Świadomi rodzice: Budząc siebie, wzmacniasz swoje dziecko

 

Rozdział 1

Prawdziwy ktoś – taki, jak ja

 

Pewnego ranka córka wytrąciła mnie ze snu. Była bardzo podekscytowana. Wyszeptała – Ale fajny prezent zostawiła ci dobra wróżka. Zobacz co to jest. Sięgnęłam pod poduszkę i znalazłam jednodolarowy banknot, przerwany na pół. Córka powiedziała – Wróżka zostawiła ci pół dolara, a drugie pół dla tatusia. Zaniemówiłam. Okazało się, że nie wiem co zrobić i jak się zachować. Myślałam o tym, jak istotne jest wpojenie dziecku szacunku do pieniędzy i ich wartości. Czy powinnam skorzystać z okazji i wytłumaczyć jej, że nie powinna psuć banknotu, ponieważ wtedy staje się bezwartościowy? Zdałam sobie sprawę, że właśnie w tej chwili, to, jak zareaguję może podnieść albo złamać ducha mojego dziecka. Na szczęście postanowiłam odłożyć lekcję odpowiedzialności na później i powiedziałam córce, jak bardzo jestem dumna z chęci do hojnego podzielenia się jednym (i jej jedynym) dolarem. Kiedy podziękowałam wróżce za jej wielkoduszność i wrażliwe poczucie sprawiedliwości w obdarowaniu zarówno tatusia, jak i mnie, oczy dziecka zajaśniały tak intensywnie, że rozświetliły całą naszą sypialnię.

 

 

Wychowujesz istotę pulsującą swoim własnym światłem

Rodzicielstwo stwarza wiele sytuacji, w których toczy się walka pomiędzy umysłem i sercem, co sprawia, że wychowanie dziecka przypomina chodzenie po linie. Jedna niewłaściwa odpowiedź może zgasić jego ducha, podczas gdy odpowiedni komentarz – zachęcić je do poszybowania w górę. W każdej chwili dokonujemy wyboru – wzmocnić lub złamać, wesprzeć lub stłumić. Kiedy dzieci są po prostu sobą, nie martwią się rzeczami, na punkcie których my, dorośli, tak często mamy obsesję. One nie przejmują się opinią innych ludzi, osiąganiem sukcesu, czy byciem lepszym od pozostałych. Nie podchodzą do świata z umysłem pełnym obaw, lecz raczej rzucają się z entuzjazmem w wir doświadczania życia, gotowe podjąć każde ryzyko. Tego ranka, gdy dobra wróżka zawitała w naszej sypialni, córka nie zastanawiała się nad wartością pieniędzy. Nie kierowały nią żadne egoistyczne pobudki. Nie zależało jej na tym, czy swoim prezentem zrobi na mnie wrażenie. Nie martwiła się, że być może zbyt wcześnie mnie obudziła. Ona po prostu była sobą – tym wspaniałym, twórczym ja – z radością wyrażając hojność i czerpiąc radość z tego, że jej rodzice dowiedzieli się o niecodziennej wizycie dobrej wróżki.

Jako rodzic często miałam możliwość odpowiadać na zachowania córki tak, jakby była kimś takim, jak ja – kimś, kto odczuwa podobną do mnie gamę uczuć – tęsknotę, nadzieję, podekscytowanie, zachwyt i zdolność radowania się. Jednak nieraz, podobnie jak większość rodziców, złapana w sidła codziennych obowiązków, nie korzystałam z tych chwil należycie. Często czułam się niemal skazana na prawienie kazań i tak skoncentrowana na pouczaniu, że rzadko zwracałam uwagę, w jak cudowny sposób, w moim dziecku przejawia się jego wyjątkowość. Nieraz córka pokazywała mi, że jest kimś jedynym w swoim rodzaju i nie przypomina nikogo innego, chodzącego po tej planecie.

Kiedy wychowujemy dziecko, musimy zawsze pamiętać, że pod naszym okiem nie rośnie „mniejsza wersja nas”, lecz istota pulsująca swoim własnym światłem. Dlatego istotne jest, aby oddzielić to, kim jesteśmy my sami, od tego, kim jest każde z naszych dzieci. One nie są naszą własnością. Kiedy w głębi duszy zdajemy sobie z tego sprawę, dopasowujemy sposób wychowania do ich potrzeb i nie chcemy modelować ich tak, żeby przystawały do naszych.

Zamiast zaspokajać indywidualne potrzeby dzieci, często jesteśmy skłonni przenosić na nie swoje własne wizje i oczekiwania. Nawet jeśli mamy dobre intencje i zachęcamy je, aby były wierne sobie, większość z nas nieświadomie wpada w pułapkę przenoszenia na nie własnych problemów. W konsekwencji relacja rodzic–dziecko często osłabia dziecięcego ducha, zamiast wzmacniać go i ożywiać. Dlatego tak wiele dzieci dorasta, przeżywając mnóstwo problemów, a w wielu przypadkach cierpi na różne zaburzenia.

W podróż po krainie rodzicielstwa każdy z nas wyrusza z własną wizją. W większości jednak, te wizje są fałszywe. Utrzymujemy przekonania oraz opowiadamy się za takimi wartościami i założeniami, których nigdy sami nie sprawdziliśmy. Wielu z nas nie widzi jednak powodu, aby kwestionować takie podejście, ponieważ uważamy, że „mamy rację” i nie ma nad czym się zastanawiać. Nasz światopogląd nie ulega modyfikacjom. Nieświadomie ustalamy sztywne oczekiwania wobec tego, jak powinny wyrażać siebie nasze dzieci. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób bardzo tłumimy ich ducha.

Na przykład: jeśli jesteśmy perfekcyjni w tym, co robimy, prawdopodobnie tego samego będziemy oczekiwać od własnych dzieci. Jeśli jesteśmy artystami, być może je również będziemy próbowali popchnąć w tym kierunku. Jeśli w szkole byliśmy geniuszami, to zazwyczaj chcemy, aby dzieci przejęły po nas tę pałeczkę. Jeśli natomiast sami nie radziliśmy sobie w nauce i wskutek tego mieliśmy trudności, być może żyjemy w strachu, że naszym dzieciom także się nie powiedzie. A to sprawia, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby do tego nie dopuścić.

Chcemy dla dzieci tego, co uznajemy za „najlepsze”, ale próbując zrealizować ten cel, łatwo zapominamy, że najważniejsze jest ich prawo do bycia sobą i prowadzenie własnego życia, w zgodzie z ich unikalną naturą. Dzieci pojawiają się na świecie z tym, „co jest”, a nie z tym, „co nie jest”. Przychodzą do nas, a ich istoty napełnione są własnym potencjałem. Każda z naszych pociech ma swój własny los do przeżycia – własną karmę, jeśli wolisz. Często już od początku mają kontakt z tym, kim są i kim chcą być w życiu, ponieważ niosą w sobie ten wewnętrzny zapis. Zostaliśmy wybrani na ich rodziców, aby pomóc im to urzeczywistnić. Kłopot w tym, że jeśli nie obdarzymy ich pełną uwagą, pozbawimy prawa do wypełnienia własnego przeznaczenia. A wtedy nałożymy na nie swoją wizję ich życia. Stworzymy na nowo ich duchowy cel, zgodnie z własnymi zachciankami.

Nie dziwi mnie, że często nie udaje nam się dostroić do esencji naszych dzieci. Jak możemy się w nie wsłuchać, jeśli wielu z nas prawie nie słucha samych siebie? Jak możemy poczuć ich ducha i usłyszeć bicie ich serca, jeśli nie potrafimy tego zrobić w swoim życiu? Jeśli jako rodzice zagubiliśmy własny wewnętrzny kompas, to czy powinno nas dziwić, że tyle dzieci dorasta bez poczucia kierunku, łączności ze sobą oraz innymi i w zniechęceniu? Przez utratę kontaktu z własnym wewnętrznym światem, kaleczymy swoją zdolność do wychowywania, które zawsze bierze początek w istocie naszego bytu, a tego właśnie wymaga świadome rodzicielstwo. W książce Świadomi rodzice chcę rzucić koło ratunkowe tym wszystkim rodzicom, którzy właśnie próbują przetrwać, zwłaszcza wychowując nastolatki. Z doświadczenia wiem, że nigdy nie jest za późno na nawiązanie kontaktu z dzieckiem w tym wieku. Oczywiście, jeśli masz młodsze dzieci, to im wcześniej zaczniesz budować silną, zdrową więź, tym lepiej.

 


Jeśli chcesz czytać dalej musisz się zarejestrować. Zaloguj się lub utwórz konto poniżej. Dla zarejestrowanych użytkowników mamy kupon rabatowy na zakupy w naszej księgarni internetowej, który wyślemy na zarejestrowany adres mailowy.

Zaloguj się
   
Rejestracja nowego konta
captcha
*Pole wymagane