Życie wielowymiarowe

WPROWADZENIE

Witajcie, jestem Geoffrey Hoppe z Karmazynowego Kręgu (ang. Crimson Circle). Jestem tu z moją małżonką i partnerką, Lindą Benyo. Znajdujemy się w Golden, w Kolorado, gdzie nagrywamy Szkołę Wielowymiarowego Życia. Chcemy powitać wszystkich, którzy w późniejszym czasie będą doświadczać tego materiału. To niesamowite przeżycie pozwolenia sobie na ekspansję poza ograniczenia człowieczeństwa, w celu odkrycia wszystkiego czym się jest.

W ciągu następnych trzech dni będziemy się cieszyć energiami Adamusa Saint-Germain, oraz Kuthumiego lal Singh. Dowiemy się, co jest naszym więzieniem i utrzymuje nas w ograniczeniach, oraz co obecnie stanowi dla nas największe wyzwanie. Będziemy mówić o tym, czym są wymiary oraz jaki rodzaj energii i świadomości je stwarza. Będziemy mieć również kilka doświadczeń w innych wymiarach.

Jeśli oglądasz, słuchasz lub czytasz tego materiału w czasie dla siebie teraźniejszym, zrozum proszę, że energie są dla ciebie tak samo rzeczywiste, jak dla tych, którzy dzisiaj biorą udział w warsztatach na żywo w Golden, Kolorado. Osoby te dodają swoją energię i stwarzają bezpieczną, bardzo osobistą i bardzo transformującą przestrzeń dla każdego z nas.

W szczególności, chcę podziękować mojej żonie i partnerce Lindzie. Kiedy zaczynam channelować i wprowadzać energie Adamusa czy Kuthumiego, Linda zawsze pomaga w ich balansowaniu i przekazywaniu. Pomaga koordynować wszystko, co dzieje się w pomieszczeniu. Chcę również podziękować naszej niewiarygodnej publiczności, która przybyła ze wszystkich stron świata, żeby być częścią tego procesu i umożliwić nam wszystkim stanie się kimś bardzo wielowymiarowym.

Sugeruję, żebyś zostawił wszystkie oczekiwania na temat tego, co może się wydarzyć. Weź głęboki oddech i pozwól odejść obawom dotyczącym tego, co stanie się na przestrzeni kilku następnych dni. W pełni ciesz się tym doświadczeniem.

LINDA: To niesamowite i piękne doświadczenie. Trzeba jedynie dokonać wyboru i przyzwolić.

GEOFFREY: Weźmy więc wspólnie głęboki oddech i przejdźmy do Życia Wielowymiarowego. Bawcie się dobrze.

LINDA: Dziękuję.

SESJA 1

JESTEŚCIE TUTAJ, JESTEŚCIE TAM

 

Uwaga: Podczas tej sesji Adamus odwołuje się do utworu This Majestic Land z albumu Solace autorstwa Michael’a Hoppe. Miej tę muzykę pod ręką (melodia jest dostępna na kanale YouTube).

LINDA: Usiądź wygodnie na krześle, podłodze czy gdziekolwiek się znajdujesz i oddychaj. Oddychaj głęboko.

Oddychaj głęboko i świadomie. To oddech życia.

Oddychaj głęboko, a gdy to robisz, czuj. Pozwól sobie czuć.

Oddychaj. Zaproś swoją duszę, żeby była tu z tobą. Ona czeka na zaproszenie. Zaproś ją.

Oddychaj i czuj. Adamus jest tutaj dla nas. Oddychaj i czuj to.

Oddychaj i czuj wszystkie energie, które są tutaj dla ciebie. Oddychaj. Oddychaj. Oddychaj.

ADAMUS: Jestem Kim Jestem, Adamus z Suwerennego Królestwa. Witajcie w Wielowymiarowym Życiu. Witajcie w moim świecie, który może się stać również waszym światem.

Weźmy wspólnie głęboki oddech.

Cóż za piękne zgromadzenie Shaumbry. Znam was bardzo dobrze. Sprawmy, żeby była to raczej celebracja życia, niż zmagania w czasie podróży. Ach, życie jest tak proste i tak niesamowite, kiedy uświadamiamy sobie kim jesteśmy, dlaczego tu jesteśmy i czego chcemy.

JESTEM KIM JESTEM

To wielka radość być tu dziś z każdym z was. Jestem Kim Jestem. Spróbujmy wspólnie. Spróbujmy… (publiczność zaczyna powtarzać te słowa). Ach, próbujecie mnie wyprzedzić, co? Przez następne kilka dni będziemy sporo mówić o JA JESTEM i o tym, co tak naprawdę to oznacza. Słyszę jak niektórzy z was mówią to zupełnie jakby odmawiali różaniec – Jestem Kim Jestem. Jestem Kim Jestem (Adamus mówi w monotonny sposób).

Weźcie głęboki oddech…

SHAUMBRA: Jestem Kim Jestem!

ADAMUS: Nie bylibyście w stanie przekonać nawet wiewiórki budzącej się ze snu, że naprawdę w to wierzycie (chichocze). Spróbujmy jeszcze raz.

SHAUMBRA: (głośniej): Jestem Kim Jestem!!

ADAMUS: Słyszałem, że mówicie to głośno, ale nie usłyszałem w tym serca. Usłyszałem jakieś krzyki, ale nie usłyszałem głębokiej wiary w te słowa. Nie trzeba mówić tego głośno. To ma być po prostu prawdziwe. Jestem Kim… (publiczność dołącza) Nie, nie zamierzałem tego powiedzieć za was (śmiech).

Jestem Kim Jestem. Spróbujmy razem.

SHAUMBRA: (już nie tak głośno jak wcześniej): Jestem Kim Jestem.

ADAMUS: Najwyraźniej mamy mnóstwo pracy do wykonania w ten weekend. Jestem Kim Jestem. Takie piękne stwierdzenie. To ukończenie podróży, która rozpoczęła się od pytania – Kim jestem? Odpowiedzią jest – Jestem Kim Jestem.

Zasadniczo wielu ludzi nie chce powiedzieć – Jestem Kim Jestem. To interesująca, mała ciekawostka, A jeśli już to robią, mówią to stąd – z okolic szyi i głowy. Prawdziwe poczucie tych słów w sercu – Jestem Kim Jestem – zamyka tak naprawdę starą księgę. To koniec podróży.

Niektórzy z was mówią o tym, jak bardzo chcą, żeby ta podróż dobiegła już końca – nie w sensie śmierci oczywiście, ale chcecie skończyć z cyklami karmy, wpływami masowej świadomości i ograniczonymi wzorcami. Jednak to naprawdę niewiarygodna podróż. Jakaś część was jest nieco niespokojna i stawia opór. Witaj Edith.

EDITH: Witaj Adamusie.

ADAMUS: Och, jesteśmy tacy zakochani.

EDITH: Och, tacy zakochani! Tak!

ADAMUS: Mmmm, mmmm, mmmm.

Niektórzy z was niechętnie rezygnują z tej podróży z kilku powodów. Jest kusząca. Uzależnia. To mnóstwo zabawy, zwłaszcza jeśli się wie, że wszystko w końcu poszło dobrze. Wszystko się uda. Wówczas pojawia się wielki problem związany z tym, co robić dalej. Co stanie się w waszym życiu, kiedy stara podróż i poszukiwania dobiegną końca? Co wtedy? Czy przestaniecie istnieć? Czy udacie się do jakiejś wielkiej, wszechobecnej, jednorodnej la-la jedności? To dosyć przerażające. Wiem, że niektórzy z was o tym myśleli. Ostatniej nocy słyszałem dyskusję na ten temat. Czy wraca się do Boga i traci swoją tożsamość oraz pamięć wszystkiego, czego się dokonało? Nie.

Gdy naprawdę zaczniecie przyjmować JA JESTEM i odpuszczać niektóre ze starych systemów wierzeń, to… nie mogę tego nawet opisać. Cóż, wtedy staniecie się suwerenni. Staniecie się zadowoleni i ekspresyjni. Staniecie się wszystkim, czym jesteście.

Jak niedawno powiedział Tobiasz – w tym momencie nic tak naprawdę nie ma już znaczenia. Nie oznacza to jednak nudy i utraty pasji. Tak naprawdę zdacie sobie sprawę, że żadna z tych małych rzeczy nic nie znaczy. Nie będę cię prosił, żebyś zaśpiewała… (Adamus zwraca się do Louise)

LOUISE: Dziękuję, kochanie.

ADAMUS: … dzisiaj. Jutro, jutro – to już inna historia.

WIELOWYMIAROWE ŻYCIE

A zatem, drodzy przyjaciele, przez następne kilka dni będziemy mówić o JA JESTEM i o wielowymiarowym życiu.

Podstawowe założenie jest następujące. Przeważająca większość ludzi – cóż, prawie wszyscy ludzie – żyją bardzo „spłaszczonym” życiem. Funkcjonują w obrębie niewielkiego punktu odniesienia i są bardzo nieświadomi tego, co tak naprawdę się wydarza. Och, mówią mnóstwo na ten temat. Prowadzą mnóstwo debat i filozoficznych dyskusji, ale bardzo, bardzo, bardzo niewiele osób rzeczywiście doświadcza wielowymiarowego życia.

Po pierwsze, wielowymiarowe życie pozwala na bycie bardzo obecnym w tej rzeczywistości. A bycie w chwili TERAZ jest czymś kluczowym. Pozwala na ekspansję, uwolnienie swojej świadomości i na uświadomienie sobie własnej obecności oraz obecności innych istot.

Wiem, że wielu z was rozumie tę ideę, ale czy naprawdę możecie poczuć i doświadczyć innych istot? Nie tylko mnie, ale innych istot, które są z wami i stoją przy was właśnie teraz. Niektóre z nich obrzucają was energią, próbując zbić z pantałyku. Inne po prostu akurat przechodziły. Zdumiała ich ta dyskusja i na chwilę do nas dołączyły. Tak naprawdę nie rozumieją o czym mówimy, ale biorą udział w tym zgromadzeniu – oczywiście za darmo. Inne obecne tu istoty są moimi asystentami. Bycie świadomym tego wszystkiego to niesamowita sprawa.

To niewiarygodne być świadomym energii Ziemi, będącej tak ważną częścią każdego was. Gaja odchodzi i pozostawia swoją pracę opiekunki i strażniczki tej planety, a wy przyjmujecie na siebie tę nową odpowiedzialność.

Wielowymiarowe życie to bycie świadomym tego, co dzieje się w innych wymiarach. To możliwość otwartego, dowolnego i pozbawionego strachu poszerzenia się i obejmowania potencjałów swojego jutra. To bardzo ważna kwestia. Poświęcimy temu dodatkowy czas na przestrzeni kilku następnych dni.

Czym wypełnione są wasze potencjały? Co pojawi się jutro? Co nadejdzie za miesiąc? Nad czym właśnie teraz pracujecie w innych wymiarach, a co możecie sprowadzić na Ziemię?

Wielowymiarowe życie to możliwość udania się w przeszłość bez jej opłakiwania, przetwarzania i wikłania się w dramat. To zrozumienie co TAK NAPRAWDĘ wydarzyło się wiele lat temu, kiedy doświadczało się jakichś traumatycznych sytuacji. Co tak naprawdę miało wtedy miejsce? To możliwość wejścia w przeszłość i ujrzenia innych potencjałów, które są tak samo prawdziwe jak to, co wówczas „realnie” się wydarzyło. To ujrzenie, jak świadomie lub nieświadomie dokonaliście pewnych wyborów. W tym zwrotnym punkcie swojego życia wybraliście jeden z wielu potencjałów. Czy były inne możliwości? Dlaczego się na nie nie zdecydowaliście?

Wielowymiarowe życie to bardzo poszerzony stan istnienia oraz możliwość „złożenia wizyty” traumatycznym wydarzeniom z perspektywy obserwatora. Być może wiele z nich zostało przez was zapomnianych, ale wciąż wpływają na wasze życie. Widzicie, macie z reguły JEDNĄ koncepcję na temat tego, co się wydarzyło. Być może wiąże się z tym jakaś emocjonalna trauma. Jednak to tylko jeden sposób patrzenia na tamte sytuacje.

Zauważcie, ci z was, którzy siedzą w dalszej części sali, obserwują głowę kogoś siedzącego przed nimi z perspektywy tyłu (wskazuje na kogoś z publiczności). Myślicie zatem, że „tył głowy” ma określony wygląd, kolor, teksturę i kształt. Ale istnieje inna perspektywa – to wspaniały uśmiech i piękna twarz anioła… jeśli popatrzycie z przodu!

W podobny sposób będziecie w stanie w bardziej wielowymiarowy sposób powrócić do tego, co wydarzyło się wcześniej, bez prób naprawiania czy przetwarzania czegokolwiek. Och, przetworzyliście już tyle, że wystarczyłoby na całe życie. Będziemy wracać w przeszłość i patrzeć na nią z różnych punktów widzenia.

Gdy pozwolicie sobie na wolność wielowymiarowej ekspansji i wielowymiarowego życia, możecie naprawdę wyruszyć w inne części stworzenia, w których byliście już wcześniej (ale pewnie o tym nie wiecie) – w krystaliczne wymiary i niektóre wymiary anielskie. Możecie wyruszyć do takich rodzajów cywilizacji, pełnych istot żywych, których nigdy wcześniej nie odwiedzaliście.

Niekoniecznie będą wyglądać jak cywilizacja na Ziemi, gdzie istoty są z krwi i kości. Tym niemniej będą to żyjące istoty. Ich otoczenie niekoniecznie będzie fizyczne, aczkolwiek wiele z tych innych światów ma jakieś konotacje z fizycznością. Będziecie w stanie się tam udać i zobaczyć, co się tam dzieje. Dlaczego to miejsce wybrała inna cywilizacja? Udamy się w takie przestrzenie również w ten weekend. Czym się tam zajmują? Dlaczego energia tych istot wydaje się niezróżnicowana i jakby nieruchoma? Dlaczego wydają się podążać za tą samą muzyką i za tym samym rytmem? Są trochę jak klony. Chciałbym, żebyście dobrze się w to wczuli, ponieważ każdy z nich musi się czegoś nauczyć.

To istoty obdarzone duszą, które nigdy nie były na Ziemi. Są jak Planeta Klonów. Co robią i czym się zajmują? I jak zrozumienie tego może wam posłużyć? W ciągu kilku następnych dni udamy się w niewiarygodne wielowymiarowe podróże.

TU NIE CHODZI O CIEBIE

Chcę poświęcić chwilę na wyrażenie uznania tym z was, którzy są tutaj osobiście. Jeśli się zgodzicie, chciałbym, żeby wasze imiona zostały wymienione w Przewodniku dla Nauczycieli i w Osobistym Przewodniku Kursu – w materiale do druku. Chciałbym zobaczyć wasze imiona na jednej z pierwszych stron, ponieważ dodajecie ogromną ilość swojej świadomości i energii.

Popatrzcie chwilę na swoją niedawną przeszłość. To ciekawe, że jakiś czas temu wszystko szło całkiem dobrze. A co wydarzyło się parę tygodni lub tydzień temu? Dlaczego przychodzicie tutaj z całym tym gównem? I dlaczego bierzecie je tak osobiście? Dlaczego udajecie, że to wszystko, z czym tu przyszliście, jest wasze? Dlaczego te kwestie wypływają tuż przed waszym tutaj przybyciem? Dlaczego czujecie lekkie mdłości? Dlaczego czujecie, że utknęliście? Dlaczego czujecie się tak, jakbyście zaraz mieli zacząć krzyczeć lub płakać? Co takiego się dzieje?

Tu niekoniecznie chodzi o was. Och tak, pojawiają się pewne bardzo stare sprawy z przeszłości. Wiem, że uwalnialiście różne rzeczy, ponieważ coś jeszcze po nich zostało. Dlaczego wychodzi to na powierzchnię właśnie teraz?

Przybyliście tutaj, czując być może małą dezorientację, być może trochę niepokoju, związanego z dzisiejszymi zajęciami. Wiecie co jest zabawne? To, że próbujecie to naprawić. Każdy z was próbuje to zrobić. Muszę naprawić siebie. Muszę doprowadzić siebie do równowagi. Cóż, a może jednak nie? Wiecie dlaczego? Tak, wiecie. Próba doprowadzenia siebie do równowagi w taki sposób w jaki zwykle to robicie, to bardzo mentalna aktywność. Angażuje pewien rodzaj mentalnej, psychicznej siły – Och, muszę z powrotem doprowadzić się do równowagi. A potem ponownie ją tracicie.

Próbujecie przekonać do tego samych siebie, zamiast po prostu być sobą. To wielka różnica. Mówicie – Coś jest ze mną nie tak. Dlaczego czuję się tak dziwnie? Dlaczego te wszystkie rzeczy pojawiają się w moim życiu akurat teraz? Doprowadzacie siebie do szaleństwa, a potem myślicie, że musicie podjąć szereg wysiłków, żeby to zmienić. Albo robicie coś jeszcze gorszego i próbujecie zablokować te wszystkie uczucia, mówiąc do siebie – Jestem normalny. Jestem normalny. Cóż, nie jesteście normalni (śmiech).

Wielowymiarowe życie to autentyczna zdolność PRZYJĘCIA CHWILI, W KTÓREJ SIĘ JEST oraz wszystkiego, co jest z nią związane – tego, co dobre, złe czy brzydkie. To ciągła ewolucja, rozwój i otwieranie się… przyzwalanie. Czasami stare i głęboko pogrzebane kwestie zaczynają wychodzić na powierzchnię. To rzeczy o których istnieniu nawet nie wiedzieliście albo rzeczy, które uznaliście za dawno uwolnione. Wszystko to wychodzi na wierzch.

Wielowymiarowe życie to zdolność, żeby to przyjąć i bycie świadomym, czym to jest. Właśnie to robi różnicę. Nie chodzi o analizowanie czegokolwiek w swoim umyśle, tylko o zdolność do bycia świadomym tego, co dzieje się z energetycznego punktu widzenia. Nie chodzi o to, żeby od tego uciekać i grać z tym w jakieś gierki, ale o uświadomienie sobie, że oto pojawia się kilka dawnych kwestii. Przejdziemy przez nie w ciągu kilku następnych dni.

To, co tak naprawdę wychodzi u was na powierzchnię, to – dosłownie – przejmowanie energii i świadomości tych, którzy będą częścią tego kursu w przyszłości, czytając go lub oglądając. Jesteście empatycznie połączeni ze wszystkimi osobami, których dotknie ten materiał i z ich potencjałami. Wprowadzacie to wszystko w tę piękną chwilę TERAZ, żeby dodać do tego swoje błogosławieństwo miłości, współczucia, skupienia, intuicji i bycia świadomym.

Bycie częścią tej grupy staje się także potencjałem dla każdego, kto w późniejszym czasie będzie tego słuchał lub czytał. Wszyscy razem poszerzamy się i ewoluujemy. Przestańcie się zamartwiać, dlaczego wasz żołądek jest rozstrojony. Wprowadzanie ogromnych ilości energii ze swojej przeszłości, przyszłości, masowej świadomości i Shaumbry z pewnością powywraca wam trochę w brzuchu. Dlaczego boli was głowa? Z tego samego powodu – wchodzi mnóstwo energii. Dlaczego czujecie niepokój? Dlaczego czujecie, jakbyście chcieli wyjść ze swojej skóry? To przez ogromne ilości energii.

Co się wydarza, gdy jest się w tak głębokim stanie wielowymiarowej świadomości, że można się w to wczuć i powiedzieć prosto z serca, co tak naprawdę ma miejsce? Czy to nie ulga, że tak naprawdę nie chodzi tu o was? A zatem weźcie głęboki oddech. TU NIE CHODZI O WAS.

Ach, dziękuje skarbie. Dziękuję. Przyniosłaś nagrody do rozdania?

LINDA: Och, tak jest.

ADAMUS: Dobrze. A więc następna kwestia. Tu nie chodzi o was – to była kwestia numer jeden. Linda, Jean, to może iść do przewodnika w kursie – Tu nie chodzi o ciebie.

Cauldre ma déjà vu. Robiliśmy to już wcześniej, nieprawdaż? Robiliśmy! Robiliśmy.

JUŻ TO ROBILIŚCIE

Kwestia numer dwa… (chichocze). Cauldre daje mi popalić. Czy kiedyś mieliście wrażenie, jakbyście przeżywali sen, który już kiedyś mieliście? To właśnie się dzieje!

Kwestia numer dwa. Każdy, kto się tu znajduje, już wcześniej brał udział w tych zajęciach. Robiliśmy to już w innych wymiarach. Ćwiczyliśmy to – jeśli tak chcielibyście to określić. Dosłownie, przeprowadzaliśmy już te zajęcia w innych wymiarach, a teraz robimy to ponownie tutaj.

To bardzo ważny punkt wielowymiarowego życia. Ogólnie rzecz biorąc, pozwalacie sobie wczuć się lub doświadczyć wielu potencjałów w innych wymiarach. To właśnie na ten temat jest wiele waszych obecnych snów. Chodzi o zabawę z „a co jeśli…” i odgrywanie różnych możliwości.

Mówiliśmy wcześniej o Arkturianach i innych wymiarach. Czasami one są fizycznymi planetami albo wymiarami wewnątrz fizycznych planet. A Arkturus – rzeczywiście piękny wymiar – to miejsce, w którym można odgrywać bardzo wiele rzeczy. Niekoniecznie udajecie się tam teraz tak często jak kiedyś, ale znacie te energie, ponieważ w swoich snach odgrywacie różne kwestie i bawicie się potencjałami – Jak to byłoby doświadczyć tego czy tamtego?

A zatem, już to robiliśmy. Dosłownie, w innych wymiarach, już mieliśmy te zajęcia. Dlatego właśnie WIECIE już wszystko, co powiem. Wiąże się z tym bardzo ważna kwestia. Robienie czegoś w innych wymiarach, to trochę jak branie prysznica bez udziału wody (śmiech). Nie ma wówczas pełni doświadczenia czy pełnego jego odczucia.

Tak, wiem, że każdy z was właśnie zaczął to sobie wyobrażać – To naprawdę interesujące. Czy wtedy byłby to prysznic, czy raczej stanie w kabinie jak idiota, który myśli, że będzie czysty? Trafna obserwacja. Gdy odgrywacie coś albo czegoś doświadczacie w innych wymiarach i nie przynosicie tego tu na Ziemię, utrzymujecie istnienie pewnej zasłony. Nieważne jaki macie ku temu powód. To jak branie prysznica bez użycia wody. W pewnym sensie wiecie, co powinniście robić, ale nie macie pełnego smaku tego doświadczenia.

Zatem robiliśmy to już w innych wymiarach (zajęcia), a teraz przynosimy to tutaj. To wielki przełom na wielu poziomach, ponieważ istnieje między nimi duża separacja… Jak stoję z czasem?

LINDA: Czas zależy od ciebie.

ADAMUS: Istotnie. Móc zrobić coś w innych wymiarach, a potem nieustraszenie wnieść to do tej rzeczywistości, to wielki przełom. W innych wymiarach jest dość bezpiecznie, ale sprowadzenie czegoś tutaj, wymaga ogromnej ilości skupienia i przezwyciężenia lęków. Co się wydarzy, kiedy przyniesiecie to do materialnego świata i tutaj to odegracie? Co powiedzą inni? Jak na to zareagują? Co się wydarzy, kiedy naprawdę zamanifestujecie to w fizycznej rzeczywistości? Czy eksploduje w waszym kierunku? Czy się powiedzie? Badanie świadomości w innych wymiarach brzmią całkiem obiecująco, ale co jeśli tutaj coś nie wypali?

Istnieje zatem pewien lęk – bariera, uniemożliwiająca wam przyniesienie na Ziemię tego, co robicie w innych wymiarach… a co jest często bardzo piękne. Nie pozwalacie sobie na to. W pewnym sensie to tak, jakbyście zakręcali zawór. Wkładacie korek w rurę, żeby zatrzymać przepływ między tym, co dzieje się w innych wymiarach, a tym co robicie tutaj.

Ziemia to najlepsze miejsce do doświadczania rzeczywistości i do manifestowania. To jedyna znana mi przestrzeń, w której istota może PRAWDZIWIE doświadczyć JA JESTEM… zamiast brać prysznic bez wody. Wcześniej tak właśnie było (Adamus chichocze). Przykro mi.

To właśnie na Ziemi można realnie doświadczyć tego, co znaczy Jestem Kim Jestem. Nie można tego zrobić w anielskich wymiarach. Och, niektórzy tego próbowali. Wy też próbowaliście. Jednak tam, to tylko teoria. To prysznic bez wody. Nie ma wody. Jest mnóstwo przypuszczeń i koncepcji. Żeby tego doświadczyć, trzeba znaleźć się TUTAJ. Nie istnieje żaden Wzniesiony Mistrz, który nie byłby na Ziemi. Żaden. Trzeba to zrobić poprzez tę planetę. Dlaczego? Cóż, dlatego, że to spore wyzwanie. Jest bardzo realne, trudne i surowe. Jest także bardzo specyficzne i namacalne.

A propos, niektórzy z was chcieliby umieć zapalić tamtą świeczkę (Adamus wskazuje na świecę palącą się na stoliku) bez faktycznego jej dotykania, używając tylko psychicznych energii. Czyż nie byłoby wspaniale skupić się i móc wyłączyć światła w sali? Nie (Adamus chichocze). Nie.

Nie, ponieważ wciąż istnieje separacja, czasowy bufor, dystans pomiędzy tym, co nazwalibyście swoimi płynącymi z głębi serca energiami, a energiami waszego umysłu. Jeśli bylibyście w stanie robić takie rzeczy ot tak (Adamus pstryka palcami), to naprawdę by was przestraszyło. Niekoniecznie mielibyście z tego radość, ponieważ wtedy naprawdę musielibyście się martwić o każdą swoją myśl. A przecież macie wiele myśli… Wyobraźcie sobie, że zdenerwowaliście się na jadący przed wami samochód (śmiech) i naprawdę, ot tak, zamanifestowaliście swoje myśli w tamtym momencie (Adamus pstryka palcami). Zatem ta bariera i bufor istnieją z konkretnego powodu.

Jednak, kiedy naprawdę połączycie się z JA JESTEM, ta bariera zacznie zanikać w naturalny sposób. Nie będziecie musieli się martwić, skąd biorą się wasze myśli i uczucia. Ale schodzę z tematu…

Tak więc już byliście na tych zajęciach. Wszystko, co powiem, jest dla was znajome. Znacie słowa, które wyjdą z moich – z Cauldre – ust. Znacie początek i koniec. Wasz umysł być może jeszcze tego nie wie, ponieważ nie doświadczyliście tego tutaj. Jednak wasze serce już to zna.

A zatem, żebyśmy mogli wejść w nasze pierwsze doświadczenie, poproszę pana Kuderkę, żeby włączył jeszcze raz tę muzykę, którą słyszeliśmy na początku. Całe spotkanie, które odbyliśmy w innych wymiarach w ciągu następnych kilku minut przeniknie przez zasłonę i będzie tutaj z wami.

Co ciekawe, to o wiele więcej, niż tylko wypowiedziane słowa i to, co widzicie swoimi ludzkimi oczami. Eksplorowaliśmy także inne potencjały oraz sposoby, na które mogłoby to nas was wpłynąć i zmienić życie tych, którzy w innym czasie doświadczą tego materiału. Badaliśmy ich potencjalne doświadczenia oraz sposób, w jaki odkryją, że tak naprawdę są częścią tej grupy. Wcale nie zjawiają się później. Tak naprawdę są tu TERAZ.

Kiedy zagra muzyka, pozwólcie sobie doświadczyć wszystkiego, co już kiedyś robiliśmy i związanych z tym potencjałów.

Weźcie głęboki oddech…

[gra This Majestic Land – utwór dostępny na YouTube]

Dlaczego ta muzyka tak bardzo was poruszyła, kiedy słuchaliście jej dzisiaj po raz pierwszy? Bo już wcześniej ją słyszeliście. Dlaczego dotknęła was inaczej niż dotychczas? Cóż, to dlatego, że już to robiliśmy.

Muzyka wniosła energie naszych wcześniejszych spotkań. Kiedy słuchaliśmy jej w czasie naszego zgromadzenia w innych wymiarach, zadałem wam pytanie – Czy możecie wypowiedzieć JESTEM, KIM JESTEM tak, jakbyście naprawdę to czuli? Tak, żeby to było bardzo wielowymiarowe. Możecie to zrobić również teraz?

SHAUMBRA: JESTEM KIM JESTEM.

JESTEŚCIE TUTAJ, JESTEŚCIE TAM

ADAMUS: Robiliśmy to już wcześniej i właśnie zrobiliśmy to ponownie. Oto wielowymiarowe życie – jesteście tutaj, jesteście tam i nie martwicie się o konieczność ochrony czy obrony swojego człowieczeństwa. To bycie na tych zajęciach w innych wymiarach i jednoczesne bycie tutaj. Na początku to trochę zaskakujące. Czuje się lekkie zamieszanie i dezorientację. Ale w istocie jesteśmy jednocześnie tu i tam. Jeśli pozwolicie sobie na wyjście poza swój umysł, faktycznie zaczniecie to czuć i tego doświadczać.

Jesteśmy tutaj. Jesteśmy tam. To wszystko.

Zaczynacie jednocześnie doświadczać wszystkich rzeczywistości, które do tej pory od siebie oddzielaliście, i których wasza ograniczona ludzka świadomość często nie pamiętała. One są jak refren piosenki, odgrywany w chwili TERAZ. Jesteście tutaj, jesteście tam. Nie musicie dłużej oddzielać od siebie tego, co pochodzi z waszego umysłu, boskości czy innej ramy czasowej. To jest tym, czym jest w TERAZ.

To niewiarygodny sposób życia. Bardzo niewielu ludzi kiedykolwiek tego doświadczyło. Posiadanie świadomości tego, co naprawdę się wydarza jest czymś niesamowitym. Powiedziałbym, że świadomość wszystkich ścieżek, zbiegających się właśnie tutaj – a nie tylko jednej z nich – to jedyny, prawdziwy sposób na życie.

Macie szczęście, ponieważ w tym życiu możecie tego dokonać, będąc jednocześnie w ludzkim ciele. Nie musicie czekać na kolejne wcielenie, ani studiować tego między wcieleniami, żeby zobaczyć co zrobiliście dobrze, a co źle. Możecie doświadczyć tego w pełni tu i teraz.

Badaliście to przez wiele fizycznych wcieleń w Szkołach Tajemnych. Podejmowaliście wiele starań. Oddaliście się temu. Nadszedł już czas. Energia na Ziemi jest odpowiednia.

Wierzcie lub nie, ale świadomość jest teraz na wyższym poziomie, niż była kiedykolwiek wcześniej. Jeśli tak jest, to czy możecie sobie wyobrazić, jak było około miliona lat temu?! Och, wiem, że ludzie chcą nieraz powrotu do tego, co stare. Zawsze się z tego śmieję. Widzę to w programach informacyjnych. Świat doświadcza obecnie wielkiej ekspansji, która może być nieco chaotyczna i szalona. Dlatego da się usłyszeć głosy ludzi, którzy mówią – Musimy powrócić do starych czasów, w których kobiety nosiły długie, nieatrakcyjne suknie, a mę?czy?ni byli? szowinistami. Musimy powr?ci? do fundamentalizmu i?wyci?gn?? stareżczyźni byli… szowinistami. Musimy powrócić do fundamentalizmu i wyciągnąć stare, święte księgi. One zostały napisane tysiące lat temu, a więc muszą być prawdziwe. Nieprawda. Te pisma były postępowe w swoim czasie, ale to uległo zmianie.

Mam radochę, kiedy ludzie mówią – Powróćmy do energii Lemurii. Rzeczywiście chcecie znowu wyglądać jak dinozaury? Chcecie być niezrównoważeni w fizycznej materii? Chcecie zrezygnować z tysiąca wcieleń nauki bycia w świecie fizycznym? Na pewno nie.

A powrót do czasów Atlantydy? To też nie wydaje się dobrym pomysłem. Atlantyda była… Opowiem o tym za chwilę. Niektórzy z was lubili tę epokę. Nie dbam o to (chichocze). Atlantyda była bardzo wspólnotowa. Później udamy się do pewnego jej odgałęzienia. Jak wcześniej wspomniałem, Atlanci byli niczym „klony i trutnie”. Nie było żadnej indywidualności. Chcę, żebyście tego doświadczyli. Kuthumi prawdopodobnie zabierze was tam w ten weekend. Doświadczycie jak to było mieć bardzo mało własnej woli i samospełnienia.

Atlantyda była nastawiona na wspólnotowość. Miało to swoje dobre strony, ale było też trudne. To były bardzo surowe energie. Atlantyda na wiele sposobów była ciężkim doświadczeniem i nie miała szczęśliwego zakończenia. Dlaczego mielibyśmy do tego wracać? Po to, żeby przejść przez kolejne nieszczęśliwe zakończenie.

Droga Shaumbro, weźmy głęboki oddech i przejdźmy do kolejnego zagadnienia

OBFITOŚĆ

Niektórzy z was zapłacili duże pieniądze, żeby się tu znaleźć. Pozostali dokonali wymiany energetycznej w inny sposób, jednak tak czy inaczej, coś was to kosztowało. Mógł to być czas, smutek, możliwości, pieniądze, pokoje w hotelu, podróż i inne rzeczy. Udajmy się więc w wielowymiarowe doświadczenie. Przecież nie wyłożyliście pieniędzy po to, żeby nie otrzymać niczego w zamian.

Kiedy dokonujecie jakiejkolwiek wymiany energii, załóżcie i wiedzcie, że pójdzie to dalej w świat. Stanie się tak z waszymi pieniędzmi czy czymkolwiek, co oddaliście, żeby tu być. Pozwólcie temu na ekspansję. Nieraz utykacie w finansowych problemach. Martwicie się o rzeczy, za które trzeba zapłacić. Kiedy wręczacie pieniądze za cokolwiek – codzienne zakupy, samochód czy czynsz – to w pewnym sensie się zamykacie. Można powiedzieć, że czujecie rozgoryczenie. Zastanawiacie się, dlaczego nie macie więcej pieniędzy i jak to możliwe, że macie problemy finansowe.

Spójrzmy na to, co oddaliście, żeby się tu znaleźć. Pozwólmy temu na ekspansję. Pozwólmy się temu poszerzyć i iść w świat, żeby potem mogło wrócić z powrotem do was. Pozwólmy temu udać się w inne wymiary, przyspieszyć ekspansję, nabrać prędkości i więcej świadomości siebie, a potem powrócić z powrotem do was i wam służyć. To bardzo, bardzo proste i bardzo skuteczne.

Shaumbra, chcę z wami zrobić dwie rzeczy na przestrzeni kilku następnych lat… albo miesięcy (niektórzy się śmieją). Ach, dobrze. To przyczyni się do powstania plotek! (śmiech) No dobrze, na przestrzeni wcieleń. Żartuję.

Chcę sprawić, żeby każdy… Nie, nie mogę was do tego zmusić. Ale chcę, żebyście byli świadomi tego, w jaki sposób możecie się stać absolutnie bogaci. Dlaczego tego chcę? Mam w tym osobisty interes. Chcę zobaczyć wiele Centrów Shaumbry na całym świecie (publiczność bije brawo). Nie omawiałem tego z Lindą z Eesa, ale, och, to byłoby wspaniałe. Nigdy więcej nie musielibyście zatrzymywać się w hotelu. Mieszkalibyście w tych pięknych i energetycznie wam odpowiadających centrach, jakkolwiek zechcecie je nazwać – piękne miejsca, kurorty i… Ach tak, luksusowe sanktuaria. Jednak nie będziemy mogli tego zrobić, dopóki nie będziecie bogaci. To właśnie wy macie je zbudować, a więc musicie być bogaci, żeby moje marzenie mogło się spełnić. Droczę się z wami. Tak naprawdę macie być bogaci DLA SIEBIE. Dla siebie.

A zatem, jedną z kwestii, na których się skupimy, jest obfitość. Wiele problemów z nią związanych tak naprawdę wcale nie jest wasza. Źródłem koncepcji niedostatku jest masowa świadomość. Nosicie na swoich barkach problem braku. On znajduje się w waszych kościach i waszym DNA. Bez wątpienia jest w waszym mózgu i na waszym koncie w banku (chichocze). Staniemy się zatem bajecznie bogaci.

Niedługo zrobimy też prawdziwy warsztat na temat obfitości. Chodzi mi o… (ktoś mówi „Słodko!”). Tak, słodko. Poruszymy podstawy tego tematu. Nie chodzi o szybkie wzbogacenie się, tylko o życie w obfitości. Umieścimy to na liście wielu wspaniałych rzeczy, które zrobimy.

Przejdźmy do następnej sprawy. Jak wiecie mam pasję do zajmowania się tak zwaną nierównowagą umysłową. Jednakże, tak naprawdę, chodzi tu o integrację. Równowaga Umysłu to nazwa naszych nadchodzących spotkań. Powinniśmy je nazwać Sympozjami Ciała Świadomości, ponieważ będą dotyczyć ciała, umysłu i ducha. Pomogą wam zrozumieć, w jaki sposób umysł był w nierównowadze i jak to się wiązało z jego próbami dominacji lub kontroli. Umysł odrzucał ciało i trzymał ducha z dala od siebie. Zajmiemy się tym.

ATLANTYDA

Na czym to stanęliśmy? Ach, wielowymiarowość.

JESTEM KIM JESTEM – bez zastrzeżeń i konieczności robienia wymówek. Jestem Kim Jestem, Adamus Saint-Germain… Saint-Germain (Adamus wymawia po francusku), Saint-Germain (przedrzeźnia sam siebie i wywołuje śmiech), jakkolwiek zechcecie to wymówić. Znam każdego z was – wszystkich, którzy w jakiś sposób uczestniczą w tym spotkaniu. Pracowaliśmy razem na Ziemi i w innych wymiarach. Znam wielu z was ze Świątyń Tien, ze starej dobrej Atlantydy.

Byliście adeptami. Studiowaliście tajemnice. Musicie zrozumieć, że świadomość na Atlantydzie różniła się od waszej obecnej świadomości. Nie istniało słowo „Bóg”. Nie było koncepcji Boga w takiej formie, w jakiej znacie ją obecnie. Teraz pojęcie „Bóg” ewoluowało, a w niektórych przypadkach cofnęło się w tej ewolucji. W czasach Atlantydy istniało zrozumienie tego, co powszechnie określano mianem Źródła, ale nie uważano, że to coś znajduje się wysoko w niebie. Ten pomysł został wprowadzony później. Wówczas panowało przekonanie, według którego odnalezienie Źródła zagwarantuje życie wiecznie. To była jedna z wielkich ambicji tamtego czasu.

A zatem, we wczesnych dniach Atlantydy, rozegrała się wielka pogoń za Źródłem. Kopano w Ziemi i sprawdzano, jak głęboko można dojść, żeby odnaleźć Źródło. Podejrzewano, że prawdopodobnie znajduje się właśnie tam. W pewnym sensie to była prawda, ponieważ Gaja – jako istota duchowa sama w sobie – jest źródłem biologicznych i fizycznych energii. Ostatecznie jednak nie jest źródłem waszej boskości. Tak czy owak sporo wówczas kopaliśmy w Ziemi. To interesujące, ponieważ u schyłku Atlantydy wiele osób udało się pod powierzchnię, żeby tam żyć i być bliżej „źródła”. Inny powód był taki, że powierzchnia Ziemi była w tamtym czasie bardzo nieprzyjazna. Było mnóstwo pożarów, wybuchów wulkanów i trzęsień ziemi. Hmm, brzmi zupełnie jak to, co dzieje się obecnie! (Adamus zawiesza głos…) To był żart. A zatem wtedy, nie odnaleźliście Źródła bez względu na to, jak głęboko kopaliście.

W celu jego odnalezienia próbowano również czegoś innego. Przeprowadzano eksperymenty, polegające na rozcinaniu ciała, należącego do żyjącej istoty. Uważano, że z martwego organizmu Źródło znika… albo udaje się Bóg wie gdzie. To były początki składania ofiar z ludzi. Pozwoliliście sobie na bycie częścią tego eksperymentu w każdej roli. Zastanawialiście się – Gdzie znajduje się Źródło? Skoro nie pod Ziemią, może jest gdzieś w ciele. Cóż, tam również go nie znaleźliście… mimo, że rozkrawaliście wszystko, co się dało – ludzi, zwierzęta, drzewa i cokolwiek innego. Źródło nie zostało odnalezione.

Zbaczam nieco z tematu, ale zdajcie sobie sprawę, że na Atlantydzie nie było prawdziwego zrozumienia Boga. W końcowych dniach Atlantydy wszystko zaczęło się rozpadać. Wycofaliście się do Świątyń Tien, znajdujących się w okolicach dzisiejszej Kuby. Właściwie to zabawne i interesujące, że nadciągająca katastrofa wymusiła połączenie z boskością. Czyż to nie w najmroczniejszych chwilach doświadczacie największych wglądów? Znajdujecie się na kolanach i pojawia się modlitwa – Mój drogi Boże. A zatem, w końcowych dniach Atlantydy, czyniono bardzo intensywne wysiłki w celu znalezienia Źródła. Wielu z was udało się do Świątyń Tien i studiowało.

W pogoni za Źródłem dowiedzieliście się wielu interesujących rzeczy. To samo dzieje się w przypadku NASA, gdzie ludzie usiłują eksplorować kosmos, a podczas swoich badań i eksperymentów „przy okazji” odkrywają inne niesamowite rzeczy. Niekoniecznie znajdują to, co próbują odnaleźć, ale zaczynają rozumieć wiele innych kwestii.

W tej pogoni za Źródłem i przy nadchodzącej katastrofie na Atlantydzie, dowiedzieliście się w jaki sposób działa energia i jak się nią bawić. Dowiedzieliście się jak przesunąć (zmienić) swoją energię – obecnie nazywamy ją świadomością lub świadomością pracującą z energią. Na Atlantydzie nie było żadnego zrozumienia słowa świadomość. Tym niemniej odkryliście, jak działa energia i jak nieco przesuwać się w inne wymiary.

Nauczyliście się również skupienia – potem poświęcimy na to więcej czasu. Robiliście to tak intensywnie, że mogliście dosłownie nieznacznie przesunąć się w fazie. Ja nazywam to długością fali. Znajdowaliście się poza fazą i mogliście sprawiać wrażenie niewidzialnych. Mogliście się ukryć. Niektórzy z was robili to często również w tym życiu. Nagle stawaliście się niewidzialni. Nawiasem mówiąc niektórzy z was lubią żyć w ten sposób i w pewnym sensie pozostawać nieustannie niewidocznym. Na przykład idziecie do restauracji i zastanawiacie się dlaczego inni zostają obsłużeni, a wy nie. Cóż, ludzie was nie widzą!

A zatem żyliście na Atlantydzie i uczyliście się przesuwania swoich energii, dokonując niesamowitych, związanych z tym odkryć. To naprawdę był przełom. Czasy Świątyń Tien faktycznie doprowadziły do powstania tej grupy, która w dalszym ciągu spotyka się zarówno tutaj, jak i w innych wymiarach. Byliście Mistrzami. Byliście kapłanami i kapłankami. Byliście tymi, którzy mogli się stać niewidzialnymi dla innych. Mogliście zmieniać wygląd z ludzkiego na podobny do zwierzęcia. To nie jest wcale takie trudne. W pewnym momencie każdy z was ucieleśnił energię swojego ducha w zwierzętach. Możecie więc sprawić, że będziecie wyglądać trochę jak szop, tygrys lub ptak. To była zabawa. To było niesamowite i bardzo intensywne.

Ja, Adamus, byłem wtedy małym chłopcem, niewolnikiem. Och, nie pozwolilibyście mi grać w wasze wielkie gry kapłanów i kapłanek. Nawiasem mówiąc, Atlantyda była bardzo podzielona i bardzo hierarchiczna. Jedni coś posiadali, pozostali nie. Niektórzy mieli całkowitą kontrolę, a inni żyli bardzo wspólnotowo i pozostawali w służbie.

I oto byłem ja… mały niewolnik, Adamus. Pewnie tego nie pamiętacie, ale moje imię brzmiało Yanou. Tak właśnie się nazywałem. Mówiliście – Yanou, przynieś mi trochę jabłek. Yanou, przynieś mi moje szaty. Yanou, wynoś się stąd. Ciągle mnie wzywaliście. Niektórzy z was mnie strofowali i trochę się nade mną znęcali. Ale wszystko w porządku. Nie biorę tego osobiście (śmiech).

Oto pewnego dnia znajdujecie się we wspaniałej świątyni i przeprowadzacie jedną ze swoich ceremonii. Oczywiście ja znajdowałem się w połowie poza swoim ciałem. Wiecie jak to jest. Niby tam byłem, ale mnie nie było. W pewnym sensie byłem nieświadomy. Wszedłem do świątyni w czasie waszego świętego rytuału. Nie wiedziałem, że go przeprowadzacie. To historia, którą opowiadam w kółko. Znacie ją. I nagle boom! Wszedłem w tę waszą świętą, intensywną energię i zostałem uwięziony w krysztale na 100 tysięcy lat.

Żadne z was nawet tego nie zauważyło. Och, kilka miesięcy później któreś z was zapytało – Czy ktoś widział ostatnio Yanou? (śmiech) Czyż to nie on tu przychodził i o nas dbał? Nie widziałem go od jakiegoś czasu, pewnie uciekł. Nie uciekłem. Byłem uwięziony w krysztale. Waliłem w jego ściany. Widziałem was i wszystko co robiliście. Krzyczałem – Wydostańcie mnie stąd! To przez was się tu znalazłem, uwolnijcie mnie! A wy oczywiście nie mieliście o niczym pojęcia, bo w tamtym czasie nic dla was nie znaczyłem. Teraz jest inaczej.

Nie wiedzieliście co się wydarzyło, a ja byłem uwięziony w tym krysztale. Nie byłem martwy. Nie byłem żywy. Nie miałem fizycznego ciała, a jednak je czułem. Kryształ nie był zrobiony ze skały, a jednak tak właśnie mi się wydawało. Był energią. Być może był świadomością i systemami wierzeń, a jednak wydawał się prawdziwy.

Próbowałem wszystkiego, żeby się stamtąd wydostać. Nic nie działało. Starałem się uwolnić dzięki złości. Bezskutecznie. Słyszałem od was o ciemnych siłach. Próbowałem je przywołać i się z nimi zestroić. Cóż, nawet one mnie ignorowały. Próbowałem wszystkiego – nawet tego, co teraz nazwalibyście modlitwą. Wtedy nie była znana w takim sensie jak dziś, ale też nie przyniosła rezultatu. Źródło również mnie nie słyszało. Brzmi znajomo, prawda? Bóg was nie słyszy. Tak nieraz myślicie… Hmm.

W końcu się poddałem. Nic nie działało. Odpuściłem to. Poddałem się nicości. Właściwie nicość była gorsza niż cały mój gniew, strach i dojmująca desperacja. Tym niemniej poddałem się jej, ponieważ była moją wiecznością. Na marginesie, to była jej najgorsza forma. Lepiej być martwym albo uważać, że się nie istnieje niż egzystować w ten sposób. To było okropne. Byłem w tym stanie zawieszenia i nicości przez długi, długi czas.

Czy przesadzam, mówiąc, że trwało to jakieś 100 tysięcy lat? Nie, nawet co do jednej sekundy. Policzyłem to.

I nagle wszystko pojąłem. Może wydarzyło się to z powodu całkowitego poddania lub korzystnej koniunkcji gwiazd. To okazało się proste. Okazało się całkiem klarowne. Jak mogło mi się wcześniej wymykać? Nie wiem jak to możliwe. Poczułem się głupi i pełen wstydu, że wcześniej tego nie załapałem. Odpowiedź była prosta. To moje przekonania i ograniczenia stworzyły ten kryształ, a nie wy. TO było moim więzieniem. Przez cały czas obwiniałem każdego z was, a tak naprawdę chodziło o mnie i mój brak poczucia wartości. To była moja zasłona, mój sposób odseparowania od mojego prawdziwego JA i zablokowanie wszystkiego. I jeśli to ja się w to wpakowałem, to właśnie ja mogę się z tego wyciągnąć.

W tamtej cudownej chwili wziąłem głęboki oddech (zawsze warto go wziąć), zrobiłem krok do przodu… i po prostu się wydostałem. Wyszedłem z kryształowego więzienia. To wystarczyło. Chodziło o to, żebym przestał obwiniać siebie, swoich rodziców, was, masową świadomość – i Bóg wie co jeszcze – i żebym powiedział – Ja to stworzyłem. A teraz to cofam. W tym momencie moglibyśmy skończyć te zajęcia i tylko się bawić przez kilka następnych dni. W chwili, w której zdajecie sobie sprawę, że wszystko w waszym życiu jest waszą kreacją, możecie po prostu z tego wyjść. Nic nie zostało stworzone przez kogoś innego – ani przez masową świadomość, ani przez waszych rodziców, ani przez grupy aniołów, pozbawiających was wolnej woli. Kiedy to sobie uświadomicie, staniecie się wolni, tak samo jak ja.

Obiecałem sobie wtedy, że resztę moich dni spędzę na pomaganiu ludziom w uwolnieniu się z ich własnego więzienia. To oni byli tymi, którzy musieli tego dokonać, ale mogłem zapewnić im irytację… Przepraszam, chodziło mi o informację (śmiech). Mogłem im ofiarować wskazówki, zainspirować, pomóc w wydostaniu się z ich więzienia i w zrozumieniu, że posiadają wolną wolę, ale z niej nie korzystają. Oddali ją. Ludzie lubią myśleć, że mają wolną wolę. Jednak siedzą w swoim własnym więzieniu i przez to tak naprawdę jej nie mają. Mają, ale jednocześnie jej nie mają – jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Mówią o wolnej woli, ale nie mają pojęcia czym ona jest.

WIELOWYMIAROWE ŻYCIE

Wielowymiarowe życie to zdolność do bycia świadomym innych istot, znajdujących się w tym pomieszczeniu. One skręcają się właśnie ze śmiechu – ale śmieją się ze mną, a nie ze mnie. Wielowymiarowe życie to umiejętność rozumienia, kim naprawdę się jest, dlaczego się tu jest, jakie ma się potencjały i co tak naprawdę dzieje się na świecie, bez względu na toczącą się wokół tego dyskusję. Co tak naprawdę dzieje się na świecie? Nikt jeszcze tego nie pojął. Zmierzacie ku temu, ale czytacie bzdurne nagłówki wiadomości, teksty publicystów, rzekomych intelektualistów i „wtajemniczonych”, dokonujących diagnozy światowych wydarzeń. Ja się z tego śmieję. W zasadzie wszyscy się śmiejemy. Kiedy już raz zaczniecie żyć świadomie i wielowymiarowo, naprawdę zrozumiecie co się wydarza i przestaniecie być tak cholernie poważni. Nie trzeba brać na swoje barki brzemienia świata, tak jak często to robicie. Życie staje się wtedy o wiele łatwiejsze.

A zatem, droga Shaumbro, zostało nam kilka minut do przerwy. Narysuję obrazek, bo lubię to robić.

To wy w ludzkiej formie (Adamus rysuje postać).

A oto dokąd zmierzamy (Adamus rysuje). To w zasadzie nie jest prosta linia, ale użyję jej, żeby coś wam zobrazować. To symbol, który dobrze znacie. Ta kropka to wasze źródło. Ten zewnętrzny krąg przedstawia jak dojrzeliście, poszerzyliście się i przybraliście bardzo unikalną tożsamość. To wszystko to wasze doświadczenia, ale tam, dokąd zmierzamy – gdzie wy zmierzacie – zachodzi dalsza ekspansja w nieliniowej formie.

Będziecie wzrastać wielowymiarowo, a potem żyć tym tutaj na Ziemi. To właśnie tego tu doświadczycie. Odkręcicie wodę i weźmiecie prysznic doświadczenia. I nie…nie wyleję na nikogo szklanki wody, żeby to podkreślić. Ale zawsze istnieje taki potencjał. A więc…

Ludzie zazwyczaj żyją w więzieniu. To wy w więzieniu (Adamus rysuje).

Mam dla was zadanie domowe na czas przerwy. Potem o tym porozmawiamy, więc tego nie ignorujcie. Co jest waszym więzieniem? Lindo, zapisz to na tablicy (zwraca się do Lindy), skoro nie lubisz charakteru pisma Cauldre.

LINDA: Cała przyjemność po mojej stronie.

ADAMUS: Co jest waszym więzieniem? Proszę, żebyście nie dyskutowali z innymi na ten temat. Nie siadajcie przy obiedzie i nie uzależniajcie swojej odpowiedzi od tego, co powie ktoś inny. To mniej więcej tak, jak robicie z obiadem – nie wiecie, co chcecie zjeść, dopóki towarzysząca wam osoba tego nie określi. Nie róbcie tak. Chcę, żebyście o tym pomyśleli i samodzielnie się w to wczuli. Kiedy pojawi się pierwsza odpowiedź, przejdźcie do drugiej, trzeciej, czwartej i piątej, ponieważ istnieje w tym wszystkim wiele warstw.

Jeśli powiecie – Moim więzieniem jest moja cholerna rodzina – to cóż, tak właśnie może być. Tym niemniej to tylko jedna warstwa. Wejdźcie głębiej. Gdy powiecie – Moim więzieniem jest moja praca – to w porządku, ale przejdźcie potem do innej warstwy. Stwierdzicie – Cóż, moim więzieniem jest to, że nie zaplanowałem dobrze życia, zanim się wcieliłem. Idźcie potem na kolejny poziom odpowiedzi. Odzierajcie je z kolejnych warstw. Zauważycie, że nie ma jednego wyjaśnienia i w końcu dotrzecie do sedna swojego więzienia. Co nim jest? Nie wracajcie tu twierdząc, że go nie macie, bo pokażę wyraźnie, co nim jest (Linda mówi – Uch, och). To będzie interaktywna dyskusja.

Bądźcie ze sobą szczerzy. W przeciwnym wypadku będę musiał sprawić, że tacy będziecie. Nie wstydźcie się. Wiedzieliście, że tym się zajmiemy. Robiliśmy to już w innych wymiarach, a teraz robimy to tutaj. Chcę, żebyście naprawdę się w to wczuli. CO JEST WASZYM WIĘZIENIEM?

U mnie była to wiara w ograniczenia. Nie korzystajcie z mojej odpowiedzi, tylko wymyślcie coś oryginalnego. Uwierzyłem w ograniczenia w moim życiu jako Yanou – chłopiec niewolnik na Atlantydzie. Kochałem ograniczenia, bo wtedy nie musiałem za nic brać odpowiedzialności. Mogłem cały czas narzekać i nie musiałem być w moim ciele. Mogłem być w pewnym sensie poza nim, w nicości. I tam właśnie skończyłem, kiedy trafiłem do mojego kryształowego więzienia. Wierzyłem w swoje ograniczenia i się ich trzymałem. A co jest twoim więzieniem?

Chciałbym otrzymać szczere, zróżnicowane odpowiedzi. W ten sposób pomożecie innym, obecnym tu osobom. I tym, którzy będą to czytać. Będziemy kopać głęboko i odkryjemy co jest waszym więzieniem. Opowiedziałem, co było nim w moim przypadku. Nie ma gorszego i bardziej przygnębiającego więzienia niż moje, więc się nie wstydźcie. Moje było największe. Sto tysięcy lat! No błagam! Przyznanie się do tego jest zawstydzające! Wiem, że niektórzy z was czują, że od roku gdzieś utknęli i myślą, że to bardzo źle. Spróbujcie tkwić w czymś przez sto tysięcy lat.

Zatem nie wstrzymujcie się. Odróbcie dobrze swoje zadanie. Pooddychajcie. Za 92 minuty wrócimy do tej dyskusji.

Weźmy głęboki oddech. Pamiętajcie – jesteście kim jesteście. Nie ma znaczenia jak to wypowiecie.

Jestem Kim Jestem. Jestem wolny. Wy to jeszcze rozważacie.

Z błogosławieństwem.

LINDA: I tak to jest.

Weź głęboki oddech. Oddychaj i pozwól sobie na głębokie odczucie tego pytania. Co jest moim więzieniem? Co to takiego?

Oddychaj i pozwól, żeby wyłoniły się wszystkie warstwy odpowiedzi. Oddychaj. Możesz to poczuć z łatwością i z wdziękiem. Co jest moim więzieniem…? Oddychaj tym, poczuj to. Z każdym oddechem zadawaj na nowo to pytanie.

Oddychaj i przyzwalaj, będąc wszystkim czym jesteś. Pozwól wszystkiemu przyjść wraz z każdym oddechem pełnym uczucia.

Oddychaj. Wszystko jest tu po to, żeby cię wspierać. Akceptuj to.

Oddychaj i przyzwalaj… pozwól swojej własnej duszy być tu z tobą.

Oddychaj.

Oddychaj głęboko. Z każdym oddechem wybierasz życie. Oddychaj tym. Poczuj to. Pozwól na to.

Upewnij się, że jesteś w pełni obecny w tym pomieszczeniu i gotowy, żeby udać się na przerwę.

Poruszaj nogami i palcami u stóp, tupnij w podłogę i upewnij się, że jesteś całkowicie gotowy na przerwę. Dziękuję.

SESJA 2

CO JEST TWOIM WIĘZIENIEM

 

LINDA: Z ekscytacją i radością jesteśmy z powrotem Tu i Teraz. Oddychaj. Oddychaj energią tej chwili.

Oddychaj. Czuj. Bądź gotowy do świętowania i dzielenia się.

Oddychaj. Czuj. Otwórz się na wielowymiarowość. Otwórz się i oddychaj.

Oddychaj głęboko, napełniając swoje ciało powietrzem i wybierając życie. Oddychaj tym i przyzwól na to.

Oddychaj i pozwól sobie na ekspansję i czucie. Oddychaj i pozwól sobie wczuć się w muzykę.

Oddychaj i czuj. Oddychaj dla siebie. Oddychaj.

ADAMUS: Jestem Kim Jestem, Adamus, w służbie dla was. Witajcie ponownie na naszych wielowymiarowych warsztatach.

Słuchanie muzyki, to kolejna forma wielowymiarowego doświadczenia. Odpowiednia muzyka – taka jak przed chwilą – to świetny sposób pozwolenia sobie na ekspansję. Właściwie skomponowany utwór ułatwia wybór, żeby się otworzyć i poczuć w ogóle takie pragnienie.

Kiedy przed chwilą grała muzyka, większość z was czuła samego siebie w poszerzonym stanie. Jej dźwięki pomogły wam się otworzyć, wejść w kontakt z niektórymi swoimi aspektami i poszerzyć świadomość, ponieważ melodia była piękna i czuliście się bezpiecznie. Znajdujecie się tutaj we wspaniałej energii. To wszystko pozwoliło „napłynąć tu zajęciom”, które odbywamy jednocześnie w innych wymiarach.

Pytanie brzmi czy jesteśmy równolegle na naszym spotkaniu w nie-fizycznych anielskich wymiarach, przewidując, że będziemy mogli zrobić to samo na Ziemi? A może znajdujemy się teraz na Ziemi i oczekujemy naszego spotkania w tamtym miejscu? Mówicie, że zarówno jedno jak i drugie. To absolutna prawda. W pewnym sensie to dzieje się jednocześnie. Oba wydarzenia zaczynają się wzajemnie przeplatać. Gdy otwieracie się i akceptujecie swoją wielowymiarowość, obie te rzeczy dzieją się w tym samym czasie. Ich energie mieszają się ze sobą i tworzą jeszcze wspanialsze doświadczenie.

A zatem, gdzie teraz się znajdujemy – tu czy tam? A może w obu miejscach jednocześnie?

TO NATURALNE

Zrozumcie proszę, że wielowymiarowa świadomość i wielowymiarowe istnienie to naturalny stan bycia. „Mieliście to”, zanim przybyliście na Ziemię. W pewnym sensie było wam łatwiej w innych wymiarach. Nie stanowiły takiego wyzwania i trudności. Nie było tam nakładek masowej świadomości i warstw wielu wcieleń na Ziemi. To naturalny stan bycia. Pozwólcie, żeby te energie pojawiły się tutaj z powrotem. Przypomnijcie je sobie. Świadomość tego, co jednocześnie wydarza się w wielu wymiarach jest waszym przyrodzonym prawem. I nie mówię tu o fizycznych narodzinach, tylko o waszym anielskim, przyrodzonym prawie.

Zamknęliście się na tę świadomość z powodu doświadczeń, przeżytych podczas wielu wcieleń na Ziemi i za sprawą całej masy innych czynników. Cóż, częściowo było to zamierzone i zgodne z planem. W czasie waszych wczesnych wcieleń, na Lemurii, istniało pragnienie skupienia się na byciu w tej rzeczywistości. Właśnie to stanowiło duże wyzwanie. Ciężko pracowaliście nad tym, żeby się skupić, utrzymać swoją esencję w fizycznej rzeczywistości i przetrwać w biologicznym ciele.

W czasach Lemurii bardzo łatwo można się było wyśliznąć ze swojej biologii. Ciało od razu umierało. Z łatwością pojawiała się niechęć na pozwolenie sobie na zstąpienie do świadomości Ziemi. Bez trudu można było wyskoczyć z ciała i wrócić do wielowymiarowego stanu. Jednak dzięki ciężkiej pracy i wielu wcieleniom nauczyliście się pozostawać w tej rzeczywistości.

Cóż, to jest dobra wiadomość. Dokonaliście tego wszystkiego. Teraz nadchodzi pora domknięcia cyklu. Wiecie już jak utrzymać intensywne skupienie i wiecie, że jesteście w stanie to zrobić. Ale w jaki sposób ponownie otworzyć się na to, co zawsze było wasze? Na wielowymiarowość.

CO JEST TWOIM WIĘZIENIEM?

To naprawdę nie jest takie trudne. Wymaga około 20 albo 30 wcieleń nauki. Wy jednak zrobicie to w tym życiu. Jednak wpierw musicie dobrze zrozumieć co jest waszym więzieniem. Co jest waszym więzieniem? Co tak bardzo was hamuje i trzyma w ograniczeniach?

Wcześniej opowiedziałem historię o moim kryształowym więzieniu. A co jest WASZYM więzieniem? Poproszę drogą Lindę, żeby poszła do was z mikrofonem. Będą mówić ochotnicy – oczywiście tacy, których wybierze Linda (śmiech). Określimy co jest waszym więzieniem i podyskutujemy o tym. Chciałbym, żeby ktoś podniósł rękę i zgłosił się do pisania na tablicy. Linda będzie krążyć wśród publiczności, a my będziemy robić krótkie notatki. Co jest waszym więzieniem?

LINDA: Mam zabrać ze sobą nagrody?

ADAMUS: Tak, możesz wziąć kilka.

LINDA: Okej, tylko sięgnę do pudełka.

ADAMUS: Cauldre nie zabrał ze sobą wystarczająco dużo pieniędzy (sięga do kieszeni). Nic tam nie ma!

KATHY: Adamusie, czy chcesz, żebyśmy ci powiedzieli, co jest istotą tego więzienia? Pamiętam jak o tym mówiłeś…

ADAMUS: Chodzi o cokolwiek, co jest twoim więzieniem. Możesz wyliczyć kilka rzeczy albo powiedzieć co jest jego istotą.

LINDA: Okej, zacznijmy od Louise.

LOUISE: Napisałam małą rozprawkę.

LINDA: Louise odrobiła zadanie domowe. Dziękuję ci.

ADAMUS: Cauldre chce, żeby każdy, kto odpowiada, wstawał. Dzięki temu zostanie odpowiednio sfilmowany.

LOUISE: Okej. Cóż, moją pierwszą odpowiedzią było to, że stworzyłam sobie więzienie ze swojego umysłu. Następnie zobaczyłam podtytuł tej odpowiedzi – zwątpienie w siebie, osądzanie i okłamywanie samej siebie. Zaliczają się do tego błędne przekonania, a niekiedy brak klarowności i szum, stwarzany przez to wszystko na raz. Wówczas zaczynam się martwić i projektować w przyszłość negatywne konsekwencje – a co jeśli to lub tamto. W rezultacie pojawia się potencjał tworzenia negatywnego wyniku, o który potem się martwię.

LINDA: Czujemy twój ból.

LOUISE: To okropne! A następną kwestią są moje włosy! (śmiech) Następnie udałam się jeszcze głębiej i doszłam do strachu. Myślę, że to strach był rdzeniem tego wszystkiego – poczucie osobistego zagrożenia i porażki, strach przed rozczarowaniem sobą i ostatecznym unicestwieniem duszy. Nie jestem sparaliżowana tym lękiem, ale takie odpowiedzi do mnie przyszły. Istnieje więc taka część mnie, która faktycznie obawia się całkowitej destrukcji mojego istnienia. Na tym stwierdzeniu skończyłam.

ADAMUS: Dobrze, doskonale. Pozwól, że odniosę się do jednej rzeczy, o której powiedziałaś, a mianowicie do martwienia się o projekcję i manifestowanie tego, co negatywne. To bardzo częste i bardzo, bardzo powszechne. Jeśli macie jakąś negatywną myśl, np. na temat zachorowania na raka – och, na którego nie zachorujecie – to wówczas bardzo ograniczacie i zamykacie samych siebie.

Denerwuje mnie to całe pozytywne myślenie – wszystkie te kursy pozytywnego myślenia i afirmacji. Jeśli naprawdę chcecie być świadomymi i poszerzonymi istotami, pozwólcie sobie rozważać zarówno to, co nazywacie negatywnym lub ciemnym jak i to, co pozytywne. Dzięki temu będzie mogli ujrzeć całe pole potencjałów.

Kiedy zaczniecie tak robić, zdacie sobie sprawę, że pole potencjałów nie jest wypełnione plusami i minusami, pozytywami i negatywami. Uświadomicie sobie, że jest wypełnione wieloma innymi elementami oraz stanami pośrednimi. Gdy skończycie z ograniczeniami strachu przed stworzeniem negatywnej myśli i jej zamanifestowaniem, zaczniecie dostrzegać, że tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak pozytywy i negatywy. Istnieje wielka ekspansja i wielkie ograniczenie, wielka lekkość i wielki ciężar. Wyjdziecie daleko poza koncepcję pozytywu/negatywu.

Bo co się dzieje, kiedy ludzie skupiają się tylko na pozytywnych myślach? Wszyscy znamy odpowiedź. Pojawia się strach przed negatywnymi myślami. Ludzie odwracają się do nich plecami, ale one ciągle tam są. W wielowymiarowej ekspansji chodzi o zdanie sobie sprawy ze wszystkich potencjałów.

Nigdy się nie bójcie… Poświęćmy na to chwilę i zróbmy to w formie doświadczenia. Rak. To takie brudne słowo. Poczujcie je przez chwilę, wbrew wszystkiemu, co sobie myśleliście. Zatem czym jest rak? To zablokowana energia. Pewne drzwi w waszej biologii zamykają się na skutek ograniczonej świadomości, systemów wierzeń i tego typu rzeczy. Naturalne energie – również te biologiczne – muszą się poruszać i poszerzać. Kiedy drzwi zostają zamknięte, energie udają się gdzie indziej i obierają okrężną drogę do ekspansji. Dochodzi do braku lub zerwania komunikacji w naturalnym przepływie energii i w procesie samo-uzdrawiania ciała.

Komórki nie otrzymują odpowiednich poleceń lub nie mają odpowiedniego przepływu energii. Stają się nieobliczalne. Takie jest podłoże raka. Jednak tak naprawdę chodzi tu o… (w tyle sali słychać dzwonek komórki) Och… och, czuję jak rośnie nowotwór (śmiech).

A propos raka i telefonów komórkowych – te urządzenia emitują pewien rodzaj elektrycznego i elektromagnetycznego pola. Nosicie je ze sobą. Przykładacie do swojego ucha i do swojego mózgu. One niosą ze sobą nieustanny przepływ komunikacji i wiadomości – nie tylko tych, które zostały wysłane bezpośrednio do was. Nie chodzi tylko o wiadomości tekstowe. Telefony w pewien sposób są połączone z całą siecią komunikacji na Ziemi, a przez to z całą świadomością na planecie. A wy nosicie je ze sobą, jakbyście byli od nich zależni. Trzymacie je przy uchu, jakbyście potrzebowali komórki do komunikowania się.

Wy i ja komunikujemy się w tej chwili. Widzicie, żebym trzymał w ręce smartfona? Nie. Do tego właśnie zmierzacie. Tak czy owak jeśli nie macie innego powodu, to chociaż z szacunku dla osób obecnych w tej sali – proszę, wyłączcie te telefony. Pozbądźcie się ich z szacunku do siebie. Zacznijcie komunikować się wielowymiarowo.

Na marginesie, trzymacie tę rzecz przy swoim uchu i nosicie ją w kieszeni. Myślicie, że w co uderzą te energetyczne wzorce i co wywołają? Raka! Zablokują energie. Nie jestem wielkim fanem telefonów komórkowych, zgadliście. Tak więc…

LINDA: Zostali ostrzeżeni.

ADAMUS: Zostali ostrzeżeni. Zawsze znajdzie się ktoś, komu zadzwoni telefon. Sądzę, że to się już nie powtórzy..

LINDA: Nie.

ADAMUS: Nie. Wracając do dyskusji – strach przed negatywnością. To bardzo stare zaprogramowanie. Blokowanie wielu potencjalnych energii. To gra, w którą się bawicie. To więzienie, ponieważ mówicie – Mogę myśleć tylko pozytywnie. Cóż, po pierwsze, nie chodzi o myślenie, tylko o czucie i bycie świadomym. Ale tak, to w istocie tworzy więzienie. To strach, który sprawia, że zaczynacie się ograniczać. Decydujecie, żeby nie robić pewnych rzeczy, ponieważ mogą mieć negatywny rezultat. Zaczynacie się bać własnego cienia – Mój cień jest mroczny. Muszę od niego uciec. To więzienie. Doskonale. Dziękuję. Następny ochotnik.

ELIZABETH: Czy stoję we właściwym miejscu?

LINDA: Tak.

ELIZABETH: Dziękuję bardzo. Kiedy po raz pierwszy zapytałeś – Co jest twoim więzieniem? – od razu pomyślałam o lęku. Kropka. A potem się w to zagłębiłam. Chodzi o lęk przed porażką czy też przed tym, że nic nie znaczę. Jednak co ciekawe, większy lęk czuję przed byciem sobą i tym, że mam ogromne znaczenie. To było wewnętrzne uczucie. Coś niesamowitego…

ADAMUS: W istocie. To doskonała uwaga. Opuściliśmy dom. Jesteśmy w tej podróży – wy jesteście w tej podróży – żeby odkryć odpowiedź na pytanie – Kim jestem? To coś pięknego. Tym niemniej istnieje w was lęk, żeby tego dokonać. Jednak według mnie jeszcze bardziej boicie się zakończenia bardzo długiej i w pewnym sensie romantycznej podróży. Z tego powodu nieustannie kontynuujecie odkrywanie. Boicie się końca gry i tego, że będzie musieli być sobą. Jednakże bycie sobą jest wspaniałą rzeczą. Wystarczy spojrzeć na mnie (Adamus chichocze).

Bycie sobą to ogromna i najbardziej znacząca zmiana. Nic innego nie ma wówczas znaczenia – a ludzie lubią, kiedy coś ma znaczenie. Nie ma już żadnych ogrodzeń, parkanów, labiryntów czy torów przeszkód. A ludzie, no cóż, lubią te rzeczy. To one sprawiają, że czują się prawdziwi i żywi. Kiedyś na „Warsztatach Wzniesienia” zauważyliśmy, że pojawiło się uczucie zawierające się w słowach – Jeśli się wzniosę, to będę bardzo znudzony. Nie będę miał z kim walczyć. Odpadnie wszelki wysiłek i wyzwania. Wszystkiego dokonam i istnieje możliwość, że przestanę istnieć. Jednak tak się nie stanie. NIGDY NIE PRZESTANIECIE ISTNIEĆ.

Kiedy dochodzi się do tego momentu, nie można niczego zdefiniować za pomocą umysłowych czy ludzkich kategorii. Gdy naprawdę przyjmiecie JA JESTEM, nie będziecie potrzebować żadnych wyzwań, żeby czuć się żywym. Po prostu BĘDZIECIE ŻYWI. Nie będziecie musieli niczego sobie udowadniać za pomocą swoich osiągnięć. Będziecie się w nich po prostu kąpać.

Ludzie nie mogą tego zrozumieć, ponieważ tak bardzo przywykli do walki, zmagań, codziennych wyzwań, otrzymywania małych skrawków tu i ówdzie oraz do małych przyjemności, zamiast całkowitego bogactwa.

Tak, Elizabeth, świetnie to ujęłaś. Kiedy mówimy o tym, że wasza ludzka i duchowa forma przenikają się w tej chwili, zaczynacie się hamować. Wielu z was mówi – Nie teraz. Chcę mieć jeszcze trochę ludzkich doświadczeń. A zatem, świetnie ujęte.

LINDA: Mary?

ADAMUS: Tak.

MARY: Gry, w które wybieram grać. Zagłębiłam się w tę odpowiedź i poczułam barierę, którą się otoczyłam, żeby oddzielić się od mojego JA JESTEM.

ADAMUS: Dlaczego to zrobiłaś?

MARY: Żeby nie pamiętać.

ADAMUS: Dlaczego miałabyś tego chcieć? Zrobiłaś coś złego?

MARY: Nie wiem.

ADAMUS: Zostałaś aresztowana przez anioły? (śmiech) Dlaczego miałabyś tego chcieć? Odpowiedziałaś już na to w swojej pierwszej obserwacji.

MARY: Cóż, to z powodu gier, w które postanowiłam grać.

ADAMUS: Gry. To fantastyczna… gra. Oczywiście możecie w dalszym ciągu się w nią bawić, ale dlaczego nie być świadomym tego czym jest? Wtedy może się stać absolutnie niesamowitą zabawą, a wy możecie zacząć pisać o niej książki.

MARY: To prawda.

ADAMUS: Tak. Ale kiedy jesteście świadomi tego, że TO TYLKO GRA, trochę jej to ujmuje. Nie ma już takiego lęku, niepokoju i bólu.

SART: Wymyśliłem dwie odpowiedzi. Niezdolność do zmiany, która prawdopodobnie i tak zachodzi od 30 lat w tym życiu oraz…

ADAMUS: Niezdolność. Poczekaj. Porozmawiajmy o tym. Masz na myśli brak możliwości czy brak pragnienia zmiany?

SART: Brak pragnienia zmiany.

ADAMUS: Dziękuję.

SART: Tak, tak.

ADAMUS: Dziękuję ci.

SART: Tak, bardzo duży.

ADAMUS: Ale dlaczego nie chcesz się zmienić?

SART: Bo to wygodne.

ADAMUS: To jest wygodne. To nic złego, ale bądź tego świadomy. Nikt nie każe ci się zmieniać. Nie mówię tego tylko do ciebie. Nikt nie prosi nikogo z was, żebyście się zmieniali. Nie robię tego. Jednak słyszę, jak domagacie się zmiany, a więc przychodzę i do niej pobudzam lub sugeruję, że jest wam bardzo wygodnie dokładnie tam, gdzie jesteście. Wygodnie ci, Lindo?

LINDA H.: Mnie?

ADAMUS: Tak. Wygodnie ci tam gdzie jesteś?

LINDA H.: W tej chwili?

ADAMUS: Poproszę o mikrofon.

LINDA: Sart, mógłbyś jej podać mikrofon? Dziękuję.

LINDA H.: W tej chwili jest mi niezwykle wygodnie. Może nie mojej pupie, ale reszcie tak. Skorzystam z okazji, żeby powiedzieć co jest moim największym więzieniem. To coś bardzo podobnego do tego, co powiedziała Elizabeth. Zdałam sobie sprawę, że całe życie próbowałam ukryć się przed moją wspaniałością i tym, kim naprawdę jestem.

ADAMUS: Zatrzymam cię w tym momencie, jeśli nie masz nic przeciwko. Kiedy wrócisz z powrotem na drugą stronę, do nie-fizyczności między wcieleniami, będziesz tam w całej swojej wspaniałości. Spotkaliśmy się tam wiele razy. Jesteś niesamowitą nauczycielką i niesamowitym aniołem. Zrzuciłaś z siebie pewne obciążenia. Za każdym razem mówiłaś – Kiedy wrócę, wezmę ją ze sobą. Zrobiłaś to?

LINDA H.: Masz na myśli moją wspaniałość czy moje…

ADAMUS: Tak, twoją wspaniałość.

LINDA H.: Oczywiście…

ADAMUS: … że nie!

LINDA H.: Ale ukrywałam się przed nią.

ADAMUS: Nie. Nie. A my… nie chcę zdradzać zbyt wielu z naszych osobistych rozmów, ale…

LINDA H.: Cóż, nie mam nic przeciwko.

ADAMUS: Pytasz mnie – Dlaczego nie wzięłam ze sobą swojej wspaniałości? A ja odpowiadam – No właśnie, dlaczego? Zapytam cię o to teraz, choć tak naprawdę robimy to w innych wymiarach, będąc jednocześnie tutaj. Dlaczego nie zabrałaś ze sobą swojej wspaniałości?

LINDA H.: Cholera! Dlaczego tego nie zrobiłam?

ADAMUS: Nie wiem. Chciałabyś zrobić to teraz?

LINDA H.: Chciałabym.

ADAMUS: Naprawdę?

LINDA H.: Jestem gotowa.

ADAMUS: Dlaczego miałabyś nie być? Dlaczego miałabyś nie chcieć przynieść właśnie teraz tej samej wspaniałości, którą posiadasz po drugiej stronie? Jesteś niewiarygodna, tańczysz jak anioł, nauczasz.

LINDA H.: Naprawdę?

ADAMUS: Jesteś wspaniała. Ale dlaczego tak wiele z tego zostawiłaś po tamtej stronie?

LINDA H.: Bo nie chciałam się ujawniać?

ADAMUS: Tak. Dobrze. Och, w końcu do tego dochodzimy. Nie chcesz się ujawniać, bo co jeśli byłabyś naprawdę wspaniała tutaj? Co jeśli po prostu miałabyś tę wspaniałość? Co jeśli nie musiałabyś pracować nad napisaniem książki, śpiewem albo złożonymi problemami matematycznymi? Co jeśli to wszystko po prostu naturalnie by się pojawiało? Co by się wtedy stało?

LINDA H.: Byłabym ubóstwiana.

ADAMUS: Tak. Byłabyś ubóstwiana.

LINDA H.: Byłabym ubóstwiana.

ADAMUS: To nie takie złe.

LINDA H.: Nie … (śmiech). Zamiast tego zdecydowałam się ukryć i przejść przez całe to…

ADAMUS: Odpowiem za ciebie, jeśli pozwolisz.

LINDA H.: Dziękuję.

ADAMUS: Myślę, że masz to na końcu języka, a ja tylko cię za niego pociągnę.

LINDA H.: To dlatego, że… tak.

ADAMUS: To powszechny problem. Właśnie dlatego rozmawiamy na ten temat. Co się wydarzy, jeśli będziecie wspaniali, błyskotliwi i wybitni? Co jeśli z tego powodu będziecie zupełnie inni od pozostałych? Co jeśli stracicie przez to swoje współczucie i empatię? Co jeśli nie będziecie już znajdować się na niskim, ludzkim poziomie, bo wzniesiecie się wysoko ponad niego? Być może to strach przed tym, że stracilibyście swoje człowieczeństwo, głębokie współczucie i empatię.

LINDA H.: Tak.

ADAMUS: A więc wchodzicie w swoje stare buty… Nie, tak naprawdę to nie są stare buty, ale…

LINDA H.: Tak naprawdę to są! (śmiech)

ADAMUS: Nie chciałem tego mówić publicznie, ale… (więcej śmiechu). Wkładacie te stare buty, żeby odgrywać typowo ludzki aspekt siebie.

LINDA H.: Tak. Tak.

ADAMUS: Robicie to, żeby być jednym z wielu. Możecie czuć taką konieczność. I właśnie to może być waszym więzieniem.

LINDA H.: Im bardziej rozpoznaję swoją wspaniałość, tym bardziej próbuję iść w przeciwnym kierunku.

ADAMUS: Absolutnie. A co się dzieje, gdy zrobisz kilka małych kroczków w kierunku swojej wspaniałości?

LINDA H.: Zamykam się.

ADAMUS: Rozpadasz się.

LINDA H.: Tak.

ADAMUS: A potem się zamykasz.

LINDA H.: Tak.

ADAMUS: … i zastanawiasz się, co jest z tobą nie tak.

LINDA H.: Tak, tak.

ADAMUS: Widzisz? To takie proste. Ale porozmawiajmy teraz o wielkości i wspaniałości. W pewnym stopniu dotyczy to każdego z was. Tak się składa, że jesteś modelowym przykładem martwienia się – A co jeśli stracę empatię i nie będę taka jak inni? Nie będę już niczego pojmować. Po co mam być na Ziemi, jeśli nie mogę zrozumieć ludzi i pomagać im w ich zmaganiach?

LINDA H.: Tak.

ADAMUS: Cóż, Matko Tereso, to nie działa w ten sposób. Oni chcą ciebie widzieć jako kogoś wspaniałego. Naprawdę. Z chęcią zobaczyliby kilka par nowych butów zamiast tych schodzonych. O wiele bardziej woleliby, żebyś była dla nich światłem przewodnim i przykładem. Ja nazywam to byciem Standardem. Wiesz dobrze co to ból, cierpienie, emocjonalna nierównowaga, ubóstwo i wszystko inne, przez co przechodzą ludzie. Nie musisz już obdarowywać siebie takim doświadczeniem. Nikt z was nie musi. Ludzie chcą Standardów. I właśnie ukradłaś główny przekaz z mojej puenty do warsztatów obfitości – już więcej nie musicie być tacy. Przecież już wiecie, jak to jest.

Pozwolisz temu odejść?

LINDA H.: Słucham?

ADAMUS: Czy możesz to odpuścić?

LINDA H.: Tak, jestem gotowa.

ADAMUS: Chodziło mi o to czy mogłabyś puścić jego rękę.

LINDA H.: Och, przepraszam! (dużo śmiechu) To też.

ADAMUS: To wspaniała ręka, ale tu chodzi o ciebie. Czy pozwolisz temu odejść?

LINDA H.: Pozwolę. Wybieram, żeby to odpuścić. Wybieram obfitość i moją wspaniałość.

ADAMUS: Nie wierzę ci, ale popracujemy nad tym.

LINDA H.: Dziękuję.

ADAMUS: Wiem, że tego chcesz, ale…

LINDA H.: Chcę tego.

ADAMUS: … a jednak w dalszym ciągu stawiasz bariery i stwarzasz sobie więzienie. Ale popracujemy nad tym.

LINDA H.: Dziękuję.

ADAMUS: Dzięki.

LINDA: Chcesz jeszcze raz porozmawiać z Sartem?

ADAMUS: Tak. Jeszcze nie skończyliśmy.

LINDA: Dziękuję.

SART: I jestem z powrotem. Och, kolejna rzecz to pełnia bogactwa. Wydaje się, że bardzo dobrze manifestuję różne rzeczy. Jednak myślę, że robię to tak jak powiedziałeś na jednym z Shoudów – przez wysiłek i wymuszanie, zamiast przez przyzwolenie na przyjście obfitości i na to, żeby sama o siebie zadbała.

ADAMUS: Możesz mu dać nagrodę Adamusa? (publiczność wiwatuje) Widzicie, nie trzeba na nią pracować. Czy zatem ma jakąś wartość? Mogłaby być postrzegana jako bardziej wartościowa, jeśli musielibyście na nią naprawdę zapracować, np. jeśli kazałbym wam pełzać po pokoju na rękach i kolanach.

SART: Tak.

ADAMUS: Czy takie nagrody miałyby tę samą wartość?

SART: Nie.

ADAMUS (chichocząc): Czy druga miała większą wartość?

SART: Powiedziałbym, że tak.

ADAMUS: Nie wierzysz w to. Powiedziałeś tak, bo to brzmi jak właściwa odpowiedź.

SART: Czekałem na to tygodniami.

ADAMUS: Panuje przekonanie, że aby faktycznie na coś zasłużyć i być tego wartym, trzeba na to zapracować. To interesujące i zabawne. Co myślicie, kiedy patrzycie na wszystkie swoje zdobycze i laury? – Naprawdę ciężko na to zapracowałem.

Takie podejście jest w porządku. Jednak wiem, że niektórzy ludzie chcieliby wyjść poza to przekonanie, przestać ciężko pracować i po prostu być w przepływie.

SART: Tak. Myślę, że mam kilka dobrych wizji dla siebie i Shaumbry na Ziemi. Chciałbym wnieść ten potencjał dla każdego.

ADAMUS: Doskonale. Dobrze. A może najpierw zrób to dla siebie? Bądź Standardem.

SART: Najpierw dla siebie.

ADAMUS: Bądź moim bohaterem. Dobrze.

SART: Być Standardem.

ADAMUS: Bądź Standardem. Dziękuję ci.

A co jest twoim więzieniem Carolyn?

CAROLYN: Pod lękiem znalazłam poczucie winy…

ADAMUS: Och tak, jest mnóstwo poczucia winy.

CAROLYN: Mnóstwo poczucia winy, tak.

ADAMUS: Podświadome poczucie winy.

CAROLYN: Tak.

ADAMUS: Co twoim zdaniem jest jego źródłem?

CAROLYN: Czuję, jakbym dawno temu zrobiła coś złego.

ADAMUS: Absolutnie. Wiesz co to jest?

CAROLYN: To polegało na jakiejś destrukcji – nie tylko mojej, ale… cóż, wielu innych osób.

ADAMUS: Zrobiłaś kilka naprawdę złych rzeczy.

CAROLYN: Dziękuje ci, tak.

ADAMUS: Bardzo, bardzo złych rzeczy. Mnóstwo. Wciągnęło cię to. Ale czy pamiętasz co to było?

CAROLYN: Nie.

ADAMUS: Chcesz, żebym ci powiedział?

CAROLYN: Jasne.

ADAMUS: Nie zrobię tego (śmiech).

CAROLYN: Najważniejsze, że byłam naprawdę dobra w byciu złą i odniosłam w tym sukces.

ADAMUS: Jednak to nie ma znaczenia. Nie pamiętasz tego i w pewnym sensie to tylko obecne w twoim życiu majaki z przeszłości. Tak czy owak za każdym razem, kiedy masz już osiągnąć duży sukces – bum! Za każdym razem, kiedy zanosi się na radość z jakiejś relacji – bum! Za każdym razem, kiedy masz przeżyć wielki duchowy przełom i oświecenie, nagle wszystko wyhamowuje. Pojawia się coś, co to niszczy. To twoja największa gra.

Chodzi o poczucie winy – Zrobiłam coś złego. Jeśli byłabym w związku, miała pieniądze, oświeciła się itd., to prawdopodobnie zrobiłabym coś niestosownego… bo przecież kiedyś byłam zła. Musisz porozmawiać z Louise o rzutowaniu negatywizmu na swoje potencjały przyszłości. To lęk przed manifestowaniem. Odpuść to. Obojętnie czy pamiętasz, co zrobiłaś, po prostu pozwól temu odejść.

Zacznij swoje życie już dziś. Słyszałaś, jak mówimy z Tobiaszem o tym, że nie jesteście zbiorem swoich przeszłych żyć. Zdajcie sobie sprawę, że NIE JESTEŚCIE KONTYNUACJĄ SWOICH MINIONYCH WCIELEŃ. To tylko aspekty, które chcą integracji z wami, a nie z innymi aspektami. Jeśli patrzycie na siebie jak na liniową kontynuację swoich wcześniejszych żyć, to wiedzcie, że byłoby to niczym kazirodztwo. Aspekty z przeszłych wcieleń integrowałyby się z wami, a to byłoby naprawdę dziwne. Jak wiecie, prowadziłoby to do umysłowej nierównowagi na pewnych bardzo rzeczywistych poziomach.

Nie jesteście już swoją przeszłością. To dobry sposób na uwolnienie poczucia winy. Odkryjecie, że ono było bezpodstawne, a jego energia tworzyła więzienie. Wtedy zaczniecie żyć na nowo. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale dajcie temu szansę. Dużo oddychajcie.

LINDA: A propos więzienia – kilka czy kilkanaście lat temu często mówiono, że trzeba cofać się w przeszłość i pozbierać wszystkie swoje stare części.

ADAMUS: Jasne.

LINDA: Chodzi ci o to, że nie ma potrzeby tego robić?

ADAMUS: Absolutnie.

LINDA: Okej, dziękuję.

ADAMUS: Chyba, że lubicie chodzić do terapeutów, doradców i brać udział w wielu warsztatach. Konieczność powrotu i pozbierania wszystkich swoje części? Aspektologia porusza ten temat. To genialny kurs, stworzony przez Tobiasza. Szkoda, że to nie ja jestem jego autorem. Chodzi o czucie się ze sobą bezpiecznym i kochanym w TERAZ – bez względu na przeszłość. Chodzi o czucie się tak bezpiecznie i komfortowo z JA JESTEM w TERAZ, że wszystkie wasze aspekty mogą w naturalny sposób powrócić i zintegrować się z wami, zamiast was dręczyć.

Jednak w tej chwili wasze aspekty to dom wariatów. Żaden z nich nie wie, kto dowodzi, każdy ma swoją własną agendę. Nie wiedzą, gdzie jest dom i gdzie mają się udać. A zatem co robią? Utrwalają własną tożsamość. Jednak kiedy z serca a nie z głowy powiecie – Nie ma powodu, żeby czuć się winnym. Jestem Kim Jestem w TERAZ. Nic innego nie ma znaczenia – aspekty wracają do domu.

LINDA: Dziękuję ci.

ADAMUS: Dziękuję.

KYLE: Nie myślałam, że naprawdę dasz mi mikrofon. Zastanawianie się nad moim więzieniem – poczuciem winy – zaczęłam od szczęściu lat spędzonych w katolickiej szkole dla dziewczyn. To prowadzi głębiej i głębiej. I…

ADAMUS: Katolicka szkoła dla dziewcząt? Brzmi jak oksymoron.

KYLE: Prawda? (Śmieje się) Ale zakonnice nie patrzą na to w ten sposób.

ADAMUS: Tak.

KYLE: Wiesz, one mają dużo władzy. Zostawienie za sobą poczucia winy i kwestii zasługiwania na coś stało się dla mnie priorytetem. Nie możesz mieć obfitości, nie zasługujesz na nią – zagłębiałam się w te słowa. To wszystko dotyczy poczucia własnej wartości. Mogę powiedzieć, że kocham siebie. Ale… sam wiesz. W ciągu paru ostatnich dekad zostawiłam te kwestie za sobą, ale wiodę buntownicze życie.

ADAMUS: A zatem co jest twoim więzieniem?

KYLE: Myślę, że moim więzieniem, jest przekonanie, że jestem jedyną osobą, która wie, co jest słuszne. I w taki sposób „muszę” postępować. Próbuję zaimponować innym ludziom tym stylem życia, postawą i przekonaniem.

ADAMUS: A zatem twoim więzieniem jest bycie buntowniczką?

KYLE: Tak.

ADAMUS: Twoim więzieniem jest to, że musisz się przeciwstawiać?

KYLE: Muszę.

ADAMUS: Przeciwko czemu tak naprawdę się buntujesz? Publiczność w studio już zna odpowiedź na to pytanie.

KYLE: Najwyraźniej przeciwko samej sobie.

ADAMUS: Dziękuję. Dziękuję.

KYLE: Ale, ale, ale, ale, ale…

ADAMUS: W pewnym sensie to gra – tak jak w przypadku Mary.

KYLE: Och!

ADAMUS: Jest zabawą, dopóki jesteś jej świadoma. Grasz w ciągłe przeciwstawianie się samej sobie. Innymi słowy…

KYLE: Ale to prowadzi do braku, ubóstwa i zmęczenia…

ADAMUS: Jasne.

KYLE: … nic mi nie wychodzi, dostaję mandaty i wszystko, czego nie chcę.

ADAMUS: Pewnie.

KYLE: Czy mogę mieć jedno bez drugiego?

ADAMUS: Cóż, nie. Zatrzymajmy się. Powiedziałaś, że dostajesz wszystko, czego nie chcesz.

KYLE: Tak.

ADAMUS: A zatem kto tego chce? Czy ja ci to narzucam? Mówisz coś niesamowitego – Nie chcę tego. A przecież właśnie to pojawia się w twoim życiu.

KYLE: Tak.

ADAMUS: A więc musisz tego chcieć.

KYLE: Nie. Tak… nie… tak… nie… tak!

ADAMUS: Dlaczego to jest obecne w twoim życiu?

KYLE: Czy mogę teraz zbuntować się przeciwko tobie?

ADAMUS: Nie.

KYLE: (śmiech) I tak to zrobię!

ADAMUS: To dotyczy każdego z was. Jeśli coś istnieje w waszym życiu, to znaczy, że tego chcieliście. Będziecie się ze mną kłócić i mówić – Ale ja… Nie. To całkiem proste. JEŚLI COŚ JEST OBECNE W WASZYM ŻYCIU, TO MUSIELIŚCIE TEGO CHCIEĆ.

Podczas naszej następnej sesji porozmawiamy o świadomości. Chodzi o to, żebyście zdawali sobie sprawę jakie jest pochodzenie różnych rzeczy. Cóż, jakiś wasz mały lub duży aspekt może czegoś chcieć i przyczyniać się do tego, że to istnieje. W twoim przypadku to jest „buntownik”. To część ciebie, która nieustannie stwarza tarcie i konflikt. Istnieje przekonanie, według którego właśnie to daje ci większą siłę i udowadnia twoją wartość.

W ten sposób, ciągle wracacie do trudności. Wchodzicie w stare wzorce i zaczynacie to robić niemal automatycznie. To autohipnoza. Trwa to dopóki nie zatrzymamy się na chwilę tak jak teraz i nie zadamy pytania – Co jest moim więzieniem? Wtedy zaczynacie być tego wszystkiego świadomi – Ach, na jakimś przewrotnym poziomie musiałem właśnie tego chcieć. Moje następnie pytanie brzmi – Kto tu jest szefem?

KYLE: Wydaje się, że każda moja część. To mój problem. Kto we mnie jest szefem?

ADAMUS: No właśnie, kto?

KYLE: Wiesz, jestem bardzo świadoma istnienia mentalnej części mnie oraz tej duchowej. Jest też część, będąca moim ciałem, moje Wyższe Ja i… Nie wiem, której z tych części ufać.

ADAMUS: Dokładnie. Nie ma szefa. Twoje aspekty nie mają szefa. Szef opuścił je dawno temu, mówiąc – Adios. Przejmujecie interes – a one grały we wspaniałą grę. Twoje aspekty robiły dokładnie to, czego od nich chciałaś. Co działo się, kiedy nauczyciel w podstawówce mówił – Zaraz wracam – i opuszczał salę? Mijała godzina, a klasa była rozniesiona na strzępy!

Nie masz żadnego szefa. To bardzo proste, Kyle. Chodzi o to, żebyś zaakceptowała swoją suwerenność. Nie oddawaj jej na rzecz jakiejś boskości, której tak naprawdę nie rozumiesz. TO TY JESTEŚ SZEFEM.

KYLE: Ale ja – umysł? Czy ja – serce? A może…

ADAMUS: A może po prostu TY, która tu stoisz i patrzysz na mnie?

KYLE: Kto jest mną? Kim jestem?

ADAMUS: Kto jest mną? – to świetne filozoficzne pytanie. Jesteś tym, kimkolwiek chcesz być.

KYLE: Och! (śmiech)

ADAMUS: To TY musisz podjąć decyzję. Pytanie – Kim jestem? – to wyparcie. To ponowne stwierdzenie – Nie ma szefa. Nie wiem. Będę grać w to, że szef poszedł na lunch. Wyjechał na ryby.

KYLE: Och, okej.

ADAMUS: To mówienie – Szef jest na wakacjach, nie ma go tutaj. Jeśli powiesz – Jestem Kim Jestem. Jestem tu, żeby rozkazywać energii – mówiliśmy o tym w Szkołach Tajemnych – zaczynasz być dowódczynią samej siebie i zarządzasz energią. Zatem przestań się bawić w swoją grę wątpliwości.

KYLE: Och, to coś, co robię dobrze.

ADAMUS: Zbyt dobrze (śmiech). Dziękuję ci.

KYLE: Dziękuję.

ADAMUS: Twoim więzieniem jest to, że nikogo nie ma w domu. Nikt nie jest szefem. Chodzi o to, żebyś się nim stała, wzięła klucz, otworzyła drzwi więzienia i przez nie wyszła. Ale musisz tego chcieć. Nie mogę tego zrobić za ciebie. Więzienie nie zniknie w magiczny sposób. Musisz wrócić do samej siebie i być w sobie. Dziękuję.

LINDA: Więcej odpowiedzi?

ADAMUS: Och tak, tak.

LINDA: Okej.

ADAMUS: Jeszcze parę odpowiedzi, a potem opowiem kilka fascynujących historii.

JEANNE: Okej, moim więzieniem jest kwestia zaufania sobie co do tego, że mogę być sama ze sobą i się sobą zaopiekować To jedna z moich odpowiedzi.

ADAMUS: W istocie.

JEANNE: Z drugiej strony nie ufam żadnym grupom i temu, że są bezpieczną przestrzenią. Boję się, że w ich świadomości zatracę siebie.

ADAMUS: Tak.

JEANNE: W pewnym sensie miotam się między byciem zdolną do zatroszczenia się o siebie, a wątpieniem w to.. Z drugiej strony nie czuję się bezpiecznie w grupach.

ADAMUS: Jak wielu z was ma awersję do różnych społeczności i ich energii? Każdy z was powinien podnieść rękę. Grupy i ich energia przypominają wam starą Atlantydę. Jeśli narysujemy wykres świadomości, to pokaże nam, że przechodzimy od atlantyckiej wspólnotowej świadomości poprzez system wierzeń w Boga – starego-białego-wkurzonego-człowieka-w-niebie – ku ostatecznej ewolucji, którą jest JA JESTEM.

Niechęć do grup jest zatem czymś normalnym. Ogólnie rzecz biorąc, grupy będą próbować wciągnąć was w swoje agendy. Będą chciały, żebyście przestrzegali ich reguł i wierzyli w to co one. Jednak powinniście od tego uciec albo być temu niechętni, ponieważ przechodzicie przez proces odkrywania swojej własnej suwerenności.

Możecie tego dokonywać na spotkaniu z innymi w znajomym, bezpiecznym otoczeniu. Jednak grupa nie powinna wam dawać żadnych wytycznych. Wasze energie powinny schodzić się razem za pośrednictwem tego, co nazywamy Shoudem. Dzięki temu usłyszycie, co sami macie sobie do powiedzenia. To nie powinny być czyjeś słowa, tylko wasze. To nie ja powinienem wam mówić, co macie myśleć. Ja będę was tylko prowokować i inspirować do tego, żebyście udali się do swego wnętrza.

A dzięki temu dochodzi się do zrozumienia, że waszym lękiem i więzieniem jesteście WY SAMI. Czy zatem możecie się sobą zaopiekować? Mam na myśli to, co zawiera się w pytaniach – Czy mogę być swoim JA JESTEM? Kiedyś byłem częścią anielskich grup. Pochodzę z wielkiej jedności. Czy mogę być teraz swoją własną Jednością? Dobre pytanie. Odpowiedź brzmi – TAK.

LINDA: Sir?

STOJĄCY NIEDŹWIEDŹ (DOUGLAS): (wzdychając) To dla mnie trudne, Adamusie. Och, moim więzieniem jest utrata mojej bliźniaczej duszy – mojej żony oraz utrata mojej tożsamości, wiedzy, siebie, tego kim jestem i kwestionowanie swojej wspaniałości.

ADAMUS: Dobrze. Pewnie już wiesz, jaka będzie moja odpowiedź – nie ma czegoś takiego jak bliźniacza dusza. Nic takiego nie istnieje. Nic. Ty nią jesteś dla samego siebie. To jedna z najbardziej pokręconych koncepcji, którą wymyślono dawno temu. Dzięki niej sprzedano mnóstwo książek i nagrań, ale to całkowita bzdura. To tak, jakby waszej duszy miało brakować jakiejś części. Cóż, w pewnym sensie to prawda. Ale tu nie chodzi o inną osobę, tylko o wasze wnętrze i was samych. Nie ma żadnej bliźniaczej duszy.

Powiem ci coś, co nieco ci pomoże. Byłeś w związku, który sięga bardzo starych czasów – długo przed powstaniem Ziemi. To bardzo stara i bardzo piękna relacja. Ale przez wieki byliście powiązani ze sobą karmicznie. Czasami pojawia się tendencja do mylenia romansu z karmą. Wchodzicie w tę słodką, milutką przestrzeń i myślicie, że to miłość. A to nic innego jak tylko karma. To niekoniecznie coś złego. Tym niemniej macie więź z inną istotą – duszą – i życie po życiu powracacie razem, podążając starą ścieżką.

Dochodzisz do punktu, w którym mówisz, że chcesz zmiany, ewolucji i zrozumienia JA JESTEM. Jednak nie możesz tego zrobić, ciągnąc za sobą starą karmę. Część ciebie płonie pragnieniem ponownego odkrycia relacji najpierw z samym sobą, a dopiero potem z inną istotą. Istnieje część ciebie, która głęboko pragnie dzielić tę ewolucję z inną istotą. Niekoniecznie chcesz doświadczyć tego w samotności, ale, drogi przyjacielu, musisz być skłonny zrobić to właśnie w ten sposób. Niekoniecznie tak się wydarzy, ale musisz być na to gotowy. Dopóki nie dojdziesz do tego punktu, twoja partnerka zawsze będzie czuć ściskającą, przylegającą, wiążącą i ograniczającą karmiczną energię.

Tak naprawdę sam zaplanowałeś uwolnienie tej relacji. Wierzysz w iluzję, że była to najbardziej bolesna rzecz, jaką kiedykolwiek przeżyłeś – koniec świata, zapadnięcie się w otchłań – ponieważ zakończył się dla ciebie stary świat. Uwalniasz tę relację, żebyście oboje mogli na nowo ją odkryć. Innymi słowy pozbywasz się z tego związku Starej Energii.

Na tych warsztatach odkryjesz najwspanialszy potencjał – jakby to było, gdyby każde z was było suwerenną istotą. Jeszcze nimi nie jesteście. Istnieje między wami połączenie. Tak naprawdę jesteście niczym łodzie zakotwiczone w sobie nawzajem. Twoja żona idzie inną ścieżką ku świadomości, ale to dobra ścieżka.

Co się stanie, jeśli uwolnisz waszą relację? Co się stanie, kiedy będziesz zdany na siebie nie tylko po jednym waszym wspólnym wcieleniu, ale po setkach setek spędzonych razem żyć? Wiedziałeś, że to nieuniknione i że musi się wydarzyć. I oto się stało. Piękna sprawa. Odkryjesz to sam. A wtedy pojawi się potencjał odtworzenia tej relacji bez karmy i starego bagażu.

Co może być piękniejsze niż poznanie siebie i kogoś innego jako tego, kim naprawdę jest? Nie w oparciu o przeszłość, ale o prawdę.

Wiem, że to bolesne, ale proszę, żebyś zrozumiał, że to największe błogosławieństwo, jakie możesz w tej chwili ofiarować sobie i swojej żonie.

Weź głęboki oddech. Wszystko się uda. Będziemy to odkrywać przez następne kilka dni. Będziemy eksplorować ten potencjał. Dziękuję ci.

Ach! Czyż nie czujecie się lepiej? Nie? Okej. (śmiech) No dobra. Jeszcze jedna odpowiedź i idziemy dalej.

DEB: Ufanie sobie.

ADAMUS: Absolutnie. Dlaczego to twoje więzienie? Dlaczego sobie nie ufasz? Pozwól, że zadam pierwsze pytanie – ufanie sobie jest naturalne czy nienaturalne?

DEB: Ufanie sobie jest naturalne.

ADAMUS: Jest naturalne. Co zatem może odciągać od ufania sobie?

DEB: Opuszczanie samej siebie.

ADAMUS: Dlaczego opuściłaś siebie?

DEB: Nie ufałam temu, że mogę na sobie polegać. Zawiodłam siebie, okłamując się, nie wierząc w siebie, nie czując wewnętrznego połączenia ze sobą.

ADAMUS: Tak. Czy mógłbym coś dodać?

DEB: Oczywiście.

ADAMUS: Poruszyłaś zasadniczą kwestię, którą jest zaufanie do sobie. To zdarza się całkiem często. Przychodzisz na Ziemię. Przybierasz różne tożsamości – masz jedną z nich właśnie teraz. Dochodzisz do punktu, w którym mówisz – To kłamstwo i iluzja. Jesteś na siebie bardzo zła. Mówisz – Nie byłam sobie wierna, bo stworzyłam tę tożsamość, zwaną Deb, która jest kłamstwem. Iluzją. Nie mówię, że jesteś kłamczuchą. Zostawiam to sobie na inną okazję… (śmiech) Ale tak naprawdę wszystko w pewien sposób jest kłamstwem. Istnieje część ciebie, która krytykuje cię w tym momencie, mówiąc – Uwierzyłaś w to kłamstwo, że jesteś Deb. Tak naprawdę jesteś czymś o wiele większym. To iluzja.

Czujesz więc, że zdradziłaś siebie. Stworzyłaś fałszywą tożsamość i dlatego przestałaś sobie ufać. Mówisz – Zostałam uwięziona w tej iluzji, jak więc mogłabym sobie dalej ufać? I wtedy się zamykasz.

Każdy z was do jakiegoś stopnia przechodzi przez coś podobnego. Od czasu do czasu czujecie czystość swojej duszy. Zamiast euforii, która zawsze temu towarzyszy, czujecie coś w stylu – O mój boże, nie byłem sobie wierny. Stworzyłem te wszystkie kłamstwa, iluzje i ten gówniany system wierzeń, fizyczny ból i umysłową nierównowagę. To ewidentnie kłamstwa. A zatem ja sam również jestem kłamcą.

Co wówczas się dzieje? Blokujecie się przed tym, co nazwalibyście swoją duszą. A ona tak naprawdę wcale was nie osądza. Nie nazywa was kłamcami. To wy malujecie taki obraz. To wy wczuwacie się w czystość swojej duszy i czujecie się jak palant przez to, że nie byliście sobie wierni.

To dobrze – a nie źle – że dochodzicie do tego punktu. Mówicie z przekonaniem – Wydostanę się z tej iluzji. Wyjdę na wolność z tego więzienia. Będę tym, kim jestem. A zatem to fantastyczna sprawa. Nie kłamiecie. Po prostu zaczynacie sobie uświadamiać własne ograniczenia i więzienie. Dziękuję ci.

Doskonałe odpowiedzi. Powiedziałbym, że każda z nich zasługuje na nagrodę Adamusa.

LINDA: Przyjdźcie potem odebrać nagrody. Dziękuję.

ADAMUS: Zanim przejdziemy dalej, zrobimy przerwę i dopiero wtedy zaczniemy następną część.

WYJŚCIE Z WIĘZIENIA

Żeby naprawdę powrócić do naturalnego stanu wielowymiarowej świadomości i istnienia, ważne jest szczere zdanie sobie sprawy z tego, co jest waszym więzieniem. To może być sporym wyzwaniem. Samoocena może być czymś bardzo trudnym, ponieważ miesza się w nią umysł i robi wymówki. Zatem zwykle pierwsze wasze odpowiedzi są najlepsze. Są najbardziej klarowne. Potem pojawia się umysł i zaczynacie obrzucać siebie mnóstwem śmieci i wątpliwości.

Zachęcam was do spojrzenia na to, co jest waszym więzieniem. Zróbcie to teraz, na tych zajęciach. Zadajcie to pytanie nie tylko swojej ludzkiej jaźni. Zapytajcie SIEBIE – Co jest moim więzieniem? Odpowiedź pojawi się sama – dzisiaj, jutro, a być może za tydzień. Żeby się poszerzyć i być naprawdę świadomym, trzeba wyjść z więzienia. To ważne.

Opowiedziałem wam o moim więzieniu. Wiecie jak to było w przypadku Tobiasza? Jego więzienie było dosłowne. W ostatnim życiu na Ziemi był znany jako Agos i umarł w więzieniu. Z pewnych powodów został tam osadzony. Przypuszczalnie dlatego, że ktoś chciał jego ziemi, a jedynym sposobem, żeby to zrobić było fałszywe oskarżenie. Nie będę wdawał się w szczegóły (Adamus chichocze), ale Tobiasz skończył w więzieniu. Stracił swoją ziemię i rodzinę. Jednak jego prawdziwym więzieniem była jego wiara w Boga.

Był pobożnym Żydem. Od wielu wcieleń studiował święte księgi. Nauczył się na pamięć każdego wersetu. W pewnym sensie był krytyczny wobec innych. Zawsze powtarzał, czym powinno być prawo. Był jak wrzód na… na systemie wierzeń. Ale miał pasję do Boga. Wymyślił sobie, że jedyną drogą do jego poznania jest podążanie za zasadami, dopóki Bóg nie spojrzy na niego przychylnym okiem i nie przywróci go z powrotem do owczarni.

Podczas ostatnich miesięcy w więzieniu, kiedy już wiedział, że umrze, był bardzo zły na Boga. Nagraliśmy niektóre z jego konwersacji – powinniście to usłyszeć! (śmiech) Nie mówił już – Drogi Boże – tylko – Boże, do jasnej cholery! Umieram w więzieniu. Zrobiłem wszystko tak jak mówiły księgi. Byłem najpobożniejszym z pobożnych i oto umieram. Nie słyszysz, jak cię wzywam? A zatem albo nie istniejesz, albo mnie nie lubisz… albo jesteś naprawdę wypaczoną istotą.

Zatem Tobiasz zrezygnował z Boga, wyrzucił go z serca. Drogi Stojący Niedźwiedziu, to było jeszcze bardziej bolesne niż zrezygnowanie z relacji z żoną, która trwała od eonów czasu. Takie było więzienie Tobiasza. Wiecie co stało się w chwili, w której pozwolił odejść Bogu i swojej wierze? Oświecił się. Gdy tylko wyszedł poza swój system wierzeń, odkrył Boga. Bóg był tam przez cały czas. Bóg był NIM. TO ON BYŁ BOGIEM.

Oświecił się w jeden z najpiękniejszych sposobów. Umarł kilka dni później. To nie brzmi jak szczęśliwe zakończenie, ale właśnie takie było. Mógł w łatwy sposób wybrać, żeby natychmiast tu powrócić, mieć następne wcielenie i rozumieć, że – Ja Jestem Bogiem Także. Każdy nim jest. Zamiast tego wybrał pozostanie po drugiej stronie przez tysiące lat, żeby być w służbie dla każdej i każdego z was. Myślał – Jeśli musiałem przeżyć to wszystko, żeby odkryć siebie, to chcę pomóc innym w odkryciu ich wewnętrznego Boga. Z fizycznego więzienia oswobodził się poprzez śmierć, a z duchowego poprzez uwolnienie.

Więzieniem Kuthumiego, którego wszyscy dobrze znacie, był natomiast umysł. Dla niektórych to brzmi znajomo, czyż nie? Kuthumi był uczonym. W młodości nieustannie studiował. Potem wyruszył na uniwersytet do Anglii i studiował jeszcze więcej. Studiował filozofię i matematykę. Do pewnego stopnia studiował religię, ale tak naprawdę był zainteresowany nauką. Chciał się oświecić poprzez swój umysł, ponieważ mu powiedziano, że to umysł zawiera w sobie najwyższy potencjał.

Rzeczywiście był jednym z najlepszych studentów. Był błyskotliwy… ale oszalał, jeszcze zanim ukończył uniwersytet. Nawet nie był w stanie sam siebie umyć, nakarmić czy ubrać. Załamał się i był przykuty do łóżka przez kilka lat. To nie był przyjemny widok – oglądać jak niesamowicie inteligentna istota z wieloma niewiarygodnymi wcieleniami – jako faraon, filozof czy matematyk – przechodzi takie załamanie.

Więzieniem Kuthumiego, mającym swój początek wiele żyć wcześniej, był jego umysł. On chciał wszystko analizować, zamiast raczej doświadczać tego w swoim sercu. W końcu przeżył załamanie nerwowe. Doznał oświecenia w wyniku uwolnienia pragnienia poznania za sprawą umysłu.

Potem już nie studiował. Porzucił książki. Podróżował po całej Europie, Bliskim Wschodzie, Indiach, Afryce… świętując życie. Wyruszał gdzieś tylko po to, żeby doświadczać. Nie miał wielkiego celu, nie próbował niczego zrobić. Po wielu życiach przebywania w więzieniu swojego umysł, zdał sobie sprawę, że po prostu chce ODCZUWAĆ ŻYCIE. Nie próbował już nauczać. Chodziło tylko o to, żeby doświadczać. Oczywiście w ten sposób nauczał wielu ludzi.

Oto historie trzech Mistrzów. Przez tydzień mógłbym opowiadać historie o Mistrzach, którzy przeszli przez podobne traumatyczne doświadczenia swojego więzienia.

Wy jednak nie musicie przechodzić przez żadną traumę – chyba że tego chcecie. Pytam was zatem – Co jest waszym więzieniem? Bądźcie tego świadomi. I zapytajcie siebie czy jesteście gotowi wyjść poza to. Czy jesteście gotowi wziąć klucz, otworzyć drzwi i uwolnić samych siebie?

Weźmy razem głęboki oddech.

Dziękuję wam wszystkim za dodanie swojej energii. Dziękuję wam za eksplorowanie obszarów, stanowiących duże wyzwanie.

Po przerwie wrócimy na kolejną sesję.

Jestem Kim Jestem, wolny i suwerenny Adamus.

LINDA: I tak to jest.

Oddychaj.

Oddychaj i czuj to wszystko, co oferuje Adamus. Czuj wszystko, czym się dzieli na temat zrozumienia, czucia i uwolnienia ze swojego więzienia. Wdychaj to. Oddychaj i czuj.

Czuj energię. Czuj i wiedz, że możesz pozwolić temu odejść.

Oddychaj głęboko. Oddychaj i czuj każdą swoją częścią. Wdychaj i poszerzaj się wewnątrz, wydychaj i poszerzaj się na zewnątrz.

Oddychaj w radości i świętowaniu. Oddychaj dla siebie.

Oddychaj.

SESJA 3

ZMYSŁY ANIELSKIE – BYCIE ŚWIADOMYM ORAZ WSPÓŁCZUCIE

 

LINDA: Usiądź wygodnie i oddychaj głęboko. Wybierz świadomy oddech, wypełniający ciebie i twoje wnętrze.

Oddychaj i czuj. Chwilę temu siedzieliśmy razem, dzieląc ze sobą wspaniałe energie tej szkoły i tego wielowymiarowego doświadczenia.

Oddychaj tym. Pozwól na to. Z każdym oddechem pozwól sobie na pełnię uczestnictwa w tym materiale i na bycie obecnym.

Oddychaj. Wdychaj całą swoją duszę. Oddychaj podczas celebrowania tego wielowymiarowego doświadczenia z Adamusem. Oddychaj.

Oddychaj.

ADAMUS: Jestem Kim Jestem, Adamus z Suwerennego Królestwa. Kontynuujemy naszą dyskusję o wielowymiarowym życiu.

Zanim wejdziemy w doświadczenie, chcę nieco opowiedzieć o podstawach. Chcę, żebyście rozumieli o co chodzi, zanim wyruszycie. Przez chwilę zajmiemy się teorią, a potem będziemy mieć kilka doświadczeń w wielowymiarowej rzeczywistości i w wielowymiarowej świadomości.

Nim przejdziemy do dyskusji na temat anielskich zmysłów, chciałbym wam o czymś przypomnieć. Żeby naprawdę wyjść na wolność i czuć się komfortowo w tego rodzaju nie-fizycznych podróżach, musicie zrozumieć co jest waszym więzieniem. Jakie macie ograniczenia? Mówiłem o tym dzisiejszego popołudnia. Proszę, żebyście tego wieczora lub do jutrzejszego poranka naprawdę doszli z tym do klarowności. Zajmijcie się tym tak, żebyście mogli to zdefiniować za pomocą jednego lub dwóch słów, a maksymalnie czterech.

Nieraz macie tendencję do tworzenia rozbudowanych koncepcji, a chodzi o to, żeby być w stanie zdefiniować swoje więzienie za pomocą maksymalnie czterech słów. Więzieniem Tobiasza był Bóg, Kuthumiego – umysł lub analizowanie, a moim – przerzucanie winy i odpowiedzialności na wszystkich dookoła. Widzicie jak prosto można to opisać.

Czy możecie zdefiniować swoje więzienie za pomocą czterech słów lub mniej? Wyświadczycie sobie ogromną przysługę, jeśli będziecie w stanie określić to w tak zwięzły i esencjonalny sposób. W waszym życiu zaczną się pojawiać przypomnienia, odnoszące się do waszego więzienia – jednak nie po to, żeby was prześladować, ale żeby dać wam możliwość wyjść poza nie. To nie musi być nic traumatycznego i w żaden sposób nie musi powodować waszego niepokoju.

PIĘĆ ANIELSKICH ZMYSŁÓW

Istnieje pięć anielskich zmysłów. Niektórzy twierdzą, że jest ich o wiele więcej, ale w Karmazynowej Radzie definiujemy je zasadniczo jako pięć zmysłów. Poproszę Lindę, żeby napisała nazwę pierwszego z nich na tablicy.

LINDA: Cała przyjemność po mojej stronie.

ADAMUS: Omówimy pięć podstawowych anielskich zmysłów, a jutro przejdziemy do rozmowy na temat analogicznych ludzkich zmysłów. Dzięki temu kiedy będziecie odbywać wielowymiarowe podróże, będziecie wiedzieć, jak rozumieć to, co się wydarza. Wielu z was oczekuje ujrzenia pewnych obrazów lub wizji. Ogólnie rzecz biorąc, tak nie będzie. Myślicie, że ta podróż będzie przypominała sen. Też nie. Istnieje inny sposób rozumienia tego, czego tam doświadczycie. Zaczniemy więc od podstaw. Pięć anielskich zmysłów. Każdy z nich jest przyrodzonym prawem waszej duszy.