Wszechświat zawsze ma plan

Wprowadzenie

Dotarłeś do punktu zwrotnego w swojej rzeczywistości. Do momentu, gdy to wszystko, czym niegdyś byłeś zainteresowany, przestało dawać ci komfort taki, jak kiedyś. Być może nie wiesz, do czego to wszystko zmierza, ale wyraźnie czujesz, że to, co było dawniej blednie, przemija. To jest czas transformacji, gdzie rozpadanie się relacji czy dotychczasowych ról stwarza miejsce na pojawienie się nowych doświadczeń. Przypomina to duchowy syndrom pustego gniazda, czas wielkiej zmiany, ale i straty.

Czy czujesz niepohamowany impuls wypełnienia misji większej niż ty sam? Zapoznania się na nowo z dawno utraconym pragnieniem podążania za ekscytacją pasji, inspiracji i radości? Gdy to się dzieje, zaczynasz czuć, jak ściany twojego uwarunkowanego sposobu myślenia zaczynają się kruszyć.

Do twoich drzwi zapukało wyzwolenie i, być może po raz pierwszy w twojej historii, coś w tobie postanowiło otworzyć się na jego prośbę, zanim nawet dowiesz się, co czeka cię po drugiej stronie.

Możesz nie wiedzieć dokąd się udasz, ale zaufaj mi, gdy mówię – może być tylko lepiej niż tu. To może wydawać się przerażające, ale nic nie jest w stanie powstrzymać cię przed zrobieniem tego kroku.

To jest pojawienie się najwyższego celu w życiu – narodziny rzeczywistości napędzanej duchem. To czas, żeby odpuścić i skoczyć w nieznane, ponieważ wokół ciebie powstaje cudownie nowy świat.

Spotykamy się w tej książce właśnie z tego powodu – żeby razem zrobić kolejne, ekscytujące kroki naprzód, do nowego świata radującego się z wewnętrznej wolności, którą może zapewnić tylko odpuszczenie.

Bez względu na okoliczności, z którymi masz teraz do czynienia, rozwiązaniem każdej wątpliwości, zmartwienia czy kryzysu egzystencjalnego jest właśnie odpuszczenie (ang. letting go). Żeby pomóc ci to „zrobić” z takim spokojem i łatwością, jak to tylko możliwe, podzielę się z tobą mądrością, abyś mógł odnaleźć światło, przechodząc przez najciemniejsze tunele życia.

Dzięki nauczeniu się, jak naprawdę puszczać i być wolnym, maksymalnie zwiększysz swoją radość i spełnienie w sposób, który będzie rezonował z detalami oraz wymaganiami twojego świata. Rozkwitniesz w obliczu zmiany. Tajemnica efektu tego, co z niej wyniknie, będzie cię ekscytować, zamiast przytłaczać. Twoja pasja ożywi cię i doda energii. Będziesz działać w oparciu o odważne decyzje z niezachwianą klarownością. Odkryjesz więcej naturalnej cierpliwości i współczucia dla siebie oraz innych. Będziesz w empatycznej harmonii z doświadczeniami innych ludzi, mając równocześnie świadomość, co jest, a co nie jest częścią twojego doświadczenia. Nieskończony strumień bezwarunkowej miłości nakarmi i odżywi twoje serce. Pozwoli ci płynąć z rzeczywistością, zamiast usiłowania, żeby ją kontrolować. Gdy odpuszczając, wpadniesz w strumień łaski wewnętrznej wolności, ostatecznie będziesz w stanie przez cały czas czuć się bez trudu połączony z planem Wszechświata dla ciebie. To są wspaniałe, niezwykle istotne etapy, które staną się twoim osobistym świadectwem życia na planecie Ziemia.

W niniejszej książce, przekażę ci zestaw, podsuniętych przez Boga, Uniwersalnych Prawd, które nazwałem 10 Złotymi Regułami Wolności. Służą one temu, żeby wprowadzić cię w nowy wymiar ludzkiej egzystencji. Każda ze Złotych Reguł będzie ci towarzyszyć podczas tego fascynującego procesu transformacji.

Codzienne życie wciąż się toczy… doskonale o tym wiem. Wciąż masz rachunki do zapłacenia, terminy do dotrzymania, zobowiązania do wypełnienia oraz ambicje, na których realizację potrzebujesz więcej czasu i przestrzeni. Prawdopodobnie ostatnią rzeczą, jaką chciałbyś brać jeszcze na głowę to dodatkowe duchowe problemy do rozwiązania!

Dlatego to wielki zaszczyt dla mnie podzielić się 10 Złotymi Regułami, które pomogą ci odpuścić i wejść w nieprzemijającą radość wewnętrznej wolności – w sposób, który dopasowany jest do szczegółów i wymagań twojej aktualnej rzeczywistości.

Wraz z każdą Złotą Regułą, pojawią się ćwiczenia i mantry, żeby pomóc ci głębiej poznać każdą z cech twojego najwyższego potencjału, w najbardziej praktyczny sposób. Każdy rozdział zilustrują również osobiste historie o tym, jak kolejne Złote Reguły były wdrażane w moje życie. Posłużę ci wreszcie jako osobisty „pogromca duchowych mitów”, pomagający przejrzeć na wskroś przez fasadę przesądnych przekonań i ograniczonych punktów widzenia, żeby wprowadzić cię w rzeczywistość bardziej skupioną na sercu.

Na początek dziękuję za twoją otwartość i zaufanie. Dziękuję, że wybierasz się ze mną w tę podróż.

Złota Reguła nr 1

Nie zrobiłeś nic złego

Kiedy byłem dzieckiem, uczono mnie, jak odróżniać dobro od zła poprzez reakcje innych. Chociaż to pomogło mi rozwinąć wewnętrzny kompas empatii, wyedukowało również do postrzegania życia z dość współuzależnionej perspektywy. Czy była to obawa przed zdenerwowaniem moich rodziców, znalezieniem się na liście niegrzecznych dzieci Św. Mikołaja, czy nawet lęk przed rozczarowaniem Boga, nauczyłem się oceniać wartość moich wyborów przez pryzmat tego, jak wiele przyjemności lub jak mało bólu wywołają one u innych ludzi. Gdy byłem starszy, zacząłem wyrastać z tego ograniczonego sposobu myślenia. Nie chciałem dłużej żyć uwięziony przez starania, żeby wszystkich zadowolić. Zrozumiałem, że poświęcanie mojego życia temu, żeby pomagać innym unikać bólu wcale nie zapewnia mi przyjemności akceptacji, którą tylko ja sam mogę sobie ofiarować. Uzmysłowiłem sobie również, że wrogie reakcje innych ludzi na wybory, które są dla mnie korzystne, nie mogą wywołać u nich żadnego realnego bólu, gdyby nie ich własne osądy.

Ostatecznie nauczyłem się, że chociaż pożytecznie jest branie pod uwagę samopoczucia innych ludzi, koniec końców, ich reakcje nie mogą określać, na ile ja sam jestem zharmonizowany lub nie. Ta przydatna granica, którą wyznaczyłem, najwyraźniej dała się zauważyć w mojej relacji z mamą. Dorastając, nie śmiałbym zrobić niczego, co mogłoby ją wyprowadzić z równowagi, przede wszystkim dlatego, że byłem uwarunkowany, żeby szukać nagrody w postaci jej miłości.

Rok po roku zauważałem jednak, że większość mojego dobrego zachowania przechodzi niezauważona, albo dokładniej, wybuchy ego mojej mamy wynikają raczej z jej braku cierpliwości lub nasilenia stresu, bez rzeczywistego związku pomiędzy moim postępowaniem i jej postrzeganiem sytuacji. Zacząłem zauważać, jak wiele rzeczy irytuje moją mamę w jej własnym życiu. To nie byłem tylko ja… To byli kelnerzy w restauracjach, jej szef, mój ojciec, moja siostra, jej nieskończone godziny pracy na ochotnika w lokalnej świątyni, a nawet ludzie w korkach.

To pomogło mi zrozumieć, jak sfrustrowana, bezsilna, przepracowana i niedoceniona była moja mama, i że to właśnie to było źródłem jej niezadowolenia, przebranego tylko za reakcję na moje zachowanie.

Obchodzenie się z nią jak z jajkiem było bezcelowe. Zacząłem rozumieć, że ta piękna i mądra kobieta, która sprowadziła mnie na ten świat, była głęboko nieszczęśliwa niezależnie od mojego postępowania. To właśnie wtedy zacząłem bardziej zestrajać własne wybory z tymi, którzy wspierali moje dobre samopoczucie, zamiast polegać na tym, jak reagują inni i traktować ich jak lustro. Stawałem się lustrem dla SAMEGO SIEBIE i zrobiłem wielkie postępy w przekraczaniu współzależnych wzorców mojego dzieciństwa.

Te postępy okazały się całkiem oczywiste, gdy dorosłem i miałem okazję przedstawić mamie jej DOROSŁEGO syna. Aż do tamtego momentu ona była osobą, która co prawda najbardziej mnie wspierała, ale tylko dopóty, dopóki moje wybory nie wywoływały dezaprobaty pochodzącej z jej wzorców porzucenia. Pamiętam, jak któregoś dnia powiedziałem jej, że przenoszę się z Kalifornii do Waszyngtonu, żeby rozpocząć karierę jako nauczyciel duchowy. Zobaczyłem na jej twarzy ból spowodowany informacją, że jej dziecko przeprowadza się tak daleko oraz tym, jak wiele stworzy to miejsca na poczucie osamotnienia.

Chociaż emocje mojej mamy nie powstrzymały mnie od zrobienia tego, co, jak wiedziałem w sercu, było właściwe dla mojej drogi, jako posłuszny syn złożyłem jej sporo obietnic, że będę często dzwonił i ją odwiedzał, żeby podtrzymać aprobatę, na której przez całe dzieciństwo opierałem swoją walidację, bezpieczeństwo i spokój.

W końcu, pojawiły się takie momenty, kiedy z powodu rozkładu zajęć nie mogłem zjawić się na rodzinnych, świątecznych zjazdach, co jednak dało mi okazję do spotkania się z dezaprobatą mojej mamy i, po raz kolejny, zmierzenia się z jej nieświadomym manipulacyjnym zachowaniem. Jej kiedyś groźne słowa dezaprobaty i projekcje egoizmu, stały się wołaniem o miłość, na którą tak bardzo wyczekiwała od innych, że zupełnie nie była w stanie dawać jej sobie. Ostatecznie, seria wydarzeń, które wiązały się z jej panicznym lękiem o własne zdrowie, doprowadziła ją do tego, że nauczyła się bardziej kochać siebie i przyswoiła nauki z mojej pierwszej książki, „Whatever arises, love that” (wyd. polskie: „Rewolucja miłości”, wyd. Biały Wiatr).

To zmieniło naszą relację w głęboką serdeczną więź zaufania, równości i szacunku, która nie mogła nawiązać się dopóty, dopóki nie byłem gotowy zobaczyć, że moje działania nie zawsze są przyczyną tego, jak czuje się drugi człowiek. To był ten moment w życiu, kiedy naprawdę przyswoiłem mądrość pierwszej Złotej Reguły: Nie zrobiłeś nic złego.

Ta reguła jest jedną z najważniejszych zasad duchowego mistrzostwa. Aby wykształcić sztukę prawdziwego odpuszczania, Złota Reguła #1 działa jako sprawdzające stwierdzenie, do którego odnosimy się zawsze wtedy, gdy mamy jakiekolwiek wątpliwości.

Nawet jeśli umysł zechce podrzucić ci najbardziej nikczemne przykłady, żeby zaprzeczyć tej mądrości, po prostu wczuj się w to przez chwilę. Jak to jest pobyć ze świadomością, że nie zrobiłeś nic złego, niezależnie od tego, co inni powiedzieliby na ten temat? Na poziomie emocjonalnym, nawet jeśli tylko w niewielkim stopniu jesteś skłonny rozważyć, że jest to prawdziwe – jakie to uczucie mieć świadomość, że w istocie nigdy nie zrobiłeś nic złego?

Tak jak z niemowlęcia stałeś się dzieckiem, a potem z dziecka wyrosłeś na dorosłego, tak samo twój poziom świadomości rozwija się z jednego spektrum percepcji do następnego. To, co wydawało się prawdziwe, kiedy byłeś młodszy, może wyglądać na kompletnie wyssane z palca w dorosłości. To nie znaczy, że było czymś niewłaściwym myśleć i postrzegać w taki, a nie inny sposób, jak robiłeś to, będąc młodszym, po prostu dlatego, że trzeba było tych wszystkich doświadczeń z dzieciństwa, żeby zainspirować wzrost, dzięki któremu „dorosły ty” uważa coś za prawdę. Tak samo, Wszechświat nie wymaga, żebyś kręcił się w miejscu, próbując przepraszać za przeszłość, która rozegrała się dokładnie tak, jak to miało się odbyć.

To jest niezwykły dowód na duchową podróż, którą odbywa każdy człowiek od momentu przyjścia na świat aż do czasu fizycznej śmierci. Ponieważ w istocie, jeśli jesteś w ciele fizycznym, to znaczy, że jesteś w podróży duchowej. Niektórzy ludzie powiedzą co prawda, że nie są zainteresowani „duchowością”, jednak prawdę mówiąc, wszyscy jesteśmy w duchowej podróży… PONIEWAŻ ŻYJEMY. W trakcie tej podróży, będziesz postrzegał życie w jakiś sposób, a potem nadejdzie zmiana i spowoduje, że spojrzysz na coś inaczej. Jestem pewien, że miałeś takie doświadczenie, gdy patrząc wstecz, zastanawiałeś się – Dlaczego o tym nie pomyślałem? Jak to się stało, że wtedy nie spojrzałem na to w inny sposób? Bez względu na to, jak ciężko pracujesz, żeby zawczasu nauczyć się życiowych lekcji, zawsze będziesz postrzegał daną chwilę z najwyższego poziomu świadomości, jaki jest dla ciebie dostępny w konkretnym momencie. Jakkolwiek teraz postrzegasz jakąś sytuację, z czasem wzniesiesz się na wyższy poziom świadomości, który pokaże ci to, czego nie widziałeś wcześniej.

Głównym tematem mojej drugiej książki „Everything is here to help you” („Wszystko jest po to, żeby ci pomóc”, wyd. Biały Wiatr) jest podróż duchowa jako przejście z ego do duszy. Oznacza to, że w każdej chwili, możemy patrzeć zarówno z perspektywy ego, jak i z perspektywy duszy. Jeżeli patrzymy na życie z punktu widzenia ego, jesteśmy przywiązani do postrzegania życia oczami żalu. Skutkiem tego jest następujące myślenie – Skoro teraz wiem to, czego nie wiedziałem wcześniej, żałuję, że wtedy nie miałem takiej percepcji. A kiedy żałujesz, pojawia się pokusa do obwiniania. Bardzo prawdopodobne, że dlatego rozwinąłeś skłonność do winienia innych lub siebie, ponieważ doświadczyłeś tego, że sam byłeś obwiniany.

Tym, czego ego żałuje jako skutku, dusza raduje się jako okazją. Ona powiada – Owszem, teraz wiem więcej, niż wiedziałam wcześniej. Jak to wspaniale, że musiałam przeżyć tamtą chwilę… Że musiałam ją widzieć tak, jak miała być zobaczona… Żebym musiała być tym, kim trzeba było, żebym była… Po to, żebym zrobiła to wszystko, co musiało się wydarzyć, abym dotarła do tego momentu, gdzie teraz zostałam obdarowana szerszą perspektywą.

W przeciwieństwie do duszy, ego myśli – O mój boże, teraz widzę to inaczej niż przedtem. Jaka szkoda, że wcześniej nie mogłem tego tak postrzegać. Żeby cały czas dokarmiać się wewnętrzną krytyką i osądem, ego postrzega siebie przez pryzmat winy i wad. Z tego punktu widzenia, życie jest karą i przekleństwem, a nie darem i błogosławieństwem. Ponad negatywnym dialogiem, jaki ego prowadzi z samym sobą, dusza z szacunkiem przyjmuje poszerzony punkt widzenia, który teraz posiadasz i który jest nagrodą, jaką życie ofiarowuje ci za przetrwanie tych wszystkich chwil z przeszłości, dokładnie w taki sposób, jak było to zaplanowane. Przeżyłeś daną chwilę, odgrywając dokładnie tę postać, o jaką prosiło cię Życie. Zrobiłeś i powiedziałeś każdą jedną rzecz, którą Życie chciało, żebyś zrobił i powiedział, a nagrodą jest szersza perspektywa, która na dobre uwalnia cię od konieczności ponownego powtarzania danej roli.

To właśnie ten dar perspektywy, z której raduje się dusza, pozostaje istotną częścią cudownego planu, jaki Wszechświat zawsze ma dla ciebie.

Żeby ułatwić uzdrowienie utrwalonego wzorca do samo-obwiniania, przypomnij sobie chwile ze swojego życia, gdy twoje zachowanie było najbardziej godne pożałowania. Zauważ teraz, z perspektywy ego, każdą skłonność do odczuwania zażenowania czy wstydu w związku z tym, jak zachowałeś się w tamtym czasie. Po prostu weź kilka głębokich oddechów i pozwól swojemu ciało stać się przestrzenią odprężenia i spokoju, która zapewnia tym niewygodnym uczuciom bezpieczne miejsce do lądowania. Kiedy szok i obawa przed zażenowaniem zaczną blednąć, czy czujesz w sobie głębszy kosmiczny porządek życia, który po prostu kazał ci odegrać konkretne słowa i czyny, żeby zainspirować serie wydarzeń, które uczyniły z ciebie osobę, jaką jesteś teraz? Jeżeli jesteś w stanie spojrzeć wstecz na przeszłość, zdając sobie sprawę z mądrości, jakiej nie miałeś w tamtym czasie, to wtedy podróż od tamtego wspomnienia do chwili obecnej bez wątpienia dobrze ci posłużyła. Tak samo, czy możesz zacząć akceptować, że wszystko, co musiałeś powiedzieć i zrobić, żeby stać się tym, kim jesteś teraz, było dokładnie tymi okolicznościami, których potrzebowali inni ludzie, żeby być tym, kim są dzisiaj?

Zawsze, kiedy jesteś w stanie zrobić sobie tak bardzo potrzebną przerwę od samokrytyki, albo bardziej pogodzić się z tym, jak życie musiało się potoczyć, robisz ekscytujący krok naprzód. Niezależnie od tego, czy uważasz, że nie zrobiłeś nic złego, czy nie, faktem pozostaje, że żaden żal nie może przekształcić wydarzeń z przeszłości, które w istocie pojawiały się tylko po to, żeby ci służyć.

Wychodzenie z żalu

Dla uświadomienia sobie prawdy, że „nie zrobiłeś nic złego” i żeby twój żal zamienić w radość, musisz okazać samemu sobie większe współczucie, które jest jedną z cech duszy. Współczucie wobec samego siebie to zdolność do bycia dla siebie łagodnym i życzliwym. To przeciwieństwo surowości. To taki moment w rozwoju, który wymaga zaprzestania karania, potępiania i krytykowania, żeby nauczyć się czegoś z danego zachowania. Niezależnie od tego, jak szorstki wydaje się świat, w którym żyjesz, niezależnie, jak bezlitosną przeszłość być może musiałeś znieść, współczucie pyta – Czy możesz zatrzymać się na moment i być dla siebie najmilszą, najbardziej wspierającą i wolną od uprzedzeń osobą? Czy możesz podejść do siebie jak sprzymierzeniec, a nie jak wróg? Czy możesz zwrócić się do swojego wnętrza i powiedzieć – „Witaj przyjacielu, co mogę dla ciebie zrobić… Jak mogę cię wesprzeć”?

Czy kiedykolwiek w środku jakiejś stresującej lub kłopotliwej sytuacji, spotkałeś się z miłą i troskliwą obsługą, gdzie ktoś po prostu wyszedł nieco poza ramy swoich obowiązków, żeby upewnić się, że czujesz się komfortowo, jesteś obsłużony i pod dobrą opieką?

Współczucie wobec siebie polega na tym, że jesteś dbający i troskliwy dla siebie. Ono zaczyna się od uznania, że niekoniecznie musisz dokładnie wiedzieć, co jest w porządku odnośnie danej chwili twojego życia, ale zaczynając od Złotej Reguły #1, z pewnością wiesz, że nie robisz nic złego.

Bez wątpienia będziesz coraz lepszy… i lepszy… i lepszy, niż byłeś wcześniej, co wcale nie oznacza, że to, jaki byłeś w przeszłości było złe. Po prostu dlatego, że aby dotrzeć do tego etapu ewolucji, ty i każdy inny musieliście być dokładnie tacy, jacy byliście. Z tej perspektywy, każdy dar rozwoju jest podziękowaniem od Życia za odgrywanie konkretnej roli w życiu, bez względu na to, czy ktokolwiek z was był mniej lub bardziej sympatyczny dla siebie lub drugiego człowieka.

Aż nazbyt często ego uważa, że jeśli nie jesteś najbardziej lubianą osobą w towarzystwie, to pewnie robisz coś nie tak. Dzieje się tak dlatego, ponieważ najprawdopodobniej zostałeś wyedukowany do tego, żeby napędzała cię aprobata i uznanie innych ludzi. Ile razy miałeś poczucie, że gdy ktoś inny nie zgadza się z tobą, to jesteś nie w porządku? W przeciwieństwie do mechanizmu zadowalania innych ludzi, Złota Reguła #1 pomaga ci zobaczyć, że jeśli ktoś nie zgadza się z tobą, to tylko dlatego, że każde z was jest na dwóch różnych ścieżkach ewolucji. Jeśli ktoś upiera się, że powinieneś iść w prawo, ale ty w swoim sercu wiesz, że masz iść w lewo, może to właśnie w tym miejscu wasze ścieżki rozchodzą się w różne strony. Owszem, wszyscy idziemy w jednym kierunku, ale nie wszyscy podążamy do domu tymi samymi drogami. Może po prostu tylko towarzyszymy sobie, tak długo, jak to jest nam pisane, ponieważ wszyscy zmierzamy w stronę swojego najwyższego potencjału, co nie zawsze prowadzi nas podobnymi ścieżkami.

Powodem, dla którego czytasz te słowa jest to, że jesteś na ścieżce skoncentrowanej na polu serca. Na ścieżce, która mówi – Nie muszę zakładać, że zrobiłem coś złego, płaszczyć się i błagać Wszechświat o wybaczenie, tak, jakbym projektował rodzicielskie cechy na moją boskość. Mogę radować się własnym procesem uczenia się i wzrastania BEZ żalu. Mogę rozwijać się i lśnić BEZ obwiniania siebie. To, co zdecydowałem się zrobić w danym momencie w przeszłości, nie było błędem czy wyrazem ludzkiego ograniczenia. Przeciwnie, była to absolutna doskonałość boskości, która prowadziła mnie do większego wibracyjnego zestrojenia, każąc mi odgrywać postać, która pojawiła się tylko po to, żeby zrobić serię niedoskonałych rzeczy, aby mieć doświadczenia, z których się uczyłem.

Być może zaczynasz sobie uświadamiać, że niemożliwe jest zobaczenie, co było i co jest dobrego w twojej rzeczywistości, jeżeli spędzasz czas, skupiając się na rzeczach, które zrobiłeś nie tak. Chociaż ego może postrzegać Złotą Regułę #1 jako unikanie własnej odpowiedzialności, nie ma tu zupełnie nic do odsuwania, unikania czy pomijania. Ponieważ ego patrzy przez pryzmat nagrody i kary, nalega, żebyś raczej karał siebie, jeżeli inni zgłaszają krzywdę czy zranienie jako skutek twoich decyzji.

Tylko dlatego, że ty nie zrobiłeś nic złego, nie oznacza, że inni są w błędzie, mając swoje własne postrzeganie danego doświadczenia czy sytuacji. Ani ty nie zrobiłeś nic złego, ani nikt inny. Patrząc oczami Wszechświata, nie trzeba projektować złego postępowania na siebie ani na innych, żeby zaofiarować dar przebaczenia. W istocie, transformująca siła przebaczenia nie może uzdrowić twojej przeszłości ani okropności doświadczeń innych ludzi, gdy zderza się z tworzonymi przez ego kategoriami dobra i zła.

Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których wybory dokonywane przez innych ludzi są zdecydowanie sprzeczne z etyką i wartościami twojej świadomości. Mogą wówczas pojawić się uczucia niesprawiedliwości, poczucie bycia wykorzystanym, gniew wobec sprawców lub uraza wobec tych, którzy nie słuchali, nie wierzyli, ani być może nie zadziałali w twojej obronie. Jednak czy to z powodu zdrady, zaniedbania czy nadużycia, nie ma nic złego w tym, że czujesz to, co czujesz. Tak czy owak, pomimo że przedstawiam tu trajektorię uzdrawiania, którą inspiruje każda chwila bólu, prosiłbym cię, żebyś był dla siebie łagodny, oferując sobie dar współczucia, który przypomina – Może w pewnym momencie wybaczę, ale nie musi to być dzisiaj, w przyszłym tygodniu, czy nawet w najbliższej przyszłości.

Prawdziwe wybaczenie wydarza się jako rezultat wolnej woli. Często przyznanie sobie prawa do niewybaczenia, rozluźnia wewnętrzną obronną kontrolę ego, co pozwala zaoferować przebaczenie z bardziej autentycznego miejsca. Przebaczenie nie oznacza powiedzenia, że jakakolwiek zdrada, zaniedbanie czy wykorzystanie było zasłużone czy właściwe. Jest kwestią uznania, że ci, którzy wywarli niezatarty ślad na twojej historii, skierowali cię jedynie w stronę twojego najwyższego przeznaczenia. Oczywiście bardzo łatwo jest dziękować za przyjemne doświadczenia, których dostarczają nam inni ludzie, lecz to zupełnie nowy paradygmat, żeby powoli przesuwać się w kierunku autentycznego podziękowania KAŻDEMU za jego wkład w twoją podróż – nawet jeśli jego postępowanie było sprzeczne z miłością i bezpieczeństwem, jakich potrzebowała i pragnęła twoja niewinność.

Taki poziom bezwarunkowej miłości istnieje poza obszarem ego, więc naturalne jest, że Złota Reguła #1 uświadomi ci wyraźnie, gdzie znajdujesz się w swojej podróży. Ponieważ nie zrobiłeś nic złego, nie jest niczym złym ani niesprawiedliwym, żeby odmówić wybaczenia temu, co zrobili inni ludzie. Musisz mieć prawo do odmowy wybaczenia, żeby zbudować prawdziwą odwagę na jego zaoferowanie. Kiedy to się stanie, zobaczysz jak gotowość, żeby przebaczyć wszystkie pozbawione skrupułów działania, pomaga ci przekroczyć uzależniający cykl bycia ofiarą. Właśnie to, na poziomie energetycznym, pomaga uzdrowić również sprawcę, żeby nikt inny nie musiał już być skrzywdzony. Możesz wyobrazić sobie, że słowo wybaczanie oznacza – Dziękuję, że dałeś mi okazję do postępowania z wyższego poziomu świadomości niż nieświadomość, która mnie zraniła.

Przypomina mi to moment, kiedy pierwszy raz pojąłem głębię tej mądrości. Miałem trzydzieści parę lat, siedziałem w swoim mieszkaniu i rozmyślałem o prawdziwym znaczeniu przebaczenia. W tamtej chwili zalały mnie obrazy z mojej przeszłości – sceny, kiedy rodzice często na mnie krzyczeli, kiedy znęcano się nade mną w szkole podstawowej, a nawet pobito parę razy dla czystej rozrywki innych dzieciaków. Zwykle takie obrazy wzbudzały we mnie frustrację, gniew, upokorzenie, ból oraz poczucie niesprawiedliwości, ale tym razem zobaczyłem to wszystko z zupełnie innej perspektywy. To było tak, jakbym obserwował coś z oddalenia, jak ktoś siedzący w kinie i oglądający życie głównego bohatera. Gdy przyglądałem się tym wszystkim ludziom, którzy wyrządzili mi krzywdę, zacząłem postrzegać każdą chwilę zranienia jako aranżację większej ewolucji i zrozumienia. Zobaczyłem, w jaki sposób zostałem wybrany przez Wszechświat, żeby odegrać rolę ofiary, tak samo jak każda z tych osób została obsadzona w roli prześladowcy. Bardzo wyraźnie widziałem, jak krzyżowały się nasze ścieżki, abyśmy koniec końców wyszli z tych spotkań bardziej uzdrowieni i rozwinięci niż byliśmy wcześniej. Moją rolą było mieć wszelkie powody, żeby w swoim logicznym umyśle żywić urazę i bez końca uzasadniać, dlaczego sprawiedliwe jest potępiać i określać każdą osobę jako wroga. Jednak właśnie to podejście, to przekonanie, było tym, z czego miałem okazję zrezygnować, łącznie z wyobrażeniem, że jestem bezbronny wobec podobnych ataków w przyszłości, o ile moje ego nie będzie nieustannie pełnić funkcji strażnika.

Zrozumiałem to, wybaczając każdej z tych osób. Wzbudzałem w sobie wyższe wibracje świadomości niż impulsy, które kazały innym mnie ranić i źle traktować. Robiąc to, wysyłałem poprzez kosmos fale energii wprost do pól energii tych osób, żeby zainicjować głębszą przemianę emocjonalną. Zobaczyłem, jak moja gotowość do wybaczenia spowodowała, że każda z tych osób na przestrzeni swojego życia staje się bardziej skoncentrowana na sercu, co zmniejszało prawdopodobieństwo, że ktokolwiek inny w ich życiu, łącznie z nimi samymi, zostanie w jakikolwiek sposób zraniony.

Z tego punktu widzenia, poczułem się mniej jak ktoś skrzywdzony przez innych, a bardziej jak jeden z ich aniołów stróży. W istocie odgrywałem jedynie pewną postać, której wyrządzali krzywdę, żeby dać szansę na ofiarowanie daru większej świadomości. Widząc siebie z tej perspektywy, że miałem możliwość ofiarować największy dar uzdrowienia tym, którzy przysporzyli mi najwięcej bólu, coś rozpadło się w moim umyśle. Przestałem być powstrzymywany czy ograniczany wiarą w sprawiedliwość czy mentalnością „oko za oko”. Przeciwnie, radowałem się gotowością do bycia większym niż ból czy napastowanie jakie odczuwałem, poprzez danie drugiemu dokładnie tego, co potrzebował, żeby wznieść się ponad pragnienie ranienia innego człowieka w wyniku własnych nierozwiązanych zranień.

W tej wizji działałem jako ucieleśniony Wszechświat, a nie wychodząc z założenia, że jestem kimś, kto musi ranić innych za ból, który spowodowali. Chociaż naprawdę zostałem źle potraktowany, nikt nie musiał być zawstydzany czy potępiany, żeby uwolnić własne serce. To radykalne wybaczenie nie spowodowało oczywiście, że w moim życiu pojawiło się więcej prześladowców. W rzeczywistości, był to moment, od którego całe Życie zdawało się spiskować, żeby wspierać mnie na niezwykle cudowne sposoby. Dla mojego logicznego umysłu to nigdy nie miało sensu; że mógłbym przyciągać raniące czy przykre sytuacje, ponieważ zrobiłem coś złego. Okazało się, że to zaprowadziło mnie w głąb transcendentalnego wybaczenia i jestem ogromnie wdzięczny, że byłem gotowy je przyjąć. Moja gotowość do wybaczenia pozornie niewybaczalnego pozwoliła mi przekroczyć cykl ofiary i kata, co począwszy od tamtej chwili, uwolniło mnie od prześladowców i krzywdzicieli, a moje przebaczenie stało się instynktowne.

Bez względu na to, jak głębokie jest dane zranienie, przebaczenie energetycznie uzdrawia rany emocjonalne, przekształcając sprawców i ofiary w bohaterów. Rzecz jasna, czasami działania systemu prawnego wywołują przełom w czyjejś nieświadomości, pozwalając przebić się i zalśnić czemuś głębszemu. Możesz mieć istotne powody, żeby skorzystać z procedur prawnych dla upewnienia się, że nieświadome działania jednej osoby nie zrani kogoś innego, równocześnie duchowo oczyszczając swoją duszę z jakiejkolwiek ciemności poprzez akty radykalnego wybaczania.

Jeśli twoja historia bólu jest intensywniejsza niż w moim przypadku, całym sercem wyrażam szacunek dla jeszcze głębszej okazji, jaką otrzymałeś, żeby wznieść się na wyższe obszary świadomości poprzez wybaczenie, jakie masz możliwość zaoferować. Z najgłębszym współczuciem i szacunkiem dla okoliczności, które przetrwałeś – im większy ból czy wyparcie zostawia jakiś skandaliczny akt, taka sama ilość kosmicznej ulgi zapewniona jest tym, którzy wybaczają, zamiast walczyć. Nawet jeśli jeszcze nie potrafisz wykroczyć ponad granice swojego wewnętrznego żalu czy urazy, to nic nie szkodzi, po prostu czasami trzeba zawzięcie powalczyć z przeszłością, żeby stworzyć dostatecznie dużo wewnętrznego napięcia, aby w twoim wnętrzu mogła obudzić się prawda z wyższego poziomu.

Jeśli to współczucie dla samego siebie jest główną jakością kultywowaną w Złotej Regule #1, to przebaczenie jest gotowością okazania takiego samego współczucia wszystkim sercom, bez względu na rolę, jaką ktoś odgrywał. Nawet kiedy to wydaje się nieosiągalne, po prostu przypomnij sobie treść pierwszej Złotej Reguły: Nie zrobiłeś nic złego. W tym zdaniu „nic” nie sugeruje istnienia innych ludzi, dlatego na początek nie ma powodu, żeby brać pod uwagę, czy ktokolwiek inny, oprócz ciebie, zrobił cokolwiek złego.

Podstawowa zasada brzmi – zawsze bądź pierwszym odbiorcą własnego współczucia oraz pozwól przebaczeniu rozprzestrzenić się w jego własnym tempie i czasie.

Twoja mantra dla Złotej Reguły #1

Żeby rozpocząć proces napełniania siebie własnym współczuciem, wypowiedz proszę na głos poniższe zdanie.

Aby być tym, kim miałem się stać, przychodząc na świat, Życie nie mogło potoczyć się w żaden inny sposób.

Weź głęboki oddech i sprawdź, jakie to uczucie mieć w sobie głęboką akceptację przekraczającą jakiekolwiek poglądy ego.

Aby być tym, kim miałem się stać, przychodząc na świat, Życie nie mogło potoczyć się w żaden inny sposób.

Po prostu odczuwaj to przez chwilę. Życie nie mogło potoczyć się w żaden inny sposób. W każdej chwili możesz i dokonujesz wyborów, a one pokazują Wszechświatu, na jakim poziomie świadomości funkcjonujesz w danej chwili. Żeby być tym, kim masz się stać, życie nie mogło potoczyć się w żaden inny sposób. Tłumaczenie – NIE ZROBIŁEŚ NIC ZŁEGO. Nawet samo rozważanie tej prawdy jest aktem współczucia dla siebie. To dlatego, że tylko własne współczucie potrafi usłyszeć głębię jej znaczenia. Tylko współczucie dla siebie może się z tym zgodzić. Tak samo, jedynie ego może się nie zgodzić. Jedynie ego może usłyszeć, że nie zrobiłeś nic złego i powiedzieć – Hm, śmiem wątpić. Bez względu na to, jak surowy, zawzięty czy mający ciasne horyzonty wydaje się twój wewnętrzny krytyk, ważne jest, żeby zawsze mieć wielką pokorę i współczucie dla ego. Niczym przedwcześnie dojrzałe dziecko, jego celem jest pamiętać twoją historię doświadczeń, żeby upewnić się, że każde z nich inspiruje uzdrowienie i transformację, które miało wywołać. Patrząc oczami Wszechświata, dla każdego istnieje taka sama ilość współczucia, co pozwala ci stać się szczerze czułym dla ego, zamiast się na niego złościć.

Pójdźmy z tym jeszcze dalej. Jeśli ty nie zrobiłeś nic złego, to twoje ego również nie. I co ty na to? Mówię o tym dlatego, że ileż to razy na duchowej ścieżce docierałeś do – No tak, dobrze, umiem zestroić się z moją duszą podczas medytacji, w czasie sesji jogi, na warsztatach duchowych, a potem pojawiają się ci wszyscy ludzie, miejsca i sytuacje… I wyprowadzają mnie z równowagi. We współczesnej duchowej podróży, często zachowujemy się niemal jak członkowie policji ego. Może prowadziliście takie rozmowy, gdzie w kółko mówiliście o jednym; skarżąc i paplając o swoim ego do innych.

Kiedy częściowo jesteś już poza ego, zdajesz sobie sprawę ze swojego uwarunkowanego zachowania, ale doświadczasz tego jako ego, które wciąż jest przerażone same sobą. W ten sposób na scenę wkracza obwinianie i żal. Bardzo często, zamiast oskarżać innych, kierujemy osąd na samych siebie. To naprawdę potrafi być bardzo bolesne. Dlatego właśnie potrzebujesz wielkiego współczucia, miłości i serdecznej życzliwości. W procesie wykonywania głębokiej duchowej pracy, możesz zranić siebie tak samo mocno jak ktokolwiek inny. Chciałbym cię od tego uwolnić. Z pewnością możesz być lepszy, rozwijać się dzięki swoim doświadczeniom i w efekcie wzrastać. Ale po drodze wcale nie musisz dawać sobie w kość. Karma to nie żaden z góry przeznaczony wyrok skazujący. To nie dług, który masz do spłacenia. Karma, zarówno pozytywna jak i negatywna, to po prostu te rzeczy, które mówisz do siebie w odpowiedzi na to, co się wydarza. Jakakolwiek postać negatywnej karmy to tylko skłonność do mówienia sobie przykrych rzeczy w wyniku bycia postacią, którą nie chcesz być. Kiedy nie musisz siebie karać, nawet za te rzeczy, które twoim zdaniem karzą ciebie – karmiczne wzorce zaczynają się uzdrawiać.

Ileż to razy pytałeś – Dlaczego to przyciągam? Przyciągasz to, ponieważ ewolucja duszy polega na budowaniu relacji bezwarunkowej miłości ze wszystkimi częściami ciebie reprezentowanymi przez każdą emocję. Aby wyrosnąć z zapętlenia ego w żalu i przejść do wibracji radości, najważniejszą rzeczą jest pielęgnowanie współczucia dla siebie wobec każdego zaistniałego rezultatu. To oznacza, że różne rzeczy będą się wydarzać, żebyś mógł powiedzieć do siebie – Nie zrobiłeś nic złego. Będziesz tworzył i przeżywał różne doświadczenia, które mogą wręcz zażenować i zawstydzić twoje ego, tylko po to, żeby mieć możliwość powiedzieć – Aby być tym, kim miałem się stać, przychodząc na ten świat, życie nie mogło potoczyć się w żaden inny sposób.

Skoro nic, co może wydarzyć się w życiu nie jest w stanie uniemożliwić ci okazania sobie współczucia, ani powstrzymać od zaoferowania wybaczenia, przeciwności losu nie mogą cię już więcej nauczyć.

Ćwiczenie: Twoja duchowa ewolucja

Pomyśl o tych rzeczach ze swojego życia, które twoim zdaniem zrobiłeś źle. Co masz przeciwko sobie? Wyjaśnijmy wszystko, co sobie zarzucasz. O jakich to rzeczach, stając u bram nieba, masz nadzieję nie rozmawiać. Czy jest możliwe, że te rzeczy, które według ciebie zrobiłeś źle, były w rzeczywistości dobre dla twojej najwyższej ewolucji? W jaki sposób te rzeczy, które zrobiłeś „źle” są tak naprawdę dla ciebie dobre? Daj sobie chwilę, żeby otwarcie się nad tym zastanowić. Jeśli pojawia się ulga, jesteś o krok bliżej, żeby odpuścić. Jeśli nie, potrzebujesz jedynie okazać sobie więcej współczucia.

Obalenie duchowego mitu:

To, co dzieje się w życiu, jest efektem mojej wibracji

Przyjęcie mądrości Złotej Reguły #1, pomoże ci rozwiać stare mity sugerujące, że rezultaty i okoliczności życia pojawiają się jako odzwierciedlenie częstotliwości twoich wibracji. Nie ma nic bardziej obezwładniającego i odbierającego siły, niż przeżycie ciężkich doświadczeń straty, zmiany, wykorzystania, zdrady czy lekceważenia tylko po to, żeby potem oskarżać siebie, że widocznie masz niskie wibracje. Chociaż ego za każdym razem stara się połączyć skutek z odkryciem przyczyny, na końcu i tak obwini doświadczającego za to, co postrzega jako rodzaj nieszczęścia.

Ponieważ dusza patrzy na wszystko jak na dar możliwości, wibracja NIE MOŻE BYĆ przyczyną tego, co się wydarza. Wszechświat nie osądza żadnej ze swoich kreacji, ani nie tworzy rzeczywistości z mniej niż doskonałego punktu widzenia. W istocie, wibracja nie determinuje tego, co ci się przydarza lub nie. Natomiast rzeczywiście, wibracja określa i wyznacza twój poziom elastyczności – jak szybko podnosisz się z każdego nieoczekiwanego upadku i jak elegancko przechodzisz przez przeciwności losu, nie obwiniając nikogo, łącznie ze sobą, za dokonujące się zmiany.

Chociaż podnoszenie wibracji jest rzeczywiście zasadniczą praktyką duchową, to wcale nie da ci do ręki kart znaczonych na twoją korzyść. Ktoś, kto nie zajmuje się zmianą częstotliwości, ma dokładnie takie same szanse na przeżycie wzlotów i upadków czy ograniczenia i odrodzenia, jak ty, ponieważ pojawiają się one w życiu każdego człowieka. Korzyścią z podnoszenia wibracji jest to, że posiadasz wystarczającą ilość wewnętrznej przestrzeni pomiędzy sobą a twoim zewnętrznym doświadczeniem, żeby pomieścić wszystkie emocje, które zostają uruchomione w wyniku życiowych okoliczności i ani się na nie nie zamykasz, ani nie wyładowujesz ich na sobie czy na innych ludziach. W nowym paradygmacie podnosimy swoje wibracje po to, żeby wybaczenie i współczucie wobec siebie były bardziej instynktowne i szybkie, podobnie jak praktykujemy wybaczanie sobie oraz innym jako sposób jeszcze większego podnoszenia swoich wibracji.

Zamiast ścigać się z czasem, z nadzieją, że podnosząc swoje wibracje, uwolnisz się od oczekiwania na więcej bólu, po prostu pamiętaj o jednym: każde stworzenie musi być dzieckiem, zanim będzie mogło stać się dorosłym. Przenosząc to na energię – każdy człowiek musi zacząć od niższych wibracji, żeby stworzyć fundament, który prowadzi do tych wyższych. Ponieważ ani najniższe, ani najwyższe wibracje nie gwarantują tylko przyjemności albo tylko bólu, przyjmujemy wibracyjne zestrojenie jako gotowość do tego, żeby albo płynąć z prądem albo walczyć z życiem. Kiedy kochanie siebie podczas każdej nieoczekiwanej zmiany czy ciężkich doświadczeń zastąpi potrzebę analizowania siebie pod duchowym mikroskopem, czy osądzania zachowań innych ludzi, będziesz cieszył się elastycznością i świadomością wysoko wibracyjnych obszarów w ich najbardziej praktycznie urzeczywistnionych przejawach.

Z tego poziomu, nie oceniasz już dostatku czy nieszczęścia w ramach pola energii, jakby wibracja była jakąś duchową formą statusu społecznego. Raczej rozwijasz wielkie współczucie wobec wszelkich okoliczności, z jakimi każdy się zmierzył i prawdopodobnie musi się spotkać, i w ten sposób pobudzasz do życia najwyższe prawdy. Skoro nie zrobiłeś nic złego, ten starej daty pogląd, żeby cokolwiek obarczać winą za swoje doświadczenia, jest jedynie zabobonnym sposobem odrzucania darów, jakie Wszechświat dla ciebie zaplanował.