nie wydaje się to prawdą dla tej drugiej osoby. I to jest odwaga.

Wszystko jest po to, żeby mi pomóc. Wiem, czego domaga się moje serce. I muszę zrobić to, co jest dla mnie najlepsze. A jeśli DLA MNIE jest najlepsze, to jest i najlepsze dla wszystkich. I nikt nie musi rozumieć, że to jest dobre dla wszystkich, tylko ja. Właśnie wtedy zaczynasz sobie ufać.

Nie uzdrawiasz poczucia braku wartości poprzez wewnętrzną, duchową pracę. Uzdrawiasz brak poczucia własnej wartości poprzez bycie odważnym i zaufanie do siebie. Wiem, co muszę zrobić i oto co zrobię. A kiedy osoby z twojego życia niekoniecznie się z tym zgadzają… jest to tylko odbicie twojej własnej… historii samo-zwątpienia. To twoje własne zwątpienie mówiące – …nigdy nie posunąłeś się aż tak daleko.

[śmiech uczestników]

Inni ludzie mają swoje własne życia. W twoim życiu, inni ludzie są odzwierciedleniem twojego własnego zwątpienia, które pyta… jesteś pewien, że chcesz to zrobić? Jesteś pewien, że chcesz opuścić stary paradygmat? Na pewno? I jeśli nie czujesz swojej wewnętrznej wartości, powiesz – …och, no nie wiem… nie wiem, czy chcę opuścić stary paradygmat… no sam już nie wiem, to jest dość niewygodne. I zdajesz sobie sprawę, że jednym sposobem, żeby dotrzeć tam, gdzie musisz być, jest BYĆ ODWAŻNYM. Wszystko jest po to, żeby ci pomóc.

A jeśli powiesz… Matt… to brzmi jak kapitalny tytuł na książkę, odpowiem, Hay House (amerykańskie wydawnictwo – przyp. tłum.) też tak uważa.

[uczestnicy chichoczą]

Bo taki jest właśnie tytuł mojej najnowszej książki: „Everything is here to help you” („Wszystko jest po to, żeby ci pomóc”). A jeśli zapytasz – …no dobrze, ale w jaki sposób WSZYSTKO mi pomaga? No wiesz, to mocne stwierdzenie – WSZYSTKO. Cóż… książka ci to wyjaśni [uczestnicy się śmieją]… będzie dostępna już latem przyszłego roku (chodzi o lato 2018 – w Polsce książka będzie miała swoją premierę latem 2019 – przyp. red.).

Do tego sprowadza się poddanie. Nie musi mi się coś podobać, to może być szokujące… to może być zaskakujące… lub nieoczekiwane. Albo od dawna się na to zanosiło, ale ponieważ nie odpowiadało to temu, czego chcę, więc udawałem, że tego nie ma. Miałeś takie doświadczenie? Ależ jestem zaskoczony! Naprawdę? Naprawdę jesteś zaskoczony? Czy po prostu to nie jest to, czego chcesz? Widzisz różnicę? Wiele razy mówimy, że jesteśmy zaskoczeni… ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. W pewnym sensie udajemy, że coś nas zaskoczyło. To nawet zabawne. Udajesz, że jesteś zaskoczony, bo to nie jest to, czego chcesz. Jeżeli udajemy zaskoczonych, to w pewnym sensie wciąż wierzymy, że mamy do czynienia z jakimś błędem, pomyłką. A skoro tak, to możemy to rozwiązać, „naprawić”. Lecz w rzeczywistości wcale nie jesteśmy zaskoczeni. Po prostu tego czegoś nie chcemy.

A jednak, jeżeli rozumiemy, że wszystko jest po to, żeby nam pomóc… to mówimy… Och wszystko, co otrzymuję i co się dzieje jest łaską. Wszystko, co zostaje mi zabrane… jest wyzwoleniem… tworzy jedynie więcej przestrzeni w moim życiu, żeby wyłoniło się coś nowego.

To zabawne, że przez większość czasu będąc na duchowej ścieżce… wygląda na to, że jesteśmy najbardziej wdzięczni za te rzeczy, które nam się podobają. Myślę, że nadszedł czas, żebyśmy byli wdzięczni za to, co jest nam najbardziej pomocne. Och! Wydarza się w życiu taka duża zmiana. To jest bardzo niewygodne. Ale bardzo pomocne. Bardzo pomocne. Nie wygodne. To nie jest zabawne, ale… och, ile korzyści!

[publiczność chichocze]

Och! Te korzyści! Jak na przykład duża szklanica… zielonego roślinnego koktajlu (ang. super greens) Och, te odżywcze korzyści! Czy to jest pyszne?… noo… tak bym nie powiedział… wiecie, to nie jest tak, że budzisz się w środku nocy i myślisz sobie – …o mój Boże, ależ mam ochotę na wielką porcję super greens…

[uczestnicy się śmieją]

… to tak cudownie smakuje! Albo idziesz do ulubionej lodziarni i pytasz – … czy macie może lody o smaku super greens?

[uczestnicy się śmieją]

Młody jęczmień, świeży owies, coś takiego. Macie TAKI smak? Bo bardzo bym chciał, coś takiego jak… trawa [śmiech] Uwielbiam ten smak, jakbym w ustach miał skoszony trawnik [śmiech], macie ten smak?

Rozumiecie o co mi chodzi?

Nie pragniesz… koktajlu z zielonych roślin. Ale twoje ciało być może tak. Moje ciało chce zielonego i piję dużo takich koktajli. Bo moje ciało bardzo je lubi. Naprawdę, moje ciało je kocha. A z odpowiednią ilością limonki albo cytryny, smakuje całkiem nieźle, choć zazwyczaj to nie jest „mmmm, pychota!” I podobnie, są takie rzeczy, które są dla nas dobre z duchowego punktu widzenia, ale nasze ego nie chce mieć z nimi NIC do czynienia. I to w porządku. Tyle tylko, że ego uważa, że „jeżeli tego nie chcę, to nie powinienem musieć przez to przechodzić”. Jednak nie na tym polega ta przygoda.

W jaki sposób rozpoznajesz te rzeczy, przez które musisz przejść? BO WŁAŚNIE ONE SIĘ WYDARZAJĄ!

To naprawdę jest takie proste. Nic nie dzieje się bez jakiegoś rodzaju ewolucyjnych korzyści. I czy to dostrzegasz od razu czy za dwadzieścia lat od teraz, to nie znaczy, że nie ma w tym jakiegoś daru. Wszystko jest po to, żeby ci pomóc.

Zatem, jeśli wszystko jest tutaj, żeby ci pomóc, przyjmujemy życie z otwartością. Przestajemy z nim negocjować. Życie wie czego chcesz. Ale Życie potrzebuje, żebyś stał się najbardziej odważną wersją siebie, zanim da ci wszystko czego pragniesz. Najpierw musisz się stać największym pragnieniem Życia, tym kim Życie najbardziej pragnie, żebyś był. Musisz się stać największym pragnieniem Życia… a wtedy wszystkie twoje pragnienia będą spełnione, ponieważ ucieleśnisz obraz największej doskonałości Życia. Wielu z nas prawdopodobnie nie wie, że najpierw to my spełniamy pragnienie Życia, a potem Życie spełnia nasze. Właśnie dlatego …tyle tych rzeczy związanych z manifestowaniem i przejawianiem… mimo najlepszych intencji, nie przynosi efektu w życiu wielu ludzi, ponieważ oni są dopiero w podróży stawania się największym pragnieniem Życia, a próbują zmusić Życie do wypełnienia ich własnych pragnień… można by powiedzieć, że w pewnym sensie robią wszystko na opak.

Każdy z nas potrafi manifestować, musimy po prostu robić to w odpowiedni sposób – nauczyć się jak to działa.

Tak więc poddanie oznacza – bez względu na to, co się dzieje – nikogo nie obwiniamy. To nie znaczy, że pozostajesz w złych relacjach, pozwalasz się wykorzystywać, czy dopuszczasz, żeby ktoś chodził ci po głowie. Brak obwiniania nie oznacza, że nie idziesz naprzód. Nie musisz nikogo obwiniać po to, żeby coś zmienić i od czegoś odejść. Możesz po prostu powiedzieć – Och, bardzo ci dziękuję, czas pójść do przodu.

Dla mnie zrobienie tego kroku to była naprawdę wielka rzecz. I cieszy mnie, że mogę podzielić się z wami czymś, co jest dla mnie naprawdę ważne i duże. Podoba mi się to. To jest dla mnie naprawdę czymś wielkim i odważnym… i dobrze się z tym czuję, że jestem w stanie spojrzeć na swoje życie i powiedzieć sobie – Oto co muszę zrobić, żeby postawić przed sobą wyzwanie w mojej podróży… nie próbując sprzeciwiać się samemu sobie. To jest odczucie typu – to jest to, co musi być.

Tak więc, wszystko jest po to, żeby ci pomóc. Sięgamy po odwagę… poprzez rezygnację z obwiniania i podjęcie decyzji wypływających z naszej najgłębszej prawdy. Wiemy, co jest konieczne w naszym życiu i nie wymagamy, żeby inni ludzie się z tym zgodzili, zanim będziemy mogli zrobić krok naprzód. Nie musimy mieć zgody od innych, żeby działać zgodnie z naszą najgłębszą prawdą. Nie czekaj aż ktoś inny cię uwolni, wypuści z relacji współuzależnienia… Kiedy ty uwolnisz siebie – niezależnie od tego, czy ktoś inny rozumie czy nie rozumie że to jest dobre – przechodzisz w wibrację zjednoczonej świadomości.

Zatem, żeby postępować odważnie i nie oscylować pomiędzy biernym smutkiem, a agresywną złością… bez względu na to, jak czuje się ego… gdy stajesz w obliczu zmiany lub gdy zanosi się na zmianę… bo ego, wiecie zawsze prowadzi wojnę ze zmianą, jako że boi się utracić fundament swojej rzeczywistości. Boi się, że coś potrząśnie śnieżną kulą jego istnienia, że wszystko zostanie postawione na głowie. Że wszystko zostanie wywrócone do góry nogami. Ego myśli – … mój Boże, jeśli TO się wydarzy, mój świat się skończy. Mieliście takie doświadczenie? Jeśli wydarzy się ta jedna rzecz, mój cały świat się rozpadnie.

Ale spójrzmy, co tak naprawdę rzeczywiście tracisz? Jeżeli naprawdę przyjrzysz się temu, co tracisz, kiedy przychodzi do ciebie zmiana, albo gdy pragniesz zmiany… co właściwie tracisz? A gdybym powiedział ci coś takiego – jedyną rzeczą jaką możesz utracić są… twoje wyobrażenia i przekonania.

Ego może powiedzieć, „byłem w związku i potem go straciłem”. Nie straciłeś związku… straciłeś wyobrażenie jakie miałeś o tym związku. Miałeś poczucie, że byłeś w związku i to jest dobre odczucie, bo rzeczywiście „byłeś”. Jednak potem u tej drugiej osoby pojawiły się inne wyobrażenia, które zmieniły twoje wyobrażenia i … to ci się nie spodobało. I masz do tego prawo… nie musi ci się to podobać. Ale czy generalnie wszystko, co tracisz, to nie są wyobrażenia? I to jest w porządku…

Czy nie zdarzyło ci się kiedyś, że myślałeś, iż ktoś się na ciebie złości, a okazało się, że wcale tak nie jest i dotarło do ciebie – Och, to było tylko moje wyobrażenie…

[uczestnicy chichoczą]

Wiecie co jest ciekawe… największe akty przemocy inspirowane są przez… wyobrażenia. Wojny wybuchają z powodu obrony przekonań i wyobrażeń. Gdybyś mógł powstrzymać ludzi, którzy walczą z powodu różnic poglądów i zapytał – Hej, co takiego namacalnego jest w tym, czego bronicie, walcząc ze sobą? Porzućcie na chwilę swoje poglądy i zobaczmy co to takiego? Nie uda ci się niczego znaleźć. Do największej przemocy dochodzi po to, żeby stłumić lub obronić coś, czego nie możesz namacalnie znaleźć… poglądu, wyobrażenia, koncepcji. Również największe przejawy genialnej pomysłowości pochodzą z najbardziej natchnionych wyobrażeń i koncepcji. To bardzo uczy pokory i szokuje… myśl, że tym, co łączy geniusza, awatara i żądnego krwi kryminalistę jest to, że wszyscy oni inspirowani są do działania przez jakieś wyobrażenia i poglądy. Tak, to bardzo uczy pokory.

Jedyną rzeczą, którą naprawdę możesz utracić w tym świecie jest jakieś wyobrażenie. A kiedy jesteś w świadomości ego mylisz swoje wyobrażenie o czymś z rzeczywistością tej rzeczy. Na ścieżce poddania zaczynasz się uczyć, że bez względu na to, co zyskuję lub tracę, moje prawdziwe ja nie może zostać mi odebrane. NIE MOGĘ SIEBIE UTRACIĆ. Mogę utracić jedynie swoje wyobrażenia o sobie.

Powiedzmy, że miałeś pracę, która dawała ci poczucie, że jesteś wartościowy, określała cię w sposób, który ci odpowiadał… i nagle ją straciłeś. O Boże, to kim teraz jestem? Tak naprawdę wcale nie straciłeś swojej mocy, utraciłeś jedynie swoje najmocniejsze wyobrażenie o sobie. Jednak kiedy jesteś w swoim ego, nie rozpoznajesz różnicy pomiędzy rzeczywistością a wyobrażeniami. Ponieważ gdy się budzisz, życie zaczyna się jawić jako rzeczywistość wyobrażeń, a gdy śpisz, żyjesz wyobrażeniem, które nazywasz rzeczywistością.

Zatem jedyne co kiedykolwiek możesz utracić to wyobrażenia.

To, z czego się wybudzasz, to wyobrażenia o sobie. Tak właśnie siebie znajdujesz. Budzisz się z wyobrażeń o sobie. Nazywam to „życiem po mnie” (parafraza do „życia po życiu” – przyp. tłum). Jaki jest najprostszy sposób pojmowania przebudzenia? Nie jestem już zagubiony i nie chowam się w swoich wyobrażeniach.

Zatem, jeśli jedyne co naprawdę możemy stracić to wyobrażenia oraz wszystko jest po to, żeby nam pomóc, to wówczas kultywujemy odwagę, nie tylko przez to, że postępujemy odważnie i pewnie, wiedząc, że jeśli to jest prawdą dla mnie, musi być także prawdą drugiej osoby, nawet jeśli ona nie potrafi tego dostrzec. Rozwijanie odwagi to taki dwuczęściowy proces – to odważne postępowanie połączone z uprzejmą, elegancką komunikacją. To najwyższa duchowa ścieżka mistrzostwa. Ponieważ są na tym świecie ludzie, którzy są odważni i nie są kulturalni oraz uprzejmi. I są też tacy jak ty… jak my… ludzie wrażliwi energetycznie, którzy są mili, uprzejmi, ale nie mają odwagi. Zauważyliście to kiedyś? Prawdziwie uprzejmy, grzeczny, ale niekoniecznie odważny. Jesteśmy uprzejmi, więc teraz UCZYMY SIĘ BYĆ ODWAŻNI. Tak samo jak inni uczą się być mili, dobrze wychowani.

Tak więc, kiedy jesteś uprzejmy w słowach… skromny w tym, jak siebie wyrażasz… wyrazisty w swojej klarowności oraz zdecydowany i nieociągający się w swoich działaniach, wtedy rodzi się prawdziwa odwaga i wtedy ten „rdzenny gniew” smutku i złości po prostu znikają… rozpuszczają się. To właśnie wtedy wracasz do domu, do siebie, wykraczając poza jakiekolwiek wyobrażenie, które kiedykolwiek miałeś na swój temat.

Nie musisz tłumaczyć innym ludziom, że wszystko dzieje się po to, żeby im pomóc. Wiesz czemu? Ponieważ wszystko jest po to, żeby pomóc TOBIE. I tak długo jak wiesz, że wszystko dzieje się po to, żeby pomóc TOBIE, każdy inny człowiek odkryje, że wszystko jest po to, żeby pomóc jemu… kiedy nadejdzie dla niego czas, żeby się o tym dowiedzieć. Czasami tak bardzo staramy się ratować ludzi przed nieuchronnością ich podróży, że nie uczestniczymy w pełni we własnej. Staramy się oszczędzić innym ludziom upokorzenia, smutku, złości, straty czy samotności, i tak bardzo staramy się upewnić, że drugi człowiek nie cierpi, że krzywdzimy samych siebie, nie będąc tym, kim jesteśmy. Dajemy w ten sposób drugiemu człowiekowi fałszywe wrażenie na temat tego kim nie jesteśmy, powodując tym samym, że tworzą relacje z ich wyobrażeniami, a nie z nami prawdziwymi.

Jesteś tu po to, żeby być odważnym i taktowymi. I kiedy taki jesteś, znajdujesz się na najwyższej duchowej ścieżce, gdzie masz odwagę być miły i elegancki, gdy inni wcale tacy nie są. Ponieważ brak taktu u drugiego człowieka jest jego sposobem, żeby powiedzieć – …jestem bardzo poruszony i dotknięty przez zmianę w moim życiu lub zmianę, którą wnosisz do mojego życia. Albo ktoś może być zupełnie wytrącony z równowagi tym, że możesz wywołać zmianę w jego życiu, co nawet nie ma z nim żadnego związku, ponieważ zmienia tylko sposób w jaki cię postrzegał. A to podważa cały fundament jego życia. Na przykład, możesz dokonać zmian w swoim życiu, które nawet nie mają związku z drugim człowiekiem, a jednak, w efekcie, ta zmiana wstrząsa fundamentem… jego wyobrażeń. A kiedy coś zachwieje fundamentem ego… ono nie jest zbyt miłe. Pamiętajmy, że kiedy ktoś jest nieuprzejmy i nietaktowny, to wyraża w ten sposób – …bardzo mi przykro, jestem głęboko zanurzony w mojej ozdrowieńczej podróży. Nie jestem w miejscu, żeby działać zgodnie z najwyższą mądrością mojej duszy.

Nie potrzebujesz, żeby inni ludzie byli uprzejmi czy mili tak długo, jak TY sam jesteś. A jeżeli kiedykolwiek miałeś doświadczenie bycia absolutnie uprzejmym i pełnym szacunku dla ludzi, który byli całkiem pozbawieni szacunku – to bardzo transformujące przeżycie. To nie znaczy, że masz być ich ofiarą. Jeżeli ktoś nie jest dla ciebie miły, powiedz po prostu – Bardzo dziękuję, do widzenia… i odejdź – uprzejmie i grzecznie.

Dla ego, bycie uprzejmym wobec ludzi, którzy nie są mili, to ukrzyżowanie. Ale co przychodzi po ukrzyżowaniu? Wielka Niedziela. Ten, który zawisł NA krzyżu nie jest Tym samym, który powraca w Niedzielę Wielkanocną. Tak więc, ukrzyżowane ego nie jest tym samym, które powraca. Ten na krzyżu tworzy miejsce dla nadejścia ZMARTWYCHWSTANIA.

Co wydarzyłoby się w twoim życiu, gdybyś dał sobie przyzwolenie, że najważniejsze jest po prostu być taktownym i uprzejmym dla każdego, bez względu na to, w jakim stanie znajduje się ten drugi człowiek. Będę miły, taktowny i pełen szacunku… niezależnie od tego, jaki jest ktokolwiek inny. A jeśli ktoś w twoim życiu nie jest w stanie tak samo szanować ciebie… no cóż… może powinieneś zrewidować swoje plany.

Co się wydarzy, kiedy zaczniesz patrzeć na swoje życie pod kątem „czego chcę od mojego życia” i będziesz na tyle odważny, żeby podjąć decyzje, które są dobre dla ciebie, nie czekając aż inni ludzie najpierw temu przyklasną.

Będę najbardziej… gdy tylko… i kiedy… – wypełnij puste miejsca. Ilu z nas wciąż na to czeka?

Twoje życie stanie się wspaniałe, kiedy TY staniesz się odważny i będziesz odważnie postępował poprzez taktowne i uprzejme działania.

To tak, jakbyś spojrzał swojej przeszłości w oczy i powiedział – Dziękuję ci za wszystko. Ale czy zechcesz mi wybaczyć, ponieważ wzywa mnie moje przeznaczenie. Czas wrócić do domu. A przeszłość powie – No nie wiem, czy to jest twoje przeznaczenie. Ty zaś się uśmiechniesz i odpowiesz – Tak, rozumiem, że masz wątpliwości, ale ja wiem. I dlatego jestem wzywany… i to ja jestem, tym, który na to odpowie. Tak więc, bardzo ci dziękuję. Dziękuję.

Bo oto, myślimy, że jesteśmy na tej ścieżce, żeby znaleźć wyzwolenie… i faktycznie, wyzwolenie jest częścią tego procesu. Wyzwolenie jest tym, co znajdujesz po drodze… jednak ogromna część tej podróży znajduje się poza wyzwoleniem. WOLNOŚĆ TWORZY PRZESTRZEŃ DLA ODWAGI. Tego naprawdę szukasz – odwagi. Bo wiecie czego dowodem jest odwaga? Pasji. Pasji. I nie chodzi o pasję czy zamiłowanie DO czegoś, ale zamiłowanie, pasję, żeby być tym, kim urodziłeś się, żeby być.

Zatem najpierw budzisz się z wyobrażeń o sobie zwanych ego. Potem powracasz do ciała, żeby być tym, kim urodziłeś się być. Jednak jeśli interpretujemy to z pozycji starego paradygmatu, to ktoś, słysząc to, może powiedzieć – O jej, to brzmi jak powrót do ego. To jakby ruch wstecz. Ale tak powie tylko ten, kto boi się być odważny i kto ma tak dużo duchowej wiedzy, że zapomniał o uprzejmości. Nie ma nic bardziej zadziwiającego [Matt mówi z lekką ironią] niż ktoś, kto ma tak wiele duchowych wglądów, że przesłoniły mu taktowność, otwartość i odwagę. Och, gdyby tylko świat wiedział to, co ja wiem. Dam temu człowiekowi to, czego mu potrzeba. A jeśli nie umie sobie z tym poradzić, to znaczy, że się opiera.

Oooj! – [Matt robi minę jakby jadł coś niesmacznego].

Prawda jest taka, że każdy ma już wszystko, czego mu potrzeba dla jego najbardziej uzdrawiającej podróży, a my pomagamy sobie nawzajem w naszej ewolucji, dając każdemu przestrzeń, żeby to wszystko przetrawił i zrozumiał, oraz odnosząc się do siebie harmonijnie, pokojowo, uprzejmie i taktownie.

Kochamy siebie, żeby rozwinąć odwagę i żeby żyć śmiało i uprzejmie. I żyjemy śmiało i uprzejmie, żeby rozwinąć odwagę, oraz żeby otwierać się na miłość. Kochamy odważnie, kochamy śmiało i niezależnie od tego, jak to przekłada się na nasze życie… mamy coraz więcej szacunku, wybaczenia i uprzejmości dla tych, którzy się z nami nie zgadzają.

Za sprawą łaski zrodziłeś się w ciele, ale potrzeba odwagi, żeby być w ciele w pełni świadomym, przebudzonym i w pełni swojej mocy. Bo kiedy już się przebudziłeś i powróciłeś do ciała, wiesz dlaczego to jest takie odważne? Ponieważ powrót do ciała oznacza, że WYBRAŁEŚ wrócić do ciała. Kiedy się rodzisz i jesteś dzieckiem, to jesteś jak dziecko – Łaaa, czemu tu jestem? Łaaaa [Matt macha rękami jak dziecko]. Mam ręce! [publiczność się śmieje]. Lubię cukier! Drzewa są super! Wiecie, po prostu odkrywasz różne rzeczy, prawda? Na tym polega piękno i niewinnoś? dzieci? to jak uosobienie ?ywej ?aski biegaj?cej tu ić dzieci… to jak uosobienie żywej łaski biegającej tu i tam, żeby poznawać otaczający ją świat.

Ale kiedy już zaczynasz się budzić i udajesz się w energetyczne obszary swojego prawdziwego ja, w swoje czyste, doskonałe JAM JEST, to, na pewnym poziomie, nie pozostajesz tam, mówiąc – …och wyszedłem z tego ludzkiego bałaganu i nie wracam z powrotem… podczas gdy twoje ciało wciąż jest na ziemskim planie. Musisz dokonać wyboru, żeby wrócić. Tym właśnie chcę się z wami podzielić… tak osobiście, w mojej podróży – dokonujesz wyboru, żeby wrócić do ciała. Ja WYBRAŁEM powrót do ciała. Wybrałem to, dlatego to wszystko jest teraz bardzo, bardzo śmiałe. I odważne. Bo na początku, tak jak wszyscy, jesteś tu… bo jesteś. Jestem tu, bo sądzę, że zostałem przysłany. Przypuszczam, że jestem tu z jakiegoś powodu. A w drugiej części podróży powodem, dla którego tu jesteś jest to, że POSTANOWIŁEŚ WRÓCIĆ. I gdy postanawiasz wrócić, wtedy wszystko… układa się… dobrze. Jeżeli nie jest dobrze, to, na jakimś poziomie, NIE WYBIERASZ, żeby tu być. Musisz chcieć, wybrać, żeby tu być. I kiedy postanawiasz być tutaj… poprzez akt własnej wolnej woli… to staje się wolą całego wszechświata służyć każdej twojej potrzebie, życzeniu, chęci i pragnieniu… szybciej nawet niż o tym pomyślisz. Ponieważ gdy wybierasz tu być, stajesz się przestrzenią, przez którą światło świadomości może lśnić poprzez tę formę, wchodzić w ten świat i przemieniać wszystko dla pomyślności i dobra wszystkich.

Wszystko jest po to, żeby ci pomóc i wszystko układa się dobrze, gdy wybierasz tu być… taki jaki jesteś.

Co jest twoim życiowym celem? Dokonać wyboru. Jaki to wybór? Postanowić być tu, gdzie już jesteś i żyć tak odważnie i taktownie, że cała planeta eksploduje złotym światłem i wypali każdą farsę, niesprawiedliwość czy ból, odsłaniając tylko anielską doskonałość dla chwały wszystkich istot.

Wystarczy, że tylko jedno z nas zrobi to naprawdę.

Tylko jedno z nas musi to zrobić. A co się stanie, gdy wszyscy postanowimy to zrobić? Wiecie już chyba jak to nazywam…

REWOLUCJA MIŁOŚCI.

Powiesz – Och! Tylko jedna osoba musi pójść na całość! Hej, pójdźmy wszyscy na całość, zróbmy to razem, razem jako jedno. Razem jako jedno. Kochajmy tak głęboko, żyjmy tak odważnie, postępujmy tak taktownie, że cała planeta eksploduje przebudzoną świadomością. I wszystkie serca zapomną co to cierpienie, wszystkie ścieżki zostaną wyprostowane, wszystkie podziały zostaną uzdrowione, a konflikty zażegnane. A ten, z którym byłeś w niezgodzie spojrzy w twoje oczy i zobaczy w nich odbicie samego siebie.

Ta podróż jest bardzo osobista. Ponieważ poprzez chęć, wolę, gotowość, żeby być człowiekiem, światło, którym już jesteś, staje się realne i prawdziwe. Prawdziwie namacalne, prawdziwie wyczuwalne, prawdziwie potężne i prawdziwie transformujące dla twojego życia… dla wszelkiego życia.

[długa pauza]

Czujecie ten spokój w naszej sali? To właśnie jest OBECNOŚĆ ODWAGI. Odwagi, która mówi – Jestem zawsze bezpieczna, nie mam przed czym się chronić… nie mam potrzeby ucieczki. To właśnie jest odwaga… nie ma potrzeby obrony. Wczuj się w swoje ciało… czy teraz bronisz się przez czymkolwiek? Widzisz, nie. To właśnie jest odwaga. Coś naturalnego. W naturalny sposób jesteś odważny. Ale zapomniałeś o tym, ponieważ zamknąłeś się na to być może dość wcześnie w swoim życiu. Albo okazało się, że będąc otwartym i promiennym, narażałeś się na ataki ludzi, którzy cię otaczali. Dlatego teraz rozwijamy odwagę i wracamy do życia. I na nowo się otwieramy. Jeśli umiałeś się zamknąć, to potrafisz się otworzyć. Więc, otwórzmy się. Bądźmy odważni.

Jedynym, co stoi pomiędzy tobą, a twoim najgłębszym pragnieniem jest… garść wyobrażeń i poglądów. Czy wiesz co oddziela cię od Królestwa Niebieskiego? Jedna rzecz – iluzja… wyobrażenie. Prawdopodobnie całkiem niezłe. Wielkie, grube, soczyste wyobrażenie, które sprawia, że czujesz, iż jesteś gdzieś tu, nisko na Ziemi, a daleko, daleko w górze jest Niebo. Co za niezwykłe wyobrażenie!

Kiedy spoglądam wstecz na swoje życie, większość mojego dzieciństwa i czasów nastoletnich spędziłem, panicznie bojąc się wszystkiego. Bałem się własnego cienia. Bałem się swojej mocy. Bałem się siły innych ludzi. Bałem się odrzucenia. Przez większość życia bałem się wszystkiego. Osoby wrażliwe energetycznie często są po prostu wystraszone. I któregoś dnia, w okresie wczesnej dorosłości, spontanicznie, po prostu usiadłem w kontemplacji i nagle zdałem sobie sprawę – Mój Boże! Jedyne, co budziło moją trwogę, czego zawsze się obawiałem… to tylko wyobrażenia! Nic, czego rzeczywiście doświadczałem, nie pokrywało się z tym, co zakładały moje wyobrażenia, że się wydarzy. Najbardziej bezlitosną postacią, z którą miałem do czynienia była… moja wewnętrzna maszynka produkująca wyobrażenia. Wiecie, jeśli ktokolwiek publicznie powiedziałby i zrobił te rzeczy, które robi ci ta maszynka produkująca wyobrażenia, zostałby natychmiast aresztowany. Ale nie możesz dostać sądowego nakazu zbliżania się do samego siebie.

[publiczność chichocze]

Nie możesz wezwać policji do emocjonalnej przemocy domowej w twoim własnym umyśle.

[śmiech publiczności]

A zatem, najbardziej bezwzględną postacią jest zazwyczaj… twoja własna wewnętrzna maszynka do wyobrażeń.

Jedyną rzeczą, która najprawdopodobniej najbardziej cię przerażała… to tylko TWOJE wyobrażenia. Nawet jeśli przeżyłeś coś naprawdę bolesnego, myśl, że to mogłoby się znowu wydarzyć, jest WYOBRAŻENIEM. I to jest bardzo przerażające. Ale czy jesteś świadomy faktu, że jedyną rzeczą, której się boisz są właśnie wyobrażenia? Jedyną rzeczą, jaką możesz utracić… są wyobrażenia.

Kiedy ludzie wyprowadzają cię z równowagi, a ty się bronisz, w rzeczywistości bronisz pewnych wyobrażeń. Biegniesz na ratunek chmurce myśli. Hej, nie podoba mi się sposób w jaki twoja chmurka myśli postrzega moją chmurkę myśli. Pokażę ci coś innego i naprawię twoją chmurkę – mówi moja chmurka myśli.

Aż w końcu, ktoś powie coś o twojej chmurce myśli… a ty będziesz wiedział, że to tylko nadaktywna wyobraźnia jej czy jego chmurki myśli. I to w porządku, ponieważ żyjemy odważnie i postępujemy taktownie. Bo taka jest ścieżka odwagi płynącej z serca. Tak właśnie porusza się w świecie miłość, kiedy już wybierze się być w tym świecie. Wybieram być w tym świecie. Wybieram dzielić się z tobą tą podróżą. I daję ci zgodę, żeby traktować tę podróż personalnie, czyniąc ją od tego momentu o wiele bardziej osobistą i intymną.

To nie zmieni nauczania, to udoskonali nauczanie. To nie umniejszy doświadczenia, lecz je poszerzy i rozwinie.

I jeśli wczuwasz się w ten przekaz, zauważysz, że po prostu spowalniamy wszystko, żeby móc przyjąć to nauczanie na głębszym poziomie i żeby wszystko co sobie uświadamiamy i czego doświadczamy było jeszcze bardziej zrozumiałe i znaczące niż kiedykolwiek wcześniej. Bo im bardziej to zrozumiałe i ważne, tym łatwiej to zintegrować, tym bardziej to ucieleśniamy. Tym odważniej postępujemy. Tym uprzejmiej reagujemy. A wtedy nie mówimy już o świadomości – mówimy JAKO ŚWIADOMOŚĆ.

Wspaniale jest rozmawiać o świadomości, ale jesteśmy tu po to, żeby mówić JAKO ŚWIADOMOŚĆ.

I dlatego dzisiaj jest… zupełnie nowym początkiem.

 

 

Koniec wewnętrznego konfliktu

Berkeley, CA, opublikowano 16 sierpnia 2017

 

W ciągu ostatnich kilku dni, kiedy otrzymywałem swoje wglądy, pojawił się pewien temat, który jest bardzo interesujący. Zawsze gdy mam do przekazania coś ważnego, przyciąga to moją uwagę jako rzecz wysoce fascynująca.

A zatem… ciekawa rzecz… bardzo często wszyscy dobrze wiemy, co chcemy osiągnąć na naszej duchowej ścieżce… jednak o wiele mniej zbadanym tematem jest… odłóżmy na chwilę na bok to, czego chcemy od duchowej ścieżki i zadajmy pytanie – Co, tak naprawdę, W TOBIE jest na duchowej ścieżce? Bo mam wrażenie, że jest to temat, który wnosi wiele zamieszania.

Sądzę, że wielu ludzi uważa, iż to ich świadomość jest w podróży duchowej. Ta część ciebie, która widzi, słyszy i odczuwa. Ta część, która zdaje sobie z czegoś sprawę. A ileż to razy zdarzyło się tak, że coś się wydarzyło… miałeś tę swoją chwilę „acha!”… coś sobie uświadomiłeś… pomyślałeś, rozumiem to!… zobaczyłeś inną perspektywę… ale okazało się, że specjalnie niczego to nie zmieniło

[publiczność się śmieje]

Zdarzyło wam się kiedyś coś takiego?

Miałem właśnie wgląd życia! – a potem rozglądasz się wokół i myślisz… Och, Życie chyba tego nie usłyszało. [śmiech publiczności] To chyba nie zostało oficjalnie zauważone, bo nic się nie zmieniło.

Doświadczyłeś kiedyś takiej konsternacji, „uświadomiłem sobie to i to, więc dlaczego nic się nie zmienia”? Nieporozumienie polega na tym… myślę, że mylimy się w kwestii tego, CO jest na ścieżce duchowej.

Twoja świadomość… hmm, problem ze słowem „świadomość” jest taki, że to zamienia się w pewien OBIEKT, który próbujesz kontrolować, albo go obserwować. Starasz się być świadomym świadomości… a coś takiego naprawdę nie istnieje. Widzieć, widzącego… to fantazja.

No dobrze, możecie tego użyć jako żartu. Podzielcie się tym z waszymi bardzo zaangażowanymi w duchowość przyjaciółmi czy nauczycielami i zobaczcie co się wydarzy. Możecie im powiedzieć – Matt Kahn powiedział w Berkeley, Kalifornia (to miejsce, gdzie odbywał się ten wykład – przyp. tłum.), cytuję – Nie ma takiej rzeczy jak świadomość.

[publiczność chichocze]

I zaraz wyjaśnię, co mam na myśli. Nie ma takiej RZECZY jak „świadomość”, ponieważ świadomość nie jest rzeczą… jest słowem. Słowa nie są rzeczami. Są słowami. Gdyby rzeczy były słowami, to nie byłoby dwóch różnych wyrazów… „rzeczy” i „słowa”. Byłyby tylko rzeczy. Ale skoro są i słowa i rzeczy, to muszą być czymś innym. Zatem nie ma takiej rzeczy jak „świadomość”… to jest po prostu słowo. Słowo, które przypisujemy do zdolności zdawania sobie sprawy, widzenia, czucia i słyszenia. To ty widzisz, czujesz, słyszysz. To ty jesteś TYM… „świadomością”, jeśli chcesz nazwać TO w ten sposób. Ty jesteś tym, który zdaje sobie sprawę, postrzega, pamięta i obserwuje. To ty.

Ale ty sam… prawdę mówiąc… nie jesteś tym, który jest w duchowej podróży. Zgadnij zatem, kto jest w duchowej podróży? To może być nieco szokujące. Wiesz, kto jest w podróży duchowej? TWOJE CIAŁO.

To twoje ciało odbywa tę podróż. Ty zaś jesteś świadomością, która towarzyszy ciału w trakcie podróży. Jesteś reprezentantem Wszechświata. Jesteś przewodnikiem duchowym ciała, ale wydaje ci się, że to twoja podróż. I starasz się uświadamiać sobie przeróżne rzeczy… i robisz to. A potem nic się nie zmienia. Wtedy obwiniasz ciało. Besztasz je. Zawstydzasz. Wleczesz za sobą, a ono zaczyna mieć coraz bardziej tego dosyć i w końcu mówi – Wiecie co, zamierzam mu zrujnować tę podróż [publiczność się śmieje], bo to jest MOJA podróż. On/ona jest tylko moim przewodnikiem duchowym, a najwyraźniej przegina i wszystko mi blokuje.

[śmiech uczestników]

Czy to nie interesujące?

Zatem, co ciekawe, u wielu osób, które przechodzą przez naprawdę głębokie przebudzenie czy uzdrawiającą przemianę, świadomość i ciało nie idą w parze.

Wiesz jak poznać, że twoja świadomość i twoje ciało nie są ze sobą zestrojone i nie są w zgodzie? Ile to jeszcze potrwa? – zastanawiasz się, kiedy coś ci przeszkadza, sprawia niewygodę. Myślałem, że do tego czasu będę to już mieć za sobą. Co mam zrobić, żeby to się zmieniło?

Coś tu jest nie w porządku.

Bo to ciało jest w podróży. I tak jak zapisy w pamięci komórkowej, które wielu ludzi posiada z powodu różnego rodzaju nadużyć… wszyscy doświadczyliśmy jakiejś formy wykorzystania czy braku szacunku…to będzie inne dla każdego z nas… ale ciało potrzebuje dłuższego okresu czasu, żeby przejść przez swój proces niż świadomość. Twoja świadomość może zdać sobie z czegoś sprawę, uzdrowić coś… pogodzić się z czymś… odpuścić czy zrobić cokolwiek innego. A potem mówi do ciała – No dobrze, ciało, dalej, zmieniaj się.

A ciało jest jak pies, którego wyprowadzasz na spacer… siada na środku jezdni i patrzy na ciebie jakby mówił – Ani mi się śni. Nie będę cię słuchał. Nie będziesz mną rządził. Będę siedział na samym środku ulicy. To co… że samochody trąbią? To już twój problem.

[uczestnicy chichoczą]

Twoja świadomość, jeśli nie jest w pełni zintegrowana z ciałem, w pewien sposób jakby unosi się nad nim… nie jest w pełni zakorzeniona i toczy z nim subtelną bitwę. Próbuje mu rozkazywać, zmuszać do zdrowienia czy przemiany a ono zapiera się wtedy z całych sił i mówi… Nic z tego, teraz będę zdrowiało wolniej.

Bo na czym polega natura poddania? Polega na tym, że świadomość poddaje się nie tylko temu, że przebywa w ciele, ale również pozwala ciału być w podróży duchowej oraz daje mu tyle czasu ile ono potrzebuje, żeby ozdrowieć na jego własnych warunkach i zasadach.

Wow… czujecie to?! To jest… uczciwy biznes.

[publiczność kiwa głowami]

Świadomość jest przewodnikiem duchowym, a ciało jest aspirantem… i po drodze te dwie rzeczy nieco się pomieszały. Świadomość zagarnęła dla siebie podróż duchową, a ciało zostało potraktowane jak kula u nogi.

Cóż, musimy to trochę skorygować.

Jaki jest cel ciała? Doświadczyć całej tej wiedzy, którą jako świadomość już posiadasz, ponieważ byłeś świadomością, zanim stałeś się ciałem. Zagościłeś w ciele… żeby odważyć się POCZUĆ WSZYSTKO, co już wiesz i co znasz. A gdy twoja świadomość i twoje ciało nie są ze sobą w zgodzie, sądzisz, że twoja wiedza uwolni cię od odczuwania.

Nie powinienem tego odczuwać… przecież ja już to wiem.

Hm, witaj na Ziemi!

[uczestnicy chichoczą]

Teraz znamy już prawdę – przybyliśmy tutaj, żeby CZUĆ I BYĆ PRAWDĄ. Przybyliśmy tutaj, żeby czuć WSZYSTKO. I będziesz odczuwał wszystko… na zasadach i warunkach ciała, które wyzdrowieje i pozwoli świadomości w pełni wejść do ciała, gdy okażemy mu szacunek na jaki zasługuje. Tak więc, motyw przewodni nowego paradygmatu duchowego brzmi – SZANUJ SWOJE CIAŁO.

Ono nie jest ani iluzją ani złudzeniem. Jest iluzją tylko dla tych, którzy nie są szczęśliwi w swoich ciałach. Mówienie, że ciało jest iluzją daje ci tylko wymówkę, żeby je ignorować. Ciało jest prawdziwe, jako że jest manifestacją twojej świadomości, zatem jeśli ty jako świadomość jesteś rzeczywisty… ono także.

I mówi do ciebie – Szanuj mnie. To ja jestem w duchowej podróży, nie ty. Ty jesteś świadomością… jesteś czysty, jesteś doskonały, jesteś nieskalany, jesteś nienaruszony.

WPROWADŹ SIĘ DO CIAŁA i bądź tym… co się uzdrawia i przemienia w obecności twojej świadomości. Widzisz, ty jesteś światłem doskonałości, które uzdrawia ciało. Ale nie możesz być tą doskonałością, gdy próbujesz terroryzować ciało. Twoja świadomość uzdrawia ciało dopiero wtedy, kiedy pozwalasz mu być tak zdruzgotanym, załamanym czy niedoskonałym jak w danej chwili potrzebuje być. Bez względu na to, czy twoje nadnercza są wyczerpane, czy twoje serce zamknięte, czy wciąż odtwarzasz te same doświadczenia z przeszłości. Wyobraź sobie, że mówisz do ciała – Dziękuję, że to czujesz. Dziękuję, że dzielisz się ze mną tymi odczuciami. Dziękuję, że myślisz w ten sposób. SZANUJĘ TWÓJ PROCES.

Jedna niesamowita rzecz – wiele razy na ścieżce duchowej mamy mnóstwo powodów do narzekania na siebie. I oczywiście wiele powodów, żeby narzekać na świat. Ale jeżeli nie szanujesz procesów swojego ciała, nie będziesz umiał uszanować procesów innych ludzi. A jeśli nie będziesz szanował procesów innych ludzi, to będą ci naciskać wszystkie możliwe guziki. Miałeś kiedyś takie doświadczenie? Czy ktoś kiedyś nadepnął ci na odcisk? A może ci się to nie przytrafiło… może to nie dotarło jeszcze do Berkeley.

[Matt żartuje, uczestnicy się śmieją]

Przeżyłeś kiedyś coś takiego? Ktoś przycisnął ci guzik, wkurzasz się, tracisz równowagę… Miałeś takie wysokie wibracje i nagle… już nie masz… a potem kogoś obwiniasz…

Kiedy nie szanujesz swojego własnego procesu, nie będziesz miał szacunku do procesu drugiego człowieka. Jeśli potrafisz szanować proces swojego ciała, nikt nie sprawi ci bólu. Jak ktoś może ci dokuczyć, skoro WIESZ, że jest po prostu w swoim własnym procesie? Dlaczego ludzie są tacy jacy są? Bo są w swoim procesie. Dlaczego są złośliwi? Bo to jest część ich procesu.

– Och, a więc to jest część ich procesu, żeby być dla mnie niemiłym?

– Właśnie tak. [uczestnicy się śmieją] Właśnie tak. To jest część ich procesu.

A teraz zabawne pytanie… jeśli to jest część czyjegoś procesu i prowadzi tę osobę, a także ciebie, w rezultacie, do uzdrowienia, to czy ludzie nie mają do niego (tego procesu) prawa? To będzie kolejne dziwne pytanie i nie mówię tego, żeby usprawiedliwiać jakiekolwiek toksyczne zachowania, ale na odpowiednim poziomie – Czy ludzie mają prawo do swojego procesu?

Czy ludzie mają prawo być relatywnie wredni, jeżeli jest to część ich procesu?

[Matt robi zdziwioną minę]

Prawda, że to niesamowite, jak dzięki temu możemy zmienić perspektywę? Ktoś, na przykład, jest wobec ciebie wredny czy złośliwy, a ty mówisz – No cóż, to jest część jego/jej procesu, gratuluję zdrowienia!

[uczestnicy się śmieją]

Właśnie oczyściłeś/łaś kolejną warstwę problemów z mamusią. Gratulacje! Dobra robota!

Pamiętam, jak któregoś razu, wiele lat temu, spędzałem czas z grupą znajomych. Jedna z osób była dość niemiła dla pozostałych, a kiedy niegrzecznie się do mnie odezwała, po prostu się roześmiałem. Ktoś zapytał, jak mogę się czuć dobrze z takim zachowaniem… na co odparłem – To jest jej proces, nie mój. NIE MÓJ.

Zatem, to nie ja jestem w duchowej podróży … to moje ciało w niej jest. Poczuj to. Poczuj różnicę jaka z tego wynika. To oznacza, że czasami, ktoś coś powie, a twoje ciało na to zareaguje. Ponieważ jest w swojej własnej ozdrowieńczej podróży. Nie ty. Ty po prostu jesteś W CIELE. Jesteś świadomością.

Jednak zamiast być świadomością, która próbuje uciec od ciała, uczysz się być świadomością jeszcze głębiej zamieszkującą ciało. Bo im bardziej wchodzisz w ciało, tym bardziej stajesz się transcendentny.

Trzeba być w ciele… mówi ktoś [Matt odnosi to do siebie], kto przez większość swojego życia raczej rzadko w nim przebywał. I nawet o tym nie wiedziałem. Nie starałem się być poza ciałem, po prostu tak było… i o tym nie wiedziałem. A potem wróciłem do ciała i poczułem – O mój Boże, mam ręce i nogi

[śmiech publiczności]

Czuję swoje dolne kończyny. Nie wiedziałem, że ich nie czułem. Sądziłem, że mam stu procentowy dostęp do całości mojego doświadczenia. Okazało się, że mam sto procent dostępu do czterdziestu pięciu procent mojego doświadczenia!!

[uczestnicy chichoczą]

Tak więc miałem 100% dostępu do około 45% moich możliwości… i nawet o tym nie wiedziałem. To dopiero wariactwo. Czułem sto procent czterdziestu pięciu procent…

[śmiech]

Nic dziwnego, że większość z nas nie chce tu być. Bo dopiero jeśli posiadasz sto procent swoich zdolności i możliwości… to wtedy jest to wspaniałe miejsce do życia.

To twoje ciało jest w podróży duchowej. Jest w swoim procesie uzdrowienia. Zaś twoja świadomość już jest kompletna. Na tym ziemskim planie twoja świadomość uczy się i rozwija jako przewodnik duchowy. Ale jeżeli jesteś tym, kto myśli, że jest w uzdrawiającej podróży, to wagarujesz. Udajesz, że jesteś tym, który jest w podróży, bo już wiesz jak to się robi. Już przez to przeszedłeś. Jednak TY NIE JESTEŚ w podróży uzdrowienia – TO TWOJE CIAŁO W NIEJ JEST. A twoje ciało będzie się uzdrawiało o wiele wolniej niż potrafisz „zmienić się świadomością”.

Czy jesteś w stanie to zaakceptować?

Jeśli tak, od razu poczujesz się lepiej. Niektórzy z was już czują się lepiej – O Boże, naprawdę coś się przesunęło. Bo poczułeś szacunek do ciała. Musisz szanować ciało.

Nie ma znaczenia, co wiesz o świadomości, liczy się tylko to, jak traktujesz ciało. A to ujawnia się w różnych relacjach. W relacji pomiędzy twoim umysłem a ciałem… pomiędzy twoim sercem i sercem drugiego człowieka… pomiędzy tobą a światem. Związki pokazują, jak jest naprawdę, bo właśnie w nich dochodzą do głosu nasze najbardziej absurdalne wzorce i zachowania.

[uczestnicy kiwają głowami]

Zatem powtórzę … jeśli nie będziesz szanował swojego procesu, nie będziesz umiał uszanować procesu nikogo innego. A ucząc się szanować proces drugiego człowieka, budujesz kapitał, żeby szanować swój własny proces.

Co tak naprawdę oznacza większy szacunek dla własnego procesu?

Jeśli potrafisz stworzyć przestrzeń dla uzdrowienia swojego ciała, twoja świadomość będzie tą mocą, która je uzdrowi, o ile dasz ciału możliwość… dogonienia…wyrównania do świadomości. Widzicie, we współczesnej podróży duchowej chodzi nie tyle o przebudzenie, ile o… dogonienie. Chodzi o danie ciału przestrzeni, żeby dogoniło już przebudzoną świadomość. Widzisz? To jest coś całkiem innego.

A świadomość ciągle kręci się wokół przebudzenia, ponieważ uważa, że jeśli się przebudzi… bardziej czy lepiej… to ciało… wróci do normy, i po prostu… zaskoczy. Jednak ciało „zaskoczy”, gdy świadomość będzie je szanować. Kiedy się budzisz, mamy do czynienia z bardzo ciekawym podświadomym konfliktem zachodzącym w ciele. Ciało na ogół ma poczucie – …och, świadomość jest przebudzona, czyli… ja się już nie liczę.

Wiecie dlaczego niektórzy ludzie przechodzą naprawdę intensywne przebudzenie? Ponieważ gdy twoja świadomość budzi się zbyt gwałtownie, uruchamia to w ciele myśl, że pora umierać. Tak więc twoje ciało po prostu sądzi, że jest bliskie śmierci, ponieważ świadomość budzi się zbyt szybko. Ciało uważa, że staje się nieistotnym elementem tej podróży za każdym razem, gdy świadomość się przebudza. A faktycznie, świadomość budzi się tylko po to, żeby być w pełni dostępna i służyć ciału. Widzicie na czym polega różnica? To jest zupełnie inne podejście.

Świadomość budzi się, żeby powiedzieć do ciała – Jak mogę ci służyć? O taki właśnie szacunek nam chodzi – jak mogę ci służyć?

ZATEM SZANUJ CIAŁO…